Zdążyć przed PPK

Program emerytalny  PPK (pracownicze plany kapitałowe) od 1 lipca 2019 r. stanie się obowiązkowy dla dużych firm, zatrudniających  co najmniej 250 osób. W związku z tym,   część korporacji   wybrała   tzw. "ucieczkę do przodu" i  rzuciła się na alternatywne rozwiązanie - tworzenie i rejestrację pracowniczych programów emerytalnych (PPE) - podaje "Gazeta Wyborcza" (Nr z 16.05.2019 r.). Jest to opcja dla pracodawców, którzy chcą uniknąć prowadzenia pracowniczych planów kapitałowych (PPK) w swoich firmach. "I chodzi tu nie o oszczędności, ale o brak zaufania do nowych rozwiązań" - tłumaczy gazeta.  Albowiem dobrowolne PPE (pracownicze programy emerytalne) funkcjonują w Polsce od 20 lat, to jednak  okres rozkwitu przeżywają dopiero w obliczu wprowadzenia podobnego do nich - zauważa "GW" -  ale przymusowego z punktu widzenia pracodawców rozwiązania, czyli pracowniczych planów kapitałowych (PPK). Obecnie w  rejestrze prowadzonym  przez Komisję Nadzoru Finansowego (KNF) figuruje już 2031  programów PPE - informuje dziennik. Jednak z tej liczby  funkcjonuje tylko  1507 PPE - aż 289 pojawiło się w 2019 r.  - natomiast  pozostałe zostały wykreślone z rejestru.  I tak, według "Wyborczej",  w zeszłym roku do KNF wpłynęło 312 wniosków  PPE o wpis  do rejestru, a w br., chociaż to dopiero maj, takich wniosków jest już 246. W tym, najwięcej wniosków  PPE  o wpis do rejestru KNF  wpłynęło w styczniu i lutym br., zaś obecnie nadzór finansowy  prowadzi około stu postępowań administracyjnych dotyczących PPE.

"GW" zaznacza, iż  obecnie to głównie duże firmy rejestrują PPE, bardzo się  z  tym  spiesząc.                             W opinii gazety, przepisy pozwalają bowiem  na uniknięcie PPK w  przedsiębiorstwie   przy spełnieniu pewnych warunków.

 "Pracodawca nie musi tworzyć PPK, jeśli prowadzi PPE oraz odprowadza składki podstawowe w wysokości co najmniej 3,5 proc., o ile do PPE przystąpiło co najmniej 25 proc. osób zatrudnionych w danym podmiocie zatrudniającym" - wyjaśnia "Wyborcza".

 

Zaledwie co czwarty Polak obawia się finansowych problemów na emeryturze

 

Blisko  40 proc. Polaków uważa, że  w jesieni życia będą mieli czas i pieniądze na rozwijanie swoich zainteresowań i  pasji, a zaledwie  co czwarty Polak  obawia się, że jego sytuacja finansowa  wówczas będzie gorsza  - wynika z ankiety zleconej przez Izbę Zarządzających Funduszami i Aktywami (IZFiA). Jak  podaje "Puls Biznesu" (Nr  z 16.05.2019 r.), ta  prawie 40 proc. Polaków rzesza rodaków to „spokojni optymiści”, zakładający, że ich sytuacja poprawi się na emeryturze albo przynajmniej się  nie zmieni, zaś   co czwarty Polak jest „zatroskanym realistą”, mającym  najwięcej negatywnych skojarzeń z jesienią życia. Jak podkreśla gazeta, właśnie  Ci "spokojni  optymiści" częściej od innych planują swoją przyszłość w okresie "senioralnym"  i jako najlepsze sposoby zabezpieczenia na starość  "wskazują odkładanie pieniędzy w banku oraz inwestowanie w nieruchomości, a także częściej niż pozostałe segmenty na opłacanie składek ZUS/KRUS i OFE".  Według "spokojnych   optymistów" - komentuje dziennik -    pogodne  życie na emeryturze  ma  im zapewnić  świadczenie emerytalne  oraz oszczędności. Natomiast osobom z grupy „zatroskanych realistów”,  emerytura kojarzy się głównie z problemami finansowymi i zdrowotnymi - "ich sytuacja na emeryturze ulegnie pogorszeniu (...)zarobki będą niższe niż obecnie" - pisze "PB". Stąd zamierzają  pracować na emeryturze lub zakończyć aktywność zawodową "najpóźniej, jak to będzie możliwe". Nie planują więc jeszcze przyszłości na emeryturze, a  27 proc. z nich jeszcze nie gromadzi środków na emeryturę - pisze  gazeta. Przyszłość ma im zabezpieczyć  odkładanie pieniędzy w banku oraz inwestowanie w nieruchomości, "ale na razie tylko część z nich to robi".

Zdaniem  prof. Marcina Dyla, prezesa Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami, "co prawda duża część Polaków pozytywnie myśli o tym czasie, ale niestety zbyt mała grupa oszczędza lub inwestuje pieniądze, z których będzie można skorzystać za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat" - informuje dziennik.  

Według raportu Instytutu Badań Strukturalnych (IBS), Polska do 2060 r. ma doświadczyć największego w Unii Europejskiej spadku przeciętnej emerytury w relacji do ostatniej płacy.  

 

 

Lawina nowych  ubogich emerytów

 

Według prof.  Gertrudy Uścińskiej, prezes ZUS, co  szósty Polak, który w 2018 r.  przeszedł na świadczenie z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, poprzez brak wpłat składek i stażu dostał emeryturę poniżej ustawowego minimum – donosi "Rzeczpospolita" (Nr z 13.05.2019 r.).

Szefowa ZUS przyznaje w rozmowie z gazeta,  że  po  obniżeniu wieku emerytalnego organ emerytalno-rentowy przyjął  w ciągu ostatniego roku ponad 750 tys. wniosków o emeryturę. I tak, przeciętna emerytura przyznana tym osobom wyniosła 2064 zł, z czego świadczenia przyznawane mężczyznom były wyraźnie wyższe, o ponad 1 tys. zł. I tak, średnie świadczenie panów wyniosło 2724 zł, zaś  kobiet – 1695 zł. Jak tłumaczy  prof. Uścinska, "na ten wynik rzutuje zdecydowanie mniejsza kwota składek zgromadzona przez kobiety oraz krótszy staż pracy". Ponadto, ZUS zaobserwował  jeszcze jedno zjawisko - znacząco "wzrosła liczba osób, które nie uzbierały w czasie całej swojej kariery zawodowej kapitału,  zapewniającego świadczenie na poziomie emerytury minimalnej, ani też nie zgromadziły stażu ubezpieczeniowego uprawniającego do przyznania takiej minimalnej emerytury" - twierdzi w  dzienniku prof. Uścińska.

I tak, w  przypadku kobiet ten staż wynosi 20 lat, a w przypadku mężczyzn – 25 lat okresów składkowych i nieskładkowych. Ponadto,  "spośród osób, które przeszły na emeryturę w 2018 r., aż co szósta nie wypracowała takiego stażu. W konsekwencji 58 tys. emerytów otrzymuje świadczenia poniżej minimalnej gwarantowanej przez państwo emerytury, która wynosi obecnie 1100 zł brutto miesięcznie”. Obecnie, na ok. 5,7 mln emerytów w systemie powszechnym,  aż 227 tysiącom świadczeniobiorców wypłacana jest taka emerytura i ta liczba  dynamicznie wzrasta. Przy tym, 85 proc. tej grupy stanowią kobiety.

Według prezes ZUS,  świadczenie emerytalne  do wysokości 100 zł pobiera obecnie ponad 2,5 tys. osób, z czego 493 osoby otrzymują nie więcej niż 10 zł. Świadczenie emerytalne poniżej minimalnej emerytury, gwarantowanej przez państwo (w przedziale od 700 do 800 zł) otrzymuje  45 tys. osób, zaś emeryturę w  kwocie  800–900 zł dostaje  43 tys. świadczeniobiorców. Natomiast świadczenie w wysokości  od 900 do 1000 zł pobiera z kolei 36 tys. osób.

Dotychczas najniższą emeryturą wypłacaną przez ZUS było świadczenie mieszkanki Lubelszczyzny w wysokości 2 groszy miesięcznie,  należne za jeden dzień okresu składkowego. Teraz  kobieta korzysta z przyznanego przez ZUS rodzicielskiego świadczenia uzupełniającego w wysokości 1100 zł,  gdyż wychowała  aż  szóstkę dzieci - podaje dziennik. Obecnie  najniższym świadczeniem wypłacanym przez ZUS jest emerytura mieszkanki  zachodniopomorskiego w wysokości 4 groszy ( wykazała zatrudnienie o długości miesiąca i 12 dni).

Rodzicielskie świadczenie uzupełniające dla rodzica co najmniej czworga dzieci przyznano już ponad 45 tys. osób, w tym ok.  70 mężczyznom. Blisko   28,5 tys. osób otrzymało świadczenie w wysokości dopełniającej dotychczas pobierane świadczenie do 1100 zł (średnia dopłata wyniosła 355 zł). .

Jak podkreśla w dzienniku  prof. Uścińska, "w przeglądzie przepisów emerytalnych, przedstawionych rządowi pod koniec 2016 r., ZUS postulował wprowadzenie minimalnego stażu pracy, w wysokości 5, 10 czy 15 lat, uprawniającego do wypłaty emerytury w Polsce. Ten postulat jest dziś może nawet bardziej aktualny, niż był wtedy, bo liczba świadczeń poniżej minimalnego znacząco wzrosła".

 

 

Powoli  zbliża  się  kryzys systemu emerytalnego

 

Instytut Badań Strukturalnych (IBS) ostrzega przed możliwością załamania się systemu  emerytalnego. Z opublikowanej właśnie analizy IBS wynika - informuje "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 15.05.2019 r.)  - że za 40 lat dwie trzecie wszystkich emerytur będą stanowiły świadczenia minimalne lub niższe. Jest "to cena, jaką zapłacimy za obniżony wiek emerytalny i nie podnoszenie wydatków na świadczenia" – pisze gazeta.  

Ekonomiści IBS przeanalizowali, co się stanie z emeryturami, jeśli sprawdzą się prognozy mówiące, że do 2060 r. populacja osób w wieku produkcyjnym (w wieku 15–64 lat) zmniejszy się  z 27 mln obecnie, do 16 mln osób, przy jednoczesnym podwojeniu się grupy osób w wieku emerytalnym z 6 do 11 mln osób. Jeżeli  dziś na jedną osobę  pobierającą  świadczenie emerytalne przypada dwóch pracujących, to w 2060 r. na jednego emeryta będzie przypadać jedna osoba pracująca - szacują eksperci IBS. Nastąpi bardzo duży, największy wśród krajów UE, spadek stopy zastąpienia - podkreśla dziennik. Jeżeli  dzisiaj świadczenie emerytalne  stanowi  ok. 60 proc. ostatniego wynagrodzenia, zawdzięczamy to jeszcze staremu systemowi emerytalnemu. Już w 2040 r. osoby kończące karierę zawodową będą dostawać zaledwie 28 proc. ostatniej pensji, zaś w 2060 r. będzie to mniej niż jedna czwarta - podaje "DGP". Gazeta tłumaczy, że  "z czasem zaczną dominować wypłaty dla osób, które nie miały kapitału początkowego w czasie reformy z 1999 r. i całość ich świadczeń będzie zależeć od wielkości składek i tego, jak długo je wpłacały" . Tymczasem w Polsce  dość popularne jest nadal zatrudnianie w formułach, gdzie składek na ZUS się w ogóle nie płaci albo są one niskie oraz  przywrócono niższy wiek emerytalny,  skracający  okres ubezpieczenia. Szczególnie mocno będzie to działać w przypadku kobiet, które mogą przechodzić na emeryturę już w wieku 60 lat. IBS przytacza szacunki, zgodnie z którymi za 40 lat dwie trzecie wszystkich emerytur będą stanowiły emerytury minimalne lub niższe. Gdyby do tego doszło, byłyby to jedne z najniższych wartości w UE.

Zdaniem autorów opracowania, "programy dodatkowego dobrowolnego oszczędzania na emeryturę w rodzaju indywidualnych kont emerytalnych czy uruchamianych właśnie pracowniczych planów kapitałowych niewiele zmienią", gdyż żaden z nich nie gwarantuje dożywotnich wypłat. W najgorszym wariancie może dojść do sytuacji, w której ZUS będzie wypłacał mało, a łączne wydatki na system i tak się zwiększą -  twierdzi  Piotr Lewandowski, prezes IBS i jeden z autorów raportu.  W jego opinii - pisze "DGP" -  "stanie się tak, jeśli kolejne rządy będą utrzymywać obniżony wiek emerytalny". Stąd kluczowym będzie wydłużanie aktywności zawodowej. Prezes IBS radzi, aby nie liczyć na imigrację. Zdaniem Lewandowskiego, chociaż zatrudnianie cudzoziemców dzisiaj może zasypywać część dziury w ZUS, to w przyszłości będzie stanowić obciążenie, gdyż  imigrantom  również trzeba będzie wypłacać emerytury - podkreśla  gazeta

 

 

Wysoki wskaźnik waloryzacji składek emerytalnych za 2018 r.

 

Elżbieta Rafalska, minister  rodziny, pracy i polityki społecznej  poinformowała dziennikarzy na konferencji prasowej o  podpisaniu   obwieszczenia ministra rodziny, pracy i polityki społecznej w sprawie wskaźnika waloryzacji składek na ubezpieczenie emerytalne za rok 2018 - podaje "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 15.05.2019 r.). Min. Rafalska  powiedziała, że  wskaźnik ten wynosi 109,2  proc. i  jest – w jej  opinii – jednym  z najwyższych wskaźników w ostatnich latach.

E. Rafalska dodała  - informuje gazeta - że ostatnio tak wysokie wskaźniki notowane były w latach 2007 i 2008, gdy wynosiły odpowiednio 112,85 proc. i 116,26 proc.

"Oznacza to, że całe nasze środki, wszystkie nasze składki zostaną zwaloryzowane, podniesione, o 9,2 proc" – podkreśliła szefowa MRPiPS.   "Proszę mi wskazać jakąś instytucję bankową, gdzie moglibyśmy własne oszczędności tak dobrze i tak bezpiecznie ulokować" – skomentowała  Rafalska.  Jej zdaniem,  "osoby, które mają największy kapitał, mają szansę naprawdę w kolejnym roku na wyższą emeryturę" – pisze dziennik.

Jak przypomina „DGP”, wskaźnik waloryzacji emerytur i rent   w 2018 r.  ukształtował się na poziomie 102,98 proc., co oznaczało najwyższy wzrost świadczeń w ostatnich pięciu latach.

 „Od 1 czerwca 2018 r. wzrosła także wysokość renty socjalnej do kwoty najniższej renty z tytułu całkowitej niezdolności do pracy. Od 1 marca br. świadczenia emerytalno-rentowe wzrosły o ustawowy wskaźnik waloryzacji (102,86 proc.), jednak nie mniej niż o 70 zł”.

Ministerstwo  rodziny  szacuje, że  od 2016 r. najniższe emerytury wzrosły o ok. 25 proc.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT