Emerytalna "trzynastka" uchwalona

Sejm RP przyjął ustawę o jednorazowym świadczeniu pieniężnym dla emerytów i rencistów w 2019 r. -  informuje "Rzeczpospolita" (Nr z 05.04.2019 r.). Zgodnie z ustawą, blisko 9,8 mln emerytów i rencistów otrzyma tzw. "trzynastkę" w wysokości 1100 zł brutto (888,25 zł netto).  Jak podaje gazeta, wypłata tego  jednorazowego dodatku  ma nastąpić z automatu  przy okazji przelewu emerytury, renty za miesiąc maj. Dziennik szacuje, iż  łączny koszt tej operacji wyniesie 10,8 mld zł. Przy czym większość wypłat ma zostać sfinansowana z bieżących wpływów ZUS (8,5 mld zł) oraz  KRUS (1,2 mld zł).  Sejm RP  odrzucił  jednak wszystkie poprawki zgłoszone przez opozycję, w tym propozycję, aby  trzynaste świadczenie emerytalne było wypłacane corocznie i waloryzowane.

Uchwalone świadczenie otrzymają osoby pobierające:  emerytury i renty w systemie powszechnym, emerytury oraz  renty rolnicze, emerytury służb mundurowych, emerytury pomostowe, świadczenia i zasiłki przedemerytalne, renty socjalne, nauczycielskie świadczenia kompensacyjne oraz renty inwalidów wojennych i wojskowych.  Trzynastą emeryturę dostaną także osoby pobierające rodzicielskie świadczenie uzupełniające, czyli tzw. matczyną emeryturę (jeśli 30 kwietnia będą miały już przyznane prawo do tego świadczenia).

Według "Rz",   jednorazowego świadczenia pieniężnego  "Emerytura plus"  nie otrzymają  natomiast  emerytowani sędziowie i prokuratorzy.

 

 

Perspektywa   PPK  spowodowała  większe   zainteresowanie   firm  tworzeniem   PPE

 

Zdaniem ekspertów  firmy doradczej Deloitte, wdrożenie Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK) jest w krótkim okresie  tańsze dla przedsiębiorstw  niż dla Pracowniczych Programów Emerytalnych (PPE),  których popularność w ostatnich miesiącach znacząco wzrosła  - pisze "Bankier.pl" (z 04.04.2019 r.) ". Albowiem po wprowadzeniu PPK,  PPE  stały się ich alternatywą, szczególnie w dużych firmach; do  2016 r. zainteresowanie PPE wśród firm było relatywnie niewielkie, chociażby z dobrowolności  tworzenia PPE. Jeśli w 2017 r.  PPE miało 1053 firm, to w marcu 2019 r.  PPE posiadało już  1372 przedsiębiorstw.

Eksperci Deloitte przeanalizowali koszty, które dla pracowników i pracodawców oznacza wprowadzenie Pracowniczych Planów Kapitałowych. I tak, wdrożenie PPK będzie oznaczało  wzrost kosztów zatrudnienia ponoszonych przez firmy o około 1 proc. - podaje portal. Natomiast  pracownik otrzyma na rękę wynagrodzenie niższe o ok. 3,2 proc. niż dotychczas, gdyż składka na PPK ma być  obliczana od wynagrodzenia brutto,  stanowiącego podstawę składek emerytalno-rentowych. Przy tym, "projekt zmian do ustawy o PPK przewiduje dodanie przepisu, że w tym zakresie  nie  będzie się stosowało ograniczenia do maksymalnej podstawy składek emerytalno-rentowych, tj. 30 - krotności przeciętnego wynagrodzenia". Według  Aldony Szady-Ślaskiej  z Deloitte,  PPK  mogą mieć jednak wpływ na dynamikę wzrostu wynagrodzeń w polskich firmach,  gdyż "w średnim i długim okresie koszt wpłat pracodawcy może zostać przerzucony częściowo na pracownika". Dlatego więc - podkreślają eksperci Deloitte w najnowszym raporcie -  w krótkim okresie wdrożenie PPK jest dla przedsiębiorstw "tańsze niż wdrożenie Pracowniczych Programów Emerytalnych.

Jak pisze "Bankier.pl",  osoba z zarobkami w wysokości  średniej płacy  w gospodarce w 2018 r. (miesięcznie  4585 zł brutto),  otrzymująca na rękę  3261 zł, po przystąpieniu do PPK i opłacaniu wpłaty podstawowej w wysokości 2 proc. wynagrodzenia oraz opłacaniu przez pracodawcę składki również w wysokości podstawowej, tj. 1,5 proc. otrzyma wynagrodzenie netto w  wysokości 3157 zł, a więc o ponad  100 zł mniej. Składa się na to zarówno wpłata pracownika w wysokości 92 zł, a także wyższy PIT o 12 zł (składka pracodawcy podnosi podstawę opodatkowania PIT). Zdaniem zaś Damiana Olko z Deloitte, "potencjalne zmiany w PIT, polegające na podwyższeniu kosztów uzyskania przychodu z 1335 zł do 2670 zł i obniżeniu stawki podatku z 18 proc. do 17 proc., są zbyt małe, by zrekompensować ubytek w wynagrodzeniu netto. Im wyższy przeciętny dochód, tym odczuwalna różnica w wysokości wynagrodzenia netto przed PPK i po PPK jest wyższa, gdyż nie zmienia się stawka PIT 32 proc." - informuje portal.  Część pracodawców postawiło więc  na PPE, które "wymagają obowiązkowej składki jedynie po stronie pracodawcy" - podkreśla "Bankier.pl".

 

 

Do PPK dopłaci nie rząd, a Fundusz Pracy

 

Do  Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK)  i trzynastej emerytury dopłaci Fundusz Pracy,  a więc  nie rząd, tylko   pracodawcy -  twierdzi  "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 05.04. 2019 r.). Zdaniem gazety,   powstanie PPK  oznaczać będzie podwójne obciążenie pracodawców. Jak  wskazuje bowiem Arkadiusz Pączka, dyrektor centrum monitoringu legislacji w Pracodawcach RP oraz sekretarz Rady Dialogu Społecznego, to pracodawcy, którzy poprzez składki lokują środki w Funduszu Pracy, dołożą podwójnie – pisze  dziennik.  Dlatego też biznes nie jest przekonany do PPK,  gdyż oznacza to dla niego większe koszty. Zaś Fundusze Pracy i Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych przestaną  być wykorzystywane do celów, dla których realizacji zostały stworzone. Z kolei  Agata Kicińska, radca prawny w kancelarii Sienkiewicz i Zamroch, specjalista prawa pracy podkreśla w gazecie, iż w kampaniach promujących udział w PPK głośno promuje się hasło „Pracownik + Pracodawca + Państwo” jako trzy filary oszczędzania na emeryturę . Zdaniem prawniczki, po analizie można jednak "zauważyć, że to nie państwo (w rozumieniu budżetu państwa) będzie dokładać się do programu. Wpłata powitalna w wysokości 250 zł oraz dopłaty roczne w wysokości 240 zł pochodzić mają z bowiem Funduszu Pracy" – podaje "DGP".

"Abstrahując więc od celowości utworzenia PPK, ich powstanie oznaczać będzie podwójne obciążenie pracodawców" - informuje dziennik. Oprócz tego, że będą ponosili oni wyższe koszty, .m.in. w postaci wpłat podstawowych i dodatkowych, to  ich składki wpłacane  do Funduszu Pracy "z tegoż funduszu będą przez Skarb Państwa wyjmowane, aby państwo mogło się pochwalić, że również uczestniczy w systemie oszczędzania przez Polaków na starość".  

 

 

Nieudane  zajęcia  komornicze   tysięcy  świadczeń  z  ZUS

 

Kiedy  komornicy dowiedzieli się,  że niektórzy emeryci dostaną w marcu 2019 r. zwrot podatku, zarzucili ZUS wnioskami o zajęcia. Tyle, że popełnili  błąd i źle napisali wnioski. Dlatego blisko 100 tys. seniorów  nie straciło w wyniku windykacji komorniczej  ani złotówki - donosi "Gazeta Wyborcza" (Nr z 05.04.2019 r.).

Dziennik wyjaśnia, iż sprawa zaistniała, kiedy to ZUS na przełomie lutego i marca br.  ogłosił, że niektórzy świadczeniobiorcy,  oprócz corocznej waloryzacji rent czy emerytur otrzymają  też dodatkowe 100-300 zł brutto jako zwrot nadpłaconego podatku. Wszystko dlatego, że wzrosła kwota wolna od podatku, a seniorzy nadal co miesiąc płacili zaliczkę na podatek, tak jakby obowiązywały ich poprzednie stawki - pisze gazeta.  A kwota wolna od opodatkowania  była już dwa razy podnoszona - przypomina "Wyborcza".  Pierwszy raz w 2017 r. ,  kiedy to  wzrosła  z  3091 zł  do  6600 zł rocznie. I drugi raz w 2018 r., kiedy to  została podniesiona do 8000 zł.

Według "GW",  im emeryt czy rencista  miał niższe świadczenia, tym mógł dostać większą sumę pieniędzy jako zwrot. Tak więc ktoś,  kto pobierał minimalną emeryturę (do końca lutego wynosiła ona  1029,80 zł brutto, a od 1 marca - już 1100 zł), mógł liczyć na dodatkowe środki  do zwrotu  w wysokości około 100 zł . Natomiast jeszcze więcej w związku z nadpłaconym podatkiem -  nawet do 350 zł - miały dostać osoby pobierające rentę z tytułu częściowej niezdolności do pracy.

 

 

Aktywa OFE trafią  w 100 proc. na  indywidualne konta emerytalne Polaków?

 

Decyzję co do przyszłości  Otwartych Funduszy Emerytalnych (OFE) premier Mateusz Morawiecki może ogłosić już w kwietniu br., a cała operacja  może być przeprowadzona jeszcze przed uruchomieniem pierwszych PPK, czyli przed 1 lipca 2019 r. - informuje "Rzeczpospolita" (Nr z 03.04.2019 r.). Jednak jeśli to się nie uda, to sprawa OFE ma być zakończona jeszcze  przed jesiennymi wyborami do parlamentu RP.  Jak  podaje gazeta, już  więc nie 75 proc., jak planowano pierwotnie,  ale 100 proc. oszczędności zgromadzonych w OFE  może trafić na indywidualne konta emerytalne Polaków (IKE). Rząd wprawdzie rozważa oba warianty, ale szanse tego drugiego  rosną.

Dziennik podkreśla, ze  rząd chce szybko rozstrzygnąć losy OFE i w najbliższych miesiącach zamierza  przedstawić Polakom, jak chce tego dokonać. Według początkowych planów rządu,  "25 proc. aktywów OFE, w tym aktywa ulokowane w zagranicznych akcjach i obligacjach" miało, trafić  Funduszu Rezerwy Demograficznej (FRD), a pozostałe 75 proc.  trafiłoby na specjalne, prywatne konta emerytalne obywateli – informuje gazeta, powołując się na wypowiedź dla gazety premiera Mateusza Morawieckiego.  Teraz okazuje się, iż  jest  rozważany wariant  przekazania na indywidualne konta emerytalne (IKE) nawet 100 proc. oszczędności zgromadzonych w OFE.

 "Żadnych decyzji jeszcze nie ma, ale w mojej ocenie szanse tego drugiego rosną" - powiedział dziennikowi   "pragnący zachować anonimowość rozmówca, zbliżony do rządu, dobrze znający realia systemu emerytalnego". Według tych informacji, premier Morawiecki poprosił  ponoć  Ministerstwo Finansów o przygotowanie wariantu, w którym na indywidualne konta emerytalne obywateli pójdzie 100 proc. oszczędności z OFE. Ponadto,  do rozstrzygnięcia zostały jeszcze kwestie prawno-podatkowe związane ze skutkami przeniesienia pieniędzy z OFE na indywidualne konta emerytalne - podaje "Rz".

OFE mają dziś prawie 15,9 mln klientów. Według danych  z końca lutego 2019 r., wartość zgromadzonych przez nich aktywów w OFE  przekracza 162,3 mld zł. Średnia wartość aktywów przypadająca na jednego członka OFE szacowana jest na  przeszło 10 tys. zł.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT