SN rozstrzygnie, czy za szkody powstałe na osobie w trakcie naprawy pojazdu, ubezpieczyciel odpowiada na zasadzie ryzyka, czy na zasadzie winy

Sąd Najwyższy  określi, kto odpowiada za szkody wyrządzone przez stojący w warsztacie  naprawczym pojazd - informuje "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 31.10.2017 r.). Jak podaje gazeta, Sąd Apelacyjny w Poznaniu zadał Sądowi Najwyższemu pytanie prawne, czy  "za szkody powstałe na osobie w trakcie naprawy (diagnostyki) pojazdu w warsztacie, w trakcie jego postoju z wyłączonym silnikiem, a pozostające w bezpośrednim związku przyczynowym z uszkodzeniem pojazdu wynikającym z jego eksploatacji, zakład ubezpieczeń ponosi odpowiedzialność na zasadzie ryzyka (art. 436 par. 1 kodeksu cywilnego w zw. z art. 435 par. 1 k.c.) czy też na zasadach ogólnych (art. 415 k.c.)”.
Poznański SA rozpatrywał  sprawę  pracownika firmy przewozowej,  który uległ wypadkowi w  warsztacie naprawczym w sytuacji,  gdy wraz z innym pracownikiem  tegoż przedsiębiorstwa pompował oponę ciężarówki za pomocą kompresora. Wówczas doszło do jej wybuchu, w wyniku  którego kierowca  doznał licznych ciężkich obrażeń - pisze dziennik. "DGP" zauważa, iż obaj mężczyźni wcześniej sprawdzali stan ogumienia wozu. Pracodawca zlecił postępowanie powypadkowe, a w jego wyniku  ustalono, że do pęknięcia opony doszło na skutek "postępującego uszkodzenia mechanicznego, które było konsekwencją normalnej eksploatacji pojazdu. Natomiast samo uszkodzenie mogło nie być zauważone gołym okiem, zwłaszcza przy małej ilości powietrza w oponie" - donosi gazeta.

Stawki ubezpieczeń sieci elektroenergetycznych pójdą w górę

Przez ostatnie  miesiące przez Polskę przetoczyły się trzy huragany.  Żywioł zerwał setki dachów,  powalił  tysiące drzew i uszkodził linie elektroenergetyczne,   pozbawiając prądu setki tysięcy odbiorców. Towarzystwa  ubezpieczeniowe odnotowały w związku z tym     nawet o 300 proc. więcej zgłoszeń szkód niż zwykle. Skutkiem tego mogą być wyższe ceny  polis - donosi "Rzeczpospolita"(Nr z 31.10.2017 r.). Może  więc  okazać się, że korekta stawek za ochronę  ubezpieczeniową będzie miała miejsce  szczególnie w rejonach,  gdzie  natężenie  niebezpiecznych zjawisk atmosferycznych jest największe.
Według dziennika,  informacjami o szkodach najbardziej zasypane są PZU i Ergo Hestia. Jak informuje w gazecie Marcin Seklecki, dyrektor ds. likwidacji szkód detalicznych w Ergo Hestii,  po przejściu huraganu    "dynamika zgłoszeń szkód majątkowych wyniosła 367 proc. w stosunku do standardowej liczby zgłoszeń". "Rz"  natomiast zauważa, że  inne towarzystwa nie odnotowały aż takiego wzrostu liczby szkód. Na przykład nieznaczny wzrost liczby zgłoszeń pojawił się w  Axa i TU Europa.  Z kolei według Dawida Korszenia, rzecznika prasowego Warty, do ubezpieczyciela wpłynęło  o około " 30 proc. więcej zgłoszeń niż w standardowym okresie roku, gdy nie ma negatywnych zdarzeń pogodowych" -  twierdzi dziennik.   "Rzeczpospolita" podkreśla, że   przy szkodach masowych,  gdy straty nie są wysokie, towarzystwa stosują ułatwienia dla klientów.  Luiza Głuchowska-Janota, dyrektor Biura Operacyjnej Obsługi Szkód AXA Ubezpieczenia TUiR SA przyznaje w gazecie:  "nie chcemy komplikować sytuacji poszkodowanym, maksymalnie więc upraszczamy formalności. Przy mniejszych szkodach wypłacamy pieniądze od razu, nie ma nawet potrzeby przesyłania zdjęć".
Dziennik podkreśla,  że właściciele sieci elektroenergetycznych nie rozliczyli się jeszcze z ubezpieczycielami po przejściu sierpniowej nawałnicy, ani tym bardziej październikowego orkanu Ksawery. Podsumowali jednak  nakłady na odtworzenie sieci.  Na przykład,  łącznie w 4 spółkach dystrybucyjnych, kontrolowanych przez państwo, odtworzenie sieci kosztowało 120 mln zł - pisze gazeta, powołując się  na  informacje udostępnione "Rz"  przez niektórych operatorów sieci oraz  szacunki własne.  Sieci te  były ubezpieczone, więc operatorzy liczą na odzyskanie wszystkich nakładów poniesionych na ich odbudowę.

Skuteczność CEPiK 2.0. w zapobieganiu procederowi korekt liczników w autach pod znakiem zapytania ?

Nowy CEPiK (Centralna Ewidencja Pojazdów i Kierowców) miał ukrócić zjawisko korekt liczników w  samochodach.  Jednak jego skuteczność stoi obecnie pod znakiem zapytania - twierdzi "o2.pl"(www.o2.pl z 30.10.2017 r.). Przez pierwsze dziewięć miesięcy 2017 r. na polskie drogi wjechało zza granicy nieco ponad 700 tys. aut,  z  których według szacunków  Związku Dealerów Samochodowych (ZDS),  nawet 80 proc. samochodów miało zmodyfikowany przebieg. Z kolei przedstawiciel sieci komisów AAA Auto mówi, że ponad 90 proc. sprowadzanych z zza granicy używanych pojazdów ma "lewy" licznik. Dokładnych danych jednak brak - pisze portal. Zaś kary za te "korekty" to czysta teoria, ponieważ zmiana wskazań licznika nie jest w Polsce karana. Tymczasem "zmniejszenie przebiegu pojazdu można podciągnąć pod art. 286 kk, czyli oszustwo -  podaje "o2.pl".
Nowe przepisy  nad którymi pracuje Ministerstwo Infrastruktury, a dotyczące przeglądów mają ukrócić ten proceder.  Według  portalu, w  walce z procederem cofania liczników bronią ma być system CEPiK 2.0., dzięki  któremu dokładniej sprawdzimy historię pojazdu. "Plusem jego wprowadzenia, z punktu widzenia kierowców, jest nie tylko odnotowanie stanu licznika, ale i ocena kondycji pojazdów zapisywana w bazie danych." Od grudnia  br.  CEPiK 2.0 ma  być połączony z bazą CarFax, więc każdy samochód będzie można sprawdzić kilkoma kliknięciami (oprócz auta z Niemiec, gdyż nasi zachodni sąsiedzi dopiero pracują nad podłączeniem się do bazy) - zaznacza "O2.pl".  Ponadto,  Związek Dealerów Samochodów postuluje, aby  przy pierwszej rejestracji w kraju pojazdu   sprowadzanego z  zza granicy,  wymagać certyfikatu jego zdatności  do ruchu drogowego,   wydawanego każdorazowo po przeglądzie dokonanym w UE,  a  "skala fałszowania przebiegów znacznie by się zmniejszyła".  Innym pomysłem jest penalizacja korekt liczników. W kodeksie karnym znalazłby się wówczas zapis mówiący o pozbawieniu wolności od 6 miesięcy do 3 lat (kary więzienia obowiązują już w Europie Zachodniej) - podkreśla portal. Jednak tam  przebiegi sprawdzane są nie tylko na przeglądzie, ale i przy każdej wizycie u mechanika. A tego  nowy CEPiK nie obejmuje - twierdzi "o2.pl".

Odszkodowania z polis komunikacyjnych na fali wzrostu

Według  raportu Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) o rynku ubezpieczeń w I półroczu 2017 r.,  odszkodowania z OC i autocasco są coraz wyższe – informuje "Rzeczpospolita"(Nr z 30.10.2017 r.). I tak, w  I półroczu 2017 r.  odszkodowania z ubezpieczeń komunikacyjnych OC wzrosły do 4,3 mld zł, a więc o 460 mln zł więcej  w porównaniu z I połową 2016 r. (wzrost  o prawie 12 proc.).  Ponadto, coraz wyższe są też wypłaty z polis  autocasco - pisze dziennik. "Urosły one rok do roku o 150 mln zł (7 proc.), osiągając sumę 2,2 mld zł" - podaje  raport KNF .  Gazeta podkreśla, że  odszkodowania wypłacane z komunikacyjnego ubezpieczenia OC od kilku lat systematycznie pną się w górę. "Początkowo wiązało się to głównie ze wzrostem wysokości zadośćuczynień oraz zmianami przepisów wydłużającymi terminy przedawnień, co pozwoliło na dochodzenie roszczeń nawet sprzed 20 lat. Teraz dochodzą też inne czynniki" -  twierdzi dziennik.  Ponadto,  Polacy na co dzień korzystają z pojazdów coraz lepszej jakości, wyposażonych  w wiele udogodnień, a więc droższych, co sprawia, że koszty naprawy takich aut są coraz wyższe - pisze gazeta. Poza tym,   na  zwiększenie obciążeń wpływ miało także orzecznictwo Sądu Najwyższego, wysoki udział w szkodach kosztów samochodów zastępczych,  czy  aktywność kancelarii odszkodowawczych. Przy tym,   coraz więcej Polaków ma świadomość, że świadczenia powypadkowe im się należą,  i  się o nie ubiega - zauważa w "Rz" Edyta Szymkowiak, dyrektor pionu dochodzenia roszczeń w Centrum Odszkodowań DRB.

Płatność za OC  w ratach największym utrapieniem właścicieli aut

Ostatni wzrost cen komunikacyjnych  polis OC zwiększył zainteresowanie ich płatnościami w ratach, dlatego też   coraz więcej osób może być narażonych na ryzyko jazdy nieubezpieczonym pojazdem - ostrzega  w "Rzeczpospolitej"(Nr z 31.10.2017 r.) Elżbieta Wanat-Połeć, prezes Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego(UFG). W jej opinii, "dlatego tak istotnie jest, by właściciele aut pamiętali o opłaceniu wszystkich rat składki, inaczej bowiem ich OC nie przedłuży się automatycznie na kolejny rok" - pisze dziennik. Zaś  analiza zidentyfikowanych przypadków braku OC pokazuje, że w 40 proc. powodem nieubezpieczenia było właśnie  nieopłacenie raty składki i w efekcie wygaśnięcie polisy. Problem może dotyczyć nawet ponad 4 mln  osób, które kupują OC na raty.  Natomiast  z najnowszego sondażu UFG wynika, iż  jedna trzecia kierowców błędnie uważa, że polisa OC przedłuża się automatycznie na kolejny rok, nawet gdy nie zapłacili którejś z rat dotychczasowej składki.  Z kolei  aż  40 proc.  badanych jest przekonana, że gdy pojazd stoi niesprawny w garażu,  nie musi mieć ubezpieczenia. Jest to błąd, albowiem,  "tak długo jak pojazd jest zarejestrowany, jego właściciel musi mieć ważne ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej" - podkreśla gazeta.
Polscy kierowcy najlepiej  zdają sobie sprawę, kiedy powstaje obowiązek zakupu komunikacyjnego OC. I tak, prawie 90 proc.  badanych właściwie wskazuje, że należy to zrobić najpóźniej w dniu rejestracji pojazdu i przed wyjechaniem nim na drogę publiczną - twierdzi "Rz".
Ponadto, Polacy są coraz bardziej świadomi konsekwencji, które wywołuje jazda nieubezpieczonym pojazdem. Aż 90 proc. uczestników sondażu wie, ze zapłaci  50 zł  mandatu za brak dowodu polisy komunikacyjnej OC  podczas kontroli drogowej. Natomiast o  tym, że "czeka ich również wysoka kara od UFG (...) zdaje sobie sprawę prawie trzy czwarte badanych kierowców. Jest to największy skok w świadomości respondentów, w zakresie konsekwencji braku OC, który wydarzył się na przestrzeni ostatnich sześciu lat." - podaje dziennik. Albowiem w  2011 r., o tym że nieubezpieczenie pojazdu, łączy się z karą z UFG wiedziało tylko 47 proc. badanych,  o 27 pkt. proc. mniej niż w tegorocznym badaniu. Z kolei  70 proc. respondentów ma świadomość, że gdy spowodują wypadek nieubezpieczonym pojazdem, będą musieli zwrócić UFG odszkodowanie wypłacone ofiarom wypadku. Przy tym,  finansowe konsekwencje  "obciążają nie tylko właściciela pojazdu, ale również kierującego sprawcę, który zgodził się prowadzić nieubezpieczone auto, motocykl czy ciągnik" - ostrzega  "Rz".

Prokuratura zajęła się   polisolokatami  Getin Noble Banku

Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła postępowanie w sprawie podejrzenia "popełnienia oszustwa znacznej wartości"  przez byłych  i obecnych  członków zarządu Getin Noble Banku - donosi "Onet.pl"(www.onet.pl z 27.10.2017 r.), powołując się  na komunikat  Stowarzyszenia "Przywiązani do polisy" (za Business Insider Polska ).
Według portalu,  w  praktyce chodzi o postępowanie dotyczące polisolokat, oferowanych przez bank, związane "z doprowadzaniem klientów banku do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w zamian za korzyści z prowizji z tytułu pośrednictwa od zawartych umów oraz wprowadzenia do oferty banku grupowych polis z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym". Straty właścicieli polisolokat w miarę upływu czasy się pogłębiały i miały sięgnąć nawet 70 proc. zainwestowanego kapitału - pisze "Onet.pl".    Zarzuty wobec Getin Noble Banku dotyczą także materiałów reklamowych, które miały zawierać błędne informacje co do cech produktu. Zarząd je akceptował, jak i  limity czy plany sprzedażowe nakładane na pracowników – zaznacza portal. Według komunikatu Stowarzyszenia,  zarząd banku "zawarł umowy z towarzystwami ubezpieczeniowymi podejmując się nakłaniania klientów do przystępowania do grupowych ubezpieczeń towarzystw: TUnŻ Europa, Open Life i Allianz Życie Polska S.A" Zaś  powiązania kapitałowe pomiędzy Getin Noble Bank a  TUnŻ Europa oraz TU Open Life wskazywać mogą na  działanie, prowadzące  do "przeniesienia oszczędności klientów banku zgromadzonych na lokatach bankowych (objętych gwarancjami BFG) na rachunki ubezpieczycieli". „Onet.pl” podaje, iż miało to "skutkować transferem pieniędzy do funduszy inwestycyjnych lokujących zgromadzone środki w certyfikaty emitowane przez zagraniczne instytucje finansowe".
Zdaniem  Stowarzyszenia,  chociaż Getin Noble Bank w ramach podpisanych umów formalnie był ubezpieczającym, to jednak  w rzeczywistości miał nie uiszczać z własnych środków składek ubezpieczeniowych. Bank  doprowadzał  do przystępowania osób trzecich do ubezpieczenia oraz  przekazywał uiszczane przez te osoby składki na rzecz TUnŻ Europa, Open Life lub Allianz Życie Polska S.A. za  wynagrodzenie.
Ponadto, Stowarzyszenie  "Przywiązani do polisy" wnioskuje  do KNF o wpisanie Getin Noble Bank na listę ostrzeżeń publicznych.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT