Sąd Najwyższy o kosztach opieki nad poszkodowanymi w wypadku

Ubezpieczyciel powinien wypłacać odszkodowanie z tytułu nieodpłatnej opieki osoby bliskiej nad poszkodowanym np. w wypadku komunikacyjnym – uznał Sąd Najwyższy. Podzielił tym samym stanowisko Rzecznika Finansowego, który zwrócił się do Sądu o uchwałę rozstrzygającą rozbieżności w orzecznictwie w tego typu sporach.

Treść wniosku o uchwałę (https://rf.gov.pl/wp-content/uploads/2020/05/Wniosek-RF_SN_rekomensata_za_opieke_2019.pdf)

Sąd Najwyższy 22 lipca 2020 r. w sentencji uchwały III CZP 31/19 stwierdził, że:

„Poszkodowany, który doznał uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia, może domagać się na podstawie art. 444 § 1 k.c. odszkodowania z tytułu kosztów opieki sprawowanej nad nim nieodpłatnie przez osoby bliskie.

Tym samym Sąd Najwyższy po raz kolejny potwierdził stanowisko zajmowane w tej sprawie przez Rzecznika Finansowego.

– Cieszę się, że Sąd Najwyższy po raz kolejny przychylił się do naszego stanowiska. Tym bardziej, że chodzi o prawa osób poważnie poszkodowanych w wypadkach np. komunikacyjnych. Powinni oni otrzymywać środki pozwalające na zapewnienie należytej opieki. Mogą je przeznaczyć na skorzystanie z usług osób trzecich. Nie ulega jednak wątpliwości, że poszkodowany woli, żeby opiekowała się nim bliska osoba. Jeśli musi ona zrezygnować z innych zajęć i poświęcić swój czas, powinno to być zrekompensowane. Liczę, że dzięki tej uchwale poszkodowani i ich rodziny już nie będą musieli dochodzić swoich praw w postępowaniach sądowych. Po otrzymaniu wytycznych płynących z uzasadnienia tej uchwały, zakłady ubezpieczeń, które do tej pory stosowały odmienne procedury, powinny je zmodyfikować, a także wznowić postępowania likwidacyjne, w których odmówiono zapłaty roszczeń – mówi dr hab. Mariusz Jerzy Golecki, Rzecznik Finansowy.

Warto przypomnieć, że pogląd analogiczny do prezentowanego przez Rzecznika Finansowego dominował przez długi czas na rynku ubezpieczeniowym. Odszkodowania wypłacane z obowiązkowych i dobrowolnych ubezpieczeń odpowiedzialności cywilnej uwzględniały wspomniane koszty. Praktyka ta została jednak jakiś czas temu zakwestionowana przez niektóre zakłady ubezpieczeń. Znalazło to swoje odzwierciedlenie w coraz liczniejszych w ostatnich latach sporach sądowych. W niektórych przypadkach sądy podzielały zdanie Rzecznika Finansowego, w innych nie. W takiej sytuacji Rzecznik wystąpił o podjęcie uchwały przez Sąd Najwyższy o rozstrzygnięcie rozbieżności w orzecznictwie.

Liczę, że w uzasadnieniu znajdziemy też jasne wskazówki dotyczące stawek, które należy stosować w takich przypadkach. W mojej ocenie słuszne wydaje się przyjęcie poglądu, że powinny one odpowiadać realnym stawkom rynkowym za tego typu usługi opiekuńcze. Zauważyliśmy bowiem, że w niektórych wypadkach ubezpieczyciele przyznają takie świadczenie, ale jest ono np. o połowę niższe niż stawki rynkowe za usługi opiekuńcze w rejonie zamieszkania poszkodowanego. Moim zdaniem takie różnicowanie stawek nie znajduje żadnego uzasadnieniamówi dr hab. Mariusz Golecki.

Zapytanie do Sądu Najwyższego o rozstrzygnięcie rozbieżności w orzecznictwie to jedno z uprawnień Rzecznika Finansowego o najsilniejszym wpływie na praktykę podmiotów rynku finansowego. Uchwała Sądu Najwyższego prowadzi do ujednolicenia linii orzeczniczej sądów powszechnych na długie lata.

Od 2003 roku Rzecznik Finansowy złożył 22 wnioski o uchwałę Sądu Najwyższego. Do tej pory Sąd podjął 21 uchwał, z czego aż 20 razy podzielił zapatrywanie Rzecznika na rozstrzyganą sprawę. Wniosek, na podstawie którego Sąd Najwyższy wydał omawianą uchwałę, był 21 złożonym przez Rzecznika Finansowego. Jeśli Rzecznik Finansowy dostrzeże rozbieżności w orzecznictwie, będzie kierował zapytanie rozstrzygające do Sądu Najwyższego w interesie klientów podmiotów rynku finansowego.

Sądy będą bronić konsumentów nawet zaocznie

W określonych sytuacjach, jeżeli pozwany konsument nie stawi się na rozprawie, sąd powinien dokonać najwyższych starań w stwierdzeniu ewentualnych nieuczciwych praktyk przedsiębiorcy działającego na rynku finansowym. Wskazuje na to wczorajszy wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), który w „polskiej sprawie” określił szereg czynności, które powinien wykonać krajowy wymiar sprawiedliwości przed wydaniem orzeczenia. Zdaniem Rzecznika Finansowego, to niezwykle ważne stanowisko z perspektywy konsumentów, zapewnia bowiem lepszą ochronę tym osobom, które nie znają swoich praw lub obawiają się ich dochodzić ze względu na koszty sądowe.

Zgodnie z obowiązującym artykułem 339 Kodeksu Postępowania Cywilnego, sąd wydaje wyrok zaoczny, gdy pozwany nie stawia się na rozprawę. Taka sytuacja z naturalnych przyczyn utrudnia, a nawet uniemożliwia pozwanemu skuteczną obronę – okoliczności przedstawione przez powoda uznaje się bowiem za prawdziwe, chyba że budzą uzasadnione wątpliwości lub zostały przytoczone w celu obejścia prawa. Do tej pory w praktyce oznaczało to, że im bardziej zwięzłe informacje przedstawił przedsiębiorca, tym mniejsza była szansa na wystąpienie „uzasadnionych wątpliwości”.

Do wczoraj, w takich przypadkach polski sąd nie miał wielu podstaw do zbadania z urzędu nieuczciwego charakteru warunków umowy, a warto zaznaczyć, że do stwierdzenia nieuczciwości niektórych zapisów konieczne jest przecież zazwyczaj dogłębne zbadanie sprawy. Dotychczas było o to trudno, skoro nieobecność konsumenta podczas rozprawy działała de facto na jego niekorzyść. Wczorajszy wyrok Trybunału Sprawiedliwości w „polskiej” sprawie, w której zwracano uwagę na te kwestie, powinien to zmienić, ponieważ potwierdził on, że nierówność między konsumentem a przedsiębiorcą może zostać zrównoważona jedynie przez aktywne działania sądu – zaznacza dr hab. Mariusz Golecki, Rzecznik FinansowyTaka nierówność faktycznie była zauważalna i nie dotyczy wyłącznie tej sprawy. Na przestrzeni lat wielu konsumentów pozwanych przez banki np. za niepłacenie odsetek kredytowych, w ogóle nie decydowało się na obronę i stawienie w sądzie, ze względu na niską świadomość swoich praw, nieznajomość praktyk bankowych czy w związku z obawami przed wysokimi kosztami takich działań.

Zdaniem ekspertów z biura Rzecznika Finansowego, analiza wczorajszego wyroku pozwala sądzić, że zmieni się wiele dotychczasowych praktyk podejmowanych przez lokalne sądy w takich sytuacjach. Trybunał podtrzymał bowiem dotychczasową linię orzeczniczą zakresu ochrony przyznanej konsumentowi w ramach dyrektywy 93/13, obejmującą sytuacje, w których konsument jest nieświadomy swoich praw lub rezygnuje z podniesienia ich ze względu na wysokie koszty postepowania przed sądem. Oznacza to w praktyce, że nawet w sytuacji, gdy konsument objęty ochroną wynikającą z dyrektywy w takich przypadkach, nie stawia się na rozprawie, sąd rozpatrujący spór dotyczący umowy o kredyt konsumencki, powinien przeprowadzić środki dowodowe konieczne do zbadania potencjalnie nieuczciwego charakteru warunków umowy.

Właśnie taka sprawa, skierowana ostatecznie do Trybunału Sprawiedliwości, była rozpatrywana przez Sąd Okręgowy w Poznaniu. Sąd wskazywał, że nie posiada umowy stanowiącej podstawę spornej wierzytelności, podpisanej przez obie strony umowy, lecz jedynie kopię umowy ramowej nieopatrzonej podpisem pozwanego – wyjaśnia dr Ewa Skibińska z Biura Rzecznika Finansowego.W ocenie Trybunału, w takiej sytuacji nie można uznać, że sąd krajowy „dysponuje informacjami dotyczącymi stanu prawnego i faktycznego”. Zatem ten sąd powinien zobowiązać przedsiębiorcę do przedstawienia dokumentu lub dokumentów stanowiących podstawę jego żądania, aby mieć możliwość – pomimo braku stawiennictwa konsumenta – sprawdzenia warunków umownych, na których przedsiębiorca oparł swoje roszczenie, w razie wątpliwości co do nieuczciwego ich charakteru tych warunków.

Trybunał stwierdził, że w odmiennym przypadku skuteczna ochrona sądowa konsumenta, przewidziana w prawie Unii, nie byłaby zagwarantowana.

Ważne! Z pełnym brzmieniem analizy prawnej powyższego wyroku autorstwa dr Ewy Skibińskiej z Biura Rzecznika Finansowego mogą się Państwo zapoznać na stronie internetowej pod tym adresem.

Stłuczka na parkingu i konsekwencje ucieczki

Zarysowałeś sąsiednie auto na parkingu przed blokiem lub centrum handlowym? Poczekaj na właściciela lub zostaw za wycieraczką dane kontaktowe. Ubezpieczyciele konsekwentnie domagają się zwrotu wypłaconych odszkodowań za uszkodzone samochody, jeśli sprawca ucieknie z miejsca wypadku. Mają do tego prawo. Rzecznik Finansowy zachęca: zrób wszystko, żeby odnaleźć właściciela uszkodzonego auta!

Analiza Rzecznika Finansowego nt. postępowań regresowych

Schemat jak postępować po stłuczce parkingowej

Do Rzecznika Finansowego zgłaszają się klienci, którzy byli sprawcami wypadku komunikacyjnego. Są zaskoczeni pismem od ubezpieczyciela z żądaniem zwrotu wypłaconego przez niego odszkodowania. Stąd pomysł na przygotowanie analizy opisującej podstawowe zasady związane z tzw. postępowaniem regresowym. Roszczenia regresowe dotyczą sytuacji, w których ubezpieczyciel wypłaca odszkodowanie poszkodowanemu, a następnie domaga się zwrotu równowartości odszkodowania od sprawcy. Mamy nadzieję, że dzięki tej publikacji, sprawcy szkód będą wiedzieli, jak się zachować, żeby wypłata odszkodowania nastąpiła z OC, a nie kieszeni kierowcy, który spowodował stłuczkę– mówi Andrzej Kiciński, zastępca Rzecznika Finansowego.

Najczęściej chodzi o przypadki szkód naprawianych z OC komunikacyjnego, w których sprawca uszkodzeń uciekł z miejsca stłuczki. Poszkodowany, jeśli jest w stanie zidentyfikować sprawcę szkody, zgłasza się do jego ubezpieczyciela i dostaje odszkodowanie z jego OC komunikacyjnego. Ale sprawca będzie musiał zwrócić ubezpieczycielowi wypłaconą kwotę w ramach tzw. regresu. Z informacji zebranych przez Rzecznika wynika, że ubezpieczyciele rzadko skłonni są uznać tłumaczenia kierowców, że nie zauważyli powstania szkody i dlatego nie mogą odpowiadać za celowe oddalenie się z miejsca zdarzenia. Jednakże ciężar udowodnienia, że faktycznie tak nie było – spoczywa nie na kliencie, a na firmie ubezpieczeniowej.  W takiej sytuacji ubezpieczyciel powinien przedstawić dowody na zasadność regresu np. nagranie z monitoringu, zeznania świadka. Ubezpieczyciel może też przedstawić jako dowód opinię rzeczoznawcy, z której będzie wynikało, że rodzaj i wielkość uszkodzeń nie mogła zostać niezauważona przez sprawcę i musiał on mieć świadomość powstania szkody.

Sankcja za ucieczkę

Dla oceny sytuacji istotne będzie, jak zachował się sprawca po wypadku. Jeśli wysiadł, obejrzał uszkodzenia i odjechał – regres będzie uzasadniony. Nie kwestionujemy prawa towarzystw do takiego działania w uzasadnionych wypadkach. Ale w niektórych sytuacjach nie jest to już takie oczywiste – mówi Małgorzata Fonfara, referent prawny w Biurze Rzecznika Finansowego.- Są sprawy, w których kierowcy nie są świadomi, że uszkodzili inny samochód, a mimo to ubezpieczyciel domaga się od nich zwrotu kwot wypłaconych poszkodowanemu. W takich sytuacjach staramy się pomóc – wyjaśnia.

Przypomina, że zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego (np. z dnia 18 listopada 1998 r., sygn. akt II CKN 40/98) nie każde oddalenie się z miejsca wypadku jest równoznaczne z ucieczką. Mało tego, to ubezpieczyciel powinien udowodnić, że sprawca zbiegł z miejsca wypadku. Trudno na przykład mówić o zamiarze uniknięcia odpowiedzialności za szkodę, jeżeli na nagraniu z monitoringu widać, że sprawca co prawda zarysowuje inne auto, ale wysiada i po krótkim oczekiwaniu zostawia za wycieraczką kartkę z numerem kontaktowym.

Niestety w takich sytuacjach może się zdarzyć, że kartkę wyjmie ktoś inny lub wywieje ją wiatr. Dlatego, jeśli zdarzenie ma miejsce na parkingu centrum handlowego, warto odszukać pracownika ochrony i poprosić go np. o wywołanie posiadacza uszkodzonego pojazdu przez głośniki. Jeśli takiej możliwości nie ma, to warto zostawić mu swój numer telefonu, notując przy okazji jego imię i nazwisko. Nikt nie oczekuje, że będziemy czekali godzinami na parkingu na poszkodowanego. Ale warto móc wykazać, że odjechaliśmy dopiero po przekazaniu danych kontaktowych do nas. Dlatego warto wiedzieć, komu zostawiliśmy kontakt do nas. W takiej sytuacji roszczenie regresowe nie będzie miało podstaw.

Ubezpieczyciel musi przedstawić dowody

Bardziej skomplikowane są sytuacje w których na nagraniu widać, że sprawca „zahacza” o inny pojazd, ale niewielkie rozmiary uszkodzenia wskazują, że mógł nie poczuć, że zarysował inne auto. Równocześnie domniemany sprawca zarzeka się, że nie miał świadomości uszkodzenia innego auta. W takiej sytuacji ubezpieczyciel zwracający się z regresem powinien przedstawić dowody na zasadność regresu np. opinię rzeczoznawcy. Powinna ona wyraźnie wskazywać, że w określonych warunkach kierujący musiał mieć świadomość powstałych uszkodzeń. Niestety ubezpieczyciele zapominają, że w takich sytuacjach tzw. ciężar dowodu spoczywa na nich.

Sąd Najwyższy o ucieczce z miejsca zdarzenia – przykładowe orzeczenie

„Zawarte w umowie ubezpieczenia słowo “zbiegł”, którego synonimem może być słowo “uciekł”, użyte zostało celowo, aby nie każde oddalenie się kierowcy z miejsca wypadku, czasami usprawiedliwione okolicznościami zdarzenia, powodowało utratę ochrony ubezpieczeniowej. Aby zatem przypisać kierowcy zachowanie określone w analizowanym przepisie, należałoby wykazać, iż kierowca “szybko”, w celu jego niezauważenia, opuścił miejsce wypadku bez zamiaru powrotu. Tylko takie bowiem zachowanie daje się określić jako zbiegnięcie z miejsca wypadku.”

Orzeczenie z 18 listopada 1998 r., sygn. akt II CKN 40/98.

Trybunał Sprawiedliwości o wyrokach zaocznych w sprawach konsumenckich

Trybunał Sprawiedliwości (TS) wydał 4 czerwca 2020 r. wyrok w „polskiej sprawie”, która dotyczyła powództwa przeciwko konsumentowi o zapłatę kwoty wynikającej z umowy o kredyt konsumencki. Trybunał odniósł się do przypadku biernego zachowania konsumenta (który tak jak w niniejszej sprawie nie uczestniczył w rozprawie) i w wydania wobec niego wyroku zaocznego.

Zgodnie z obowiązującym art. 339 KPC, jeżeli pozwany nie stawił się na rozprawie albo mimo stawienia się nie bierze w niej udziału, to sąd wydaje wyrok zaoczny. Przyjmuje wówczas za prawdziwe twierdzenie powoda o okolicznościach faktycznych przytoczonych w pozwie albo w pismach procesowych doręczonych pozwanemu przed rozprawą. Natomiast to domniemanie prawdziwości twierdzeń powoda nie obowiązuje, jeżeli budzą one uzasadnione wątpliwości lub zostały przytoczone w celu obejścia prawa.

Sporna w niniejszej sprawie kwestia dotyczyła zgodności art.339 §2 KPC z wymaganym przez dyrektywę Rady 93/13/EWG z dnia 5 kwietnia 1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich (Dz.U. 1993, L 95, s.29; dalej jako:  dyrektywa 93/13) poziomem ochrony konsumentów, zwłaszcza w odniesieniu do ciążącego na sądzie obowiązku zbadania z urzędu potencjalnie nieuczciwego charakteru warunków w umowie zawartej z konsumentem. Jak wyżej wskazano treść art. 339 §2 KPC nakłada na sąd obowiązek wydania wyroku zaocznego, którego podstawę faktyczną stanowią wyłącznie twierdzenia przedsiębiorcy, przyjmowane za prawdziwe, chyba że wzbudzą one „uzasadnione wątpliwości” lub sąd dojdzie do przekonania, że te twierdzenia „zostały przytoczone w celu obejścia prawa”. W praktyce im bardziej informacje przedstawione przez przedsiębiorcę są zwięzłe, tym mniejsze jest prawdopodobieństwo powzięcia przez sąd „uzasadnionych wątpliwości”. Tym samym w takich przypadkach polski sąd nie ma podstaw do zbadania z urzędu nieuczciwego charakteru warunków umownych.

W dzisiejszym wyroku TS podtrzymuje dotychczasową linię orzeczniczą odnośnie zakresu ochrony przyznanej konsumentom w dyrektywie 93/13, rozciągającej się na sytuacje, w których konsument – który zawarł z przedsiębiorcą umowę obejmującą nieuczciwy warunek – nie podnosi zarówno okoliczności, że ta umowa wchodzi w zakres zastosowania tej dyrektywy, jak i nieuczciwego charakteru tego warunku. Obejmuje to sytuacje, gdy ten konsument albo nie jest świadomy swych praw, lub też rezygnuje z ich podniesienia np. ze względu na wysokie koszty postępowania przed sądem.

W celu zapewnienia ochrony określonej w dyrektywie 93/13, Trybunał potwierdził, że nierówność między konsumentem a przedsiębiorcą może zostać zrównoważona jedynie przez aktywne działanie sądu. W sprawach dotyczących takiej ochrony TS wskazał sądowi krajowemu, jak powinna kształtować się kolejność jego działań. Po pierwsze, sąd jest zobowiązany do zbadania z urzędu, gdy znane mu są niezbędne ku temu okoliczności faktyczne i prawne, czy dane warunki umowy wchodzące w zakres stosowania dyrektywy 93/13 mają nieuczciwy charakter. W wyniku takiego badania sąd powinien zniwelować brak równowagi między konsumentem a przedsiębiorcą. Po drugie, jeżeli sąd nie zna tych okoliczności, to powinien mieć możliwość przeprowadzenia z urzędu niezbędnych środków dowodowych w celu ustalenia, czy warunek zawarty w spornej umowie jest objęty zakresem stosowania tej dyrektywy.

Trybunał powołując się na dotychczasowe orzecznictwo podkreślił, że nawet w sytuacji braku stawiennictwa na rozprawie konsumenta, sąd rozpatrujący spór dotyczący umowy o kredyt konsumencki, powinien przeprowadzić środki dowodowe konieczne do zbadania potencjalnie nieuczciwego charakteru warunków objętych zakresem stosowania dyrektywy 93/13, w celu zapewnienia konsumentowi ochrony praw z niej wynikających.

Sąd Okręgowy w Poznaniu (sąd odsyłający), rozpatrujący niniejszą sprawę, wskazywał, że nie posiada umowy stanowiącej podstawę spornej wierzytelności, podpisanej przez obie strony umowy, lecz jedynie kopię umowy ramowej nieopatrzonej podpisem pozwanego. W ocenie Trybunału, w takiej sytuacji nie można uznać, że sąd krajowy „dysponuje informacjami dotyczącymi stanu prawnego i faktycznego”. Zatem ten sąd powinien zobowiązać przedsiębiorcę do przedstawienia dokumentu lub dokumentów stanowiących podstawę jego żądania, aby mieć możliwość – pomimo braku stawiennictwa konsumenta –  sprawdzenia warunków umownych, na których przedsiębiorca oparł swoje roszczenie, w razie wątpliwości co do nieuczciwego ich charakteru tych warunków. Trybunał stwierdził, że w odmiennym przypadku skuteczna ochrona sądowa, przewidziana w prawie Unii, nie byłaby zagwarantowana.

Określając zakres interpretacji sądu odsyłającego Trybunał jednoznacznie stwierdził, że w analizowanej sprawie powinien on w pierwszej kolejności dokonać wykładni zgodnej (prounijnej wykładni) art. 339 §2 KPC. W konsekwencji, jeżeli ten sąd stwierdzi, że powyższy przepis, uniemożliwia mu, na podstawie pozwu przedsiębiorcy, podjęcie środków dowodowych pozwalających na przeprowadzenie z urzędu kontroli warunków objętych zakresem dyrektywy 93/13 i stanowiących przedmiot sporu, to powinien zbadać, czy wykładnia zgodna z prawem UE jest możliwa. A zatem czy przewidziane w art.339 §2 KPC wyjątki, takie jak „uzasadnione wątpliwości” lub „obejście prawa” umożliwiają sądowi odsyłającemu przeprowadzenie niezbędnych środków dowodowych. Trybunał podkreślił, że to sąd odsyłający powinien rozstrzygnąć, czy oraz w jakim zakresie może dokonać wykładni art. 339 § 2 KPC zgodnie z dyrektywą 93/13, nie interpretuje tego polskiego przepisu contra legem. Co więcej Trybunał podkreślił, że wymóg dokonywania wykładni zgodnej obejmuje również konieczność zmiany krajowego orzecznictwa, którego nie da się pogodzić z celami dyrektywy. Trybunał uznał, że jedynie w ostateczności, w przypadku braku możliwości dokonania wykładni zgodnej i zastosowania przepisów krajowych zgodnie z wymogami dyrektywy 93/13, sąd odsyłający ma obowiązek zbadania z urzędu, czy postanowienia uzgodnione między stronami mają abuzywny charakter i w tym celu przeprowadzenia niezbędnych środków dowodowych, nie stosując w razie potrzeby polskich regulacji, które są sprzeczne z takim badaniem.

Wyrok TS z 4 czerwca 2020 r., Kancelaria Medius, C-495/19

źródło: www.curia.eu 

opr. dr Ewa Skibińska, Biuro Rzecznika Finansowego.

Wygórowane opłaty bankowe pod lupą Rzecznika Finansowego

Klienci skarżą się do Rzecznika Finansowego na rażąco wysokie opłaty pobierane przez banki. Za dostarczenie historii spłaty czy potwierdzenie spłaty kredytu, bankowcy żądają nawet kilkuset złotych. Rzecznik zawiadomił prezesa UOKIK o takiej praktyce stosowanej przez dwa podmioty. Apeluje do osób, które zostały obciążone takimi opłatami o składanie reklamacji do banków. Jeśli nie zostaną one uznane, można złożyć wniosek o interwencję Rzecznika Finansowego.

Banki zbyt dowolnie ustalają wysokość opłat z tego tytułu w taryfach opłat i prowizji, które stanowią załącznik do umowy kredytowej – uważa Rzecznik Finansowy. Zwrócił uwagę na obecnie szczególnie często pobierane przez klientów dokumenty: historii spłaty czy potwierdzenia spłaty kredytu. Potrzebują ich osoby, które mają tzw. kredyt „walutowy” i przygotowują się do wytoczenia powództwa przed sądem.

Opłaty za takie dokumenty wynoszą w niektórych przypadkach nawet kilkaset złotych.  W sprawach zarejestrowanych w biurze Rzecznika Finansowego banki pobrały odpowiednio 300 zł i 520 zł za jedno zaświadczenie. Te przypadki są przedmiotem zawiadomienia skierowanego do prezesa UOKIK. Ale docierają do mnie informacje, że czasem te koszty sięgają nawet 1000 zł – mówi Katarzyna Szwedo-Mackiewicz, z-ca dyrektora Wydziału Bankowo-Kapitałowego w biurze Rzecznika Finansowego.

Opłata nieadekwatna do nakładów pracy

W ocenie Rzecznika sporządzenie i wydanie zaświadczenia za historię spłaty kredytu to standardowa czynność materialno-techniczna związana z obsługą kredytu. Każdy profesjonalny bank ma zautomatyzowany system rozliczeniowo-księgowy. Oznacza to, że wszelkie aktywności związane ze spłatą kredytu są automatycznie zapisywane i księgowane w systemie. W konsekwencji sporządzenie dokumentu przedstawiającego historię spłaty kredytu w wielu przypadkach sprowadza się zatem do jego „wygenerowania” jej z powszechnie używanych w bankach systemów i ewentualnego skompletowania.

Opłaty z tego tytułu na poziomie kilkuset złotych mogłyby być zasadne w przeszłości, gdy banki miały tylko papierowe dokumenty i musiały angażować pracownika zaopatrzonego w kalkulator – uważa Paulina Krakowska, z biura Rzecznika Finansowego.

Zbyt duża swoboda bankowców

Zwraca uwagę, że źródłem problemu, jest przewaga banków ustalających wysokość opłat w oderwaniu od rzeczywistych kosztów za świadczone usługi. Banki zbyt swobodnie traktują uprawnienie do pobierania opłat za wykonywane czynności, przewidziane w art. 110 Prawa bankowego.

Wydaje się, że intencją ustawodawcy było danie bankom uprawnień do naliczenia opłaty będącej ekwiwalentem świadczonych usług. Tymczasem wysokość tych opłat jest na tyle wygórowana, że może służyć generowaniu dodatkowego zysku banku, nawet uwzględniając poniesione w przeszłości wydatki na automatyzację procesów. Nie ulega wątpliwości, że w niektórych wypadkach może też zniechęcać do „weryfikacji” stosunku zobowiązaniowego przez konsumenta – uważa Paulina Krakowska.

Nieuzasadniona bariera

Rzecznik dostrzega, że takie postępowanie banków może być rozpatrywane nie tylko w kontekście naruszenia zasady ekwiwalentności świadczeń, czyli proporcji wysokości opłat do kosztu czynności. Można też uznać, że banki naruszają prawny obowiązek współdziałania banku jako wierzyciela przy wykonaniu zobowiązania.

Tak wysokie opłaty pobierane z tego tytułu mogą bowiem stanowić barierę dla kredytobiorców w dochodzeniu swoich praw i ochronie interesów. Barierę tę można rozpatrywać bezpośrednio: jest to wysoka „cena” dla kredytobiorcy za proste potwierdzanie swojej sytuacji finansowej przed różnymi podmiotami. Pośrednio jest to też finansowa bariera w sporze z samym kredytodawcą np. w zakresie udzielonego kredytu. Aktualnie „frankowicze” chętniej dochodzą swoich roszczeń przed sądem z uwagi na orzecznictwo usuwające wiele wątpliwości na korzyść konsumenta – mówi Paulina Krakowska.

Ze skargą na wysokie opłaty

Ze spraw zarejestrowanych w biurze Rzecznika Finansowego wynika, że w ostatnim czasie opłaty za zaświadczenia dotyczące historii spłaty kredytu są podwyższane. Warto więc zwrócić uwagę na tą pozycję w przypadku otrzymania informacji o aktualizacji tabeli opłat i prowizji.

Jeśli zaistnieje konieczność uzyskania takiego zaświadczenia, to warto, w przypadku  obciążenia za jego wydanie wysokimi kosztami, wnieść reklamację do banku przytaczając powyższe argumenty. Jeśli zostanie ona odrzucona, można złożyć wniosek o interwencję Rzecznika Finansowego. Postaramy się pomóc w indywidualnej sprawie, a jeśli to się nie uda być może podjęte zostaną inne działania, w tym być może i systemowe – zapowiada Katarzyna Szwedo-Mackiewicz.

Działania Rzecznika Finansowego w „sprawie Getback”

Ponad 800 wniosków o interwencję trafiło do tego pory do Rzecznika Finansowego. Skarżą się do niego osoby, które czują się wprowadzone w błąd  (tzw. misseling) przez banki i biura maklerskie na etapie oferowania możliwości inwestycji w obligacje Getback. Kolejne osoby decydują się na wystąpienie do sądów. Do Rzecznika trafiły już 32 wnioski o wydanie tzw. istotnego poglądu w sprawie.

Do tej pory trafiło do Rzecznika Finansowego ponad 800 wniosków o interwencję. W większość spraw Rzecznik, po analizie dokumentacji i wyjaśnień podmiotów, już wyposażył poszkodowanych w argumentację prawną. Warto podkreślić, że w ramach postępowania interwencyjnego Rzecznik Finansowy napotkał problemy z przekazywaniem informacji przez jeden z banków, na który trafiało najwięcej skarg. Stąd Rzecznik skorzystał ze swojego uprawnienia i wymierzył Idea Bank maksymalną możliwą karę za naruszenia ustawy reklamacyjnej czyli 100 tys. zł. Spółka odwołała się od tej decyzji i obecnie trwa postępowanie przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym.

Ponieważ banki i domy maklerskie w większości wypadków nie zmieniły swojego stanowiska w wyniku interwencji, klienci wyposażeni w wiedzę nt. ich uprawnień przechodzą do etapu postępowania sądowego. Już 32 osoby złożyły wnioski o wydanie istotnego poglądu, z czego w 16 sprawach taki pogląd już przedstawiono. Treść skarg trafiających do Rzecznika Finansowego w postępowaniu interwencyjnym była materiałem, który pozwolił mu przygotować argumentację prezentowaną w istotnych poglądach.

Infografika pokazuje napływ wniosków o interwencję Rzecznika Finansowego w “sprawie Getback”. Łącznie od kwietnia 2018 r. do grudnia 2019 r. trafiło ich 802. W tym okresie Rzecznik Finansowy otrzymał też 32 wnioski o przedstawienie istotnego poglądu w sprawie. Od kwietnia do grudnia 2018 r. napływ wniosków o interwencję kształtował się następująco: 2, 15, 18, 57, 77, 68, 50, 85, 82. W okresie od stycznia do grudnia 2019 r. widać trend spadkowy odpowiednio: 60, 38, 61, 31, 34, 23, 19, 26, 16, 19, 12, 8 wniosków o interwencję.

Doradczy Komitet Naukowy przy Rzeczniku Finansowy w szerszym składzie

Rzecznik Finansowy powołał nowych członków Doradczego Komitetu Naukowego. Niemal połowa składu  to reprezentanci zagranicznych ośrodków akademickich. Priorytetowym zadaniem będzie analiza możliwych scenariuszy rozwoju sporów dotyczących tzw. kredytów „walutowych” w oparciu o doświadczenia z innych krajów. 

Skład Doradczego Komitetu Naukowego

Serdecznie dziękuję za współpracę prof. Stanisławowi Owsiakowi, przewodniczącemu DKN w poprzedniej kadencji i pozostałym naukowcom, którzy brali udział w pracach Komitetu. Uważam, że Raport w którym przeanalizowano stan badań nad ochroną konsumentów usług finansowych oraz Raport dotyczący nieprawidłowości na rynku finansowym, są dobrą podstawą do dalszych prac – mówi prof. Mariusz Jerzy Golecki, Rzecznik Finansowy.

Przewodniczącą nowego składu DKN została prof. dr hab. Grażyna Borys z Uniwersytetu w Zielonej Górze. Obecnie w skład Komitetu wchodzą 34 osoby, z czego około połowa jest przedstawicielami zagranicznych ośrodków naukowych.

Zdecydowałem o niemal dwukrotnym zwiększeniu składu osobowego Komitetu oraz dołączeniu mocnej reprezentacji naukowców z zagranicy, żeby zdynamizować i poszerzyć zakres działań tego gremium – mówi prof. Mariusz Jerzy Golecki.

Zapowiada, że DKN ma kontynuować przygotowywanie kompleksowych Raportów. Równocześnie w mniejszych zespołach problemowych mają być opracowywane krótsze analizy poświęcone bieżącym problemom.

W pierwszym rzędzie chciałbym skorzystać z wiedzy kolegów z krajów w których istniał lub istnieje problem związany z tzw. kredytami „walutowymi”. W trakcie pierwszego spotkania ustaliliśmy, że jeden z zespołów problemowych zajmie się właśnie tą kwestią. Efektem prac będzie nakreślenie możliwych scenariuszy rozwoju sytuacji w tym obszarze – zapowiada Rzecznik Finansowy.

Rzecznik oczekuje też wsparcia naukowców w zakresie analiz dotyczących zastosowania nowoczesnych technologii w usługach finansowych.

Z punktu widzenia ochrony konsumentów dużym wyzwaniem jest funkcjonowanie transgranicznych usług finansowych o zasięgu globalnym. Z jednej strony nie możemy zamykać dostępu do nich naszym obywatelom, ale z drugiej powstaje pytanie jak ich ochronić przed nadużyciami. To jest kwestia, która wymaga poważnych analiz i liczę, że zaproszeni do DKN naukowcy będą mieli istotny wkład w kształtowaniu naszego podejścia do tej kwestii – mówi prof. Golecki.

Coraz więcej istotnych poglądów w sporach „frankowiczów” z bankami

Rzecznik Finansowy wydał 1664 istotne poglądy w sporach sądowych dotyczących kredytów „frankowych”. Zapowiada, że jest przygotowany na wzrost liczby wniosków o istotny pogląd w 2020 r., zarówno od klientów banków, jak i z sądów. Będzie też częściej korzystał z uprawnienia przedstawienia sądowi swojej opinii z urzędu.

W 2020 r. weszliśmy dobrze przygotowani do przyjmowania kolejnych wniosków o przedstawienie istotnego poglądu na etapie postępowania sądowego w sporach dotyczących kredytów „frankowych”. Spodziewam się, że wzrośnie aktywność klientów banków i ich pełnomocników po dotychczasowym okresie „zawieszenia” w oczekiwaniu na stanowisko TSUE w sprawie Państwa Dziubaków – mówi prof. Mariusz Jerzy Golecki, Rzecznik Finansowy.

Jednocześnie zapowiada, że jego urząd jest gotowy na przyjęcie większej liczby wniosków o istotny pogląd również bezpośrednio z sądów. Ze statystyk wynika, że sądy coraz częściej pytają Rzecznika Finansowego o opinię w sporach związanych z rynkiem bankowo-kapitałowym. Na przykład w 2019 r. takich wniosków wpłynęło 84, podczas gdy w poprzednich latach odpowiednio 81, 52 i 8. Większość z nich dotyczy oczywiście sporów związanych z kredytami „frankowymi”.

Będziemy też częściej korzystali z uprawnienia do wydania istotnego poglądu z urzędu. W tym celu na bieżąco monitorujemy wokandy, szczególnie Sądu Najwyższego – mówi prof. Golecki.

W 2019 r. Rzecznik Finansowy wydał 755 istotnych poglądów, wobec 486 rok wcześniej. Pierwszy tego typu dokument Rzecznik wydał w 2016 r., który był pierwszym pełnym rokiem działalności tej instytucji. Łącznie w całym 2016 r. wydał 97 istotnych poglądów, a w 2017 r.  ponad trzy razy więcej, bo 326. Łącznie daje to 1664 istotne poglądy wydane w latach 2016-2019 w sporach sądowych dotyczących kredytów „frankowych”.

Łącznie w tym okresie trafiło do nas 1698 wniosków o przestawienie istotnego poglądu w tego typu sporach. W części przypadków poprosiliśmy o uzupełnienie niezbędnej dokumentacji, a część jest już w przygotowaniu – mówi Katarzyna Paulat, zastępca kierownika Zespołu Prawnego w biurze Rzecznika Finansowego, koordynująca prace związane z istotnymi poglądami.

Przypomina, że aby Rzecznik mógł wydać istotny pogląd niezbędna jest kopia akt sądowych sprawy, w szczególności pozew, odpowiedź na pozew, kwestionowana umowa wraz z aneksami oraz regulaminem. Szczegółowe instrukcje jak złożyć wniosek o istotny pogląd oraz przykładowe tego typu stanowiska można znaleźć na stronie Rzecznika Finansowego.

Rzecznik Finansowy ostrzega przed „inwestycjami w roszczenia bankowe”

„W Internecie znalazłem reklamę firmy oferującej duże zyski z inwestycji w roszczenia bankowe. Powinienem się na nią zdecydować?” – takie zapytanie trafiło do ekspertów Rzecznika Finansowego. Po analizie stron internetowych, Rzecznik będzie oczekiwał dodatkowych wyjaśnień od podmiotu kuszącego „inwestorów”. Rozważa też podjęcie innych działań, włączenie z poinformowaniem prokuratury i Komisji Nadzoru Finansowego.

W ostatnim czasie zaczęły pojawiać się strony internetowe, obiecujące 60% czy nawet 140% zwrotu z „inwestycji w roszczenia bankowe”.

Zawsze gdy widzimy obietnicę takich zysków, należy zachować ostrożność przed skorzystaniem z oferty. Nam po analizie informacji zawartych na tych stronach nasunęło się wiele pytań, na które nie znajdujemy na dziś odpowiedzi – mówi prof. Mariusz Jerzy Golecki, Rzecznik Finansowy.

Dlatego Rzecznik Finansowy zdecydował o skierowaniu pisma do podmiotu prowadzącego strony internetowe promujące ten rodzaj inwestycji. Będzie oczekiwał dodatkowych wyjaśnień nt. podstaw prawnych przedstawiania takiej oferty przez ten podmiot i samego mechanizmu „inwestycji”, w szczególności w zakresie deklarowanego „zabezpieczenia  inwestycji”. Będzie też żądał uzupełnienia informacji na stronie.

Mamy wątpliwości czy ten podmiot może w ogóle oferować tego typu „produkty inwestycyjne”. Jeśli uzyskane informacje potwierdzą te przypuszczenia, to rozważymy poinformowanie prokuratury i Komisji Nadzoru Finansowego o pojawieniu się takich ofert. – mówi Izabela Dąbrowska-Antoniak, dyrektor Wydziału Klienta Rynku Bankowo-Kapitałowego w biurze Rzecznika Finansowego.

Skąd mają się brać zyski z takiej inwestycji? Jak wynika z wypowiedzi medialnych przedstawicieli podmiotu prawdopodobnie – w uproszczeniu – w jednym przypadku transakcja ma polegać na zakupie wierzytelności opartej na żądaniu zwrotu prowizji i innych opłat z tytułu wcześniejszej spłaty kredytu konsumenckiego (art. 49 ustawy o kredycie konsumenckim). W drugim, z powierzonych środków mają być finansowane koszty obsługi prawnej i koszty sądowe sprawy dotyczącej umowy „frankowej”, a inwestor ma otrzymać część zasądzonej przez sąd kwoty, oczywiście w przypadku wygranej.

– W oparciu o informacje na stronach trudno jednoznacznie stwierdzić naruszenie prawa, bo na przykład oferowanie zakupu roszczeń wobec banków nie jest zakazane. Jednak zalecałbym daleko posuniętą ostrożność przy korzystaniu z takiej oferty. W oparciu o zamieszczone na stronach treści potencjalny inwestor może nie być w stanie określić charakteru oraz sposobu działania proponowanego „produktu inwestycyjnego” – mówi Krzysztof Witkowski, specjalista w Biurze Rzecznika Finansowego.

Zwraca uwagę, że brak jest na przykład informacji pozwalających na ocenę skuteczności prawnej i ekonomicznej deklarowanego na stronach „zabezpieczenia praw inwestora” czy „zabezpieczenia inwestycji”, co może wprowadzać w błąd.  Tymczasem opis na stronach ogranicza się np. wyłącznie do informacji o możliwości odzyskania części prowizji i innych opłat pobranych przy udzieleniu kredytu w razie jego wcześniejszej spłaty. Dlatego kluczowe będzie wyjaśnienie jakie dokumenty i jakie informacje otrzymują osoby, które zdecydują się przekazać swoje dane kontaktowe na stronie.

Eksperci Rzecznika Finansowego zwracają też uwagę na drugą stronę medalu. Jeśli ktoś oferuje stopę zwrotu z „inwestycji” w roszczenia na tak wysokim poziomie, to może oznaczać, że są osoby skłonne sprzedać je za bardzo niskie kwoty.

– To zaskakujące szczególnie w odniesieniu do roszczeń związanych z rozliczeniem przedterminowo spłaconych kredytów konsumenckich. Obserwujemy, że na dziś w wielu wypadkach wystarczy samodzielne złożenie reklamacji do banku. Nie musimy podawać dokładnej kwoty naszego żądania – bank powinien wyliczyć ją samodzielnie. Nie trzeba angażować profesjonalnego pełnomocnika, a tym bardziej wchodzić w spór sądowy – mówi Krzysztof Witkowski. 

Przypomina, że sytuacja kredytobiorców diametralnie zmieniła się po wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 11 września 2019 r., zwanego w mediach „małym TSUE”. TSUE rozwiał w nim wszelkie istniejące wątpliwości interpretacyjne dotyczące art. 16 ust. 1 dyrektywy w sprawie umów o kredyt konsumencki oraz art. 49 ustawy o kredycie konsumenckim. Obydwa przepisy mówią o konieczności zwrotu przez kredytodawcę stosownej części wszelkich kosztów kredytu, w tym opłat i prowizji, w przypadku wcześniejszej spłaty całości tego kredytu. Zdaniem sędziów zwrot nie zależy od tego, czy te koszty są rozłożone w czasie, czy jednorazowe i powinien być on zrealizowany proporcjonalnie do pozostałego okresu kredytowania. To stanowisko zgodne z tym, które Rzecznik Finansowy wspólnie z prezesem Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów prezentował już w 2016 r. Warto podkreślić, że również orzecznictwo w sporach dotyczących kredytów „frankowych” jest coraz bardziej korzystne dla posiadaczy tego typu umów.

Ważny wyrok w sprawie kredytu „frankowego” z istotnym poglądem Rzecznika Finansowego

W przełomowej sprawie Państwa Dziubaków Sąd uznał umowę kredytu „frankowego” za nieważną. Odrzucił też roszczenia banku dotyczące wynagrodzenia za korzystanie z kapitału. Zdecydował o wzajemnym rozliczeniu stron zgodnie z tzw. teorią salda. W spór zaangażował się Rzecznik Finansowy przedstawiając z urzędu tzw. istotny pogląd w sprawie.

W dniu 3 stycznia 2020 r. przed Sądem Okręgowym w Warszawie odbyła się rozprawa w sprawie z powództwa Państwa Justyny i Kamila Dziubaków przeciwko Raiffeisen Bank International AG. Sąd uznał, że umowa kredytu hipotecznego łącząca strony jest w rzeczywistości nieważna. Sąd stosując tzw. teorię salda rozliczył wzajemne roszczenia majątkowe stron i oddalił powództwo w zakresie żądania zapłaty sumy pieniężnej, stanowiącej równowartość dokonanych przez kredytobiorców wpłat na rzecz Banku.

Jestem bardzo zadowolony z rozstrzygnięcia sądu, które realizuje żądania wniesione przez Państwa Dziubaków w trakcie procesu. Cieszy mnie również fakt, że sąd pomimo presji banków i nie zdecydował się na utrzymanie umowy w mocy z zastosowaniem przepisu dyspozytywnego – mówi prof. Mariusz Jerzy Golecki, Rzecznik Finansowy.

Rzecznik Finansowy zaangażował się w ten spór przedstawiając z urzędu tzw. istotny pogląd w sprawie. W poglądzie wskazał, iż ani przepisy Dyrektywy 93/13/EWG, ani przepisy prawa krajowego nie dają bankom możliwości domagania się jakiejkolwiek formy wynagrodzenia za udostępniony kredytobiorcom kapitał na podstawie nieważnej umowy kredytowej. W ocenie Rzecznika nie jest również prawnie możliwe utrzymania w mocy umowy kredytowej z zastosowaniem przepisu art. 358 § 2 k.c. jako przepisu dyspozytywnego w miejsce niedozwolonych postanowień umownych dotyczących tzw. klauzul przeliczeniowych. Nieważność umowy będzie natomiast powodowała obowiązek wzajemnych rozliczeń między stronami.

Rzecznik negatywnie odniósł się także do stosowanej w rozstrzygnięciach przez niektóre sądy tzw. teorii salda, która może mieć wpływ na sytuację procesową kredytobiorców. W ocenie Rzecznika sąd nie jest uprawniony, aby oceniać zasadność czy słuszność potencjalnego roszczenia przysługującego bankowi w sytuacji gdy nie jest ono przedmiotem powództwa. Nie jest on także władny zastępować bank w jego uprawnieniach i interpretować jego milczenie jako złożenie pośrednio odpowiednich oświadczeń pozwalających na takie rozliczenie stron.

Rozstrzygnięcie warszawskiego sądu niewątpliwie będzie mieć istotne znacznie dla kolejnych spraw sądowych. Zdaniem Rzecznika Finansowego, wyrok Sądu Okręgowego może skłonić kolejnych „frankowiczów” do składania do sądów kolejnych pozwów przeciwko bankom. Coraz więcej spraw kończy się bowiem pozytywnym dla nich rozstrzygnięciem.  

 – Wydaje się, że rok 2019 był przełomowy dla „frankowiczów”. Sądy w znacznej większości sporów przyznają rację klientom banków. Wydaje się, że linia orzecznicza została już utrwalona i bezsprzecznie nie jest ona korzystna dla kredytodawców – stwierdza prof. Mariusz Jerzy Golecki, Rzecznik Finansowy.

Deklaruje, że nadal będzie wspierał osoby dochodzące swoich roszczeń w sądach tzw. istotnymi poglądami w sprawie. W 2019 r. Rzecznik Finansowy przedstawił ich łącznie 860.