Za wypadki sprzed lat płacimy dziś w coraz wyższej składce za polisy OC

Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (UFG)  wypłaca grube miliony poszkodowanym w wypadkach sprzed dziesięciu lat. Płacą za to kierowcy, kupujący dziś polisę OC - donosi "Rzeczpospolita"(Nr z 13.10.2016 r.).Według dziennika, który powołuje się na najnowsze analizy UFG, Fundusz  wypłacił w 2015 r. ponad 40 mln zł  poszkodowanym  w wypadkach sprzed dziesięciu lat. Stanowi  to aż ponad 55 proc.  łącznych świadczeń osobowych wypłaconych przez UFG w 2015 r. - podaje "Rz". Przy tym najwięcej wypłaconych przez UFG  środków otrzymały osoby "pośrednio poszkodowane" jako zadośćuczynienie za ból i cierpienie w związku ze śmiercią członka rodziny. Gazeta informuje,  iż  podobne trendy, dotyczące szkód osobowych odnotowują w swoich portfelach również ubezpieczyciele. A to  oznacza, że "spora część kierowców kupując dziś OC  komunikacyjne płaci swoją obecną składką  za wypadki z okresu,  gdy nawet nie mieli jeszcze własnego auta" - pisze dziennik..
Zdaniem Sławy Cwalińskiej  Weychert, wiceprezes UFG, "największa część świadczeń jest obecnie wypłacana osobom, które dopiero teraz, po kilkunastu latach od wypadku, wystąpiły z roszczeniami o zadośćuczynienie za ból i cierpienie po śmierci kogoś z rodziny w wypadku drogowym".  Największy udział mają tu świadczenia za wypadki,  które wydarzyły się przed 2007 r. - informuje "Rz". Taki rozkład świadczeń jest efektem  szeregu zmian w przepisach i orzecznictwa Sądu Najwyższego w latach 2007 i 2008, poszerzających krąg osób uprawnionych do odszkodowań z polis komunikacyjnych OC oraz wydłużających okres objęty odpowiedzialnością ubezpieczycieli. Oznacza, to, że za tamte wypadki płacimy dziś, w coraz wyższej składce za polisy OC.
Według wiceprezes Cwalińskiej Weychert, kolejne poszerzanie odpowiedzialności ubezpieczycieli, będzie skutkowało dalszym wzrostem cen polis OC – podkreśla "Rzeczpospolita". Albowiem  jedynym źródłem finansowania świadczeń i odszkodowań są składki ubezpieczeniowe, które muszą wzrosnąć, choćby dlatego, że już w  ub.r.  strata ubezpieczycieli w OC komunikacyjnym przekroczyła jeden miliard zł.

SN: przedawnienie  liczy się od ostatecznej decyzji ubezpieczyciela w sprawie wysokości odszkodowania

Likwidacja szkody oddala   przedawnienie - pisze "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 11.10.2016 r.), powołując się na wyrok  Sądu Najwyższego.  Zdaniem SN,  trzyletni okres na żądanie odszkodowania z polisy obowiązkowej (zgodnie z art. 819 kodeksu cywilnego roszczenia z umowy ubezpieczenia przedawniają się po trzech latach) liczy się od ostatecznej decyzji firmy ubezpieczeniowej, a nie, jak chcą niektóre towarzystwa, od pierwszej decyzji wypłacającej część pieniędzy. Albowiem często bywa, iż  towarzystwa ubezpieczeń  wydają nieraz dwie, a nawet trzy decyzje w sprawie odszkodowania - podaje dziennik. Ponadto, "już w sądzie może się okazać, że szkoda jest wyższa i trzeba żądania rozszerzyć" - zauważa gazeta.  SN  rozpatrywał  sprawę odszkodowania za budynek, ubezpieczony w PZU SA w ramach  obowiązkowego ubezpieczenia  budynków rolnych, uszkodzony podczas dwóch fal powodziowych w 2010 r.  W   miesiąc  po szkodzie ubezpieczyciel przyznał właścicielowi 47,6 tys. zł, a następnie, odpowiadając  na  kolejne  żądania  ubezpieczonego wypłacał  kolejno 2,5 tys. zł, a potem 14,2 tys. zł. Ten zgłosił jednak sprawę do sądu, żądając kolejnych kwot, a w trakcie procesu - w ponad 3 lata po pierwszej decyzji ubezpieczyciela - podniósł jeszcze wysokość roszczenia. Sąd Okręgowy, a następnie Apelacyjny uznał racje poszkodowanego. W rezultacie PZU SA zwrócił się do SN  ze skargą kasacyjną, twierdząc iż doszło do przedawnienia ostatniego żądania - informuje "DGP".
SN oddalił jednak skargę kasacyjną towarzystwa.

SN: zasada proporcji w odszkodowania przy zaniżeniu wartości majątku w polisie  tylko w sytuacji, gdy klient był tego świadomy i na to się godzi

Zdaniem Sądu Najwyższego zasada proporcjonalnego cięcia odszkodowania do zaniżenia wartości majątku może być stosowana tylko wtedy, kiedy klient towarzystwa  ubezpieczeń i jest tego świadomy, i się na to godzi - pisze "Gazeta Wyborcza"(Nr z 10.10.2016 r.).Jeśli więc  poszkodowany zaniżył wartość ubezpieczanego majątku i zapłacił w związku z tym mniej za polisę, to ubezpieczyciel  i tak  musi mu wypłacić pełne odszkodowanie - stwierdził  Sąd Najwyższy. "Chodzi o to, że niektóre towarzystwa zapisują w umowach zasadę, zgodnie z którą zaniżając rzeczywistą wartość majątku, klient zgadza się, że dostanie proporcjonalnie obniżone odszkodowanie" - podaje "Wyborcza". Jak informuje dziennik, SN orzekał w sprawie,   gdzie  poszkodowani, w których  domu  doszło do pożaru,  oszacowali  swoje straty z tego tytułu oraz  koszty napraw  na blisko 160 tys. zł, a otrzymali od swojego ubezpieczyciela  zaledwie 92 tys. zł odszkodowania. Towarzystwo ubezpieczeń doszło bowiem  do wniosku,  że w  umowie  ubezpieczenia  właściciele budynku zaniżyli  jego wartość  prawie o połowę, ubezpieczając go zaledwie  na  niecałe  420 tys. zł.  Dom w rzeczywistości był wart 750 tys. zł.
"Mimo to Sąd Najwyższy stwierdził, że postanowienia umowne zawierające tzw. klauzulę proporcjonalności w związku z niedoubezpieczeniem są niedozwoloną klauzulą umowną i. towarzystwo nie może na podstawie tego zapisu zaniżać należnego odszkodowania" – podkreśla  "GW".   Mec. Dariusz Rozpara  z Barczak Rozpara Kancelaria Radców Prawnych twierdzi  w gazecie, iż  "w  ubezpieczeniach majątkowych regułą powinno być, że świadczenie wypłacane jest w wysokości poniesionej szkody, a górną granicę odpowiedzialności stanowi suma ubezpieczenia". Albowiem w  rzeczywistości problem sprowadza się do tego, że klient zakładu ubezpieczeń "często nie wie, jak powinien wycenić nieruchomość, a tym bardziej jej wyposażenie". Ubezpieczyciel nie weryfikuje tej wyceny przy podpisywaniu umowy, a  sprawdza, czy wartość ubezpieczonego majątku została prawidłowo podana dopiero wówczas, kiedy  przychodzi do wypłaty odszkodowania. "I dopiero wtedy obniża wysokość należnego odszkodowania proporcjonalnie do zaniżenia wyceny ubezpieczanego majątku" - zauważa "Wyborcza".
 
Szybki koniec problemu  polisolokat  ?

Polisy inwestycyjne mogą już niedługo przestać ciążyć ubezpieczycielom i ubezpieczonym. Według "Pulsu Biznesu"(Nr z 11.10.2016 r.) posiadacze polis inwestycyjnych w prezencie gwiazdkowym   mogą dostać możliwość uwolnienia się od tych produktów bez ponoszenia wysokich strat.  Jest to  "efekt inicjatywy Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU), która w sierpniu br. zgłosiła się do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) z pomysłem ostatecznego rozwiązania problemu polis inwestycyjnych". Propozycja PIU zakłada możliwość wycofania się z produktów inwestycyjnych przez wszystkich klientów ubezpieczycieli. Rozmowy w tej sprawie nabrały szybkiego tempa - pisze dziennik - i można spodziewać się, że  za kilka tygodni strony wypracują stanowisko, które zamknie temat polisolokat.
Jak informuje w gazecie  Dorota Karczewska, wiceprezes UOKiK, "początkowo chęć rozmowy z Urzędem zadeklarowało 10 ubezpieczycieli, ale udało się przekonać pozostałych, by także włączyli się do próby rozwiązania kwestii UFK".
Pozostanie jednak problem z klientami, którzy wycofując  się ze swoich "uefek" stracili na tym oszczędności. Zdaniem Aleksandra Daszewskiego, radcy prawnego w Biurze Rzecznika Finansowego (RzF), najlepszym rozwiązaniem byłoby,  gdyby ubezpieczyciele "wypracowali porozumienia z takimi osobami" - podaje "PB". Ponadto - zauważa Daszewski - obecnie  byli właściciele "uefek"   mogą łatwiej walczyć z ubezpieczycielem w sądzie, ponieważ "sądowa linia orzecznicza, która uznaje opłaty likwidacyjne za abuzywne, jest już mocno ugruntowana".
Natomiast w opinii Janusza Szewczaka, wiceprzewodniczącego sejmowej komisji finansów publicznych, "jeśli do końca roku nie uda się porozumieć z UOKiK-iem, to będzie trzeba rozwiązać tę sprawę za pomocą odpowiedniej ustawy" - podaje gazeta.

Coraz więcej wypadków z udziałem tzw. anglików

Przybywa wypadków drogowych z udziałem aut z  kierownicą po prawej stronie, tzw. "anglików" - donosi "Gazeta Wyborcza" (Nr z 08.10.2016 r.). Samochody te,  które od  20 sierpnia 2015 r.  wolno już  rejestrować w Polsce, od chwili zniesienia tego zakazu   do końca ub.r.   brały udział w 11 wypadkach, zaś w  2016 r. odnotowano już  27 kolizji  drogowych z ich udziałem. Przy tym nie wiadomo, ile aut "anglików" zarejestrowano w Polsce po zniesieniu zakazu. Takich danych nie gromadzi  CEPiK - podaje gazeta.
Według "Wyborczej",   przez wiele lat w Polsce  rządy nie zezwalały na  rejestrację "anglików", ponieważ obawiano się pogorszenia bezpieczeństwa na polskich drogach.  Dziennik zauważa, iż  obawy te  nie były jednak poparte konkretnymi informacjami, ponieważ władze nie dysponowały statystykami  wypadków z udziałem tych pojazdów w innych państwach UE. Tym niemniej postanowiono - pisze "GW" -  że  taką ewidencję będzie prowadzić polska policja.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT