OFE od początku br. wyprzedają akcje

Od początku 2019 r. roku podaż akcji ze strony otwartych  funduszy emerytalnych (OFE) sięgnęła już 3 mld zł. Tylko  w maju br. OFE sprzedały polskie akcje za kwotę około 181 mln zł - informuje "Parkiet" (Nr z 13.06.2019 r.). Był to już szósty miesiąc z rzędu negatywnego nastawienia funduszy  do polskich akcji - komentuje dziennik, powołując się na raport Trigona DM. W ciągu  ostatnich  kilku miesięcy polskie akcje sprzedawały dwa największe na rynku fundusze emerytalne  (NN i Aviva) i to  te firmy "w dużej mierze kształtowały obraz rynku OFE". Według gazety, alokacja OFE w polskie akcje spadła o 0,5 pp miesiąc do miesiąca, do 77,3 proc. Jak wyjaśnia w raporcie  Trigon DM  - "w tej kategorii uwzględnione są również zagraniczne spółki notowane w Polsce w formie duallistingu (np. MOL, Unicredit, CEZ). Na koniec 2018 roku stanowiły one 2,5 proc. aktywów (3,8 mld zł)" .

Z kolei po dwóch miesiącach przewagi sprzedaży przez OFE akcji zagranicznych, w maju br. doszło do zmian i fundusze dokupiły tych akcji za około 112 mln zł.

Zdaniem analityków Trigon DM,  gdyby nowa reforma OFE weszła w życie dzisiaj - podkreśla "P" - to "średnia alokacja w polskie akcje wynosiłaby 91 proc. Poniżej progu 90 proc. byłyby AXA (85,2 proc.) oraz Generali (89,6 proc.)".

Jak podaje gazeta,  napływy środków z ZUS do OFE wyniosły w maju br. 289 mln zł (1392 mln zł od początku 2019 .), natomiast majowe transfery z tytułu suwaka ukształtowały się na poziomie 576 mln zł (3 000 mln zł od stycznia br.).

W maju 2019 r. średnia ważona jednostka funduszy emerytalnych spadła  o 3,9 proc. Najlepszy wynik zarządzania osiągnął Pocztylion OFE (-3,5 proc.), zaś najgorszy PZU OFE (-4,4 proc.). Od początku br. najlepsze wyniki osiąga  Bankowy OFE (1,9 proc.), a najsłabsze  AXA OFE (-0,7 proc.).

 

 

Zagraniczny ubezpieczyciel może sprawdzić dalsze istnienie prawa do świadczenia z ZUS

 

Jeżeli  świadczeniobiorca, otrzymujący emeryturę czy rentę z ZUS mieszka za granicą, to wówczas polski organ emerytalno-rentowy  nie ma  możliwości sprawdzać co miesiąc, czy  dana  osoba uprawniona do świadczeń z ZUS  nadal żyje. W jego imieniu może więc  zweryfikować  to zagraniczny ubezpieczyciel -  informuje "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 06.06.2019 r.). Gazeta pisze, iż  chociaż ZUS  już wcześniej korzystał z tego rozwiązania, aby sprawdzić, czy uprawniony do  otrzymywania pieniędzy z zakładu  emeryt (rencista) wciąż żyje, a jego emerytury czy renty  nie pobiera np. rodzina,  to  dopiero od maja 2019 r., po  dodaniu do ustawy emerytalnej art. 28 ust. 6.,  ZUS uzyskał do tego podstawę prawną. Tak więc,  w przypadku osób mieszkających za granicą,  istnienie ich  prawa do świadczeń z polskiego organu emerytalno -rentowego  może potwierdzić zagraniczna instytucja finansowa - podkreśla dziennik.

Jak tłumaczy "DGP", zazwyczaj w przypadku śmierci świadczeniobiorcy,  ZUS   szybko o tym fakcie  się dowiaduje, ponieważ  rodzina lub inne osoby, które zajęły się pogrzebem, występują o zasiłek pogrzebowy. Jednak zdarzały się przypadki, gdy  np. rodzina miesiącami lub nawet latami nie informowała o śmierci starszej osoby tylko po to, aby pobierać za nią emeryturę.  Aby więc przeciwdziałać takim sytuacjom – pisze gazeta -  ZUS co jakiś czas może żądać od emeryta czy rencisty potwierdzenia istnienia dalszego prawa do pobierania świadczeń. Takie uprawnienie ZUS precyzuje  bowiem ustawa o emeryturach i rentach z FUS – podaje  dziennik.

I tak, z  art. 128. ustawy  o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS) wynika, iż na żądanie organu rentowego emeryt lub rencista jest zobowiązany do potwierdzania własnoręcznym podpisem istnienia dalszego prawa do pobierania świadczeń określonych ustawą. Natomiast jeśli  zaistnieją  okoliczności uniemożliwiające,  lub utrudniające emerytowi lub renciście złożenie tego podpisu, istnienie jego dalszego prawa do pobierania świadczeń  może potwierdzić własnoręcznym podpisem osoba upoważniona,  sprawująca faktyczną opiekę nad emerytem lub rencistą. Z kolei według  ust.6.  ustawy,  organ rentowy wypłacający świadczenia osobom zamieszkałym za granicą, może potwierdzić istnienie ich dalszego prawa do pobierania świadczeń także poprzez wymianę informacji z właściwą zagraniczną instytucją administracji zabezpieczenia społecznego, w szczególności w formie elektronicznej.

 

 

RPO: sądy okręgowe mogą rozstrzygać w sprawie odwołań od decyzji obniżających  emerytury funkcjonariuszy służb PRL

 

Zdaniem Adama Bodnara, Rzecznika Praw Obywatelskich  (RPO), sądy okręgowe mogą rozstrzygać w sprawie odwołań od decyzji Zakładu Emerytalno-Rentowego MSWiA, obniżających świadczenia emerytalno-rentowe byłym funkcjonariuszom służb PRL, niezależnie od wyniku postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym - pisze "Rzeczpospolita" (Nr z 11.06.2019 r.).

RPO zaznacza, iż  Europejski Trybunał Praw Człowieka w swoim orzecznictwie wskazuje, iż "zmniejszenie lub zaprzestanie wypłaty świadczenia emerytalnego może stanowić ingerencję w poszanowanie własności w rozumieniu art. 1 Protokołu nr 1. Ingerencja ta jest dopuszczalna, musi jednak być uzasadniona". Tymczasem obowiązujący w Polsce "system źródeł prawa przesądza, że w myśl art. 91 ust. 2 w zw. z art. 87 ust. 1 Konstytucji, ratyfikowana umowa międzynarodowa ma pierwszeństwo przed ustawą, jeżeli ustawy nie da się pogodzić z umową" - podaje gazeta. Sąd Okręgowy w Warszawie sam miał jednak wątpliwość, czy przepisy ustawy w ogóle spełniają standardy konstytucyjne. Skierował więc pytanie prawne do Trybunału Konstytucyjnego (TK) informuje dziennik -  a  "sprawa zawisła przed Trybunałem Konstytucyjnym pod sygn. akt P 4/18". RPO uważa że istnieje możliwość uzyskania rozstrzygnięcia sprawy przed sądem bez czekania na wyrok TK. Zakresem pytania prawnego warszawskiego SO  "nie jest objęta bowiem kwestia, czy sprawa dotycząca obniżenia emerytury i renty została załatwiona przez organ rentowy zgodnie ze standardem wyznaczonym przez art. 1 Protokołu nr 1 do Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności (nikt nie może być pozbawiony własności, chyba że w interesie publicznym i na określonych prawem warunkach)".

RPO zwraca uwagę - pisze dziennik - że ustawy z 16 grudnia 2016 r. nie można czytać w oderwaniu od całego systemu prawnego Rzeczypospolitej.

"Rz" podkreśla, iż  ustawa z 16 grudnia 2016 r., na podstawie której automatycznie obniżono świadczenia wszystkich funkcjonariuszy służb PRL stanowi,  że "bezpośrednią przyczyną obniżenia świadczeń emerytalno-rentowych może stanowić okoliczność, że funkcjonariusz został uznany za osobę „pełniącą służbę na rzecz totalitarnego państwa". A  taka "służba" oznacza , według  ustawy lustracyjnej z 2016 r. - tłumaczy gazeta -  że  "chodzi o zwalczanie opozycji demokratycznej, związków zawodowych, stowarzyszeń, kościołów i związków zawodowych, łamaniu prawa do wolności słowa i zgromadzeń, gwałceniu prawa do życia, wolności, własności i bezpieczeństwa obywateli". I to dodatkowe kryterium jest według Adama Bodnara  kluczem.  W opinii RPO, "obywatel ma prawo oczekiwać, że oceniając sprawę jego emerytury państwo sprawdzi, czy jego służba miała,  cechy zawarte w definicji z ustawy lustracyjnej (...) Tylko taki sposób wykładnia zapewnia spójność i logiczność prawa. Tylko tak może być zrealizowany cel ustawy, by ci, których służba nie była działaniem na rzecz totalitarnego państwa, nie tracili w sposób nieuzasadniony świadczeń. Tylko przy takiej interpretacji ingerencja w prawo do poszanowania mienia będzie rozsądnie proporcjonalna do realizowanego celu. Zostanie wówczas osiągnięta „sprawiedliwa równowaga" pomiędzy wymogami interesu powszechnego społeczeństwa, a wymogami praw podstawowych przysługujących osobie" – podaje "Rz".

 

 

PPK w realu to obniżenie pensji dla pracowników

 

W związku z nowym programem emerytalnym rządu - uruchomieniem od 1 lipca 2019 r. programu pracowniczych planów kapitałowych (PPK)  - ponad 3,3 mln pracowników czeka w tym roku obniżka pensji - twierdzi "Gazeta Wyborcza" (Nr z 11.06.2019 r.). Ponadto,  350 tys. Polaków z najwyższymi zarobkami ma  płacić większe składki na PPK, ponieważ w  przypadku wpłat na  PPK  ma być  zniesiony  limit tzw. trzydziestokrotności  - pisze gazeta. A to oznacza, że od całości wynagrodzenia – a nie tylko do wysokości limitu – będą naliczane wpłaty do PPK - podaje dziennik. Ma to  rozwiązać  problem kontroli wysokości wynagrodzenia, od którego powinno się naliczać wpłaty do PPK w przypadku osób,  świadczących  pracę w ramach kilku stosunków pracy lub zlecenia,  które  u żadnego z pracodawców nie przekraczają limitu 30-krotności, ale łącznie zarabiają ponad ten limit. Zniesienie limitu będzie najprawdopodobniej    wprowadzone od stycznia 2020 r.  Reforma ma dotyczyć wszystkich,  zarabiających miesięcznie brutto  11,9 tys. zł i powyżej.

Jak informuje "Wyborcza",  Ministerstwo Finansów (MF) ujawniło projekt Aktualizacji Programu Konwergencji na lata 2019-2022. Według gazety, jest to "dokument pokazujący, jakie według rządu będą najważniejsze wskaźniki ekonomiczne w Polsce w najbliższych latach". Na przykład w programie zapisano „zniesienie ograniczenia rocznej podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia społeczne”. Resort finansów szacuje, że da to budżetowi dodatkowe 5,1 mld zł - pisze „GW".

Dziennik przypomina, iż dzisiaj, "po przekroczeniu w danym roku zarobków w wysokości 30 średnich pensji - ok. 142 tys. zł brutto - nie trzeba płacić składek, bo emerytura i tak będzie liczona od 30-krotności średniej pensji". Ten próg jest  bezpiecznikiem, który  ma chronić system emerytalny przed wypłacaniem w przyszłości zbyt wysokich świadczeń - tłumaczy  "Wyborcza".

 

 

Konsultacje rządowego projektu zmian w ustawie o OFE  na finiszu

 

Partnerzy społeczni z Rady Dialogu Społecznego "szlifują"  już opinie do rządowego projektu zmian w ustawie o otwartych funduszach emerytalnych. Wkrótce stanowiska  te mają być gotowe i wysłane - informuje "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 13.06.2019 r.). Według gazety,  opinie o zmianach w OFE są "raczej pozytywne, choć pojawiły się zastrzeżenia dotyczące momentu poboru opłaty i tego, która instytucja powinna być domyślna: OFE czy ZUS".  Na przykład  Bogdan Grzybowski z OPZZ  przyznaje w dzienniku, że "generalnie, jak wynika w wpływających do nas pism, propozycja premiera Morawieckiego jest oceniana dobrze". Zdaniem "DGP", zaproponowanym przez rząd zmianom w OFE nie będą sprzeciwiać się również NSZZ „Solidarność” czy organizacje pracodawców. Na przykład  Konfederacja Lewiatan  we  wstępnej opinii zajmuje stanowisko, że „fundusze emerytalne powinny być relatywnie bezpiecznymi funduszami długoterminowego inwestowania". Albowiem  trudno jednak prowadzić "długoterminową politykę inwestycyjną i efektywnie zarządzać instytucją, której przyszłość jest niepewna, ponieważ ustawicznie jest podważana zasadność jej istnienia” - podaje "DGP".

 Zdaniem Jeremiego Mordasewicza z Lewiatana, "w sytuacji, gdy część kapitałowa systemu emerytalnego została zmarginalizowana i wypływ środków z OFE do ZUS jest wyższy niż wpływy ze składki dla OFE, trzeba dokonać zmian".  

Gazeta przypomina, że rządowy plan polega na tym, że od nowego roku OFE zamienią się w otwarte fundusze inwestycyjne, a obecne konta w OFE - w indywidualne konta emerytalne (IKE). Pieniądze mogą trafić także  do ZUS,  jeśli taką wolę wyrazi uczestnik OFE.

Zdaniem  "DGP", rząd będzie więc musiał się zmierzyć w trakcie konsultacji  z propozycją przesunięcia opłaty na czas wypłaty środków z IKE.

"Na pewno się nie będzie do tego palił, gdyż 19 mld zł, na jakie liczy w dwóch kolejnych latach, oznacza potężny zastrzyk dla finansów publicznych" - komentuje dziennik.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT