Ubezpieczyciel może zażądać ponownego przeliczenia składki OC dla nowego nabywcy auta

Czy towarzystwo ubezpieczeń może dokonać ponownego wyliczenia składki OC dla  nowego właściciela samochodu, który przejął  wraz z autem także i  polisę OC  pojazdu?  "Rzeczpospolita"(Nr z 29.01.2018 r.) opisuje przypadek jednego ze swoich czytelników, który otrzymał  z  Ergo Hestii  list z informacją, że  składka za polisę OC  jego pojazdu została  przekalkulowana i  musi  on uregulować  podaną przez  ubezpieczyciela  kwotę.  Czytelnik w liście do gazety pyta więc, czy  w związku z tym  musi zapłacić sumę, którą zażądała od niego firma ubezpieczeniowa, aby   polisa OC jego auta była nadal ważna.
Dziennik przypomina, iż w przypadku sprzedaży pojazdu   umowa ubezpieczenia  OC ulega rozwiązaniu dopiero  z upływem okresu, na jaki została zawarta, "chyba że nowy właściciel wypowie ją na piśmie". Wówczas jest ona rozwiązywana z dniem wypowiedzenia.  Natomiast  jeżeli nowy właściciel nie wypowiedział umowy, ubezpieczyciel  "może dokonać ponownej kalkulacji należnej składki, poczynając od dnia sprzedaży pojazdu" - podkreśla gazeta. "Te nowe wyliczenia uwzględniają zniżki przysługujące właścicielowi samochodu lub ewentualne zwyżki (...) w ramach taryfy obowiązującej w danym towarzystwie" - twierdzi "Rz". Jeżeli uzna on, że kwota  składki zaproponowana przez towarzystwo jest dla niego za wysoka,  ma on  możliwość kupienia tańszej polisy w innym towarzystwie. W związku z tym  może więc  wypowiedzieć umowę OC po przedstawieniu przez ubezpieczyciela nowej kalkulacji składki - wyjaśnia dziennik. " Umowę dotyczącą OC związanego z kupionym pojazdem można wypowiedzieć do końca okresu, na jaki została zawarta. Można to zrobić w placówce ubezpieczyciela, u agenta albo drogą pocztową". W takim  przypadku trzeba  kupić "nową" polisę OC, zanim "stara" umowa wygaśnie, ponieważ przepisy wymagają zachowania ciągłości ochrony ubezpieczeniowej - podaje "Rz".

Ustawa o dystrybucji ubezpieczeń przesunięta w czasie

Sprzedawcy polis poczekają na zmiany przepisów -  donosi "Rzeczpospolita"(Nr z 29.01.2018 r.). Według dziennika,  przesunięcie wejścia w życie ustawy o dystrybucji ubezpieczeń, nakładającej na agentów i  brokerów  więcej obowiązków informacyjnych  jest już przesądzone. Pośrednicy ubezpieczeniowi  mogą  więc oddychać  z ulgą i spokojnie czekać do  1 października 2018 r.  na   nową ustawę o dystrybucji ubezpieczeń.  Gazeta podkreśla, iż  "posłowie w szybkim tempie pracują nad projektem nowelizacji przesuwającym wejście w życie tej ustawy, planowane pierwotnie na 23 lutego br."  Ponadto, zmiany musi zaakceptować także  Senat.
Przesunięcie terminu wejścia w  życie ustawy  o dystrybucji ubezpieczeń związane jest z tym, że ustawa wprowadza dyrektywę UE o dystrybucji ubezpieczeń (IDD), a na szczeblu unijnym trwa obecnie proces legislacyjny regulacji zmieniającej datę stosowania dyrektywy z 23 lutego na 1 października 2018 r..
Zdaniem Cezarego Klimonta, dyrektora  ds. operacji w Willis Towers Watson, poziom przygotowania do wdrożenia nowych  przepisów  jest bardzo zróżnicowany. Dlatego  też agenci, brokerzy i ubezpieczyciele  zyskają niezbędny czas  na przygotowanie  się do zmian, które nakładają na nich nowe obowiązki - zauważa "Rz".

KNF ukarał firmy w 2017 r. karami finansowymi na  łączną kwotę 20 mln zł

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF)  w 2017 r.  nałożyła łącznie na instytucje finansowe  20 mln zł, a więc blisko dwukrotnie więcej niż w 2016 r. - informuje „Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 29.01.2018 r.). Według dziennika,  mocno przyczyniły się do tego towarzystwa  ubezpieczeniowe. I tak, w ub.r. organ nadzoru  ukarał    ponad dwadzieścia razy firmy z branży ubezpieczeniowej. Na przykład  sankcje finansowe nałożone na   PZU SA i  Ergo Hestię za opóźnienia w przyznaniu i wypłacie odszkodowań wyniosły w 2017 r. odpowiednio  2,3 mln zł (PZU SA ) oraz 320 tys.zł  (Ergo Hestia). Natomiast ( Compensa Życie,  następca prawny  Benefii Życie otrzymała karę  1.1 mln zł  w związku z nieprawidłowościami w działalności inwestycyjnej  - pisze gazeta. Jak wyjaśnia  w "DGP" Jacek Barszczewski, rzecznik nadzoru,  w minionym roku  KNF nakładała  kary pieniężne  "za nawet kilkadziesiąt naruszeń objętych jednym postępowaniem prowadzonym wobec jednego podmiotu". Przy tym,  nadzór  brał pod uwagę "okoliczności złamania prawa, częstotliwość popełnienia w przeszłości naruszeń podobnego rodzaju, sytuację finansową karanego podmiotu i inne okoliczności, które wynikały z konkretnej sprawy i stanowiły przesłanki łagodzące lub obciążające, np. czas trwania naruszenia, czy postawę podmiotu karanego" - twierdzi Barszczewski w  dzienniku. W opinii rzecznika KNF,  wzrost  wartości kar dla ubezpieczycieli m.in. wynika z  zakończonej w 2017r . dużej   liczby postępowań wobec  towarzystw, odnotowujących wysokie przypisy składki, a te były podstawą do szacowania  wysokości kar. J. Barszczewski podkreśla, iż  większość  spraw dotyczyła nieterminowej likwidacji szkód. A że za  to  towarzystwa  były już karane wcześniej, zatem w wielu przypadkach zadziałał mechanizm recydywy, stąd   i kary  były znacznie wyższe - podaje "DGP".
Zdaniem  Jana  Grzegorza  Prądzyńskiego, prezesa Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU),  kary nałożone przez nadzór dotyczą spraw sprzed kilku lat i stanowią ułamek w skali likwidowanych szkód. Szef PIU zauważa, iż  w wyniku nowych regulacji prawnych oraz nowych standardów przyjętych przez ubezpieczycieli , np. bezpośredniej  likwidacji  szkód, towarzystwa  poprawiły  jakość usług  w obszarze obsługi klienta.
W 2017 r. KNF nałożyła najwyższą karę finansową - 5 mln zł - na FinCrea TFI w związku z  aferą  z leśnymi i rolnymi funduszami W Investments. Klienci nie mogli bowiem wycofać pieniędzy z funduszy - donosi gazeta.
Rekordową, jak dotąd,  sumę kar finansowych w wysokości ponad  22 mln zł przyznanych  przez nadzór finansowy odnotowano w  2013 r. 

Czy na  wyprawę w Himalaje można się ubezpieczyć ?

Czy ratunkiem dla himalaistów mogła być polisa ubezpieczeniowa z opłaconym helikopterem i ratownikami? Zdaniem  ubezpieczycieli - nie! Albowiem  nie można się umówić na organizację transportu medycznego w miejscu, w którym nikt nie wyląduje - pisze "Gazeta Wyborcza"(Nr z 31.01.2018 r.), odpowiadając na pytania internautów, związane z  brawurową akcją ratunkową polskich himalaistów   na Nanga Parbat. Ponadto, ubezpieczenie wyprawy w góry,  nawet jeżeli  jest, "nie zakłada też sfinansowania przelotu innej ekipy himalaistów, która w tym przypadku wspinała się akurat niedaleko. A helikopter ratowniczy dostępny dla ubezpieczalni i przez nią opłacony nie miałby szans dolecieć na czas" - podaje dziennik.  Według Magdaleny Oszczak, menedżera ds. produktu i oceny ryzyka w Axa  Ubezpieczenia, trzeba bowiem  pamiętać, że ubezpieczyciel nie jest w stanie zorganizować akcji ratunkowej w tak trudnych miejscach, ponieważ  przede wszystkim jest  gwarantem pokrycia kosztów.  Zdaniem Marcina Tarczyńskiego z Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU), " kiedy się ma ubezpieczenie wyjazdu zagranicznego, to oczekuje się dwóch rzeczy: że ktoś zorganizuje pomoc i że za nią zapłaci. Druga rzecz jest do zrobienia, natomiast pierwsza nie do końca. Są takie miejsca na świecie, w których nie można zagwarantować pomocy (...) Nie można się umówić na organizację transportu medycznego w miejscu, w którym nikt nie wyląduje. "-  zauważa "Wyborcza".  M. Tarczyński  podkreśla w dzienniku, iż ekspedycje wysokogórskie są  tak ekstremalnymi wyprawami, że zorganizowanie instytucjonalnej pomocy może być niemożliwe. "Nie znaczy to jednak, że ubezpieczyciele terenu wypraw wysokogórskich nie eksplorują" - informuje "GW". Na przykład  PZU SA  ma ofercie ubezpieczenie takich wypraw. W ramach umowy podpisanej z Polskim Związkiem Alpinizmu firma oferuje indywidualne ubezpieczenie osób uprawiających wspinaczkę wysokogórską. Polisa działa tu  do wysokości 6000 m n.p.m., z wyłączeniem Arktyki, Antarktydy i Grenlandii. Przy tym, po spełnieniu dodatkowych wymogów,  m.in. obowiązku przedstawienia odpowiednich badań lekarskich, posiadania odpowiedniego doświadczenia i zapłaceniu dodatkowej składki, PZU może rozszerzyć ochronę do wysokości 7600 m n.p.m. Jednak  cel wyprawy nie może przekraczać tej wysokości - podaje dziennik. W ramach polisy ubezpieczyciel  zapewnia przede wszystkim organizację leczenia lub zwrot kosztów leczenia oraz transport poszkodowanego. Ubezpieczenie gwarantuje także  zwrot kosztów poszukiwania i ratownictwa ubezpieczonego do sumy określonej w umowie.  Polisę w PZU ma  m.in. ekipa, która teraz zdobywa K2.
Jak donosi gazeta, podobne  ubezpieczenie ma także   w swojej ofercie AXA. Ochrona  obejmuje m.in. pokrycie kosztów leczenia i assistance, NNW (w tym śmierć ubezpieczonego), OC, bagaż podróżny, akcje poszukiwawcze i ratunkowe do łącznej sumy 250 tys. euro w najwyższym wariancie.

Nie ma co liczyć na szybkie obniżki cen polis OC

Wprowadzenie  radykalnych  podwyżek cen polis OC w 2017 r. towarzystwa ubezpieczeń  tłumaczyły  funkcjonowaniem   podatku od niektórych instytucji finansowych, niekorzystnymi  dla ubezpieczycieli zmianami  w prawie, czy zaciętą  walką  o klienta. W ub.r. polscy kierowcy płacili za OC nawet o 55 proc. więcej niż w 2016 r. - donosi "Onet.pl"(www.onet.pl z 31.01.2018 r.) za Business Insider Polska.  Tymczasem okazało się jednak, że na  podwyżkach polis komunikacyjnych OC w  ub.r. ubezpieczyciele sporo zarobili. Tak dobrze nie było od 11 lat  - pisze portal.  Dzięki podniesieniu cen  komunikacyjnych polis  OC, towarzystwa  ubezpieczeń mogły zakończyć 2017 r.    zyskiem ze  sprzedaży, a nie jak w poprzednich latach,  jedynie  minimalizowaniem  strat. Jak zaznacza "Onet.pl", powołując się na wyniki dotyczące cen   ubezpieczeń OC  z  porównywarki Ubea.pl , dane KNF-u oraz Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU), "roczny zarobek na polisach dla kierowców to rzadka sytuacja". Po raz ostatni miała ona miejsce w 2006 r., kiedy to  ubezpieczyciele wypracowali "skromne 0,20 mld zł"   zysku technicznego ze sprzedaży ubezpieczeń OC.  Portal  pisze, iż   ubezpieczyciele zawdzięczają dobre wyniki głównie wzrostowi zebranych składek o 2,31 mld zł (aż o 41 proc.) względem analogicznego okresu 2016 r. Zdaniem Andrzeja Prajsnara, eksperta   porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl, "ten  wynik bardzo dobrze pokazuje, jak duży ciężar podwyżek OC musieli wziąć na siebie polscy kierowcy'.
Według "Onet.pl", który powołuje się  na  kwartalne  zestawienia  danych  Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), odnotowane  0,84 mld zł straty technicznej  ze sprzedaży OC w okresie od I do III kw. 2016 r.,   w analogicznym czasie 2017 r.  zamieniło się w zysk wynoszący prawie 0,3 mld zł. Niestety, nadal  połowa zakładów ubezpieczeń odnotowuje ujemny wynik na OC. "Sumarycznie rynek jest rentowny, co jest efektem zeszłorocznych podwyżek cen. To, jak wyglądać będzie dalsza polityka zakładów w kwestii OC, zależy od wartości wypłat dla poszkodowanych w przyszłości i wartości rezerw finansowych" – tłumaczy w portalu Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu PIU.
"Onet.pl" podkreśla, że  kierowcy nie mają co liczyć na szybkie obniżki cen polis OC, a w najbliższym czasie polisy mogą nawet podrożeć jeszcze bardziej.

Sądy pełne sporów o auto zastępcze

Lawinowo  rośnie liczba sporów o samochód zastępczy, którego wynajem  na czas naprawy pojazdu powinien być refundowany z polisy OC sprawcy wypadku - podaje "Rzeczpospolita"(Nr z 26.01.2018 r.).  W 2017 r. do sądów trafiło prawie 30 tys. spraw dotyczących aut  zastępczych, podczas gdy jeszcze   dwa lata temu  było  ich  18 tys. Niestety, to jest  tylko wierzchołek góry lodowej, ponieważ  nie wszystkie spory trafiają przed oblicze Temidy -  zauważa gazeta.  Tymczasem  według   oficjalnych wypowiedzi ubezpieczycieli,  problemu z pojazdami zastępczymi nie ma. Towarzystwa  informują poszkodowanych o akceptowalnych stawkach, a nawet mają własne sieci współpracujących wypożyczalni  aut.  Jak  twierdzi w dzienniku  Luiza Janota-Głuchowska, dyrektor departamentu operacyjnej obsługi szkód w  Axa, jej  firma pomaga   "zorganizować wynajem pojazdu zastępczego" dla poszkodowanego  " zawsze z należytą starannością". Jednak nieoficjalnie  pracownicy ubezpieczycieli  przyznają, że  "klientom poprzez różne kanały, sposoby „wpychany" jest pojazd zastępczy po zawyżonych stawkach  (...)  z  informacją, że należy się on na długo" - pisze "Rz".  Zdaniem  Damiana  Kurasia, rzecznika kancelarii odszkodowawczej EuCO, dysponującej wypożyczalnią samochodów Eucocar, poszkodowany, który sam rozmawia z ubezpieczycielem o użyczeniu auta, bardzo często spotyka się z zaniżaniem liczby dni  jego wynajmu. Ponadto - zauważa D. Kuraś -  towarzystwa ustalają nierealnie krótkie terminy naprawy pojazdu, zakładając, że mechanicy zajmą się autem od ręki, a części zapasowe będą już na miejscu. „W rzeczywistości warsztaty potrzebują na naprawę nawet kilku lub kilkunastu dni więcej, niż przewidział ubezpieczyciel" – mówi ekspert. Problemem są także  koszty wynajmu pojazdów. Wypożyczalnie współpracujące z towarzystwami oferują przeważnie stawki niższe od rynkowych i tylko takie kwoty ubezpieczyciele zgadzają się wypłacać, jeśli poszkodowany wypożyczy auto w wybranej przez siebie firmie.
Według dziennika, który powołuje się na przeprowadzoną  przez Rzecznika Finansowego  (RzF) analizę  orzecznictwa sądowego, "sędziowie oczekują, że ubezpieczyciel sam zaoferuje pokrycie kosztów, a nawet organizację samochodu zastępczego. Z drugiej strony nie akceptują refundowania przez ubezpieczycieli kosztów istotnie przekraczających przeciętne stawki rynkowe. A jeżeli towarzystwo nie pokryje wypożyczalni wszystkich kosztów wynajmu, często brakującą kwotę będzie musiał zapłacić klient, chyba że umowa z tą firmą określa to inaczej" - pisze gazeta. 
Marcin Jaworski, ekspert w Biurze Rzecznika Finansowego zauważa w dzienniku, iż pojawiają się problemy  z ograniczaniem okresu wynajmu tylko do technologicznego czasu naprawy auta plus z góry określony czas czynności związanych z likwidacją szkody, gdy  na części do nietypowego samochodu trzeba czekać dłużej. " Niestety, zakłady ubezpieczeń zapominają, że to one muszą wykazać, iż wydłużenie okresu wynajmu wynikało z winy poszkodowanego lub warsztatu naprawczego" - mówi Jaworski.
Z kolei, często zdarza się, że  propozycje wynajmów pojazdów zastępczych przekazywane są klientom poprzez firmy holujące auta po kolizjach, poprzez warsztaty naprawcze czy różnego rodzaju pośredników, a "o zaistnieniu szkody firmy wypożyczające samochody informowane są nawet przez pracowników infolinii ubezpieczycieli". Czasami klient  wynajmuje  auto zastępcze, zanim jeszcze zgłosi szkodę ubezpieczycielowi" - podkreśla "Rz".

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT