Prezes ZUS: obawy, że ZUS zbankrutuje "są całkowicie bezpodstawne"

System ubezpieczeń społecznych stanowi podstawę bezpieczeństwa materialnego Polaków.   Dopóki w przepisach jest zapisana gwarancja wypłaty świadczeń, dopóty będziemy to robili - mówi w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą  Prawną"(Nr z 30.03.2016 r.) prof. Gertruda Uścińska, prezes ZUS. Zdaniem szefowej ZUS, obawy, że ZUS  zbankrutuje, są całkowicie bezpodstawne;  tylko  0,5 proc. osób wchodzących na rynek pracy decyduje się na przystąpienie do OFE.
Prof. Uścińska podkreśla w dzienniku, iż  "racjonalną przesłanką przemawiającą za ZUS jest  na pewno stabilność. Nie przewiduję odpływu klientów". Według  prezes ZUS,  waloryzacja na subkontach w ostatnich latach wynosiła od 106,27 do 104,89 proc. "To realna gwarancja, bo w ZUS nie ma bessy" - twierdzi w 'DGP"  prof. Uścińska.
"Obecnie deficyt w FUS wynosi 53 mld zł, z czego 44 mld zł pokrywa dotacja budżetowa. W przyszłych latach ten deficyt będzie nieznacznie wzrastał w wartościach nominalnych. Ale to,  że wartości  nominalne rosną,  to nic spektakularnego. Ważne jest porównanie deficytu do PKB. I pod tym względem, w najbardziej realistycznym wariancie prognozy, wielkość ta ulegnie zmniejszeniu z 2,82 do 2,68 punktu proc. Zwiększy się także nieznacznie wydolność FUS" - podkreśla szefowa ZUS. W opinii prof. Uścińskiej,  w obowiązujących przepisach prawa jest zapisana gwarancja wypłaty świadczeń przez państwo. "Dopóki ta gwarancja istnieje, będziemy wypłacali świadczenia bez względu na to, co będzie wynikało z prognoz czy z faktycznego wpływu składek do FUS.(...)  System musi wypełniać obecne zobowiązania, a z drugiej strony odpowiadać na pojawiające się wyzwania, takie jak starzenie społeczeństwa czy spadająca liczba urodzeń. (...). Musimy starannie przenalizować rolę systemu emerytalnego w zabezpieczaniu dochodów na starość. W systemie zdefiniowanej składki, jaki obowiązuje w Polsce, nasze przyszłe emerytury są silnie zindywidualizowane i zależą od  naszej aktywności zawodowej  i  to trzeba mieć na uwadze". Tymczasem  symulacje   pokazują, że stopa zastąpienia maleje już teraz i będzie coraz niższa. Zdaniem prof. Uścińskiej,  musi być wyznaczona minimalna wysokość stopy zastąpienia, która  musi  uwzględniać warunki życia i koszty utrzymania.  Szefowa ZUS  twierdzi w "DGP", iż  "osiągnięcie minimum z konwencji 102 Międzynarodowej Organizacji Pracy o normach minimalnych zabezpieczania społecznego wynoszącego 40 proc dla osoby typowo ubezpieczonej jest wyzwaniem na najbliższe lata. Reformy emerytalne pokazują bowiem, że stopa zastąpienia nadal będzie się obniżać. (...) to są normy, których trzeba się trzymać i starać się, je spełniać.'

MRPiPS:  Nie ma planu ani możliwości prawnej,  aby sfinansować program 500 plus  ze środków FRD 

Rząd  nie  wesprze  programu 500 + sięgając  po kasę z Funduszu  Rezerwy Demograficznej (FRD) -  pisze "Rzeczpospolita"(Nr z  29.03.2016 r.), powołując  się  na  zapewnienia  Elżbiety  Rafalskiej, szefowej Ministerstwa  Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej  (MRPiPS).  Minister Rafalska   zaprzecza,     jakoby FDR  miał posłużyć do  sfinansowania programu wsparcia rodzin - podaje dziennik.
"Nie ma planów, żeby finansować przyszłoroczne świadczenia z programu 500 plus z Funduszu Rezerwy Demograficznej; nie ma też takiej możliwości prawnej" - podkreśla w dzienniku  minister  Rafalska. Jej zdaniem,  w budżecie będą środki na wypłatę świadczeń w 2017 r. Natomiast  Fundusz może być przeznaczony wyłącznie na finansowanie świadczeń z funduszu emerytalnego - informuje gazeta.  Według  MRPiPS ,  „obwiązujące przepisy przewidują wykorzystanie środków FRD wyłącznie na finansowanie świadczeń z funduszu emerytalnego wyodrębnionego w ramach FUS". W latach 2010-2014 Fundusz Ubezpieczeń Społecznych był zasilany środkami z FRD na uzupełnienie wynikającego z przyczyn demograficznych niedoboru funduszu emerytalnego – przypomina  "Rz". Według min. Rafalskiej,  poprzednia ekipa rządowa w ciągu pięciu lat  wykorzystała 19,5 mld zł na zasilenie Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS).
" Nie mamy zamiaru i nie ma też takiej prawnej możliwości wykorzystania tych środków na wypłatę świadczenia 500 plus - twierdzi szefowa   MRPiPS.  Zapytana, skąd będą pochodzić pieniądze na program 500 plus w 2017 r., minister Rafalska podkreśliła, iż "budżetu na 2017 r. jeszcze nie ma, prace nad nim się zaczynają."
Szefowa resortu  oświadczyła, iż "jest obowiązująca ustawa i proszę się nie martwić, świadczenie będzie wypłacane", wskazując na  konieczność uszczelnienia VAT-u oraz lepszą sytuację na rynku pracy. Według  min. Rafalskiej,   "lepsze będą wpływy z VAT-u, z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, mniejsze wypłaty z Funduszu Pracy. Mamy lepszą sytuację gospodarczą, to też jest lepszy prognostyk na 2017 r.".
Program "Rodzina 500 plus  ma ruszyć 1 kwietnia br.

Docelowym rozwiązaniem powinien być elastyczny wiek emerytalny

Zdaniem prof. Marka Szczepańskiego, kierownika  Katedry Nauk Ekonomicznych Politechniki Poznańskiej,  docelowym rozwiązaniem powinien być elastyczny wiek emerytalny,  powiązany z odpowiednim stażem pracy.  Prof. Szczepański   podkreśla  w wywiadzie dla  "Rzeczpospolitej"(Nr z 29.03.2016 r.), iż  proponowany przez prezydencki projekt wiek emerytalny, to "minimalny wiek uprawniający do emerytury, ale niezmuszający do przejścia na nią. Osoby zainteresowane będą miały wybór: przejść ma emeryturę w wieku 60 lat (kobiety) lub 65 lat (mężczyźni) lub pracować dłużej".  Zaś   samo nabycie uprawnień emerytalnych przez pracownika - podkreśla prof. Szczepański w rozmowie z dziennikiem - zgodnie ze znowelizowanym Kodeksem Pracy  "nie może być wyłączną przyczyną wypowiedzenia umowy o pracę (...). Być może należałoby już w samej ustawie emerytalnej wskazać na konkretne sankcje wobec pracodawców, którzy chcieliby zwalniać pracowników nabywających prawa emerytalne w wieku 60 lat (panie) oraz 65 lat (panowie) zdolnych i chętnych do dalszej pracy."
Według prof. Szczepańskiego, coraz więcej naukowców i praktyków na co dzień zajmujących się problematyką emerytalną skłania się ku koncepcji elastycznego wieku emerytalnego, dla którego ustawowy wiek emerytalny stanowi tylko dolną granicę. "Osobiście także jestem zwolennikiem takiego rozwiązania. W tej sprawie należy poszukiwać consensu społecznego, arbitralne rozwiązania (wszyscy muszą pracować dłużej albo wszyscy krócej) nie powinny być stosowane" - mówi prof. Szczepański w "Rz".  
Szczepański przypomina, iż  w przyjętym w 1999 r.  systemie formuły naliczania świadczenia emerytalnego  jako  zdefiniowanej składki,  uzależniającej  wysokość emerytury od wartości składek wpłaconych do systemu emerytalnego w okresie aktywności zawodowej oraz przeciętnej statystycznej liczby miesięcy pobierania świadczenia po przejściu na emeryturę, "emerytura naliczona w wieku 60 lat będzie odpowiednio niższa, niż byłaby dla tej samej osoby np. w wieku 67 lat (ten sam kapitał uprawnień emerytalnych podzielony przez większa liczbę miesięcy da w efekcie niższą sumę)" - podaje dziennik. I jeśli ta . formuła wyliczania  świadczenia emerytalnego  się nie zmieni (zaś wprowadzenie innej, bardziej hojnej jest nierealne), to " istotnie przywrócenie poprzedniego wieku emerytalnego oznaczać będzie odpowiednio niższe świadczenie" - twierdzi prof. Szymański w "Rz".  Dlatego też  "osoby podejmujące taką decyzję powinny dokonywać świadomego wyboru, a instytucje publiczne odpowiedzialne za wypłatę świadczeń (ZUS, KRUS) przedstawić możliwie najbardziej precyzyjne symulacje wysokości świadczenia stosownie do okresu przejścia na emeryturę (np. 5 lat do przodu). Może się okazać, że liczna grupa uczestników systemu emerytalnego zdecyduje się pracować dłużej". W jego opinii, kobiety w Polsce  ze względu na swoje role społeczne i odmienny cykl aktywności zawodowej, przerywanej opieką nad dziećmi, a często też nad sędziwymi rodzicami, z reguły nie są w stanie zgromadzić takiego „kapitału" emerytalnego jak mężczyźni, co przekłada się na niższe świadczenia.
"Jestem przekonany, że nasze panie, na których barkach z reguły spoczywa prowadzenie budżetu domowego, same będą w stanie najlepiej ocenić, czy akceptują niższe świadczenie wcześniej, czy też chcą i mogą dłużej pracować. Trzeba tylko zapewnić bardzo silne prawne zabezpieczenia przed dezaktywizacją zawodową ze względu na samo nabycie uprawnień emerytalnych tym wszystkim paniom, które wybiorą dłuższą pracę" - mówi prof. M. Szczepański w "Rzeczpospolitej".

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT