"Białostocki precedens" - sąd apelacyjny cofnął sparaliżowanej osobie zwolnienie z kosztów sądowych

Sąd Apelacyjny w Białymstoku rozpoznając  apelację pozwanego towarzystwa ubezpieczeń  od wyroku Sądu Okręgowego w Olszynie ( sygn. akt I ACa 989/16, LEX nr 2302087)  w sprawie o zapłatę zadośćuczynienia za następstwa wypadku komunikacyjnego, częściowo  zmienił wyrok olsztyńskiego SO - donosi "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 24.10.2017 r.). SA w Białymstoku  uznał, że powódka - ofiara wypadku samochodowego -  nie zasługiwała na zwolnienie z obowiązku poniesienia kosztów sądowych i procesowych i powinna wpłacić do kasy Skarbu Państwa ponad 75 tys. zł - informuje dziennik. W opinii SA , kobieta  powinna ponieść finansowe konsekwencje domagania się - zdaniem białostockiego sądu - zbyt wygórowanej (2 mln zł)  kwoty dochodzonego zadośćuczynienia za krzywdę związaną z trwałym kalectwem wskutek wypadku. "DGP" podaje, że  jeszcze przed procesem poszkodowana  otrzymała od firmy ubezpieczeniowej 175 tys. zł zadośćuczynienia. Natomiast  Sąd Okręgowy  przyznał jej 525 tys. zł zadośćuczynienia,  które łącznie wyniosło  więc   700 tys. zł. SO zwolnił także kobietę  od kosztów sądowych.
Gazeta pisze, iż wskutek wypadku jest ona  na  trwałe  kaleką,  gdyż "długotrwałe leczenie nie pomogło w zniwelowaniu paraliżu nóg. Powódka nie chodzi, korzysta z wózka inwalidzkiego, przy czym wymaga wożenia przez inną osobę. Potrzebuje pomocy przy jedzeniu i myciu. Aby mogła skorzystać ze spaceru, ktoś musi ją znieść, gdyż nie ma innej możliwości pokonania schodów. Doznała także dysfunkcji prawej ręki. Po wypadku ma problemy z oddychaniem. Dalsze rokowania w leczeniu poszkodowanej nie są optymistyczne".   Ponadto, zmuszona została do przerwania studiów. Jest młodą osobą, a  nie ma możliwości podjęcia jakiejkolwiek pracy. Rozpadł się także jej długoletni związek. Kobieta doznaje poważnych cierpień psychicznych - pisze "DGP".
Dziennik podkreśla, iż przy ustalaniu zadośćuczynienia nie stosuje się automatyzmu, zaś każda krzywda jest oceniana przez pryzmat konkretnych okoliczności sprawy. Według "DGP",  inne wyroki sądów przyznały  poszkodowanym  świadczenia przekraczające 1 mln zł (sygn. akt I ACa 1437/14) i (sygn. akt VI ACa 1608/13). Tymczasem SA w Białymstoku  stwierdził,  iż nie spotkał się dotąd w podobnych sprawach z tak wysokimi roszczeniami.

Na osobę  zmarłą  nie  można  wystawić polisy OC

Według "Rzeczpospolitej"(Nr z 27.10.2017 r.),  niektóre towarzystwa ubezpieczeń nie  mogą zrozumieć, że posiadaczem auta nie może być osoba zmarła.
Dziennik opisuje taką  praktykę, powołując się na wpisy agentów ubezpieczeniowych w zamkniętej grupie na Facebooku, w której pośrednicy skarżą się, że niektórzy ubezpieczyciele wymagają wystawiania  komunikacyjnej  polisy OC na osobę zmarłą. "Dzieje się tak, gdy np. umrze posiadacz pojazdu, stara polisa OC wygaśnie, a nowych właścicieli auta jeszcze nie ma, bo nie zakończyło się postępowanie spadkowe. W dowodzie rejestracyjnym nadal więc figuruje zmarły" - podaje gazeta.  Takie praktyki  podobno stosowały   m.in. PZU, Aviva  czy  TUW "TUW". "Rz" donosi, iż  miała zdarzyć się  m.in. sytuacja, kiedy to ubezpieczyciel utrzymywał, że polisę OC można zawrzeć wyłącznie  na  zmarłego  byłego  właściciela  pojazdu,  gdyż  to on jeszcze figurował w dowodzie rejestracyjnym auta, w związku  z  tym jego  obecny użytkownik nie może  wypowiedzieć dotychczasowej polisy OC  i  zmienić asekuratora samochodu. "Absurdalne wymagania budzą sprzeciw agentów, zwłaszcza gdy ci muszą tłumaczyć  się klientom z działań towarzystw grożących umieszczeniem zmarłych w rejestrze dłużników, skoro ci nie zapłacą np. kolejnej raty ubezpieczenia" - podkreśla dziennik. I dodaje, że  jeden z agentów zwrócił się w tej sprawie do Rzecznika Finansowego.

KNF ukarała  Link4 grzywną 300 tys. zł

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF)  ukarała Link4 grzywną  300 tys. zł  za  niewłaściwe  wyznaczanie  składki ubezpieczeniowej - donosi "Onet.pl"(www.onet.pl z 24.10.2017 r.), powołując się  na komunikat nadzoru finansowego. KNF uznała bowiem, iż towarzystwo  wyznaczało składkę ubezpieczeniową w wysokości, "która nie zapewnia co najmniej wykonania wszystkich zobowiązań z umów ubezpieczenia i pokrycia kosztów wykonywania działalności ubezpieczeniowej zakładu ubezpieczeń" - pisze portal. Chodzi  o składkę  w ubezpieczeniach  grupy 3 (ubezpieczenia casco pojazdów lądowych, z wyjątkiem pojazdów szynowych, obejmujące szkody w pojazdach samochodowych) w  pierwszych dwóch kwartałach  2011 r. oraz w latach 2014-15  oraz  o  składkę  w ubezpieczeniach  grupy 10 (ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych z wyłączeniem odpowiedzialności cywilnej przewoźnika) w  latach  2011-15 - wyjaśnia "Onet.pl".
Decyzja o przyznaniu kary zapadła jednogłośnie.
Jednocześnie  KNF  umorzyła  postępowanie administracyjne  "w części dotyczącej wykonywania działalności ubezpieczeniowej z naruszeniem art. 18 ust. 2 ustawy o działalności ubezpieczeniowej w ubezpieczeniach grupy 3 w III i IV kwartale 2011 r. oraz latach 2012 – 2013 w związku z niestwierdzeniem naruszenia art. 18 ust. 2 ustawy o działalności ubezpieczeniowej w w/w okresie" .
Link 4 zostało kupione w 2014 r. przez  Grupę PZU - dodaje portal.

Ubezpieczyciele  bardziej precyzyjnie  szacują  ryzyko  przy  ubezpieczaniu przedsiębiorstw

Nie wszystkie firmy mogą zabezpieczyć  swój majątek   polisą  ubezpieczeniową - twierdzi "Rzeczpospolita" (Nr z 24.10.2017 r.). Towarzystwa , zanim udzielą im ochrony,  coraz surowiej oceniają ryzyko związane z działalnością przedsiębiorstw.  Na przykład ubezpieczyciele  odmówili     ochrony  przedsiębiorcy  wynajmującemu namioty na imprezy. W rezultacie jego firma, pomimo że  ucierpiała w  ostatnich  nawałnicach,  nie mogła liczyć na odszkodowanie - pisze gazeta. W opinii dziennika, takich przedsiębiorstw z  kłopotami dotyczącymi zakupu ochrony ubezpieczeniowej  jest coraz więcej. Dlaczego tak się dzieje ? Jan Andrzejewski, broker ubezpieczeniowy z  Willis Towers Watson Polska   tłumaczy w "Rz" , że w  ostatnim roku ubezpieczyciele znacznie poprawili swoje wyniki finansowe w ubezpieczeniach komunikacyjnych. W rezultacie  "wzrost przypisu składki w tej linii ubezpieczeniowej sprawił, że towarzystwa mogły sobie pozwolić na bardziej selektywne podejście do ryzyka w innych rodzajach ubezpieczeń majątkowych (...) Widoczne jest to między innymi w odstępowaniu przez ubezpieczycieli od składania ofert na ubezpieczenie branż obarczonych najwyższym poziomem ryzyka, takich jak produkcja mebli lub wyrobów z tworzyw sztucznych" - mówi w dzienniku J. Andrzejewski.

Nie zawsze "awaryjny"  sąsiad   odpowiada   za  zalanie  naszego  mieszkania

Nie zawsze lokator mieszkania, który miał awarię w łazience,  odpowiada za zalanie sąsiedniego lokalu. A ubezpieczyciel,  którego polisę OC  ma nasz sąsiad może odmówić nam wypłaty odszkodowania - zauważa "Rzeczpospolita"(Nr z 21.10.2017 r.)  Dziennik przypomina, iż  zgodnie z  uchwałą  Sądu Najwyższego z 17 lutego 2013 r. (sygn. III CZP 63/12), "odpowiedzialność kształtuje się na zasadzie winy". Tak więc, właściciel mieszkania "odpowiada za szkodę tylko wtedy, gdy można mu przypisać winę za zalanie sąsiada, np. gdy nie sprawdził instalacji, choć powinien to zrobić" - pisze gazeta. Nie wystarczy więc sam fakt zalania przez sąsiada, żeby poszkodowany dostał pieniądze z OC właściciela tego mieszkania. "Ważne jest to, jaka była przyczyna zalania" - podkreśla dziennik. Na przykład, gdy  ktoś wiedział, że ma nieszczelną instalację wodno-kanalizacyjną, ale nic z tym nie zrobił, jest odpowiedzialny za zalanie sąsiedniego lokalu.  Natomiast  jeśli  "niespodziewanie pękł wadliwy wężyk, trudno skutkami zaniedbań obciążać właściciela mieszkania" - podaje "Rz".
Przy tym, jeśli  bezspornym  jest  fakt winy sąsiada za zalanie,  wówczas  poszkodowany ma wybór, czy skorzystać z polisy  OC  sprawcy szkody, czy ze swojego ubezpieczenia mieszkaniowego. Gazeta pisze, że "pierwsze rozwiązanie może być korzystniejsze, jeżeli ta druga polisa przewiduje wypłatę odszkodowania według wartości rzeczywistych". Albowiem  likwidacja szkody z własnego ubezpieczenia mieszkania "będzie oznaczać też konieczność zapłacenia większej składki za kolejną polisę" - podkreśla dziennik. Natomiast  gdy   ubezpieczyciel sprawcy zalania nie zechce wypłacić pieniędzy, można zwrócić się o odszkodowanie do swojego ubezpieczyciela. Wówczas   towarzystwo wypłaci odszkodowanie z polisy mieszkaniowej, a następnie samo zwróci się do sąsiada z tzw. regresem, czyli żądaniem zwrotu wypłaconej kwoty. Z kolei, jeśli  do zalania doszło nie z winy sąsiada, można dochodzić odszkodowania jedynie od swojego ubezpieczyciela - pisze "Rz".

Ergo Hestia proponuje  zamiast  auta  zastępczego  krótkoterminowy wynajem samochodu
 
STU Ergo Hestia, jeden z największych ubezpieczycieli majątkowych w Polsce, testuje w Warszawie CarSharing czyli  krótkoterminowy wynajem samochodu. To rozwiązanie - podaje "Gazeta Wyborcza"(Nr z 20.10.2017 r.) -  z jednej strony może pozwolić na ograniczenie kosztów aut zastępczych dla ubezpieczyciela, a z drugiej - dać klientom korzyść finansową. Sopockie towarzystwo ubezpieczeń  chce, aby przynajmniej część klientów,  zamiast klasycznego auta zastępczego,  wybierała w ramach likwidacji szkody… CarSharing. Ergo Hestia zawarła w tej sprawie współpracę z firmą Panek,  zarządzającą flotą kilkuset aut - informuje dziennik. Według gazety, sopocki ubezpieczyciel zakłada, że "przeniesienie klienta" z samochodu zastępczego  na model carsharingowy  spowoduje  obniżkę kosztów, ponieważ  "istotą tego modelu jest płacenie tylko wtedy, gdy auto jest w ruchu". I tak, klient  Ergo Hestii dostanie przez pierwszych pięć dni likwidacji szkody na wynajem auta po 100 zł dziennie. Jeśli zaś  ma  ponadstandardową polisę, to dostanie także  pieniądze  na kolejne dni korzystania z tej opcji. Przy tym,  "niewykorzystane danego dnia pieniądze przechodzą na kolejny dzień" - podaje "GW". Zdaniem  Kazimierza  Majdańskiego  z  Ergo Hestii, "CarSharing to trend, który już sprawdza się na świecie i pozostaje tylko kwestią czasu, kiedy stanie się on powszednim rozwiązaniem w Polsce. Sądzimy, że rozwiązanie, które wypróbujemy w Warszawie, będzie z korzyścią dla klienta – zarówno pod względem czasowym, jak i finansowym" - pisze gazeta. Albowiem rozwiązanie  CarSharing  przewiduje, że jeśli klient korzystający z auta na krótkoterminowy wynajem, nie wykorzysta w całości pieniędzy z „budżetu” przyznanego przez Ergo Hestię, to nadwyżkę będzie mógł wykorzystać nawet po odzyskaniu własnego samochodu. Pieniądze na wynajem auta będą zaś  aktywne na jego koncie przez trzy miesiące. A to dla klienta oznacza  ewentualne mniejsze koszty eksploatacji własnego samochodu (paliwo, parkowanie) - podkreśla dziennik..
Ubezpieczyciel  "obiecuje, że klienci, którzy zdecydują się na korzystanie z nowej usługi, ale nie będą z niej zadowoleni, w każdej chwili mogą zrezygnować z pojazdu carsharingowego i wrócić do klasycznego wynajmu pojazdu zastępczego. Dni, za które naliczony został ekwiwalent, zostaną odjęte od dni, w których przysługuje im pojazd zastępczy" - wyjaśnia "Wyborcza".

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT