Kondycja FUS najlepsza od co najmniej 10 lat

Fundusz Ubezpieczeń Społecznych (FUS)  jest w najlepszej kondycji od co najmniej 10 lat  - podaje  "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 06.04.2017 r.). Według gazety, która powołuje się  na  zeszłoroczny  bilans  FUS,    rośnie  zdolność  Funduszu  do obsługi bieżących zobowiązań ze spływających składek. Jest to efekt kilkuletniego trendu wynikającego z korzystnych z punktu widzenia FUS zmian w systemie emerytalnym - twierdzi dziennik.  A więc "likwidacja wcześniejszych emerytur, częściowe odwrócenie obniżki składki rentowej, zmiany w otwartych funduszach emerytalnych czy wreszcie podniesienie wieku emerytalnego sprawiły, że obecną sytuację Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (FUS to jego najważniejszy fundusz) można określić jako komfortową".  Jednak sytuacja się zmieni (zmniejszą  się dochody, a  zwiększą  wydatki ZUS),  kiedy  wejdzie w życie obniżony wiek emerytalny  i od października br. przybędzie do wypłaty świadczeń   330 tys. dodatkowych emerytów - pisze "DGP".  Większość z nich, zamiast płacić składki, będzie otrzymywać świadczenia. Ponadto, około  220 tys. osób uzyska  uprawnienia zgodnie z obowiązującym dziś prawem. W związku z tym, w końcu br. o emeryturę może wystąpić ponad pół miliona osób. Jest to czynnik, który  "wkrótce może w największym stopniu mieć wpływ na bilans FUS".  Przy tym, według szacunków   resortu finansów, obniżka wieku emerytalnego zwiększa  roczne wydatki  FUS o 10 mld zł. Wprowadzenie jej  dopiero od października br. spowoduje  to,  że wzrost wydatków FUS nie będzie tak gwałtowny i wyniesie w 2017 r. około 2 mld zł. Z kolei  w przyszłym roku  urośnie o kolejne 8 mld zł - wyjaśnia gazeta. Albowiem ZUS wyliczył, iż  w 2018 r. o uprawnienie emerytalne  będzie mogło wystąpić 148 tys. osób, 90 tys. w 2019 r., 92 tys. w 2020 r. i 54 tys. w 2021 r. "W efekcie do 2021 r. na emerytury osób korzystających z obniżonego wieku trzeba będzie wydać dodatkowe 55 mld zł" - podaje "DGP".  A według  prognoz demograficznych, z powodu obniżenia wieku emerytalnego już w 2021 r. będzie o 1,4 mln mniej osób w wieku produkcyjnym i aż 1,2 mln więcej emerytów niż w 2015 r.
ZUS szacuje  (wariant pośredni najnowszej prognozy dochodów i wydatków), że wpływy FUS  w przyszłym roku sięgną 176,1 mld zł, podczas gdy w prognozie sprzed roku liczył, że w 2018 r. FUS uzyska 168,9 mld zł - pisze gazeta. Według dziennika, większe dochody pomogą uzyskać mniejszy deficyt funduszu: 56,4 mld zł wobec 58,4 mld zł planowanych wcześniej. I to wszystko mimo obniżenia wieku emerytalnego.  Natomiast szacowane  wydatki funduszu emerytalnego FUS w 2018 r.  to koszt ok. 158,3 mld zł zamiast 150,54 mld zł szacowanych wcześniej.
Przy tym - zauważa "DGP" - "kluczową"  dla całości finansów FUS ma być wyraźna poprawa w funduszu rentowym. Jego deficyt ma być dużo mniejszy, niż oczekiwano i  ma wynieść 1,7 mld zł w porównaniu do szacowane poprzednio na prawie 6 mld zł.  Pozytywnie na wysokość wpływów FUS mogą też oddziaływać zmiany systemowe - „ozusowanie”  z początkiem 2016 r. wszystkich umów-zleceń.

Czy hossa na GPW oraz  wymogi reformy emerytalnej spowodują wyprzedaż akcji przez OFE ?

Hossa  na  Giełdzie Papierów Wartościowych  w Warszawie  skomplikowała reformę emerytalną - twierdzi  "Rzeczpospolita"(Nr z 03.04.2017 r.). I chociaż  końcówka  marca br.  przyniosła  nieznaczne spadki akcji spółek notowanych na warszawskim parkiecie, to nadal portfele otwartych funduszy emerytalnych (OFE) są  "mocno pękate",  dzięki trwającej od listopada 2016 r. hossie. Ona to sprawiła - pisze gazeta, powołując się na ostatnie aktualne dane -  że w końcu lutego br. akcje notowane na polskiej giełdzie stanowiły aż 78,5 proc. aktywów OFE.  To więcej niż 75 proc. aktywów, jakie mają trafić na III-filarowe indywidualne konta emerytalne 16,4 mln członków OFE w ramach Planu Budowy Kapitału przygotowanego przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego - przypomina "Rz" – zaś  pozostałe 25 proc. aktywów OFE ma zasilić  FRD. "Sęk w tym, że plan przewiduje, że z OFE do FRD transferowane miałyby być tylko płynne aktywa inne niż polskie akcje, gdyż w momencie planowania reformy akcje notowane na GPW stanowiły 75 proc. Tymczasem w końcu lutego limit ten przekraczało aż dziesięć z dwunastu funduszy emerytalnych". W opinii gazety,  różnica między pieniędzmi zainwestowanymi przez OFE w polskie akcje a 75 proc., które mają przejść na indywidualne konta emerytalne w TFI, mogłaby więc zostać sprzedana. To zaś  spowodowałoby dużą podaż na giełdzie w końcu roku, przed wejściem w życie reformy i mogło doprowadzić  do spadku kursów akcji. Zdaniem Tomasza  Matrasa, zastępcy dyrektora inwestycyjnego ds. akcji UI TFI, "taka podaż mogłaby wpłynąć negatywnie na polski rynek akcji w krótkim terminie".  Prawdopodobnie jednak do gwałtownej wyprzedaży akcji nie dojdzie, gdyż Ministerstwo Rozwoju (MR) "dostrzega problem" i chce przekazania nadmiaru polskich akcji bezpośrednio do FRD. Natomiast  Powszechne Towarzystwa Emerytalne (PTE)  zarządzające OFE twierdzą, że nie obawiają się konieczności sprzedaży akcji polskich spółek - podkreśla "Rz".

Przerwa w bezrobociu nie pozbawia   prawa do świadczenia przedemerytalnego.

Jak donosi  "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 30.03.2017 r.),  Sąd Najwyższy  (sygn. akt I UK 125/16),  wyrokiem z 29 marca 2017 r. uznał  za  zasadną kasację Prokuratora Generalnego, który wystąpił w obronie bezrobotnego, starszego pracownika, pozbawionego świadczenia przedemerytalnego z powodu restrykcyjnego odczytania przepisów ustawy.  Dzięki temu sprawa trafi do ponownego rozpatrzenia przez sąd apelacyjny. A zainteresowany zyska prawo do zaległego świadczenia - pisze  gazeta. Jak podaje dziennik,  Prokurator Generalny  interweniował w sprawie  mieszkańca  niewielkiej miejscowości, który w wyniku zwolnień grupowych stracił pracę. Zainteresowany przez 180 dni był zarejestrowany w pośredniaku jako bezrobotny, ale nie stawił się na kolejną obowiązkową wizytę, gdyż  nie miał pieniędzy, aby zapłacić za bilet na przejazd do urzędu  pracy, który  znajdował się w innej miejscowości.  "Ponownie zarejestrował się jako bezrobotny po 10 miesiącach. I dopiero wówczas złożył wniosek o przyznanie świadczenia przedemerytalnego. Spełnił bowiem warunek, że dostarczył do ZUS dokument poświadczający 180-dniowy okres pobierania zasiłku. I to w obowiązkowym terminie nieprzekraczającym 30 dni od dnia wydania go przez powiatowy urząd pracy" - opisuje "DGP". Jednak ZUS odmówił  przyznania świadczenia przedemerytalnego, pomimo  że  zainteresowany spełnił wszystkie wymagania stażowe i wiekowe. W opinii ZUS,  ta "10 miesięczna przerwa spowodowała, że przestał istnieć związek między statusem bezrobotnego a grupowym zwolnieniem z pracy. A więc (...) zainteresowany nie mógł korzystać ze statusu osoby, która utraciła pracę z przyczyn leżących po stronie pracodawcy".
Mężczyzna  odwołał się  od  negatywnej  decyzji  instytucji  i  przegrał sprawę w dwóch instancjach.  Sędziowie, podobnie jak ZUS,  uznali  bowiem, że " przerwa w byciu bezrobotnym pozbawia zainteresowanego prawa do pomocy w okresie przedemerytalnym". Sprawa trafiła do SN. Ten uznał zaś, że  takie odczytanie przepisów  jest zbyt rygorystyczne, albowiem przerwa w bezrobociu "nie pozbawia zainteresowanego prawa do świadczenia. Ustawodawca  bowiem wprowadził świadczenia przedemerytalne, żeby chronić osoby starsze pozbawione pracy, które nie mogą znaleźć zatrudnienia. To zaś w praktyce oznacza, że dopuszczalna jest przerwa w bezrobociu. A ZUS nie ma prawa stosować rygorystycznej wykładni przepisów".

Projekt „Małe przychody – mały ZUS" - ma zmniejszyć składki na ubezpieczenia społeczne dla firm o niskich przychodach

Ministerstwo Rozwoju  przedstawiło szczegóły projektu „Małe przychody – mały ZUS", który ma zmniejszyć obciążenie składkami na ubezpieczenia społeczne przedsiębiorców o niskich przychodach -  informuje "Rzeczpospolita"(Nr z 06.04.2017 r.). Nowe rozwiązania mają dotyczyć firm (chodzi o jednoosobową działalność gospodarczą), które osiągają miesięczne przychody do wysokości do 2,5-krotności minimalnego wynagrodzenia (roczne: do 30-krotności); w  2017 r. to miesięcznie 5 tys. zł - podaje dziennik. Wysokość składki na ZUS  będzie  zaś zależała proporcjonalnie  od określonego przedziału przychodów - tłumaczy  gazeta. I tak, w pierwszym przedziale – od zera do 200 zł miesięcznie – składka na ZUS wynosiłaby 32 zł, zaś  potem rosłaby o 32 zł dla każdego z przedziałów,  tak, aby w ostatnim (4801–5000 zł) wynosić  800 zł . 
Dziś za  ubezpieczenie emerytalne, rentowe, chorobowe  i wypadkowe trzeba płacić je ryczałtem, składka zaś   wynosi  obecnie  około  812 zł, co jest dużym kosztem stałym przy małych przychodach - zauważa dziennik. Nie każdy przedsiębiorca  jest więc w stanie mu sprostać i po upływie  dwuletniego okresu preferencyjnego „ozusowania”,  wiele firm prowadzących małą działalność gospodarczą upada po przejściu z  tzw. „małego ZUS” na zasady ogólne, albo ucieka do szarej strefy. Obecnie  tzw. „mały ZUS”  wynosi  około 190 zł miesięcznie.  Tymczasem MR  chce, aby  w sytuacji,  gdy  przychód  firmy  przekroczy  5 tys. zł,  przedsiębiorca odprowadzałby składki na  ZUS na ogólnych zasadach, czyli  ryczałtowo - wyjaśnia gazeta. Resort przewiduje, iż  prawo do skorzystania z nowego rozwiązania będzie miało 325 tys. firm. Zaś około 187 tys. przedsiębiorców, którzy już nie korzystają z żadnych preferencji przy naliczaniu składek ZUS, może zdecydować się na nowe rozwiązanie. Ma zostać utrzymany  tzw. dwuletni „mały ZUS” dla startujących firm wraz z całkowitym zwolnieniem  przez pierwsze pół roku działalności z obowiązku płacenia składek.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT