Od maja 2015 r. do stycznia 2016 r. klient OFE objęty mechanizmem suwaka emerytalnego stracił przeciętnie 130 zł

Oszczędności Polaków zgromadzone w otwartych funduszach emerytalnych (OFE) są,  pomimo giełdowych spadków,  regularnie zamieniane na zapisy w ZUS, co obniża przyszłe świadczenia - twierdzi "Rzeczpospolita"(Nr z 10.02.2015 r.). A  że ostatnia regulacja systemu emerytalnego   zmusiła fundusze emerytalne do lokowania środków przede wszystkim w akcje, w czasie giełdowej bessy  spada też wartość  jednostek rozrachunkowych OFE. Tak  więc do ZUS trafia mniej środków, niż gdyby do rozliczeń dochodziło w czasie hossy. "Zapis księgowy w zakładzie jest więc odpowiednio mniejszy, niższy będzie zatem nasz kapitał początkowy i przyszłe świadczenie emerytalne" - pisze gazeta.
Ponadto, podstawowa  zasada inwestowania "kupuj na spadkach, sprzedawaj na zwyżkach" nie uwzględnia  wprowadzonego  w 2014 r.  tzw.  mechanizmu suwaka bezpieczeństwa, który  "wymusza transfery części środków do ZUS bez względu na koniunkturę na rynku". Według  szacunków dziennika,   z powodu wprowadzenia mechanizmu suwaka, od maja 2015 r. do stycznia 2016 r. przyszli emeryci stracili łącznie prawie 200 mln zł.  Każdy klient OFE  objęty mechanizmem suwaka stracił z tego powodu  130 zł - podaje "Rz".
W opinii Wiktora  Wojciechowskiego, głównego ekonomisty Plus Banku, przed zmianami z lutego 2014 r. "klient OFE teoretycznie nawet po przejściu na emeryturę mógł zrezygnować z wypłat z OFE, jeśli uznał, że wychodzenie z inwestycji w danym momencie, ze względu na spadki na giełdzie, jest nieopłacalne. Mógł poczekać na rynkowe odbicie". Tymczasem teraz "jego inwestycja w OFE jest niejako mechanicznie realizowana, bez względu na sytuację na rynku" - zauważa dziennik. Wiktor Wojciechowski podkreśla, iż  jednak  nie wiadomo, "ile osób z takiej opcji przeczekania by skorzystało, a ponadto nie wiadomo, czy próba przeczekania spadków nie pogłębiłaby strat".
"Rzeczpospolita" przypomina, iż  zgodnie z mechanizmem suwaka kapitał zgromadzony w OFE przez ubezpieczonego jest na 10  lat przed jego emeryturą stopniowo przenoszony do ZUS.
"Co miesiąc część zgromadzonych środków (w pierwszym miesiącu 1/120, w następnym 1/119 itd.) zostaje przelana do ZUS i zamieniona na księgowy zapis na subkoncie, który w przyszłości będzie zaliczony do  jego emerytalnego kapitału początkowego"'.

Waloryzacja  świadczeń emerytalno-rentowych

W marcu br.  waloryzacja świadczeń emerytalnych wyniesie 0,24 proc., a   więc znacznie mniej, niż przewidywał rząd  - podaje "Gazeta Wyborcza" (Nr  z  10.02.2016 r.), powołując się  na szacunki  Łukasza Wacławika  z  Wydziału Zarządzania krakowskiej AGH. W praktyce oznacza to, iż  w  wyniku waloryzacji przeciętna emerytura wzrośnie o 5 zł, zaś najniższa o 2 zł. Oznacza to także oszczędności dla budżetu państwa, ponieważ  wydatki emerytalne państwa wzrosną o niecałe pół mld  zł, a były zaplanowane na 940 mln zł - pisze dziennik.
Według "Wyborczej",  po  waloryzacji najniższa emerytura i renta, a także najniższa renta rodzinna i renta z tytułu całkowitej niezdolności do pracy oraz renta rolnicza wzrośnie z 880,45 zł brutto do 882,56 zł brutto (wzrost o 2,11 zł). Z kolei średnia emerytura z 2100 zł brutto wzrośnie do 2105,04 zł brutto, a  świadczenie przedemerytalne z  dzisiejszego 1027,39 brutto  zwiększy się o 2,46 zł brutto. Te niewielkie podwyżki mają emerytom i rencistom  zrekompensować specjalne jednorazowe dodatki przegłosowane przez  Sejm, wypłacane  w marcu razem z waloryzacją.  Dodatki od 50 zł netto do 400 zł netto dostaną wszyscy, których świadczenie nie przekracza 2 tys. brutto.
"GW" przypomina, iż   co roku w marcu  br.  podwyższa się świadczenia emerytalno-rentowe o wskaźnik inflacji i 20 proc. realnego wzrostu płac.

Data osiągnięcia powszechnego wieku emerytalnego, a  nie termin złożenia wniosku do ZUS,  decyduje o sposobie obliczania wysokości świadczenia


Data osiągnięcia powszechnego wieku emerytalnego a nie termin złożenia wniosku do ZUS  decyduje o sposobie obliczania wysokości świadczenia - pisze "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z  04.02.2016 r.).  Według gazety,  wkrótce do oddziałów ZUS mają trafić wnioski osób, które przed 2013 r. pobierały wcześniejsze świadczenia. Wnioskodawcy będą się domagać od organu rentowego "ustalenia wysokości wypłaty w wieku powszechnym na podstawie przepisów obowiązujących na koniec 2012 r., czyli bez odejmowania wcześniej wypłaconych świadczeń".
"DGP" tłumaczy, iż   zaplanowana akcja spowodowana jest m.in.  wyrokiem   Sądu Okręgowego  w Szczecinie z 17 grudnia 2015 r. (sygn. akt VI U 2161/13),  który uprawomocnił się 23.01.2015 r., a  od którego  ZUS  się nie odwołał.  Zdaniem  Jolanty Kajzer,  koordynującej  akcję zmiany przepisów dotyczących wcześniejszych emerytów, jest  to pierwszy prawomocny  wyrok,  przyznający  prawo do emerytury na starych zasadach osobie, która wcześniej pobierała świadczenie. "Tym samym nie ma żadnych podstaw prawnych, żeby osoby, które do końca grudnia 2012 r. osiągnęły powszechny wiek emerytalny (60 lat – kobiety oraz 65 lat mężczyźni), miały pomniejszane wypłaty" - podkreśla "DGP". Zdaniem sędziów,  podstawową zasadą świadczeń emerytalnych jest to, że " uprawnienie do nich powstaje z mocy prawa z dniem spełnienia wszystkich warunków wymaganych do ich nabycia (art. 100 ustawy o FUS)".

Polski  system emerytalny  nie gwarantuje,  iż samo prawo  do emerytury zapewni świadczenie na akceptowalnym społecznie poziomie

Czy system emerytalny może z góry zakładać zgodę na zepchnięcie choćby części emerytów do systemu pomocy społecznej? "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 09.02.2016 r.) twierdzi, iż  w polskim  systemie emerytalnym brakuje wbudowanego mechanizmu, który "gwarantowałby, że samo uzyskanie prawa do emerytury zapewni świadczenie na akceptowalnym społecznie poziomie".  Zgodnie z przepisami ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS), prawo do emerytury z nowego systemu zależy wyłącznie od osiągnięcia wieku emerytalnego. "Nie jest ono uzależnione od długości stażu emerytalnego, czyli od okresów składowych i nieskładkowych" - wylicza gazeta. Świadczenie uzyskać może więc każda osoba po opłaceniu nawet jednej składki emerytalnej.  Z uwagi na formułę  wyliczania  świadczenia: podzielenie kwoty składek zewidencjonowanych na koncie w ZUS przez dalsze średnie trwanie życia obowiązujące dla wieku danej osoby przechodzącej na emeryturę, jego wysokość może okazać się  drastycznie niska - pisze dziennik.  Z kolei "do uzyskania emerytury na poziomie ustawowego minimum konieczne jest spełnienie warunków stażowych przewidzianych w przepisach". Wymogi  te są  więc przesłanką podwyższenia kwoty świadczenia, a  nie  samego otrzymania emerytury - zauważa "DGP". Zgodnie z nimi "kobieta musi posiadać co najmniej 20 lat okresów składkowych i nieskładkowych (ten wymiar ulega wydłużeniu w kolejnych latach do 25 lat), a mężczyzna odpowiednio co najmniej 25 lat".

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT