Szkoda likwidowana szybciej oznacza lepiej?

Szkody są likwidowane przez zakłady ubezpieczeń coraz szybciej i taniej. Wypłata odszkodowania następuje już po kilku dniach Jednak uproszczona likwidacja  szkód bywa kosztowna dla klientów - ostrzega „Dziennik Gazeta Prawna”(Nr z 09.12.2014 r.). Gazeta  prognozuje, że wraz z upraszczaniem procedur  nadużyć  może być coraz więcej, choćby  na przykład „ zgłoszenia zalania mieszkania, tyle że… nie swojego”  - pisze dziennik – a   koszty oszustw pokrywają nie ubezpieczyciele, a klienci płacąc wyższe składki - podkreśla „DGP”.  I zauważa, iż  „sposób ustalania rozmiaru szkody, zgodnie z art. 12a ustawy o działalności ubezpieczeniowej (Dz.U. z 2013 r. poz. 950 ze zm.), powinien być określony w ogólnych warunkach umowy (OWU). Standardowo na miejsce szkody wysyłany jest likwidator”. I to on  po przeprowadzeniu krótkiego wywiadu ze zgłaszającym szkodę decyduje, czy szkoda będzie likwidowana w postępowaniu zwykłym, czy uproszczonym. Według mec. Konrada Orlika z   kancelarii Kochański Zięba Rapala i Partnerzy, większość szkód o niskiej wartości jest likwidowana w trybie uproszczonym. W jego opinii,  z uproszczonym trybem związane są różne ryzyka, np. to, że wypłacona kwota odszkodowania jest niższa od kosztów szkody.  Krystyna Krawczyk, dyrektor biura Rzecznika Ubezpieczonych uważa zaś, iż wprawdzie  uproszczona  likwidacja ma zalety, to  dla towarzystw bywa sposobem na oszczędności, zwłaszcza że faktycznych ustaleń dokonują klienci – nieprofesjonaliści. Zdaniem dyr. Krawczyk, na szczęście  takiemu  trybowi  likwidacji szkód  towarzyszy ewentualna  procedura odwoławcza. 

Wojna cenowa także w kanale direct

Z kwartału na kwartał maleje sprzedaż produktów ochronnych w kanale direct. Jak donosi „Rzeczpospolita”(Nr z 04.12.2014 r.), w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2014 r. Polacy zawarli ponad 4 mln umów ubezpieczenia  korzystając z internetu i call center  czyli  niemal tyle samo, ile rok wcześniej. 
Ale składka zebrana z tego tytułu wyniosła  o ponad 800 mln zł mniej (spadek o około 10 proc.) - pisze gazeta. Jednak według „Rz”,  część przedstawicieli rynku ubezpieczeń uważa, że dystrybucja polis przez telefon i internet ma dobre perspektywy. I tak, zdaniem,  Marty Perwenis z Link4, kanał sprzedaży bezpośredniej po prostu nie rozwija się tak, jak oczekiwano, jednak się nie kończy. Młodzi Polacy  przyzwyczaili się  do zakupów w internecie – twierdzi w dzienniku.. Podobną opinię wyraża w „Rzeczpospolitej” Bartłomiej Behnke z Superpolisy, podkreślając iż zwłaszcza młodzi ludzie  przyzwyczaili się do directowego kupowania  polis. I tak, największą popularnością w sieci cieszy się obowiązkowe OC posiadaczy pojazdów mechanicznych – pisze dziennik. Jest to  efekt zarówno jego obligatoryjności, jak i prostej konstrukcji dzięki ustalonemu prawnie zakresowi ochrony. Tutaj  o wyborze polisy decyduje głównie jej cena.

Ceny OC dla pojazdów transportowych spadły o połowę 

Polisy dla TIR-ów są  tanie jak barszcz – podaje "Puls Biznesu" (Nr z 09.12.2014 r.). Na przykład polisa OC dla   ciągnika siodłowego kosztuje już mniej niż 2 tys. zł, podczas gdy jeszcze  cztery lata temu jej cena  dochodziła do 10 tys. zł. Według gazety, która powołuje się na  Przemysława Bonę, kierownika  ds. ubezpieczeń flotowych w Generali nastąpił pięćdziesięcioprocentowy spadek stawek w porównaniu do cen obowiązujących przed trzema laty.   Zdaniem  zaś Piotra Bryńskiego, dyrektora  departamentu ubezpieczeń komunikacyjnych klienta kluczowego w Compensie, ta tendencja spadkowa się pogłębia ze względu na  chęć poprawy wyników sprzedaży na koniec roku i  wyhamuje dopiero w pierwszym kwartale 2015 r. Z kolei według  S. Sobolewskiego, dyrektora ds. ubezpieczeń korporacyjnych w firmie   Adversum., "stawki, które jeszcze dwa lata temu były niemożliwe do uzyskania, obecnie są standardem dla flot o stosunkowo niskiej szkodowości" - pisze dziennik.  Wojna cenowa  spowodowała, że ubezpieczyciele, dotąd niechętni ubezpieczeniom firm transportowych ze względu na ich dużą i kosztowną szkodowość, zaczęli walczyć i o to źródło przychodów. „PB” zauważa, iż  przedsiębiorcy transportowi podchodzą do sytuacji sceptycznie, podkreślając, że   taka  zmienność cen polis nie sprzyja stabilności i przewidywalności biznesu.

Rehabilitacja po wypadku zamiast renty?

Im szybciej poszkodowany po wypadku zacznie się rehabilitować, tym ma większe szanse na powrót do zdrowia i sprawności sprzed wypadku – pisze „Gazeta Wyborcza”(Nr z 08.12.2014 r.). Szanse na powrót do stanu sprzed wypadku drastycznie spadają, jeśli rehabilitacja  rozpocznie się dopiero za kilka miesięcy od zdarzenia -  twierdzi w „GW” Barbara Stachowicz z sopockiej Ergo Hestii.  Jak podaje dziennik, coraz częściej zdarza się, iż  towarzystwa ubezpieczeniowe zamiast renty (jako części odszkodowania dla ofiary wypadku samochodowego z polisy OC)  proponują rehabilitację. Z centrami rehabilitacyjnymi współpracują  m.in. Warta, Ergo Hestia czy PZU. Według „GW”, na  razie usługi rehabilitacji są oferowane tylko poszkodowanym w wypadkach komunikacyjnych i finansowane z obowiązkowego ubezpieczenia OC sprawcy.
Przy tym przystąpienie do takiego programu jest dobrowolne. W Polsce ubezpieczyciele nie mają też prawa obniżyć poszkodowanemu renty, jeśli ten nie zgodzi się na rehabilitację. Albowiem , np. w Niemczech, gdzie jest to bardzo popularne od wielu lat, jeśli ofiara wypadku nie chce się rehabilitować i woli dostać pieniądze, to ubezpieczyciel może mu obniżyć rentę. Taką praktykę  niemieckie firmy ubezpieczeniowe uzasadniają tym, iż poszkodowany ma obowiązek minimalizować skutki szkody. Za naszą zachodnią granicą istnieją  „sieci klinik rehabilitacyjnych, które dostają od ubezpieczycieli zlecenie i muszą się zająć poszkodowanym od A do Z. Zadośćuczynienie za ból i cierpienie poszkodowany dostaje niezależnie od kosztów rehabilitacji” - informuje „Wyborcza” .”Poszkodowany dostaje gotowy program pracy ze specjalistami, stworzony przez zespół (…)  To korzystne dla obu stron. (...). My - jako ubezpieczyciel - możemy w perspektywie wypłacać niższą rentę, adekwatną do niepełnosprawności. A zadośćuczynienie wypłacamy bez względu na wszystko” - twierdzi Stachowicz z Ergo Hestii.
Program rehabilitacji dedykowany jest głównie osobom poszkodowanym w wypadkach komunikacyjnych z urazami o charakterze ortopedycznym i chirurgicznym. Oprócz  programu rehabilitacyjnego ubezpieczyciele  najczęściej zapewniają także pomoc psychologiczną.
Rehabilitacja nie wyklucza zadośćuczynienia – podkreśla „GW”. Poszkodowany korzystający z rehabilitacji  ubezpieczyciela  nadal ma prawo wystąpić do sądu po wyższe zadośćuczynienie za ból i cierpienie. Ma także  prawo również do odszkodowania za pogorszenie jego sytuacji materialnej.
Osoba rehabilitowana nie dostaje jednak odszkodowania, które miałby wydać na leczenie  i comiesięcznej renty z tytułu niezdolności do pracy.

Prezes PZU SA: ubezpieczenia pozostaną podstawowym biznesem grupy PZU

PZU ma zamiar jeszcze w grudniu br.  zaprezentować swoją strategię na lata 2015–2020 – twierdzi w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” (Nr z 08.12.2014 r.) Andrzej Klesyk, prezes zarządu PZU SA. Zdaniem Klesyka,  ubezpieczenia pozostaną podstawowym biznesem grupy PZU. „Dodatkowo będziemy chcieli się rozwijać w segmentach, które znajdują się bezpośrednio w okolicach działalności ubezpieczeniowej. Naturalnym przedłużeniem naszego biznesu jest na przykład zarządzanie aktywami” - mówi szef PZU. Przypomina, iż  aktywa, którymi zarządza grupa PZU wynoszą obecnie ponad 50 mld zł, a  5-7 mld zł to tzw. wolny kapitał przeznaczony na ewentualne inwestycje. Firma planuje  też mocniej wejść w ochronę zdrowia, ale „nie od strony ubezpieczeniowej”.  Klesyk przyznaje, iż PZU chce zacząć budowę  sieci  świadczeniodawców, „którzy w przyszłości, jeżeli służba zdrowia zostanie otwarta na ubezpieczenia dodatkowe, będą mogli być naszymi partnerami w tej dziedzinie” - donosi dziennik. Klesyk oświadczyła w rozmowie z „DGP”, iż PZU nie jest zainteresowane  „posiadaniem i operacyjnym zarządzaniem bankiem. (...) jak dotąd żadnemu ubezpieczycielowi na świecie nie wyszło to na dobre”. Natomiast ewentualne zaangażowanie  firmy w sektor bankowy jest możliwe, ale jako  inwestycja kapitałowa, a nie strategiczna . W opinii szefa grupy PZU SA „jesteśmy do tego predestynowani choćby z tego względu, że jesteśmy instytucją z rodzimym kapitałem, regulowaną przez KNF. (…) nie interesuje nas zwykły zakup jednego banku.(...) jeżeli się okaże, że z dwóch lub trzech banków można zrobić jeden, dużo większy, jeszcze bardziej efektywny, to z takiej okazji nie zrezygnujemy”.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT