PPK mają skutecznie zachęcić do odkładania na emeryturę

Według szacunków ekspertów,  dzięki pracowniczym planom kapitałowym (PPK) mężczyźni otrzymają emerytury równe dwóm trzecim, natomiast  kobiety połowie swojej ostatniej pensji – podaje "Rzeczpospolita"(Nr z 09.06.2017 r.).  Gazeta pisze, że  bez PPK byłoby  to znacznie mniej. W zapowiedzianej w  ub.r. reformie  emerytalnej przewidziane jest bowiem (oprócz  transferu 75 proc. aktywów OFE na prywatne indywidualne konta zabezpieczenia emerytalnego (IKZE) oraz  pozostałych 25 proc. do Funduszu Rezerwy Demograficznej), utworzenie PPK,  w ramach których pracownicy będą oszczędzali na emeryturę z dopłatą pracodawców i państwa - informuje dziennik. I tak, projekt ustawy zakłada, iż "pracodawca będzie wpłacał składkę równą 1,5 proc. wynagrodzenia pracownika oraz – jeśli będzie chciał – dodatkową do 2,5 proc. pensji. Uczestnik planu ma płacić składkę podstawową równą 2 proc. pensji. Będzie też mógł płacić składkę dodatkową, w podobnej maksymalnej wysokości" - pisze "Rz". Rządowy projekt przewiduje także  dopłaty roczne w wysokości 6 proc. minimalnego wynagrodzenia (dziś to ok. 120 zł). Mógłby je otrzymać każdy, kto w danym roku kalendarzowym zgromadziłby na swoim koncie w PPK składkę odpowiadającą połowie składki na PPK od minimalnego wynagrodzenia, odprowadzanej przez cały rok. Według szacunków,  dopłatę otrzymałby każdy, kto zgromadziłby na rachunku ok. 420 zł. Ponadto,  zachęcać do oszczędzania  w PPK ma  także  projektowana  tzw. "kwota powitalna". Ma ona  wynosić  250 zł, a ma ją otrzymać ten, kto odprowadzi własną składkę na PPK przez co najmniej trzy miesiące. "Kwotę  powitalną"  otrzymają  wszyscy, którzy przystąpią do tej formy oszczędzania do końca 2019 r. 

Jeżeli wypłata środków  z OFE, to z podatkiem 

W III filarze emerytalnym  nie będzie pełnej swobody.  Gdy fundusze emerytalne  zostaną przekształcone w  trzeciofilarowe  IKZE, wprawdzie łatwiej będzie w nich dysponować pieniędzmi niż w pracowniczych planach kapitałowych, jednak przy wypłacie środków będą obowiązywać określone prawem zasady - informuje "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 07.06.2017 r.). Według gazety, w  projekcie  ustawy o przekształceniu OFE w fundusze inwestycyjne i przeniesieniu ich środków na indywidualne konta zabezpieczenia emerytalnego (IKZE),  zastosowano "kilka bezpieczników". I tak,  do końca 2019 r. nie będzie można wycofać z  nich pieniędzy w ogóle. Następnie,  "od początku 2020 do końca 2024 r. będzie można wypłacić nie więcej niż 10 proc. wartości środków zapisanych na rachunku. I będzie to obłożone podatkiem 75 proc." - podaje dziennik, podkreślając, iż  dopiero  " po tym okresie pieniądze z obecnych OFE będzie można wyjąć na zasadach, które dziś obowiązują w III filarze". Przy tym nawet po 2024 r. za  wycofanie pieniędzy pochodzących z OFE  zapłacimy fiskusowi podatek (prawie 1/5 sumy) - wyjaśnia "DGP". Zdaniem  Pawła Borysa, szefa Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR), okres ograniczeń w wypłacie wprowadzono, by chronić  wartość zgromadzonych środków emerytalnych . W opinii gazety, jednak ten przepis  może być jednym  z najbardziej zapalnych punktów ustawy. "Pieniądze trafiały na OFE w celu zabezpieczenia przyszłości na emeryturze. Możliwość ich wypłaty już z III filaru minimalizuje zabezpieczenie na starość. Z drugiej strony, skoro intencją autorów jest prywatyzacja oszczędności emerytalnych, to trudno o niej mówić, dopóki właściciele nie otrzymają choćby częściowej możliwości dysponowania pieniędzmi. Stąd przepisy będące kompromisem między swobodą a próbą zahamowania wypłat" - komentuje "DGP". Z kolei  dużo bardziej restrykcyjne zasady mają dotyczyć możliwości wycofywania środków z pracowniczych programów kapitałowych (PPK).  Projekt ustawy przewiduje bowiem dwa przypadki, w których właściciel zgromadzonych środków może dokonać wypłaty przed osiągnięciem wieku emerytalnego - podaje gazeta. I tak,  możliwa ma być  wypłata na pokrycie wkładu własnego przy kredycie na zakup mieszkania lub domu (albo budowę domu). Szczegółowe zasady wypłaty określać ma umowa, jaką uczestnik zawiera z prowadzącą program instytucją finansową (taką umowę można zawrzeć tylko raz).  W umowie tej  musi być też ustalona  kwestia zwrotu pieniędzy (zwrot  nie może nastąpić wcześniej niż 5 lat od wypłaty, ale też nie później niż 15 lat)- zaznacza dziennik.
Natomiast   druga sytuacja, w której można sięgnąć po pieniądze z PPK przed emeryturą to  przypadek poważnego zachorowania uczestnika, jego małżonka lub dziecka (wypłacić można całą pulę w ratach lub jednorazowo). Według ustawy  jest to możliwe w  sytuacji  trwałej niezdolności  do pracy (co daje prawo do renty), a więc w  przypadku choroby Alzheimera, stwardnienia zanikowego  bocznego; stwardnienia rozsianego, nowotworu złośliwego, choroby Parkinsona czy bakteryjnego  i wirusowego  zapalenia mózgu.
Wypłata gotówki z PPK możliwa jest jeszcze w jednym wariancie – w przypadku dziedziczenia po zmarłym uczestniku programu (25 proc. z połowy zgromadzonej kwoty w PPK zmarłego).
"Za wypłatę środków z IKZE zapłacimy daninę w wysokości 75 proc." - pisze "DGP".

Obowiązek płacenia składki rentowej pozostanie

Rząd chce zakazać przyznawania świadczeń z tytułu niezdolności do pracy osobom, które osiągną obniżony wiek emerytalny i to nawet wówczas, gdy nie pobierają emerytury  - donosi  "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 05.06.2017 r.).  Projekt  ustawy o zmianie ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych oraz ustawy o ubezpieczeniu społecznym z tytułu wypadków przy pracy i chorób zawodowych  czeka już  na rozpatrzenie przez Stały Komitet Rady Ministrów.   Według gazety, zgodnie z przygotowywaną nową  regulacją,  "obowiązek płacenia składek rentowych pozostanie". W opinii 'DGP", w ten sposób  rząd  "chce ratować finanse ZUS" . Dziennik  podkreśla, że tym pomysłem oburzeni są  przedsiębiorcy.  "To jest narzucanie firmom kolejnego podatku. Efekt będzie taki, że w ogóle nie będą zatrudniać emerytów na podstawie umowy o pracę" – prognozuje w  gazecie  Łukasz Kozłowski, ekspert Pracodawców RP.
Ponadto,  w  projektowanej ustawie znajduje się przepis,  uniemożliwiający   uzyskanie prawa do renty z tytułu niezdolności do pracy przez osobę, która osiągnęła  już  wiek emerytalny lub pobiera emeryturę. Zdaniem dziennika, takie ograniczenie będzie sprzeczne z zasadą, zgodnie z którą w razie zbiegu prawa do kilku świadczeń, wypłaca się to wyższe lub wskazane przez ubezpieczonego.

O ile  wzrosną wszystkie emerytury i renty w 2018 r. ?

Według "Gazety Wyborczej"(Nr  z  03.06.2017 r.), na przyszłoroczną waloryzację rent i   emerytur rząd  wyda . blisko 5 mld zł (dwa razy więcej niż w br.),  zaś  kolejne 10 -12 mld zł pochłonie obniżenie wieku emerytalnego. Dziennik przypomina, iż  o wysokości podwyżki świadczeń emerytalno-rentowych decydują dwa wskaźniki: inflacja w gospodarstwach emeryckich (czyli podwyżki cen towarów, które głównie kupują emeryci) oraz realny wzrost płac z roku poprzedzającego waloryzację. A że od początku br.   inflacja przekracza już 2 proc., to oznacza, że emeryci w 2018 r. będą mogli liczyć na większą podwyżkę niż w 2017 r.(w 2016 r. nie było inflacji, tylko  deflacja, czyli spadek cen). Z kolei o tym, "ile z realnego wzrostu płac ma  trafić w przyszłym roku do emerytów,  miały zdecydować majowe negocjacje związkowców z pracodawcami" - pisze "GW".  Tyle, iż nie osiągnięto porozumienia. "Związkowcy chcieli podwyżek o 50 proc. realnego wzrostu płac, pracodawcy zgodzili się tylko na 20 proc. Ostatecznie więc wskaźnik ustali rząd  Beaty Szydło" - twierdzi gazeta, podkreślając, iż  "rząd poprze stanowisko pracodawców, bo na więcej go nie stać".
 Łukasz Wacławik z   Wydziału Zarządzania krakowskiej AGH   szacuje, iż: licząc  20 proc. z  realnego wzrostu płac, to wskaźnik do  waloryzacji wyniesie 0,4 proc. A wraz z  najbardziej prawdopodobną, niewiele wyższą od 2 proc. inflacją,  waloryzacja może wynieść ok. 2,5 proc.
Najniższa emerytura w wysokości 1 tys. zł brutto wzrośnie więc o 25 zł brutto, a ktoś, kto ma 2 tys. brutto dostanie o 50 zł więcej - podaje "|Wyborcza".  Natomiast   obniżenie wieku emerytalnego  co roku będzie pochłaniać ponad 10 mld zł.

Emerytura  jest  prawem pracownika, a nie jego  obowiązkiem

Emerytura nie jest obowiązkiem, jest prawem pracownika,  a żeby z tego prawa dobrze skorzystać, trzeba wiedzieć, czego się spodziewać, pracując dłużej -  zapewniła minister  Elżbieta Rafalska, szefowa Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS) .na ostatniej  z regionalnych konferencji w ramach kampanii zorganizowanej przez NSZZ "Solidarność" na temat przywrócenia niższego wieku emerytalnego - informuje "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 06.06.2017 r.). Zdaniem min. Rafalskiej, każdy wybór trzeba szanować, ponieważ   jest   indywidualną decyzją  każdej z osób" . Zapytana przez PAP, czy w wyniku kampanii wzrósł odsetek osób deklarujących, że pomimo osiągnięcia wieku emerytalnego w związku ze zmianą w prawie chce nadal pracować, podkreśliła - podaje gazeta -  że "nie to było głównym celem kampanii", ale aby "każda osoba miała wiedzę o tej zmianie" - powiedziała E. Rafalska. W jej opinii - zauważa "DGP" - jeśli  "ktoś ma pracę, która go satysfakcjonuje, w której się realizuje, ta praca nie jest zbyt ciężka i chcę ją kontynuować, to taki wybór też szanujemy".  Zdaniem szefowej MRPiPS, "on przysporzy dodatkowych wpływów do funduszu ubezpieczeń społecznych, podniesie świadczenie emerytalne tej osoby". Rafalska podkreśliła, iż z danych resortu wynika, że  "do tej pory 17 proc. osób kontynuowało swoją dalszą aktywność zawodową.  pomimo osiągnięcia wieku emerytalnego". A  nawet  gdyby  wszystkie uprawnione osoby  zdecydowały się od razu przejść na emeryturę - donosi dziennik -  "pieniądze na ten cel są zabezpieczone" – oświadczyła. W opinii szefowej MRPiPS,  przy dyscyplinie finansowej nie grozi też przekroczenie deficytu. "Deficyt jest trzymany w ryzach, nie grozi nam przekroczenie limitu trzech procent PKB" - stwierdziła min. Rafalska.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT