OFE w 2018 r. straciły łącznie 17 mld zł

Według GUS, otwarte fundusze emerytalne (OFE) w   2018 r. odnotowały olbrzymią stratę   minus  17 mld zł - podaje  "Parkiet" (Nr z 30.04.2019 r.). Na wynik finansowy OFE wypracowany w ub.r. złożyły się "zrealizowany i niezrealizowany zysk (strata) w wysokości minus 20,4 mld zł oraz wynik z inwestycji w wysokości 3,3 mld zł". Co istotne, poprzedni rok  2017  OFE zakończyły zyskiem w wysokości 28,4 mld zł  - informuje gazeta za  komunikatem GUS.  Przy tym przychody operacyjne OFE w 2018 r. wzrosły, osiągając poziom    4,31 mld zł  wobec 3,77 mld zł  rok wcześniej -  donosi dziennik. I  tak,  przychody portfela inwestycyjnego stanowiły 98,9 proc. przychodów operacyjnych  (wzrosły o 15,0 proc. w stosunku  do 2017 r.)  i wyniosły 4,26 mld zł. Natomiast koszty operacyjne OFE osiągnęły kwotę 968,2 mln zł. W tym, koszty zarządzania funduszami wyniosły 794,1 mln zł i stanowiły 82,0 proc. kosztów operacyjnych funduszy emerytalnych - pisze "P". Z kolei  aktywa ogółem OFE na koniec 2018 r. wyniosły 157,5 mld zł, a więc zmniejszyły się o  22,5 mld zł (tj. o 12,5 proc.) w ciągu roku. Największy udział w aktywach wykazywał portfel inwestycyjny - 99,4 proc., a zobowiązania ogółem ukształtowały się na poziomie 177,3 mln zł, podczas gdy  w roku poprzednim było to 426,4 mln zł (spadek o 58,4 proc.) - informuje gazeta za komunikatem GUS. Wynika zeń, iż "w portfelu inwestycyjnym otwartych funduszy emerytalnych dominowały akcje spółek notowanych na regulowanym rynku giełdowym - 134 mld zł (...). Kolejną pozycją według wielkości udziału były obligacje, które wyniosły  10,4 mld zł (...). Depozyty bankowe wyniosły 9,0 mld zł".

Liczba rachunków prowadzonych przez OFE według stanu na 31 grudnia 2018 r. wyniosła 16,2 mln, w tym rachunki martwe, na które nie wpłynęła żadna składka stanowiły   0,7 proc. ich ogólnej liczby.

 

 

Bez abolicji składek w ZUS

 

Przedsiębiorcy nie mają co liczyć na umorzenie zaległych składek na ubezpieczenia społeczne. Abolicji   składek ZUS nie będzie - twierdzi "Rzeczpospolita" (Nr z 30.04.2019 r.). Jak podkreśla dziennik, kolejne propozycje umorzenia długów w ZUS są jednak konsekwentnie odrzucane przez rząd, który "zamiast dawać miliardowe ulgi małym firmom, sam szuka pieniędzy". Co więcej, firmy czeka zaostrzenie przepisów - prognozuje gazeta.

Według "Rz", ostatnio  Adam Abramowicz, rzecznik małych i średnich przedsiębiorców ( MŚP) zaproponował w  piśmie z 11 kwietnia 2019 r., skierowanym do Elżbiety Rafalskiej, minister rodziny, pracy i polityki społecznej  oraz do  Jadwigi Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii,  "wskrzeszenie ustawy z 2012 r., przewidującej umorzenie zaległości w składkach ZUS osób prowadzących działalność gospodarczą w latach 1999–2009".  Adam Abramowicz uważa bowiem - pisze dziennik -  iż  warto wydłużyć okres abolicji aż do 2018 r. Rzecznik  dla MŚP  tłumaczy swój pomysł na "oddłużenie" małych i średnich  przedsiębiorstw wobec ZUS tym, że wielu przedsiębiorców prowadzących w tych latach działalność gospodarczą  dowiaduje się, iż ma do uregulowania niemałe składki na ubezpieczenia społeczne dopiero  w wyniku kontroli ZUS, który kwestionuje np. ich zagraniczne zatrudnienie. A. Abramowicz  "podnosi także inny problem,  wynikający z przepisów z 2012 r." Podkreśla,  iż z umorzenia zaległości, wynikającego z przepisów z 2012 r.,  mogli bowiem skorzystać wówczas  tylko ci przedsiębiorcy, którzy uregulowali wszystkie bieżące długi. Tymczasem  wielu z nich,  m.in. z  powodu  długów  nie było stać na to, by ich wniosek o abolicję mógł zostać uwzględniony przez organ emerytalno-rentowy  -  komentuje gazeta.

 

 

ZUS nie uwzględnia przy obliczaniu obniżonej składki okresu podlegania innemu ustawodawstwu

 

Wprawdzie już kilka miesięcy  obowiązują  przepisy uprawniające przedsiębiorców  do obniżenia składek  na ubezpieczenia społeczne ze względu  na niski przychód, nie przekraczający rocznie 30-krotności minimalnego wynagrodzenia,  to  wciąż pojawiają się coraz to nowe wątpliwości z nimi związane. Okazuje się bowiem - pisze "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 25.04.2019 r.), że na przykład  ZUS przy ustalaniu prawa do obniżonych składek bierze pod uwagę jedynie podleganie ubezpieczeniom z tytułu prowadzenia pozarolniczej działalności gospodarczej, a nie sam fakt jej prowadzenia, chociaż nie  wynika to  wprost z przepisów. Ponadto,  niski przychód to niejedyny warunek obniżenia składek, które  przedsiębiorca ma prawo obniżyć na cały kolejny rok kalendarzowy. Jak podkreśla  gazeta, ważne jest także i  to,  aby ów przedsiębiorca  prowadził działalność przez co najmniej 60 dni w poprzednim roku. Zdaniem dziennika, "chodzi o to, aby zapobiec omijaniu prawa i zakładaniu działalności np. na kilka dni, aby korzystać z ulgi przez cały kolejny rok".  ZUS nie  bierze bowiem pod uwagę przy obliczaniu  ulgi  także okresu podlegania innemu ustawodawstwu.  Jak  podaje "DGP", taką odpowiedź uzyskał pewien przedsiębiorca, „który jednocześnie był zatrudniony na etacie w innym kraju". Prowadził on działalność gospodarczą w Polsce, będąc w tym czasie zatrudniony także w Islandii. Tak więc, zgodnie z przepisami, podlegał islandzkiemu ustawodawstwu, a nie podlegał  przepisom polskim - w związku z tym nie  opłacał składek ani na ubezpieczenie społeczne, ani na ubezpieczenie zdrowotne. Cały czas jednak był wpisany do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej i działalność prowadził - pisze gazeta. Jego zdaniem, obliczając nowa podstawę wymiaru składek, może wziąć pod uwagę wszystkie dni prowadzenia działalności w Polsce bez względu na to, czy w tym czasie podlegał jakimkolwiek ubezpieczeniom, ponieważ "wynika to z literalnego brzmienia art. 18c ust. 4 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych". ZUS uznał jednak inaczej - komentuje "DGP".

 

 

Już  dziesięć  instytucji  finansowych  złożyło  wniosek  o  wpis  do  ewidencji  PPK

 

Tylko spośród instytucji wpisanych do ewidencji Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK), którą prowadzi Polski Funduszu Rozwoju (PFR), pracodawcy będą mogli wybierać instytucje prowadzące PPK dla swoich pracowników . Ich lista będzie widoczna na portalu mojeppk.pl.  Według "Interia.pl" (z 26.04.2019 r.), wnioski o wpis do ewidencji PPK  złożyło już dziesięć instytucji finansowych. Jak podkreśla Bartosz Marczuk, wiceprezes PFR,  ustawa przewiduje, że instytucje te przejdą wcześniej procedurę rejestracji, sprawdzenia czy spełniają wymogi ustawowe, gdyż  muszą  m.in. posiadać określony kapitał oraz  też odpowiednie doświadczenie w oferowaniu funduszy. "Sądzę, że w ciągu najbliższych tygodni pierwsze z tych instytucji pojawią się na portalu i pracodawcy będą widzieli z którymi firmami mogą tworzyć PPK" - mówi B. Marczuk. Zdaniem wiceprezesa PFR,  każda firma, która przygotowuje się do uruchomienia PPK może bez problemu uzyskać potrzebne informacje, zarówno te ogólne,  jak i bardzo szczegółowe. "Oferujemy im pełny serwis, który pomoże w uzyskaniu odpowiedzi" - tłumaczy w "Interia.pl" Bartosz Marczuk.

Ponadto, uruchomiona została specjalna infolinia,  w każdym województwie są organizowane spotkania informacyjne. Są także wyznaczeni trenerzy, którzy mogą przyjechać do firmy i przeprowadzić w niej indywidualne szkolenie - informuje  Marczuk.  

PPK są w dużym stopniu wzorowane na systemach, które działają w takich krajach jak Wielka Brytania czy Nowa Zelandia. Podobnie jak  tam, także w Polsce ustawowy obowiązek tworzenia systemu PPK dla pracowników będzie spoczywał na pracodawcy - przy wsparciu ze strony państwa. Wpłaty będą pochodzić z trzech źródeł: od pracodawcy, pracownika i państwa. Zgodnie z ustawą o PPK, gromadzone tam środki  będą inwestowane w fundusze zdefiniowanej daty, które będą różnicowały poziom ryzyka inwestycyjnego w zależności od wieku uczestnika. Dlatego też  instytucja prowadząca PPK musi zaoferować osiem  funduszy, zróżnicowanych pod względem polityki inwestycyjnej, od bezpiecznych do bardziej agresywnych, czyli z większym udziałem akcji w portfelu - wyjaśnia portal.

 

 

Pracodawcy niechętni przepisom o ochronie przedemerytalnej pracowników

 

Pracodawcy chcą  skrócić okres ochrony przedemerytalnej przed zwolnieniem z  obecnych czterech do dwóch lat, czy nawet go zlikwidować - informuje "Gazeta Wyborcza" (Nr 02.05.2019 r.). Według pracodawców - podaje dziennik -   okres ochrony przedemerytalnej zamiast pomagać... szkodzi pracownikom.

Jak tłumaczy w gazecie Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan, tylko "skrócenie lub likwidacja okresu ochronnego pomoże najstarszym pracownikom. Dziś osoby w okresie ochronnym nie mają co liczyć na etat, bo prywatne firmy boją się ich zatrudniać właśnie ze względu na ochronę". W opinii eksperta Lewiatana,  dzieje się tak dlatego, iż  pracodawcy  obawiają się  przyjmowania do pracy osób, których  nie będzie można zwolnić, nawet gdy firmie gwałtownie spadną zamówienia i kontrakty - pisze "Wyborcza".  Jeremi Mordasewicz przyznaje,  że dzisiaj  okres ochronny często powoduje patologie, jak choćby zwolnienia prewencyjne. Przedstawiciel Lewiatana podaje jako przykład działanie szefowej  firmy logistycznej, która w sytuacji, gdy  otrzymała  listę pracowników  zbliżających  się do okresu ochronnego, powiadomiła kadry, aby tych ludzi  zwolnić. Przy tym, "tłumaczyła to dobrem firmy" - pisze "GW" - uzasadniając swoją decyzje tym, że w przeciwnym razie "pracownicy wpadliby w okres ochronny i mogliby mi odmówić pójścia na szkolenia, podnoszenia kwalifikacji, bo przecież mieliby już gwarancję pracy".

 Przed zwolnieniem z pracy - zgodnie z kodeksem pracy - obecnie chronieni są wszyscy, którym brakuje czterech lat do osiągnięcia wieku emerytalnego. Od października 2017 r. wynosi on 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Ochronie przedemerytalnej podlegają więc 56-letnie kobiety i 61-letni mężczyźni - podkreśla "Wyborcza".  Związkowcy jednak  nie chcą jakichkolwiek nowych regulacji w tej kwestii.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT