PPK mogą osiągnąć sukces, jeżeli nie stanie się coś, co podkopie zaufania Polaków do oszczędzania na emerytury w tym systemie

"Państwo nie ma obowiązku zapewnienia nam luksusowego życia na emeryturze. Dlatego jeśli ktoś może, powinien myśleć o dodatkowym zabezpieczeniu na starość" – twierdzi w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" (Nr z 24.12.2018 r.) Jeremi Mordasewicz, przedsiębiorca, , były członek rady nadzorczej ZUS.  Mordasewicz przyznaje, iż jest gorącym zwolennikiem  dodatkowego oszczędzania na emeryturę w ramach  Pracowniczych Planów  Kapitałowych (PPK), który to system ma ruszyć od 1 lipca 2019 r. Ekspert twierdzi w rozmowie z  gazetą, iż obawia się jednak, że udział Polaków w tym programie nie będzie wysoki. A to dlatego, że nasz powszechny system emerytalny - ZUS -  ma nam zapewniać świadczenie na poziomie wyższym niż minimalny. "Gdyby powszechny system dawał świadczenie na poziomie minimum socjalnego, powiedzmy 600 zł, za które nie da się przeżyć, to skłonność do dodatkowego oszczędzania byłaby wyższa" - podkreśla były członek  rady nadzorczej ZUS.

W opinii J. Mordasewicza, wysokie  składki  na ubezpieczenia społeczne, pochłaniające  1/4 wynagrodzenia netto pracownika spowodują, ze  młodych pracowników,  mających  na utrzymaniu dzieci, a którzy muszą płacić za wynajęcie mieszkania czy  spłacać kredyt, " po prostu nie będzie stać na dodatkowe odkładanie pieniędzy na emerytury" - podaje dziennik. "Przy tak wysokich składkach na ubezpieczenia społeczne(...) skłonność do dodatkowego oszczędzania nie jest wielka. Zwłaszcza wśród osób, których zarobki nie są wysokie. (...). Całą pensję przeznaczają na opłaty i konsumpcję" - pisze "Rz". Ekspert  Konfederacji Lewiatan podkreśla, iż  jest  grupa osób dla których program PPK może być atrakcyjny -  przede wszystkim osoby o wysokich dochodach. Jak wyjaśnia w gazecie, "nasz system jest tak, że składki na ZUS odprowadza się tylko do pewnego poziomu dochodów. Od tego co powyżej już nie.(...)  Ale to oznacza też, że osoby z wysokimi dochodami mają pieniądze, które mogą przeznaczyć na dodatkowe oszczędzanie na emerytury. Na przykład w PPK. System ten może być też atrakcyjny dla rolników. Składki, które odprowadzają oni do Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego, są siedem razy niższe od tych, które płacą rzemieślnicy i pozostali przedsiębiorcy. Emerytury z KRUS są niższe niż te z ZUS (...). Są wreszcie osoby zatrudnione na umowach zlecenia lub o dzieło. I tu składki są niskie, albo nie ma ich wcale, więc przydałoby się dodatkowe oszczędzanie na emerytury".

Zdaniem J. Mordasewicza, oszczędzanie w PPK może być mało korzystne dla  przedsiębiorców, z których  99 proc. płaci składki minimalne. Przeważnie  inwestują w firmy, które  mają być dla nich zabezpieczeniem na starość.  "Dla nich więc oszczędzanie w systemie takim jak PPK nie musi być atrakcyjne" – zauważa.   J. Mordasewicz podkreśla w rozmowie z "Rz", iż jest zwolennikiem obecnego systemu emerytalnego. "Składki są dość wysokie, jeśli je jednak płacimy i nie uciekamy na emeryturę przedwcześnie, w zamian otrzymujemy podstawowe zabezpieczenie emerytalne.(...) Jedyne co bym zmienił w obecnej chwili, to podniósłbym wiek emerytalny kobiet do 65 lat. Żeby był równy z wiekiem emerytalnym mężczyzn. Żeby emerytury kobiet nie odstawały tak bardzo od emerytur mężczyzn".

Ekspert dodaje, ze dobrze byłoby, gdyby PPK stało się systemem powszechnym. Jednak "gdyby u nas do PPK weszło na początku 30 proc. pracowników, to już gra byłaby warta świeczki.(...)  W perspektywie 10 lat możemy osiągnąć 50-proc. wskaźnik uczestnictwa. Ludzie mogą się powolutku do tego systemu przekonywać. Pod warunkiem jednak, że znów nie stanie się coś, co podkopie  ich zaufanie do oszczędzania na emerytury. Jeśli mamy w PPK odkładać pieniądze przez 40 lat musimy mieć olbrzymie zaufanie do państwa. I państwo nie powinno go podkopywać".

 

 

Czy wprowadzenie w Polsce emerytury bez podatku jest realne?

 

Jeśliby wszedł   w życie obywatelski projekt ustawy,  znajdujący się obecnie w Sejmie RP, a zakładający, że emeryci mieliby dostawać emeryturę w kwocie brutto, a nie netto,  "oznaczałoby to, że seniorzy nie odprowadzaliby od emerytury ani podatku ani składki zdrowotnej, ponieważ - jak argumentują pomysłodawcy - robili to już całe życie".  Tymczasem   deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS) obecnie wynosi ponad 40 mld zł  -donosi "Interia.pl" (z 22.12.2018 r.) -  a zobowiązania z tytułu świadczeń emerytalnych przekraczają już  4 biliony zł. Z kolei  zobowiązania FUS  z tytułu emerytur  w 2015 r. stanowiły blisko 300 proc. ówczesnego PKB. Zdaniem portalu, "oznacza to, że aby zebrać pieniądze obiecane emerytom cała polska gospodarka musiałaby pracować wyłącznie na ten cel przez trzy lata".  Gdyby zaś inicjatywa weszła w życie, oznaczałoby to, że emerytura mogłaby wzrosnąć średnio o ok. 20 proc. Zmiana ta byłaby korzystna dla wszystkich emerytów, ale w szczególności dla tych, którzy pobierają kwotę mniejszą aniżeli płaca nominalna. Szacuje się, że emerytura netto w kwocie 853 zł mogłaby wzrosnąć do 1000 zł, świadczenie w kwocie 1257 zł do 1500 zł, a 1661 zł do 2000 zł. "

Portal podkreśla, iż "na każdą propozycję warto jednak patrzeć w skali makroekonomicznej oraz długofalowej. O ile pomysł, by seniorzy otrzymywali wyższe świadczenia emerytalne jest świetny, o tyle jego realizacja - zwłaszcza dla budżetu państwa - może być ryzykowna". Według  uzasadnienia ustawy, budżet państwa odnotuje zmniejszone wpływy z PIT w wysokości ok. 15 mld zł, zaś  składki z tytułu ubezpieczenia zdrowotnego będą niższe o blisko 20 mld zł. Szacuje się, iż przyniesie to  ograniczenie wpływów na poziomie ok. 10 proc. rocznych dochodów budżetu państwa. "Kto zapracuje na to, jeśli odejmiemy z budżetu państwa kolejne 35 mld zł, które wpływają do państwowej kasy pod postacią podatku dochodowego i składki zdrowotnej?" - zastanawia się "Interia.pl".

 

 

TK: niekonstytucyjne  są przepisy o  ochronie przedemerytalnej odmienne dla osób zatrudnionych  na czas określony i nieokreślony 

 

Tysiące zatrudnionych Polaków w wieku przedemerytalnym zyska dodatkowe prawa. A wszystko dzięki wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego (TK) - informuje "Gazeta Wyborcza" (Nr z 22.12.2018 r.). Jak donosi dziennik, Trybunał Konstytucyjny uznał bowiem za niekonstytucyjne  obecne przepisy, stanowiące, iż nie wszyscy pracownicy w wieku przedemerytalnym są w naszym kraju uprzywilejowani w równym stopniu. TK stwierdził, iż gorzej w Polsce traktowane są   osoby zatrudnione na umowach na czas określony, niż będące w  tym samym wieku osoby zatrudnione  na umowę na czas nieokreślony. Zdaniem TK, pozbawienie pracownika objętego ochroną przedemerytalną, któremu umowę o pracę wypowiedziano z naruszeniem przepisów, prawa do żądania przywrócenia do pracy na dotychczasowych warunkach, tylko dlatego, że był zatrudniony na podstawie umowy zawartej na czas określony, narusza konstytucyjną zasadę równości określoną w art. 32 ust. 1 Konstytucji RP. Według TK,  osoby zatrudnione na czas nieokreślony w razie bezprawnego zwolnienia w czasie, gdy przysługuje im już ochrona przedemerytalna, mogą dochodzić przywrócenia do pracy.

Według "Wyborczej", TK rozpatrywał   sprawę kobiety w wieku przedemerytalnym, która w tymże "czasie ochronnym" została zwolniona z pracy. Kobieta  w 2013 r. została zatrudniona na czas określony  do 2019 r. (umowę miała podpisaną na sześć lat), a od lutego 2015 r. przysługiwała jej  ochrona przedemerytalna. Tymczasem w maju 2015 r. pracodawca  wręczył kobiecie   tzw. wypowiedzenie zmieniające, proponując jej  podpisanie  nowej  umowy o pracę  ze zmniejszoną pensją oraz  gorszymi warunkami pracy - pisze gazeta. Kobieta jednak  wypowiedzenia zmieniającego  nie przyjęła, więc jej dotychczasowa umowa o pracę  rozwiązała się automatycznie w czerwcu 2015 r.

"GW" przypomina, iż zgodnie z obowiązującym w naszym kraju  kodeksem pracy,  chronieni przed zwolnieniem są wszyscy pracownicy, którym  do osiągnięcia wieku emerytalnego  brakuje cztery lata. Przed zwolnieniem są więc chronione 56-letnie kobiety oraz 61-letni mężczyźni.

Wiek emerytalny wynosi  w Polsce od października 2017 r.  60 lat dla kobiet oraz  65 lat dla mężczyzn – przypomina  dziennik. 

 

 

Ustawa wprowadzająca kwotową waloryzację świadczeń emerytalno-rentowych podpisana przez prezydenta RP

 

Prezydent RP Andrzej Duda podpisał  ustawę o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS), stanowiącą o warunkach  waloryzacji  świadczeń emerytalno-rentowych od 1 marca 2019 r. - podaje "Rzeczpospolita" (Nr z 22.12.2018 r.). Zgodnie z nową regulacją, osoby, których świadczenie emerytalno-rentowe  nie przekracza 2147,30 zł brutto miesięcznie, otrzymają  w ramach waloryzacji co najmniej   70 zł miesięcznie,  niż wynikałoby to ze zwykłej podwyżki o procentowy wskaźnik waloryzacji, który w 2019 r. ma  wynieść  3,26 proc. - pisze dziennik.  I tak, najniższa emerytura, renta z tytułu całkowitej niezdolności do pracy, renta rodzinna i socjalna od 1 marca 2019 r.   wzrosną z obecnych  1029,80 zł brutto do 1100 zł brutto (czyli o 70,20 zł). Natomiast "renta z tytułu częściowej niezdolności do pracy, która obecnie wynosi 772,35 zł brutto, wzrośnie do 825 zł brutto (o 52,65 zł). Osoby pobierające emeryturę częściową dostaną zaś o 35 zł brutto więcej" - donosi gazeta.

"Rz" podkreśla, iż "modyfikacja waloryzacji dotyczy również emerytur i rent wypłacanych z KRUS, byłych mundurowych oraz emerytur pomostowych i nauczycielskich świadczeń kompensacyjnych".

 

 

Większe stawki składek na ZUS dla przedsiębiorców w2019 r.

 

Od 2019 r. wzrosną składki za tzw. mały ZUS. Jak podaje "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 22.12.2018r.), łączna składka miesięczna w 2019 r. wyniesie  211,58 zł, co oznacza wzrost o 11,42 zł,  wobec 200,16 zł w 2018 roku. Gazeta wyjaśnia, iż od 2019 r. wzrasta  płaca minimalna, a wraz z nią preferencyjne składki na ZUS,  odprowadzane przez nowych przedsiębiorców. Zgodnie z przyjętą przez rząd propozycją, wartość minimalnego wynagrodzenia za pracę wzrośnie z dotychczasowych 2100 zł do poziomu 2220 zł. Najniższa pensja wzrośnie więc o 5,7 proc. i o tyle wzrosną również ulgowe składki ZUS dla nowych firm - pisze dziennik. "DGP" przypomina, iż osoby rozpoczynające działalność gospodarczą opłacają składki do ZUS na preferencyjnych zasadach, a minimalna podstawa wymiaru jest tu ustalana w oparciu o 30 proc. minimalnego wynagrodzenia za pracę. I jeśli w  2018 r.  podstawa dla małego ZUS wynosiła 630 zł, to od stycznia 2019 r. podstawa wymiaru wzrośnie do kwoty 666 zł. Natomiast składka emerytalna wzrośnie do 130 zł ( wzrost o 7,02 zł w stosunku do 2018 r.);  składka rentowa będzie wynosić 53,28 zł, a więc o 2,88 zł więcej; składka  chorobowa zwiększy się o 0,88 zł do 16,32 zł, czyli wzrost o 0,88 zł, zaś , składka wypadkowa osiągnie kwotę  11,98 zł (wzrost o 0,64 zł w porównaniu z 2018 .).

Natomiast wskaźnik,  służący  do wyliczenia składki zdrowotnej zostanie ogłoszony dopiero w styczniu 2019 r. - zauważa gazeta, podkreślając iż "na pewno nie będzie on niższy niż tym roku, a zapewne - porównując z poprzednimi latami - wyższy o około 30 zł". 

Dziennik szacuje, iż  łączne składki do ZUS opłacane w 2019 r.  przez nowego przedsiębiorcę wyniosą najprawdopodobniej  około 550 zł miesięcznie. I, co istotne,  przedsiębiorcy opłacający ZUS na preferencyjnych zasadach są zwolnieni ze składki na Fundusz Pracy - podkreśla dziennik. 

Natomiast prognozowane "zwykłe" stawki ZUS dla przedsiębiorców w 2019 r. mają być  większe w stosunku do kwot z 2018 r.  o ok. 7,3 proc., czyli 65,89 zł miesięcznie i wyniosą łącznie (bez składki zdrowotnej) ok.  974,65 zł w porównaniu do 908,76 zł w 2018 r.  To oznacza roczną podwyżkę o 790,68 zł.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT