Nadchodzi era niskich emerytur

Organizacje pracodawców  i związkowcy przypominają, że ostrzegali przed konsekwencjami obniżenia wieku emerytalnego -  pisze "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 15.03.2018r.). Według gazety,  w 2020 r. świadczenia z tytułu obniżenia wieku emerytalnego będzie pobierać   około 662 tys. osób, co ma  kosztować Fundusz Ubezpieczeń Społecznych  (FUS) ponad 15 mld zł.  Dlatego też, w opinii  pracodawców  i związkowców,  pozostawienie systemu zabezpieczenia społecznego w obecnym kształcie nie jest możliwe, konieczne jest poszukiwanie dodatkowych źródeł dochodów dla FUS. Jeremi Mordasewicz, ekspert ubezpieczeniowy z Konfederacji Lewiatan twierdzi, iż obniżenie wieku emerytalnego spowodowało, że tylko w ciągu ostatniego kwartału 2017r.  ZUS musiał na ten cel przeznaczyć 1,99 mld zł, a w kolejnych latach nie będzie lepiej. I tak,  już  w 2018 r. na ten cel będzie trzeba wydać 10,4 mld zł; w 2019 r. prawie 12 mld zł, zaś w 2020 r. kwota ta ma  osiągnąć  13,5 mld zł - podaje "DGP". Przy tym, spadek liczby osób aktywnych zawodowo spowoduje zmniejszenie się wpływów ze składek i nie zrekompensują tego  zwiększone wpływy do FUS z tzw. suwaka z OFE - pisze dziennik. Zdaniem Bogdana Grzybowskiego, dyrektora wydziału polityki społecznej OPZZ, członka Rady Nadzorczej ZUS, "szacunki dotyczące związanych z tym wysokich kosztów dotyczą 2020 r. Dzisiaj trudno jest powiedzieć, czy tak pesymistyczne prognozy się spełnią. Tym bardziej że ostatni rok dla FUS można uznać za udany".  Albowiem według  informacji przedstawionej Radzie Nadzorczej ZUS o sytuacji finansowej Funduszu Ubezpieczeń Społecznych za 2017 r., dotacja do FUS spadła do 95,3 proc. planu, a koszty związane z wypłatą rent i emerytur wyniosły zaś 99,6 proc. planu na 2017 r.- informuje gazeta. Jednak "te dobre wyniki są efektem wyjątkowej sytuacji na rynku pracy i wzrostu wynagrodzeń w ostatnim roku  -  zauważa Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Pracodawców RP.  Jego zdaniem, w kolejnych latach stopa bezrobocia może spać o 1,5 pkt proc. "I na więcej nie można liczyć" - twierdzi Ł. Kozłowski.
Zarówno związkowcy, jak i pracodawcy uważają, że potrzebna jest pilna reforma systemu emerytalnego. Jeremi Mordasewicz zauważa, że wystarczy wprowadzić zasadę, że wysokość emerytury zależy od wpłaconych składek. Natomiast Henryk Nakonieczny, członek prezydium Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność twierdzi, że  wszyscy prowadzący firmy powinni płacić składki proporcjonalnie do osiąganych przychodów, podobnie jak to jest w przypadku pracowników. W opinii  Bogusławy Nowak-Turowieckiej ze Związku Rzemiosła Polskiego, należy wprowadzić  przeliczniki umożliwiające ustalenie wysokości świadczenia w zależności od szkodliwości wykonywanej pracy  oraz  "przywrócić wprowadzony w 1999 r. obowiązek płacenia składek za funkcjonariuszy i żołnierzy”.
 
System PPK  będzie  kosztować  budżet 2,5 mld zł  rocznie

Od 2018 r. pracownicy zaczną oszczędzać na emeryturę w  Pracowniczych Planach Kapitałowych (PPK). Jak zapewnia Teresa Czerwińska, minister finansów, "proponujemy w pełni prywatny, dobrowolny system budowania  oszczędności. Celem jest podnoszenie bezpieczeństwa w zakresie zabezpieczenia emerytalnego" - donosi "Gazeta Wyborcza"(Nr z 13.03.2018 r.).  Środki w PPK mają być prywatne, na takiej samej zasadzie jak lokaty bankowe - pisze dziennik.
Dziennik podkreśla, iż  dodatkowe oszczędzanie oznacza, że mniej będziemy zarabiać. Co miesiąc mamy wpłacać do nowego programu minimum 2 proc. pensji netto, a maksymalnie 4 proc. Prawie drugie tyle dołoży pracodawca, który każdemu pracownikowi „doda” przynajmniej 1,5 proc., ale nie więcej niż 4 proc. Do naszego oszczędzania dorzuci się też państwo (a właściwie Fundusz Pracy). Na konto ma więc wpływać od 3,5 do nawet 8 proc. pensji pracownika, który co roku od państwa  dostanie też 240 zł. (z wkładem wstępnym 250 zł). Ma to kosztować  budżet państwa około 2,5 mld zł rocznie -podaje gazeta.
Wprowadzanie  w życie systemu PPK jest przewidziane etapowo. I tak,  od stycznia 2019 r. ponad 3,3 mln pracowników największych firm (zatrudniające powyżej 250 osób) zostanie automatycznie zapisanych  do towarzystwa funduszy inwestycyjnych. Tam będą od tej pory odkładać część pensji, zaś fundusze mają te  pieniądze  inwestować. Z kolei od lipca 2019 r. obowiązek zapisania do funduszy inwestycyjnych będą mieli szefowie średnich i małych firm (zatrudniających od 50 do 249 osób), a od stycznia 2020 r. do PPK  ma przystąpić  1,1 mln pracowników z firm zatrudniających od 20 do 49 pracowników. Wreszcie od lipca 2020 r. ponad 5,2 mln pracowników z firm mających od 1 do 19 pracowników oraz jednostki z sektora finansów - wylicza  dziennik. Według "GW", to pracodawca wybierze  spośród oferty funduszy umieszczonych na specjalnym portalu emerytalnym   towarzystwo funduszy inwestycyjnych. Zaś o tym, które TFI znajdzie się na tym portalu zadecyduje  spółka kontrolowana przez Polski Fundusz Rozwoju S.A.( będzie wystawiała licencje). Aby otrzymać licencję na prowadzenie PPK, TFI  będą  musiały  spełnić określone wymogi, np. kapitałowe (posiadanie ok. 10 mln kapitału zakładowego) oraz  udowodnić, że od trzech lat prowadzą działalność związaną z funduszami inwestycyjnymi.
Reforma PPK określa  możliwości  bardziej lub  mniej agresywnego inwestowania funduszy (im bliżej emerytury, tym inwestowanie ma być mniej agresywne).  Ponadto,  fundusze będą mogły inwestować za granicą do 30 proc. zgromadzonych aktywów. "Wyborcza" zauważa, iż  "nie przewidziano ochrony kapitału”.
Według projektu systemu PPK, pracownik niczego ma nie podpisywać, gdyż "wszystko za niego zrobi szef", do planu zostanie  zapisany automatycznie. Może  się z niego wypisać, składając specjalne oświadczenie. Co dwa lata zapisy do PPK mają być  odnawiane.
Program jest kierowany do 11 mln zatrudnionych. Rząd liczy, że  zdecyduje się na PPK około 75 proc. z nich.

Sejm RP: nowelizacja ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych  zgodna z konstytucją

Sejmowa komisja ustawodawcza opowiedziała się  za zgodnością  z konstytucją nowelizacji ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych, dotyczącej zniesienia górnego limitu składek na ZUS - donosi "Interia.pl"(www.interia.pl z 15.03.2018 r.). Nowelizację  przed jej podpisaniem, skierował do Trybunału Konstytucyjnego na początku stycznia br. prezydent Andrzej Duda. Przesłane do TK przepisy stanowią, że od 2019 r. miałoby nastąpić zniesienie limitu, powyżej którego najlepiej zarabiający obecnie nie płacą składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe. Zniesienie górnego limitu składek dotyczy blisko 350 tys. osób, czyli około 2 proc. ubezpieczonych. Zaś  "zastrzeżenia głowy państwa podniesione we wniosku do TK dotyczyły dochowania standardów procesu legislacyjnego, m.in. niewłaściwego trybu zaopiniowania ustawy przez Radę Dialogu Społecznego" - przypomina  portal.
Nowelizacja stanowi, że od 2019 r. miałoby nastąpić zniesienie limitu, powyżej którego najlepiej zarabiający obecnie nie płacą składek na ubezpieczenia emerytalne i  rentowe. Obecnie roczna podstawa wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe w danym roku kalendarzowym nie może być wyższa od kwoty odpowiadającej 30-prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce na dany rok.
Przygotowana przez  Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS)  nowelizacja ustawy pierwotnie  miała wejść w życie 1 stycznia 2018 r.- zauważa Interia.pl", a po poprawce Senatu przyjętej przez Sejm, miałaby funkcjonować  od  2019 r.
Według szacunków MRPiPS,  sektor finansów publicznych na skutek zmian w 2018 r. zyskałby ok. 5,4 mld zł.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT