SN : ubezpieczyciel ponosi odpowiedzialność odszkodowawczą za śmierć kierowcy podczas postoju pojazdu

Sąd Najwyższy orzekł (sygn. akt II CSK 404/17), że firma ubezpieczeniowa nie może żądać od poszkodowanego, aby wykazał, że wypadkowi jest winien posiadacz stojącego pojazdu - informuje "Rzeczpospolita" (Nr z 24.08.2018 r.) Zdaniem SN, ubezpieczyciel odpowiada bowiem  za wypadek podczas postoju na "ostrzejszych zasadach, tj. na zasadzie ryzyka". Tak więc poszkodowany lub jego bliscy "nie muszą wykazywać zawinienia właścicielowi auta, a w praktyce firmie ubezpieczeniowej, w której miał on wykupioną polisę" - podaje dziennik. Paweł Wawszczak, ekspert z Biura Rzecznika Finansowego (RzF)  wyjaśnia zaś, iż wyrok SN w sprawie odpowiedzialności za śmierć kierowcy podczas postoju, podtrzymuje  stanowisko, że nie ma podstaw do zawężania odpowiedzialności ubezpieczeniowej na zasadzie ryzyka do szkód wyrządzonych w związku z ruchem pojazdu mechanicznego w sensie fizycznym. Albowiem do ustalenia odpowiedzialności badany jest związek przyczynowy między niebezpieczeństwem wywołanym przez pojazd w czasie postoju a szkodą. Nie ma natomiast znaczenia, czy szkoda powstała w związku z ruchem pojazdu - pisze gazeta.  W opinii „Rz", najnowszy wyrok SN  może mieć  duże znaczenie dla likwidacji szkód z polisy OC; m.in. stanowić  wsparcie w sporach dotyczących innych szkód powstałych podczas postoju pojazdu, np. przy samozapłonie auta. Towarzystwa ubezpieczeń  bowiem wiele razy odmawiały przyjęcia odpowiedzialności za szkody powstałe w czasie postoju pojazdu, argumentując, iż to poszkodowany powinien wykazać winę posiadacza auta.
Sąd Najwyższy  rozstrzygał  w sprawie z powództwa Danuty L., która domagała się od towarzystwa ubezpieczeń 150 tys. zł  zadośćuczynienia za krzywdę spowodowaną śmiercią jej partnera i zarazem ojca jej dziecka ( w marcu 2010 r.)  na skutek zatrucia tlenkiem węgla w kabinie ciągnika siodłowego, należącego do firmy transportowej.

Aktywa  UFK  w pierwszej  połowie 2018 r.  zmniejszyły się   o 4,2 mld zł
 
Aktywa zgromadzone w ubezpieczeniowych funduszach kapitałowych (UFK) miały na koniec czerwca 2018 r. wartość 54,4 mld zł. Jest to o 4,2 mld zł (około 7,2 proc.) mniej niż na koniec 2017 r., który był rekordowy dla tej grupy produktów - informuje "Puls Biznesu"(Nr z 24.08.2018 r.), powołując się  na dane Analizy Online.
Według dziennika, spadek aktywów UFK jest konsekwencją  słabych wyników funduszy oraz ujemnego salda wpłat i wypłat, które wyniosło w analizowanym czasie 1,9 mld zł. Najwyższą dynamikę spadku odnotowały fundusze absolutnej stopy zwrotu (-28,5 proc.), w tym przede wszystkim te  oparte na funduszach zarządzanych przez Altus TFI oraz sekurytyzacyjne (-56,6 proc.). Z kolei największy  spadek aktywów (w ujęciu wartościowym) odnotowały   fundusze akcyjne (mniej o 2,2 mld zł) oraz  fundusze mieszane (spadek o 1,8 mld zł).
Jak  podaje gazeta za  Analizy Online,  jedynym segmentem UFK, który odnotował wzrost aktywów w I półroczu 2018 r. były fundusze gotówkowe i pieniężne. I tak, wartość środków w nich zgromadzonych wzrosła o 0,5 mld zł do prawie 4,4 mld zł - pisze "PB".

Klient  towarzystw ubezpieczeń na  życie chce  przede wszystkim chronić swoje zdrowie

Według Anety Podyma-Milczarek, prezes zarządu Pramerica Życie TUiR SA, obecnie wśród Polaków  widoczna jest tendencja wykupywania umów chroniących zdrowie.  Potwierdzają  to wyniki najnowszego   Raportu Pramerica Insight: „Polacy i Amerykanie o finansach osobistych” - informuje "Rzeczpospolita" (Nr z 20.08.2018r.)". Albowiem aż 68 proc.  osób  badanych przez firmę stwierdziło,  że ich głównym celem finansowym jest pokrycie niespodziewanych wydatków na leczenie. Natomiast tylko 5 proc. respondentów  zadeklarowało, że miałoby finanse na pokrycie takich kosztów.  "Zatem na pewno jest to kierunek, na który Polacy będą stawiać. Jeśli do tego dołożymy statystykę zachorowań chociażby na nowotwory, która rośnie w błyskawicznym tempie, to kierowanie finansów na ten element życia nie dziwi" - przyznaje w dzienniku prezes Pramerica. Natomiast największym wyzwaniem dla ubezpieczycieli jest dzisiaj  utrzymanie klienta - twierdzi w gazecie  Aneta Podyma-Milczarek. Zdaniem  szefowej Pramerica,  "aby zyskać jego lojalność, trzeba być rzetelnym i uczciwym, a także budować długotrwałe, oparte na zaufaniu relacje. Zaś fakt, że  rynkowa oferta produktów  ubezpieczeniowych jest  tak bogata, a klient ma możliwość jej oceny i weryfikacji, powoduje, że budowa lojalności i – co ważne – zadowolenia klienta wymaga sporego wysiłku i zaangażowania" - twierdzi w dzienniku prezes  Podyma-Milczarek.  Podkreśla, że dla każdego ubezpieczyciela, oprócz  otoczenia rynkowego czy ekonomicznego, bardzo ważne jest również otoczenie prawne, które stawia wiele wymagań, mających na celu ochronę klienta; wprowadzane w tym celu są kolejne uregulowania prawne. W jej opinii - podaje gazeta -  "dla całej branży ubezpieczeniowej kluczowe jest, aby o tych rozwiązaniach otwarcie rozmawiać (...) w odpowiednim czasie. Chodzi przecież o wypracowanie najlepszych dla klienta rozwiązań na rynku". Ponadto, trzeba pamiętać, ten trend do regulowania rynku będzie się wzmacniał, m.in. ze względu na zmieniającą się rzeczywistość, otoczenie, nowe ryzyka czy stosowane technologie - zauważa prezes Pramerica. Jednak zanim te nowe rozwiązania prawne powstaną,  "najważniejszą kwestią jest dialog sektora i regulatora. To pozwoli wypracować najlepsze rozwiązania, uwzględniające daną sytuację branży i jego klientów".

SN  rozstrzygnie kolejne kwestie  prawne,  związane  z odszkodowaniami z tytułu komunikacyjnych polis OC

Sąd Najwyższy w siedmioosobowym  składzie  rozstrzygnie problem, czy odszkodowania komunikacyjne mają być zwiększane o koszty ekspertyz pośredników - informuje "Rzeczpospolita"(Nr z 22.08.2018r.). Pytanie prawne w tej sprawie (sygn. akt III CZP 68/18) skierowała do Izby Cywilnej SN  jego pierwsza prezes. Chodzi tu o opłaty rzędu 300–500 zł, ale że problem dotyczy dużego rynku kancelarii odszkodowawczych, więc rzecz idzie  o duże pieniądze - pisze dziennik. Istnieje tu  bowiem niejednolite  orzecznictwo, wynikające z różnej interpretacji art. 509 kodeksu cywilnego. I tak, jedni "stoją na stanowisku, że poszkodowany może sporządzić prywatną ekspertyzę mającą sprawdzić, czy odszkodowanie skompensuje szkodę. Jeśli zaś tego nie uczyni, to może to zrobić wstępujący w ogół jego praw nabywca wierzytelności. I w obu przypadkach należy się rekompensata" -  podaje gazeta. Natomiast według drugiego stanowiska,  w przypadku ekspertyzy na zlecenie nabywcy wierzytelności, roszczenie o zwrot tego wydatku nie było przedmiotem przelewu, gdyż  jeszcze tego wydatku nie było. Nie ma więc czego refundować, zaś dodatkowo "podnosi się, że nabywca jako profesjonalista w wycenie szkód powinien traktować koszt ekspertyzy jako wydatek wchodzący w zakres jego działalności gospodarczej, a przez to niewymagający refundacji" - tłumaczy "Rz", podkreślając, iż już   kilka   miesięcy  temu  Sąd Okręgowy w Częstochowie skierował podobne pytanie do SN,  które także czeka na rozstrzygnięcie. Sprawa dotyczy firm windykacyjnej,  która nabyła  od poszkodowanego w kolizji komunikacyjnej  "wszelkie prawa do odszkodowania" oraz  pozwała  ubezpieczyciela,  którego polisę OC miał sprawca wypadku. Windykator domagał  się 2,1 tys. zł odszkodowania za uszkodzenie pojazdu oraz 300 zł wydatku na wykonanie kalkulacji kosztów naprawy i wyceny pojazdu - pisze gazeta.
Ponadto, Sąd Najwyższy  rozpatrzy także pytanie prawne, z którym zwrócił się do SN  Sąd Okręgowy w Szczecinie (sygn. akt III CZP 74/18), czy w przypadku wyrządzenia  w pojeździe  szkody częściowej, "w sytuacji gdy przed ustaleniem wysokości odszkodowania dojdzie do naprawy pojazdu przywracającej ten pojazd do stanu sprzed powstania szkody, odszkodowanie należne poszkodowanemu w ramach ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej (...) ograniczone jest do równowartości wydatków faktycznie poniesionych celem naprawy pojazdu, czy też powinno być ustalone jako równowartość hipotetycznie określonych kosztów przywrócenia pojazdu do stanu poprzedniego?”. Jak zaznacza dziennik, jest to kolejne takie pytanie prawne SO w Szczecinie.  Rozstrzygnięcie w tej kwestii podejmie trzyosobowy skład sędziów SN.

Polisa zmniejszy koszty wycofania wadliwego produktu

Zdjęcie z półek sklepowych całej partii wadliwego produktu przynosi  spore straty dla przedsiębiorcy. Jednak standardowe ubezpieczenia firm  nie zrekompensują mu kosztów  poniesionych z tego tytułu - ostrzega "Puls Biznesu"(Nr z 20.08.2018r.). Dziennik podkreśla, że tak popularna wśród przedsiębiorców polisa OC  za produkt  "pokrywa tylko szkody wyrządzone osobom trzecim". "PB" opisuje przypadek  pomyłki dużego koncernu spożywczego, który w opakowaniu „cukier waniliowy” sprzedawał  kwasek cytrynowy. Wprawdzie firmie "udało się przekonać do siebie na nowo zawiedzonego klienta przeprosinami w postaci pakietu produktów do degustacji. Pomyłka będzie przedsiębiorstwo jednak kosztować dużo więcej, kiedy zacznie się wycofywanie wadliwego towaru z rynku" - twierdzi gazeta.
Jak wyjaśnia  Łukasz Zoń, prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych (SPBUiR),  OC za produkt nie obejmuje bowiem  kosztów wycofania towarów z rynku.  Ubezpieczyciele jednak dla takich ryzyk oferują  ochronę  w ramach "klauzuli recall" w OC za produkt - podkreśla.  Jej  koszt jest znikomy w porównaniu do całej składki za OC z tytułu prowadzonej działalności - podaje dziennik. Z kolei  Wojciech Janowski, właściciel Kancelarii Brokerskiej Janowski i Wspólnicy twierdzi, iż przedsiębiorstwo,   aby   skorzystać z możliwości  tej klauzuli,  musi posiadać plan wycofania produktu z rynku.  Innym rozwiązaniem jest zakup samodzielnej ochrony -  tzw.  Contaminated Product Insurance (CPI), która  pokryje także m.in. utratę zysku firmy czy zastąpienie wycofywanego produktu nową partią - pisze "PB". W  Polsce CPI  oferują  już Chubb i Warta, a  do wprowadzenia  jej do swojej oferty przygotowuje się  Generali.

Ubezpieczenia "odbijają się czkawką"  na wyniku finansowym Idea Bank

Wyniki i kapitały Idea Banku  obciążą  duże odpisy - donosi "Rzeczpospolita"(Nr z 18.08.2018r.) za  komunikatem  instytucji. Jak podał bank,  odpisy te "wynikają z braku zapłaty raty za portfele wierzytelności nabyte przez GetBack i dążenia GetBacku do redukcji zobowiązania funduszu wobec Idea Banku. W kwietniu bank podał, że całość należności od tego funduszu to 72 mln zł"-  podaje dziennik. Kolejne obciążenia rezerw banku dotyczą prowizji, przede wszystkim  zwrotu prowizji od produktów inwestycyjnych z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym (UFK) w wysokości 42 mln zł  oraz  zwrotu prowizji od produktów ubezpieczeniowych powiązanych z umowami kredytu (72 mln zł). Bank wyjaśnia - pisze gazeta - że  jest to konsekwencją decyzji niektórych klientów o wcześniejszym zamknięciu ubezpieczeniowych funduszy kapitałowych (UFK) i wyższej  od   zakładanej szkodowości kredytów sprzedawanych z ubezpieczeniami. Według "Rz", "sprawa ubezpieczeń uderzy również w bilans banku na poziomie skonsolidowanym i jednostkowym na koniec 2017 r. odpowiednio o 145 mln zł i 164 mln zł. W tym, korekty rozliczeń przychodów i kosztów dotyczących produktów ubezpieczeniowych w wysokości około 94 mln zł na poziomie skonsolidowanym oraz 113 mln zł na jednostkowym, a także korekty rozliczeń przychodów i kosztów dotyczących produktów ubezpieczeniowych, w przypadku których zidentyfikowano opóźnienia w rejestracji wypowiedzenia umów, w wysokości około 51 mln zł na poziomie jednostkowym i skonsolidowanym" . Co istotne, Idea Bank ma "niewielki niedobór kapitałów" - szacuje gazeta.
W opinii dziennika, "pod znakiem zapytania z powodu dużych odpisów w II kwartale stoi dodatni wynik netto Idea Banku za  cały 2018 r. "  Jeśli więc firma  zanotuje stratę, bank będzie mógł wnioskować do KNF o zatwierdzenie programu naprawczego, co zgodnie z ustawą zwolniłoby go z podatku od aktywów.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT