SN: przepisy kodeksu cywilnego dotyczące zadośćuczynień dla bliskich osób w stanie wegetatywnym wymagają nowelizacji

Sąd Najwyższy zaapelował do ustawodawcy, aby "określił, czy rodzina ma prawo do zadośćuczynienia, gdy poszkodowany nie zmarł, lecz jest w stanie wegetatywnym. A jeśli tak – to kto konkretnie i na jakich warunkach" - informuje "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 20.06.2018 r.). Według gazety, rozmowy wewnątrzrządowe w kwestii ewentualnych  zmian w kodeksie cywilnym, które  określałyby prawa do zadośćuczynienia dla  najbliższych osób mają odbyć się w najbliższych tygodniach. I jeżeli Komisja Nadzoru Finansowego (KNF)  potwierdzi, że uchwały SN  w powiększonym składzie z  27 marca 2018 r.  "są finansowo nieprzewidywalne dla branży", Ministerstwo Sprawiedliwości podjęłoby się  prac nad nowelizacją przepisów. Dziennik przypomina, iż SN niedawno opublikował swoje uzasadnienie do wydanych uchwał, stwierdzając, iż  pieniądze należą się najbliższym osoby znajdującej się w stanie wegetatywnym, "o ile uszczerbek na zdrowiu był ciężki i trwały". W związku z tym organ nadzoru finansowego wyszacował  wynikające z uchwał SN  koszty dla ubezpieczycieli. I tak, według wyliczeń KNF koszty te oscylowałyby   w  granicach od 600 mln zł do nawet 16 mld zł. Jednak zdaniem prawników z Biura Rzecznika Finansowego,  szacunki nadzoru  są zdecydowanie przesadzone. W  opinii ekspertów RzF,  "realne skutki finansowe uchwał nie przekraczałyby dla ubezpieczycieli 400–500 mln zł" - podaje "DGP".  Ponadto, „KNF oszacowała też, że w przypadku, gdyby odsetek ciężko rannych, w stosunku do których towarzystwa musiałyby wypłacać zadośćuczynienia najbliższym poszkodowanego, wynosił co najmniej 50 proc., to od trzech do 11 zakładów ubezpieczeń nie spełniałoby wymogów kapitałowych po utworzeniu dodatkowej rezerwy techniczno-ubezpieczeniowej” – pisze gazeta, powołując się na publikację  Reginy Skibińskiej w portalu "ObserwatorFinansowy.pl."

Zadośćuczynienie  1,7 mln zł  i dożywotnia renta od szpitala za błąd okołoporodowy

Sąd Najwyższy przyznał  10-letniej dziewczynce,  która "wskutek błędu lekarskiego przy porodzie (...) pozostaje w stanie skrajnego kalectwa, wymaga stałej opieki, a rodzice nie mają z nią kontaktu intelektualnego ani nadziei na poprawę" oraz jej rodzicom  1,7 mln zł zadośćuczynienia,  a z odsetkami  ponad 3 mln zł - donosi "Rzeczpospolita"(Nr z 18.06.2018 r.). Według dziennika, "nie pomogły argumenty szpitala o trudnej sytuacji finansowej i wypłacaniu poszkodowanej 4,4 tys. zł miesięcznej renty". Jak oświadczyła sędzia SN Katarzyna Tyczka-Rote, "za wysokim zadośćuczynieniem dla dziecka przemawia nie tylko jego stan, ale i to, że trwał będzie przez całe jego życie, trudno powiedzieć jak długie. Może przeżyć rodziców, i musi mieć jakieś zabezpieczenie, a zadośćuczynienie wypłacane jest jednorazowo" – pisze gazeta. Ponadto, SN  podkreślił,  iż wyrok ten "wytycza praktykę sądów w tych sprawach". W opinii "Rz", wyrok SN  "jest precedensowy, zwłaszcza w części zadośćuczynienia dla rodziców za ograniczenie więzi rodzinnej z bardzo chorym dzieckiem".
Wyrok SN  (sygn. akt I CSK 472/16) jest ostateczny. 
Dziennik przypomina, iż Sąd Okręgowy zasądził na rzecz dziecka 4,4 tys. zł renty oraz 400 tys. zł zadośćuczynienia. Dla matki 70 tys. zł, a dla ojca 30 tys. zł. Sąd Apelacyjny w Warszawie zwiększył zadośćuczynienie dla dziecka do 1,2 mln zł, dla matki – do 300 tys. zł, a dla ojca – do 200 tys. zł.  SN utrzymał zasądzone w II instancji kwoty.
Szpital  już wypłacił 1,2 mln zł,  z czego z polisy OC szpitala zapłacono jedynie 250 tys. - informuje gazeta.


Rynek kancelarii odszkodowawczych w końcu zostanie uregulowany

 Do laski marszałkowskiej trafił senacki  projekt ustawy o świadczeniu usług dochodzenia roszczeń odszkodowawczych. W opinii  towarzystw  ubezpieczeniowych oraz Rzecznika Finansowego – podaje "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 19.06.2018 r.) - proponowana regulacja ma zwiększyć bezpieczeństwo poszkodowanych. Natomiast zdaniem szybko rosnącego sektora kancelarii odszkodowawczych, prawne uregulowanie działalności odszkodowawców  w  zaproponowanym kształcie " może zaszkodzić przedsiębiorcom, przez co wiele osób w potrzebie byłoby skazanych tylko na siebie w walce z korporacjami finansowymi"- pisze gazeta. Takie  stanowisko branży odszkodowawczej  może tłumaczyć chociażby  art. 8  projektowanej ustawy,  zabraniający  kancelariom odszkodowawczym przyjmowania na swoje rachunki bankowe wypłat dokonywanych przez zakłady ubezpieczeń. Jak informuje "DGP", pieniądze z odszkodowania  będą musiały od razu  trafić do poszkodowanego klienta, a ten dopiero  po  otrzymaniu środków  od ubezpieczyciela  będzie zobowiązany do rozliczenia się za usługę z kancelarią. Zdaniem projektodawców regulacji,  taka droga  przepływu pieniędzy ma zwiększyć bezpieczeństwo poszkodowanych. Dlaczego ? Ponieważ w razie ewentualnej  upadłości kancelarii, jej  klient może nie otrzymać należnych pieniędzy - wyjaśnia  dziennik. Z kolei,  "w przypadku sporu z doradcą co do wysokości wynagrodzenia to klient jest w trudniejszej sytuacji, gdyż musi być stroną aktywną w ewentualnym procesie". Ponadto, odszkodowawca obecnie  ma faktyczną możliwość opóźnienia przekazania otrzymanych środków pieniężnych, a "zdarzały się też przypadki, gdy kancelarie odszkodowawcze o wątpliwej reputacji w ogóle nie chciały wypłacić należnych poszkodowanemu pieniędzy" - zauważa gazeta.
Projekt przewiduje również obowiązek wykupienia ubezpieczenia OC przez doradców odszkodowawczych za szkody wyrządzone przy wykonywaniu działalności w zakresie dochodzenia roszczeń. Zdaniem kancelarii, podniesie to im  koszty prowadzenia działalności, które w konsekwencji zostaną  przerzucone na klientów - podkreśla "DGP". Ponadto, kancelarie obawiają się też, że przez wprowadzenie nowych reguł płatności za ich usługi,  biznes stanie się dla nich  ryzykowny, istnieje bowiem ryzyko, że bo po otrzymaniu odszkodowań klienci  nie będą chcieli regulować swych zobowiązań wobec pełnomocników. Z kolei określona  ustawowo wysokość prowizji będzie skutkować ograniczeniem ich wynagrodzeń.

Wypadek spowodowany przez pojazd bez OC grozi  finansową  ruiną
 
Kierowcy zakładają, że  ubezpieczenie OC pojazdu zawsze automatycznie się przedłuża,  nie wiedzą zaś, że czasem  ich komunikacyjna polisa OC straci ważność nie przedłużając  się z automatu. Z kolei, z drugiej strony właściciele samochodów myślą, że jeśli ich auto stoi nieużywane w garażu, to nie muszą kupować komunikacyjnej  polisy OC. Tymczasem to właśnie z tych powodów najczęściej dostają potem kary, i to idące w tysiące zł  - informuje "Wirtualna Polska"(www.wp.pl z 20.06.2018 r.).  Portal podaje wyniki ankiety przedstawionej przez Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (UFG), które pokazują poziom świadomości kierowców w kwestii  obowiązujących przepisów  ubezpieczenia komunikacyjnego OC. I tak, aż 87 proc. osób wie, że polisę trzeba wykupić najpóźniej w dniu rejestracji, ale  24 proc. kierowców nie wie, że są sytuacje, w których polisa może nie zostać przedłużona automatycznie. Aktualnie, gdy samochód zmieni właściciela, stare ubezpieczenie jest ważne jedynie do dnia zapisanego na polisie. Nowy posiadacz auta musi więc zadbać o ponowne wykupienie OC, gdyż nie dostanie automatycznie polisy pocztą. Według ankiety UFG,  świadomych tego  jest   75 proc. ankietowanych - pisze "Wirtualna Polska".  Ponadto, aż w 40 proc. przypadków powodem braku ubezpieczenia OC było nieopłacenie kolejnej raty i w efekcie wygaśnięcie polisy. Zdaniem UFG,  problem ten może dotyczyć nawet ponad 4 mln  osób, które kupują komunikacyjne OC na raty.
Elżbieta Wanat-Połeć, prezes UFG przyznaje, że "ostatni wzrost cen polis OC zwiększył zainteresowanie płatnościami w ratach (...) Dlatego tak istotnie jest, by właściciele aut pamiętali o opłaceniu wszystkich rat składki, inaczej bowiem ich OC nie przedłuży się automatycznie na kolejny rok" - donosi portal.
Brak ważnego ubezpieczenia OC może odkryć nie tylko funkcjonariusz podczas kontroli drogowej, ale  też  tzw. "wirtualny policjant". Jest to system komputerowy sprawdzający bazę danych i wyszukujący pojazdy, w przypadku których wystąpiła przerwa w  polisie OC (w efekcie jego pracy można dostać karę). I tak,  w 2018 r. dla samochodu osobowego wynosi ona 4,2 tys. zł, jeżeli brak  OC ponad 14 dni; zaś połowę tej kwoty (2,1 tys. zł), gdy polisy brak od 4 do 14 dni. Natomiast brak OC do 3 skutkuje karą 840 zł (20 proc.).
O regresie wobec UFG za wypłacone przez Fundusz odszkodowanie, gdy osoba w pojeździe bez OC spowoduje wypadek, wie 70 proc. badanych kierowców.


Przypis składki z polis inwestycyjnych powędrował  mocno  w  dół 

Ubezpieczyciele życiowi nie mają dobrej passy. W I kwartale 2018 r.   wartość składek z tytułu ubezpieczeń na życie wyniosła 5,7 mld zł, podczas gdy w analogicznym okresie 2017 r. przypis składki wyniósł  6,12 mld zł – donosi "Rzeczpospolita"(Nr z 18.06.2018r.), powołując się na Polską Izbę Ubezpieczeń (PIU). Oznacza to zniżkę o 7,4 proc. -  podkreśla dziennik. Według gazety,  spadek składki  dotyczył głównie polis z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym (UFK) z 2,89 mld zł do 2,31 mld zł (ponad 20 proc.). Tymczasem zakłady, które nie oferują polis z UFK, "nie odczuły zmian, a w klasycznych ubezpieczeniach na życie składka nawet nieznacznie wzrosła"- podaje "Rz". Zdaniem Jarosława Bartkiewicza, prezesa Prudential w Polsce, spadek przypisu z UFK wynika zapewne z mniejszej liczby takich polis. W ub. r. zakończyło się wiele umów terminowych, zaś  klienci nabrali dystansu do tych produktów i nie kupują ich tak chętnie jak kiedyś. Ponadto, wiele osób zrezygnowało z umów po porozumieniach, które ubezpieczyciele zawarli z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów(UOKiK). Pojawiły się też przepisy, które wymusiły na ubezpieczycielach obniżkę opłat  i niektóre towarzystwa zrezygnowały ze sprzedaży ubezpieczeń z UFK ze składką regularną - informuje dziennik. Z kolei Rajmund Rusiecki, członek zarządu Generali Życie tłumaczy, iż "malejący przypis w ubezpieczeniach na życie w skali całego rynku jest głównie spowodowany spadkami, jakie odnotowano w tzw. singlach – w ubezpieczeniach ze składką jednorazową, głównie w kanale bankowym".  Natomiast Szymon Fidziński, dyrektor departamentu aktuarialnego i zarządzania ryzykiem w Open Life podkreśla, że spadek przypisu z umów z UFK wynika z kondycji rynku finansowego, a więc ze spadków giełdowych indeksów czy braku spektakularnych zwyżek.
Sektor ubezpieczeniowy liczy  "odbicie", które ma umożliwić wprowadzenie  pracowniczych  planów kapitałowych  (PPK) w 2019 r. Według Jana Grzegorza Prądzyńskiego, prezesa PIU, "ubezpieczyciele życiowi czekają przede wszystkim na ostateczny kształt ustawy o PPK i decyzję o zwolnieniu z podatku od aktywów środków, gromadzonych na długoterminowe oszczędzanie" - dodaje  dziennik.

Polski rolnik od suszy  nie jest ubezpieczony

  
Występująca na terenie prawie całego kraju susza wpłynie na tegoroczne zbiory. Obejmuje ona  już uprawy zbóż jarych, ozimych, truskawek, krzewów owocowych, drzew owocowych oraz rzepaku i rzepiku. Wprawdzie budżet państwa dopłaca 65 proc. do składki za ubezpieczenie wszystkich podstawowych upraw polowych, to "ubezpieczyć uprawy na wypadek suszy jest więcej niż trudno" - informuje "Rzeczpospolita"(Nr z 21.06.2018 r.). Jak twierdzi  w gazecie Justyna Kostecka, rzecznik prasowy Krajowej Rady Izb Rolniczych (KRIR), oferta  ubezpieczycieli często przekracza stawki umożliwiające racjonalne podjęcie decyzji o wykupieniu tego ubezpieczenia. "Oddzielnej polisy na wypadek suszy nie oferuje żadne towarzystwo, a tylko jedno zgadza się zapewnić ochronę z pakietem pozostałych ryzyk,  ale składka jest bardzo wysoka" - pisze dziennik, powołując się na Łukasza Prusińskiego, brokera z Willis Towers Watson -  i sięga  17 proc. sumy ubezpieczenia.  Albowiem  dla ubezpieczycieli wyzwaniem jest odpowiednie wyważenie taryf, zaś likwidacja szkód wymaga dużych nakładów technicznych i osobowych - podkreśla Michael Loesche, członek zarządu Concordii. Dlatego też w poprzednich latach bardzo mała liczba rolników ubezpieczała się od suszy. Na przykład w  2015 r. takich  polis było tylko 86 - informuje "Rz".
Zdaniem Andrzeja Maciążka, wiceprezesa Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU), na niektórych terenach susza jest zjawiskiem pewnym, co "czyni z niej zjawisko prawie nieubezpieczalne", dlatego powinno się postawić na prewencję, budowę odpowiedniej infrastruktury i uprawę gatunków roślin dopasowanych do warunków glebowych - podaje dziennik. Według "Rz", ubezpieczenie na wypadek suszy do 30 kwietnia br. oferowało PZU SA,  jednak rolnicy nie byli nim zainteresowani.

Niedopuszczalna  wykładnia OWU, pozwalająca odmówić odszkodowania już po zajściu zdarzenia

 Zdaniem Sądu Najwyższego (sygn. akt: II CSK 445/17),  niedopuszczalna jest wykładnia ogólnych  warunków ubezpieczenia (OWU) , która pozwalała odmówić odszkodowania już po zajściu zdarzenia czy wypadku. Z wyroku SN wynika, iż  "skoro nie wszystko da się zawrzeć w umowie czy Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia, trzeba patrzeć na cel polisy" - informuje "Rzeczpospolita"(Nr z 19.06.2018  r.). SN rozpatrywał sprawę  firmy z branży fitness, która żądała odszkodowania z polisy ubezpieczenia mienia, obejmującej wyposażenie lokalu (w tym także w razie dewastacji). Ubezpieczyciel zaś odmówił wypłaty odszkodowania za sprzęt, który uległ zniszczeniu,  kiedy właściciel lokalu wypowiedział spółce  umowę najmu ze skutkiem natychmiastowym - pisze gazeta. Sprawa  trafiła do sądu. Zarówno Sąd Okręgowy jak i Sąd Apelacyjny oddaliły pozew   spółki.  " W ocenie sądów nie było to zdarzenie nagłe ani niespodziewane, a szczególnie nie była to dewastacja w rozumieniu OWU, czyli zniszczenie cudzego mienia bez racjonalnych powodów. Nie jest to zatem zdarzenie losowe objęte ubezpieczeniem" - podaje dziennik. Sprawa trafiła do SN, który  nie podzielił  stanowiska sądów,   niższych instancji, uznając, że wszelkie niejasności powinny być interpretowane na korzyść ubezpieczającego. Zdaniem SN,  dopiero po zdarzeniu było wiadomo, że nie  obejmowała go polisa.  Sąd Najwyższy przekazał więc sprawę  do ponownego rozpatrzenia - donosi "Rz".

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT