UOKiK zawarł porozumienie z ubezpieczycielami w sprawie polisolokat

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) poinformował  o zawarciu  porozumienia z 17  towarzystwami ubezpieczeń -  informuje "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z  22.12.2016 r.).  Porozumienia te  dotyczą umów obowiązujących 1 grudnia 2016 r.  i  zaczną obowiązywać od  1 stycznia 2017 r. - pisze dziennik.  Na ich podstawie towarzystwa ubezpieczeń  obniżą wysokość opłat likwidacyjnych dla konkretnych produktów inwestycyjnych.  Tak więc, właściciele polis inwestycyjnych będą mogli z nich zrezygnować,   płacąc niższe kary za wcześniejsze rozwiązanie umowy. Zaś  ubezpieczyciele poinformują klientów o wysokości opłaty określonej na podstawie porozumienia - podaje gazeta za UOKiK. Dziennik wyjaśnia, iż  porozumienia te dotyczą także klientów, którzy "zawarli umowę po 1 stycznia 2008 r., ukończyli 61 lat i jednocześnie rozwiązali ją po 65. roku życia, ponosząc konsekwencje finansowe". Na mocy zaś porozumienia, będą teraz mieli oni  prawo do "zwrotu różnicy między opłatą likwidacyjną pobraną na starych zasadach a tą, która zostałaby pobrana na nowych" - podaje "DGP". Taki klient-senior może więc    wystąpić o to z wnioskiem w ciągu trzech lat od dnia wejścia w życie porozumienia. Według gazety, Polska Izba Ubezpieczeń (PIU) ma poinformować o szczegółach tego rozwiązania w ogłoszeniach prasowych.
W opinii Mateusza Morawieckiego, wicepremiera,  ministra rozwoju i finansów, zawarcie porozumienia  w sprawie tzw. polisolokat  to "kolejny krok na drodze kształtowania właściwych relacji pomiędzy klientami zakładów ubezpieczeń a ubezpieczycielami (...)  Dlatego tak ważne jest konstruowanie produktów w taki sposób, by korzyści odnosiły obie strony umowy, ale przy równoczesnym uznaniu, że stroną słabszą jest człowiek, konsument, obywatel. Dostęp do informacji, znajomość rynku i wiedza o produktach nie są rozłożone symetrycznie" -  pisze dziennik.

Kto zapłaci odszkodowanie za akt terroru  w centrum  Berlina ?


Jaka jest odpowiedzialność ubezpieczycieli, którzy wystawili komunikacyjne polisy OC polskiemu właścicielowi pojazdu ciężarowego, który wjechał w  tłum na jarmarku świątecznym w Berlinie, w wyniku czego zginęło 12 osób a  48   trafiło do szpitali ? Według "Dziennika Gazety Prawnej" (Nr z 21.12.2016 r.), sam  ciągnik był ubezpieczony w Compensie, a jego naczepa w Allianz. Gazeta podkreśla, powołując się  na  prof. UAM dr hab. Marcina Orlickiego, iż  odpowiedzialność za szkodę na terenie Niemiec określają przepisy tamtejszego prawa cywilnego.  I nie ma w tym przypadku  znaczenia - zdaniem  prof. Orlickiego -  iż wypadek został  spowodowany przez samochód należący do  firmy transportowej  z Polski, a sam pojazd był  ubezpieczony w  Polsce.  Ponadto - podaje "DGP" -   niemieckie prawo wyłącza odpowiedzialność ubezpieczyciela,  jeśli zostanie stwierdzone, że  szkoda  została  wyrządzona  umyślnie. W takim przypadku  odszkodowanie  poszkodowanym  wypłaca  niemiecki odpowiednik polskiego Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego (UFG).  Dlatego też  przy określaniu odpowiedzialności, niezbędne jest  ustalenie wszystkich okoliczności zdarzenia.
Gazeta wyjaśnia, iż  w  Polsce,  w przypadku szkody skradzionym pojazdem,  odpowiedzialność  ponosi  ubezpieczyciel auta. Jeśli natomiast wypadek spowodował pojazd poruszający się bez komunikacyjnej polisy OC, odszkodowanie poszkodowanym wypłaca UFG. A co w tym przypadku jest szczególnie istotne, w komunikacyjnym OC  nie  ma  wyłączeń  z  tytułu  aktów terroru - podaje dziennik.

Popularne  metody  na  obniżenie składki polisy OC

Ceny komunikacyjnych polis OC idą w górę i powrotu do dawnych stawek już nie ma - donosi "Rzeczpospolita"(Nr z 19.12.2016 r.).  Kierowcy chwytają  się  różnych metod, aby podwyżki dotknęły ich  w jak najmniejszym stopniu. Na przykład kupna kolejnego auta wraz z ubezpieczeniem OC niż odnowienia polisy OC za pojazd, którym jeździli dotychczas. W opinii dziennika,  ten "sposób byłby skuteczny tylko wtedy, gdyby po zmianie właściciela auta ubezpieczyciel nie dokonał  rekalkulacji składki, czyli nie dostosował jej do ryzyka związanego z nabywcą.  A ubezpieczyciel może to zrobić". Kolejna  metoda na obniżenie  składki to podawanie ubezpieczycielowi  nie do końca prawdziwych danych - podaje gazeta. I tak,  aby choć trochę obniżyć składkę, osoby kupujące OC "deklarują inne niż w rzeczywistości miejsce użytkowania samochodu lub ukrywają fakt,  że autem będzie kierował także dwudziestolatek, który dopiero co zdał na prawo jazdy" - pisze "Rz". Jednak zdaniem Pawła Kuczyńskiego, prezesa porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl,  takie obniżanie składki jest często skuteczne tylko na krótką metę.  Albowiem  "jeżeli młody kierowca spowoduje kolizję, a my zadeklarowaliśmy ubezpieczycielowi, że samochodu nie będzie używała osoba  poniżej 25 roku życia, towarzystwo może dokonać rekalkulacji składki" - twierdzi Kuczyński.
Dziennik podkreśla, iż  "najpewniejszym sposobem na obniżenie składek OC jest jazda bezkolizyjna" . W przypadku stłuczek na koncie, w  pierwszej kolejności warto porównać oferty kilku ubezpieczycieli. "Na wysokość składki za OC wpływ mają parametry samochodu, jego rodzaj i pojemność silnika, a także dane właściciela pojazdu, jego wiek oraz liczba szkód, które spowodował. Ważne jest także miejsce rejestracji auta" - wylicza gazeta. Według Jakuba Nowińskiego, członka   zarządu  multiagencji  ubezpieczeniowej  Superpolisa.pl., "cena OC dla tego samego kierowcy u poszczególnych ubezpieczycieli może się znacznie różnić".  I tak, w "przypadku osoby z trzema stłuczkami na koncie cena najdroższej oferty OC to nawet 10 razy więcej niż wartość najtańszego dostępnego OC" - tłumaczy  Maciej Kuczwalski, ekspert CUK Ubezpieczenia. Jego zdaniem, bardzo częstą i  "w pełni zgodną z prawem metodą obniżenia składki jest zarejestrowanie samochodu ze współwłaścicielem, który z racji doświadczenia dysponuje już zniżkami  (...) Taryfikacja składki będzie różniła się w zależności od polityki danego ubezpieczyciela, jednak w większości przypadków młody kierowca zapłaci mniej".
"Rz" radzi, aby  decyzji o zakupie OC   nie  odkładać do ostatniego momentu, ponieważ  "przed końcem ochrony aktualnej polisy wielu ubezpieczycieli zaproponuje wyższą cenę, niż miałoby to miejsce na miesiąc przed upływem terminu jej ważności".

Projekt  ustawy porządkujący dystrybucję  ubezpieczeń 

Rynek pośrednictwa usług finansowych jest pełen patologii - pisze "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z  16.12.2016 r).  Dowodem "koronnym" na takie stwierdzenie jest głośna sprawa właścicieli polisolokat  i procesy grupowe przeciwko oferującym je ubezpieczycielom.  Polisolokaty  lub ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe pośrednicy sprzedawali  jako pewny produkt, gwarantujący łatwy zarobek. Tymczasem  ich klienci  liczący na dobrą inwestycję  nierzadko tracili dorobek swojego życia.  Z kolei  ubezpieczenia sprzętu elektronicznego wciskane niejako przy okazji: zakupów przez sklepy i markety, są w zasadzie bezużyteczne, co ostatnio podkreślił w swoim raporcie Rzecznik Finansowy -  podaje gazeta.
Według "DGP", Ministerstwo Finansów, "częściowo pod naciskiem regulatora unijnego, postanowiło jednak powiedzieć stop nierzetelnym i nieuczciwym praktykom pośredników ubezpieczeniowych i podjąć walkę z tą palącą kwestią". A  Ministerstwo Sprawiedliwości podjęło  działania w sprawie polisolokat.  Resort  powołał  specgrupę, która ma wytoczyć walkę „patologicznym  polisolokatom” - informuje dziennik.
W  opublikowanym właśnie przez Ministerstwo Finansów projekcie ustawy o dystrybucji ubezpieczeń, znajduje się zapis,  iż  "dystrybutorzy będą musieli działać w interesie klienta" oraz  informować o charakterze wynagrodzenia otrzymywanego od  zakładów ubezpieczeń. "Po to, by była jasność od samego początku, z czego tak naprawdę żyje pośrednik" - podkreśla "DGP". W opinii  resortu finansów,   powodem szerzących  się patologii  jest brak merytorycznej wiedzy po stronie pracowników dystrybutorów.  Stąd    w projekcie ustawy zapisano, że "każdy z pracowników oferujących ubezpieczenia będzie musiał doszkalać się w  wymiarze co najmniej 15 godzin rocznie. Szkolenia będą  zaś dostosowane do oferowanych przez nich produktów".  Tak więc,  "dystrybutor ubezpieczeń na życie będzie się edukował w tym zakresie, a nie w kwestiach związanych z ubezpieczeniami majątkowymi"  - dodaje gazeta.  Dziennik zauważa, iż w opinii   wielu ekspertów, projektowane przepisy są krokiem naprzód, ale "zaledwie pierwszym".  Niektórzy twierdzą,  że  powinno się zakazać powiązań finansowych między zakładami ubezpieczeń a dystrybutorami, a płacić za usługi powinni klienci. "Dopiero wówczas doradca rzetelnie wspierałby ubezpieczonych" – podkreśla  "DGP".

Stawki za  OC  w  Polsce do niedawna   poniżej średniej w  Europie

Obowiązkowe  polisy  komunikacyjne OC w  Polsce  były do niedawna  bardzo tanie w porównaniu z kosztem OC w  innych państwach  Europy - pisze "Rzeczpospolita"(Nr z 16.02.2016 r.), powołując się  na  zestawienie cen OC przygotowane przez porównywarkę ubezpieczeń  mfind.pl. Według gazety, Polacy za to ubezpieczenie  płacili jedne z najniższych składek w Europie. Na przykład  w 2013 r.  cena składki  OC  przypadającej  na 1 mieszkańca w krajach UE wynosiła 218 euro, podczas  gdy w Polsce było to jedynie 86 euro - podaje dziennik  za raportem Mfind.pl.   I tak,  w  badanym okresie za komunikacyjne OC  najwięcej płacili mieszkańcy Danii (359 euro), Austrii (356 euro), Belgii (321 euro), Włoch (313 euro) i Francji (300 euro). Z kolei tańsze OC niż w Polsce można było kupić tylko  w Bułgarii (69 euro), na Łotwie (55 euro) i Węgrzech (49 euro). Przy tym - zauważa "Rz" - "wysokie ceny OC  niekoniecznie idą w parze z wysokimi płacami  mieszkańców danego kraju".
Jeżeli w Danii  składka OC wynosiła 7,9 proc. średniego miesięcznego wynagrodzenia, które szacuje się jako  jedno z najwyższych w Europie, to w Bułgarii cena składki za OC stanowiła    aż 16,9 proc. średniej miesięcznej płacy.  Według gazety,  Polska uplasowała  się " po  środku stawki z wynikiem 9,7 proc." miesięcznych  zarobków  przeciętnego  Polaka.
Dane o sytuacji cenowej w krajach europejskich w 2013 r. pochodzą  z  Insurance Europe, organizacji  skupiających  europejskich ubezpieczycieli. 

SN: Ubezpieczyciel  odpowiada  za  oszustwa  agenta,  działającego w jego imieniu

Za  oszustwa osoby, która wykonuje  czynności  agenta  ubezpieczeniowego  odpowiada ubezpieczyciel  w imieniu którego osoba  ta  działała - orzekł 24 listopada 2016 r.  Sąd Najwyższy (sygn. akt II CSK 131/16).  Zdaniem SN  - donosi "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 20.12.2016 r.)  -  agent ów  podlegał bowiem nadzorowi i kontroli ubezpieczyciela. Jak pisze   gazeta, SN  orzekał w sprawie Mirosława G.,  pośrednika  finansowo-ubezpieczeniowego  towarzystwa ubezpieczeń N, który  sprzedawał klientom  m.in. nieistniejące ubezpieczenia inwestycyjne  oraz  lokaty z funduszem inwestycyjnym. Według "DGP",   Mirosław G  wyłudził od   klientów łącznie ponad 4 mln zł. Kiedy zaś  "cała sprawa ujrzała światło dzienne, spółka N. – Usługi Finansowe zerwała z oszustem współpracę, a następnie powiadomiła prokuraturę".  W rezultacie Mirosław G. został prawomocnie skazany na 2 lata i 8 miesięcy więzienia, a   poszkodowani klienci skierowali swoje roszczenia do towarzystwa ubezpieczeniowego - podaje dziennik. Jednak  w  I  instancji oszukani przegrali. Mirosław G. nie był bowiem agentem ubezpieczyciela, tylko osobą fizyczną wykonującą czynności na umowę-zlecenie. Dlatego też   sąd uznał, że w tym wypadu nie można zastosować art. 11 ust. 1 ustawy o pośrednictwie ubezpieczeniowym, ustalającym odpowiedzialność zakładu ubezpieczeń za działania agentów - podkreśla gazeta.
Apelacja  poszkodowanych także  została oddalona i sprawa trafiła do Sądu Najwyższego, który  nakazał jej  ponowne rozpatrzenie. SN wskazał, że "odpowiedzialność zakładów ubezpieczeń za działania agentów jest ujęta bardzo szeroko i praktycznie oparta na zasadzie ryzyka.(...) Zgodnie z umową nieuczciwy przedstawiciel podlegał nadzorowi i mógł być kontrolowany przez spółkę  z którą współpracował - stwierdził SN.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT