Towarzystwa ubezpieczeń chcą wyłączenia dochodzenia roszczeń za wypadki komunikacyjne sprzed lat

Ubezpieczyciele chcą wyłączenia możliwości dochodzenia wypłaty świadczeń za szkody komunikacyjne  ze zdarzeń sprzed 3 sierpnia 2008 r. - informuje "Rzeczpospolita"(Nr z 20.01.2017 r.). Temu rozwiązaniu przeciwny jest Rzecznik Finansowy (RzF). Zdaniem Aleksandry Wiktorow,   nie można bowiem  zgodzić się  z wyłączeniem możliwości dochodzenia nieprzedawnionych roszczeń nazywanych błędnie „roszczeniami historycznymi", dotyczących zadośćuczynienia dla najbliższych ofiar wypadków komunikacyjnych ze zdarzeń sprzed 3 sierpnia 2008 r.  Z  orzecznictwa Sądu Najwyższego wynika bowiem, iż "nie można próbować wprowadzać ograniczeń w zakresie dopuszczalności dochodzenia roszczeń o zadośćuczynienie, choćby sięgały one – zgodnie z obowiązując mi przepisami o przedawnieniu roszczeń deliktowych – daleko wstecz" - pisze gazeta. Dziennik wyjaśnia, iż wprowadzenie wyłączenia roszczeń za szkody komunikacyjne  sprzed  lat, poparte przez Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (UFG),  jest kolejnym  pomysłem  na przystopowanie rosnących cen komunikacyjnych ubezpieczeń OC.  Jak wyjaśnia dziennik, "przyczyną postulatu wyłączenia tzw. roszczeń historycznych jest to, że w niektórych wypadkach z bieżąco zbieranej składki pokrywane są także te roszczenia, które nie były nigdy brane pod uwagę przy kalkulacji składki ubezpieczeniowej, czyli zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej, która nastąpiła przed 3 sierpnia 2008 r.". Zdaniem Grzegorza Smolarczyka, dyrektora Departamentu Odszkodowań i Świadczeń w Uniqa, to  zmiany legislacyjne spowodowały, że  kancelarie odszkodowawcze zgłaszają się z "roszczeniami zaistniałymi do 20 lat wstecz i składają nowe roszczenia lub roszczenia o dopłaty do już przyznanych zadośćuczynień. Szczególnie jest to widoczne w szkodach z tytułu zgonów" - podaje "Rz".
Sława Cwalińska-Weychert, wiceprezes zarządu UFG przyznaje, iż w  ciągu  ostatnich dwóch lat  tylko z tego tytułu ubezpieczyciele wypłacili ponad 0,5 mld  zł  odszkodowań. Wypłaty sfinansowali  zaś kierowcy,  którzy płacili składki OC  w latach 2014 i 2015 r., a nie  Ci, którzy spowodowali szkody kilkanaście lat temu. Z kolei Bartłomiej Krupa, prezes Polskiej Izby Doradców i Pośredników Odszkodowawczych (PIDiPO) twierdzi,  że do kumulacji kosztów z  tzw. szkód historycznych w latach 2015 i 2016 przyczynili się  ubezpieczyciele, którzy  odmawiając wypłaty należnych zadośćuczynień poszkodowanym, doprowadzili do skumulowania kosztów wynikających z  tzw. szkód historycznych.

Bez odszkodowania za wypadek na osiedlowej ścieżce pokrytej lodem

W razie wypadku nie dostaniemy odszkodowania, jeżeli zamiast chodnika wybierzemy  oblodzoną  drogę  na skróty - donosi "Rzeczpospolita"(Nr z 17.01.2017 r.), powołując się na wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku (sygn. akt I ACa 1116/15).  Dziennik opisuje przypadek kobiety, która poślizgnęła się na oblodzonej nawierzchni osiedlowej ścieżki  i złamała nogę. Poszkodowana winą za swój wypadek obarczyła Stefana B., którego firma odpowiadała za utrzymanie czystości  i porządku na terenie osiedla, a także terenu zewnętrznego osiedla - chodników, dojścia do śmietników, jezdni, parkingów, ulic dojazdowych na osiedle.  Pozwany "nie zgodził się z zarzutem, że  nienależycie  wykonywał swoje obowiązki wynikające z łączącej go ze wspólnotą mieszkaniową umowy",  zaś Sąd Okręgowy "nie dał wiary zeznaniom powódki, że do wypadku doszło na chodniku". Przy tym SO uznał, iż  pozwany nie miał obowiązku zimowego utrzymania tego fragmentu terenu, a skoro tak, to nie ponosi winy w zaniechaniu,  czyli  niewłaściwym jego utrzymaniu polegającym na utrzymywaniu się śliskości – pisze gazeta. W rezultacie  Sąd Okręgowy doszedł do przekonania, że pozwany należycie wykonał swoje obowiązki, a zatem nie było po jego stronie winy. Wyrok ten utrzymał Sąd Apelacyjny.

W ciągu roku ceny komunikacyjnych  polis OC poszły w  górę  o  55  proc.

Od stycznia 2016 r. do pierwszych dni 2017 r. ceny ubezpieczenia OC wzrosły średnio o 55 proc.- wynika z najnowszego raportu porównania stawek ubezpieczenia OC przygotowanego przez  porównywarkę mfind.pl.  Średnia cena OC w styczniu 2017 r. to 1024 zł, podczas gdy - dwanaście miesięcy wcześniej było to zaledwie 659 zł. Warty podkreślenia jest  fakt, że  różnica w składce między najtańszym i najdroższym ubezpieczycielem dla tego samego kierowcy wynosi  aż 1115 zł - podaje "Prnews.pl"(www.prnews.pl z 17.01.2017 r.).  Portal pisze, iż  kalkulacje przeprowadzono dla tego samego kierowcy u 18 ubezpieczycieli w 18 dużych miastach (w tym 16 stolic województw), porównując styczeń 2016 i 2017 r.  I tak, "szokująco wysokie są różnice w cenach OC  u  poszczególnych ubezpieczycieli. Ten sam kierowca w Gdańsku może kupić polisę za 739 zł lub za nawet 1854 zł. Niewiele lepiej jest też w innych miastach. Przy tym na najniższe stawki OC mogą liczyć kierowcy w Rzeszowie (średnio 829 zł) i Kielcach (875 zł), a najdrożej jest we Wrocławiu (1230 zł), Gdańsku (1203 zł) i Warszawie (1147 zł). Z kolei wśród ubezpieczycieli "najtańsza okazała się Proama (782 zł), a najdroższa Uniqa (1449 zł)" - informuje "Prnew.pl". Ponadto, w  okresie  od  stycznia 2016 r. do pierwszych dni 2017 r. najbardziej wzrosły ceny w Aviva (aż 134 proc.) i Benefii (94 proc.). Natomiast  polisy Compensy podrożały zaledwie o  2 proc.  Zdaniem   Bartosza  Salwińskiego, współzałożyciela  kalkulatora OC/AC mfind, w najbliższych miesiącach stawki  prawdopodobnie  dalej będą rosły, ale już nie tak gwałtownie.  Salwiński wśród  przyczyn podwyżek cen OC upatruje  również rosnące kwoty świadczeń za szkody osobowe, zakończenie "wojny cenowej", rosnąca liczba wypadków, wyrównywanie składek do poziomu innych krajów Unii Europejskiej oraz tzw. podatek bankowy.

Instytucje państwowe za  radykalnymi  rozwiązaniami  porządkującymi  dystrybucję  ubezpieczeń

Zakończyły się konsultacje projektu ustawy o dystrybucji ubezpieczeń - informuje "Rzeczpospolita"(Nr z 14.01.2017 r.).  Według dziennika,  instytucje państwowe po niedawnych problemach z   nieuczciwą sprzedażą polis z UFK,  chcą radykalnych rozwiązań porządkujących dystrybucję  ubezpieczeń. Jeśli zostaną uchwalone, ich skutki obejmą nie tylko agentów i brokerów ubezpieczeniowych, ale przede wszystkim ich klientów - podkreśla gazeta. I tak,  najostrzejsze stanowisko zajmuje Urząd  Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), który proponuje pozbawienie pośredników ubezpieczeniowych prowizji.  Miało  by  to wyeliminować sytuacje, kiedy to  pośrednicy "przedstawialiby jako najkorzystniejszą ofertę tego ubezpieczyciela, od którego otrzymają najwyższe wynagrodzenie". Natomiast  Narodowy Bank Polski (NBP) oraz  Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) "nie idą tak daleko",  gdyż  chcą tylko ujawniania jej wysokości - pisze gazeta. KNF  proponuje wprowadzenie przepisu zobowiązującego dystrybutorów produktów ochronnych do informowania klientów o wysokości prowizji za zawarcie lub obsługę umowy ubezpieczenia. W opinii nadzoru, ma to  "skłonić  pośrednika do wykazania, że produkt oferowany przy wyższej prowizji jest dla klienta lepszy od pozostałych", a także wpłynąć  na zwiększenie poziomu wiedzy klienta o produkcie  oraz  rozwinąć  jego świadomość  „co do zaspokojenia potrzeby ochrony ubezpieczeniowej" - podaje "Rz".
Zdaniem gazety,  radykalna propozycja UOKiK  prawdopodobnie nie przejdzie,  gdyż większą szanse uzyskania akceptacji ustawodawcy. mają  rozwiązania proponowane przez KNF i NBP.  Nie można jednak  wykluczyć ujednolicenia prowizji pośredników ubezpieczeniowych, a tym samym zaniku konkurencji między nimi.

Sąd:  Touroperator ponosi  odpowiedzialność za szkodę doznaną przez turystów na skutek nienależytego wykonania przewozu lotniczego

Utrata bagażu w czasie podróży do miejsca wypoczynku   może spowodować poczucie zmarnowanego urlopu.  Zdaniem Sądu Rejonowego dla Łodzi-Śródmieścia w Łodzi (sygn. akt I C 402/15) - informuje "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 12.01.2017 r.) -  nie bez znaczenia w takiej sytuacji jest  reakcja przedstawiciela biura podróży i chęć (lub jej brak) udzielenia pomocy turystom.  Łódzki sąd rozpatrywał powództwo  pary turystów, którzy  wykupili  tygodniowy wyjazd do Egiptu. W  czasie lotu jedna z ich walizek, w której były ubrania, kosmetyki i przybory toaletowe, zaginęła, a jej  zawartość (bagaż z został uszkodzony) odzyskali dopiero dwa dni przed powrotem do domu  - pisze gazeta.  "Przetrwali niedogodności  dzięki pomocy innych turystów, a także rezydentów zagranicznych biur podróży.  Dodatkowo ponosili koszty kontaktowania się z biurem podróży".  A  po powrocie do kraju pozwali organizatora wycieczki, domagając  się   zadośćuczynienia za zmarnowany urlop oraz odszkodowania za zagubiony bagaż - podaje dziennik. Powództwo uzasadniali stwierdzeniem, iż  "podstawą odszkodowania jest umowa ubezpieczenia oraz odpowiedzialność gwarancyjna za spełnienie przez ubezpieczyciela świadczenia z umowy ubezpieczenia". Tymczasem strona pozwana nie zgodziła się z tym i  przytoczyła zapisy OWU, zgodnie z którymi wykupiona przez powodów podstawowa opcja ubezpieczenia „nie obejmowała kosztów związanych z opóźnieniem bagażu podręcznego (§ 1 OWU), ani szkód polegających na uszkodzeniu lub zniszczeniu waliz, kufrów lub innych pojemników bagażu (§ 27 ust. 2 pkt 5 OWU). Pozwany touroperator podważał  także  wydatki małżonków na najpotrzebniejsze rzeczy.
Jak donosi  "DGP",  sąd nie miał wątpliwości, że rodzina miała „ujemne doznania psychiczne” spowodowane tym, że „znalazła się na urlopie nie dysponując odzieżą dostosowaną do klimatu, czy podstawowymi kosmetykami i środkami higieny". Ponadto, sąd  przypomniał, że „organizator turystyki odpowiada za niewykonanie lub nienależyte wykonanie umowy o świadczenie usług turystycznych. Umowa o świadczenie  usług turystycznych ma charakter pakietowy – w zakres świadczenia organizatora turystyki wchodzą czynności charakterystyczne dla umów różnego rodzaju”. Sąd uznał więc stronę pozwaną jako  ponoszącą odpowiedzialność  za szkodę doznaną przez powodów na skutek nienależytego wykonania przewozu lotniczego i przyznał każdemu z powodów kwotę 1800 zł (równowartość ok. 85  proc. ceny urlopu) tytułem zadośćuczynienia za zmarnowany urlop -  podaje gazeta. Zdaniem SR, „pozwana spółka nie może  uwolnić się od odpowiedzialności, odsyłając swoich klientów do przewoźnika lub ubezpieczyciela. Zachowanie takie nie tylko nie znajduje podstawy w obowiązujących przepisach, lecz jest również nielojalne względem kontrahentów”.

Monitorowanie sposobu jazdy kierowców obniży  ceny komunikacyjnych polis  OC

Polska Izba Ubezpieczeń (PIU) postuluje wprowadzenie rozwiązań telematycznych do monitorowania jazdy kierowców, tak aby sposób jazdy pozwalał premiować kierowców jeżdżących bezpiecznie - podaje "Rzeczpospolita"(Nr z 12.01.2017 r.).  Telemetria  pomogłaby nie tylko różnicować składkę w zależności od zachowań kierowców na drodze, ale też działać prewencyjnie. Według dziennika,  takie monitorowanie sposobu jazdy kierowców jest jednym z pomysłów na obniżenie składek OC. Przy tym z  badań przeprowadzonych kilka tygodni temu przez Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny  (UFG) wynika  - twierdzi gazeta - że  "blisko 40 proc. kierowców jest skłonnych korzystać z  aplikacji pozwalającej ubezpieczycielowi na monitorowanie stylu jazdy w zamian za obniżenie ceny OC".  Zaś  takie  rozwiązanie,  stosowane np.  w Wielkiej Brytanii sprawdza się np.  w przypadku młodych kierowców,  jeżdżących niewiele lub ostrożnie - pisze "Rz".  I  tak,  do   wprowadzenia rozwiązań telemetrycznych  (kierowcy jeżdżący bezpiecznie mają  być  premiowani niższymi składkami.)  przymierza  się  Link4.  Rozwiązanie ma zostać wdrożone na przełomie I i II kwartału  br. Jednak  stosowanie telematyki  budzi  wiele wątpliwości,  np. dotyczących  tego, jak towarzystwa będą rozliczać klientów ze stylu jazdy. Zdaniem Katarzyny Ostrowskiej, rzecznika prasowego  firmy Uniqa, takie rozwiązania nie mogą być  źródłem pełnej, wiarygodnej oceny kierowcy z punktu widzenia towarzystwa ubezpieczeń. Głównie dlatego, że  urządzenie (instalacja stała, podłączana do szyny systemowej w pojazdach) można w każdej chwili odłączyć - mówi w  gazecie K.Ostrowska.
Z kolei w opinii Patryka Juchniewicza, dyrektora ds. rozwoju sprzedaży Rankomat.pl,  "największym minusem czy raczej przeszkodą do stosowania tych rozwiązań na szerszą skalę będzie obawa klientów, że w następstwie korzystania z aplikacji zapłacą w kolejnym roku drożej".

Każdy  obywatel z  dostępem  do opieki zdrowotnej  bez pytania o ubezpieczenie ?

Prace nad ustawą wprowadzająca narodową służbę zdrowia dobiegają końca.  Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł przedstawił właśnie  premier Beacie Szydło projekt ustawy  likwidującej  Narodowy  Funduszu Zdrowia - donosi "Bankier.pl"(www.bankier.pl z 19.01.2017 r.) za PAP. Według szefa resortu zdrowia, proponowane  regulacje wprowadzą powszechny dostęp „wszystkich obywateli i legalnych rezydentów, kiedy tego potrzebują do opieki zdrowotnej. Bez pytania, czy są ubezpieczeni, czy i na jakiej podstawie mają prawo do korzystania z publicznego systemu (...). Wszyscy będą do tego uprawnieni, system będzie finansowany z budżetu państwa" - podaje portal. Minister  Radziwiłł powiedział, iż w związku ze zmianą struktury organizacyjnej płatnika zniknie Narodowy Fundusz Zdrowia, zaś  utworzony  zostanie Państwowy Fundusz Celowy "Zdrowie", "który będzie zawiadywał pieniędzmi dotyczącymi zdrowia". Środki te będą pochodziły "przede wszystkim z podatków - stwierdził  K.Radziwiłl, podkreślając, iż  fakt, że  "składka (zdrowotna) jest odliczana prawie w całości od podatku, więc ten mechanizm dla obywatela w zasadzie będzie niedostrzegalny" - pisze "Bankier.pl".  W  projekcie znalazła się również propozycja systematycznego podwyższania nakładów na służbę zdrowia.
Minister zdrowia  zaznaczył - informuje portal -  że projekt ustawy "ma charakter roboczy".
Premier Beata Szydło podkreśliła zaś, że  jeżeli projekt ten  zostanie zaakceptowany przez  prezydium rządu, to " w najbliższym czasie zostanie skierowany do konsultacji i do prac rządowych i parlamentarnych".

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT