Projekt PPK przyjęty przez rząd

Premier Mateusz Morawiecki poinformował, iż  rząd przyjął przygotowany przez  Ministerstwo Finansów projekt ustawy o Pracowniczych Planach Kapitałowych (PPK) - donosi "Puls Biznesu"(Nr z 29.08.2018 r.). Projekt ten zakłada  utworzenie prywatnego, dobrowolnego systemu gromadzenia oszczędności emerytalnych - podkreśla  gazeta - i  przewiduje, że ustawa wejdzie w życie 1 stycznia 2019 r. Jednak  największe firmy, zatrudniające powyżej 250 osób, zaczną stosować przepisy ustawy od 1 lipca 2019 r. "Podmioty zatrudniające co najmniej 50 osób - od 1 stycznia 2020 r., a firmy zatrudniające co najmniej 20 osób - od 1 lipca 2020 r. Pozostałe podmioty będą musiały stosować ustawę od 1 stycznia 2021 r. Ten ostatni termin obowiązuje też podmioty należące do sektora finansów publicznych" - podaje dziennik.
Według proponowanej regulacji,  "wpłata podstawowa finansowana przez uczestnika PPK może wynosić mniej niż 2 proc. wynagrodzenia, ale nie mniej niż 0,5 proc. wynagrodzenia, jeżeli wynagrodzenie uczestnika PPK osiągane z różnych źródeł w danym miesiącu nie przekracza kwoty odpowiadającej 1,2- krotności minimalnego wynagrodzenia" - informuje "PB". Osoby takie utrzymają przy tym prawo do dopłaty 1,5 proc. ze strony pracodawcy i dopłaty rocznej z budżetu w wysokości 240 zł.
W program PPK ma być zaangażowane państwo, pracodawcy i pracownicy.  I tak, według premiera Mateusza Morawieckiego, "w ciągu 10 lat państwo polskie wpłaci 35-40 mld zł na prywatne, dobrowolne konta ludzi, konta emerytalne przyszłych emerytów".  Premier Morawiecki zapewniał – pisze dziennik -  że PPK "to nie jest następne OFE, bo tamte środki były publiczne,  a PPK są prywatnymi, dziedziczonymi środkami obywateli".   Program PPK  jest "solidarnościowy, jest równościowy, traktuje lepiej, bardziej korzystnie, tych, którzy zarabiają mniej i oni najwięcej na tym skorzystają" - stwierdził premier. Jego zdaniem,  program ten jest korzystny także dla pracodawców,  którzy coraz  lepiej  "rozumieją,  jak bardzo trzeba szanować pracownika, jak ważne jest to, żeby pracownik był mentalnie, duchowo przywiązany do swojej firmy, do swojego przedsiębiorstwa" – komentuje "PB". 

PPK:  pieniądze odkładane   na  starość  zasilą   zastrzykiem gotówki  polską giełdę

Pomysł ministra energii związany z wyłączeniem górników z PPK, co miało pozwolić spółkom wydobywczym zaoszczędzić 108 mln zł w skali roku na składkach podstawowych trafił do kosza. Jak podaje "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 29.08.2018 r.), minister energii Krzysztof Tchórzewski,  nie krył sceptycyzmu, do końca broniąc swoich pomysłów, m.in. dotyczących wyłączenia górników z nowego systemu budowania oszczędności emerytalnych. Minister finansów Teresa Czerwińska powiedziała zaś  gazecie, iż "wyłączenia sektorowe"  nie są  dobrym pomysłem. "System powinien być kompleksowy i powszechny, robienie w nim wyłomów stawiałoby jego sens pod znakiem zapytania" - podkreśliła szefowa resortu finansów. Jak przyznała Czerwińska, podczas konsultowania projektu z zapleczem politycznym rządu, najczęściej podnoszoną była kwestia kosztów dla najmniej zarabiających - pisze dziennik. "Rozwiązaliśmy ją, wprowadzając niższą składkę na poziomie 0,5 proc." - powiedziała "DGP"  minister  Czerwińska. Składki dla osób o najniższych dochodach (120 proc. płacy minimalnej) zostały zmniejszone z 2 do 0,5 proc. "W takim przypadku to po stronie pracodawcy i tak pozostanie składka w wysokości co najmniej 1,5 proc." - wyjaśnia dziennik.  Teraz ustawa trafi do  prac w  parlamencie. Rząd chce  uchwalenia ustawy  do końca listopada 2018 r.,  gdyż  tylko wtedy jest szansa, że system ruszy zgodnie z planem, czyli od 1 lipca 2019 r.  Zaś opóźnienie nawet o kilka tygodni spowoduje, że kolejnym terminem będzie początek 2020 r. - donosi gazeta.  Zdaniem dziennika, opozycja natomiast  widzi w PPK  "bardziej pomysł na to, jak wyprowadzić gospodarkę z inwestycyjnej zapaści". Jak przyznała w rozmowie z "DGP" Izabela Leszczyna, posłanka PO, PiS wprowadza "projekt obciążający finansowo kolejne rządy. Szybko dostarczy jednak trochę pieniędzy na rynek kapitałowy, bo kulejące inwestycje to pięta achillesowa naszej gospodarki".  W jej opinii, projekt jest receptą na skutki obniżenia wieku emerytalnego. "Rząd widzi to poniewczasie i szuka wyjścia z dramatycznej sytuacji" - twierdzi posłanka PO.  Według zaś Pauliny Hennig-Kloska, posłanki Nowoczesnej, "jesteśmy za propagowaniem dodatkowych form oszczędzania, ale dużo szczegółowych rozwiązań napawało obawami i zobaczymy, jaka wersja ostanie się w Sejmie.  Pytanie także, jakie są plany rządu dotyczące dalszego losu OFE".  Dziennik prognozuje, iż projekt nie zyska  poparcia Kukiz’15. W opinii Marka Jakubiaka, posła Kukiz’15, "pracownik sam powinien sobie odkładać pieniądze na emeryturę. Robienie czegoś na siłę podnosi koszty pracy i spada na pracodawcę. Wprowadzenie takich rozwiązań przez rządzących jest nieuczciwe".
Konsultacje i uzgodnienia projektu ustawy o PPK trwały niemal pół roku. W tym czasie ponad 50 organizacji, ministerstw i instytucji publicznych zgłosiło do projektu  ponad tysiąc uwag; wiele z nich zostało uwzględnionych - informuje "DGP".  Długotrwałe konsultacje opłaciły się rządowi. To m.in. dzięki nim w Radzie Dialogu Społecznego udało się wypracować pozytywną opinię do projektu, pod którą podpisali się zarówno związkowcy (poza OPZZ),  jak i organizacje pracodawców.

Bez  składek na ubezpieczenia społeczne za kontrahentów, którzy korzystają z ulgi na start
 
Zleceniodawcy nie muszą odprowadzać składek na ubezpieczenia społeczne za kontrahentów, którzy korzystają z ulgi na start, "o ile spełnione są wymienione warunki" – takie stanowisko zajęły wspólnie  Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii oraz resort pracy i ZUS.  Jak wyjaśnia "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 29.08.2018r.), wspólne  stanowisko jest  efektem zamieszania wywołanego niedawną interpretacją gdańskiego oddziału ZUS w sprawie przepisów dotyczących ulgi na start.  Ponadto,  ZUS wyjaśnił  w oddzielnym komunikacie, że umowy: agencyjna, zlecenia albo o świadczenie usług "mogą być traktowane jako wykonywane w ramach prowadzonej działalności pod dwoma warunkami. Po pierwsze, umowa musi odpowiadać swoim zakresem przedmiotowi prowadzonej działalności. Po drugie, osiągane korzyści są opodatkowane jako przychód z działalności gospodarczej". Zdaniem ZUS, w takim przypadku "umowy cywilnoprawne nie stanowią odrębnego tytułu do ubezpieczeń społecznych. Z kolei zleceniodawcy nie mają obowiązku odprowadzania składek z tego tytułu za kontrahentów, którzy korzystają z ulgi na start" - informuje gazeta.   ZUS ustosunkował się bowiem do zapytania przedsiębiorcy, zamierzającego korzystać z usług kontrahentów, którzy skusili się na to rozwiązanie - pisze dziennik. Według "DGP",  "pytający chciał się upewnić, czy może wypłacać takim osobom środki za zlecone im prace w oparciu o wystawione przez nie faktury i czy nie będzie musiał odprowadzać składek zusowskich". ZUS jednak uznał,  że "przedsiębiorca korzystający z ulgi na start jest traktowany jak zleceniobiorca. Co oznacza, że podejmując współpracę z taką osobą, powinno się odprowadzić składki na ubezpieczenia społeczne od wypłaconego jej wynagrodzenia".  Jeremi Mordasewicz, ekspert ubezpieczeniowy z Konfederacji Lewiatan  komentuje  w "DGP", iż "to, czego chce ZUS, to próba ograniczenia funkcjonowania firm. Zakład bowiem próbuje literalnie odczytać przepisy, zamiast się zastanowić nad ich celowością. A ulga na start miała zachęcić do legalizowania działalności".  Według Mordasewicza,  w związku z nową interpretacją na przedsiębiorców "padł blady strach".  Ekspert przyznaje, iż Lewiatan otrzymał  już "kilka pytań od firm informatycznych wykonujących usługi na rzecz innych podmiotów. I wszyscy mają wątpliwości, czy za skorzystanie z usług osoby korzystającej z ulgi na start na końcu nie będą musieli zapłacić dodatkowych składek".  Z kolei Czesława Senik  ze  Stowarzyszenia Poszkodowanych Przedsiębiorców RP przyznaje w gazecie,  iż organizacja  ta  nie ma "zaufania ani do decyzji, ani do indywidualnych interpretacji wydawanych przez ZUS. I dlatego w tej instytucji są potrzebne tak głębokie zmiany jak w przypadku polskich sądów. I właśnie z tego powodu liczymy we wrześniu na spotkanie z nowym rzecznikiem przedsiębiorców, na którym będziemy chcieli podnieść sprawę zmiany podejścia do nas przez ZUS". 
"DGP" pisze, iż według wspólnego stanowiska Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii oraz Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz  ZUS , zleceniodawcy nie mają obowiązku odprowadzania składek na ubezpieczenia społeczne za kontrahentów, którzy korzystają z ulgi na start w ramach prowadzonej działalności.

Emeryt i rencista od 1 września br. z niższym limitem dodatkowych zarobków

Od 1 września br. obowiązują  nowe,  niższe limity dla emerytów i rencistów. Łatwiej  będzie stracić świadczenie - ostrzega "Wirtualna  Polska"(www.wp.pl z 26.08.2018 r.). Portal wyjaśnia, ze w związku ze spadkiem przeciętnej  pensji (kwartał do kwartału) ZUS obniżył limit pieniędzy, które bez obaw o swoje świadczenia zarabiać mogą emeryci i renciści. Jeżeli więc do  końca sierpnia 2018 r.  każdy rencista i każdy emeryt "na specjalnych zasadach" (pobierający "pomostówkę” czy świadczenie kompensacyjne) mógł miesięcznie dorobić sobie 3263 zł brutto, to począwszy od 1 września 2018 r.  kwota limitu spadła do 3164,8 zł. W sytuacji gdy  emeryt lub rencista tę kwotę przekroczy,  ZUS zacznie obniżać mu wypłacane świadczenie. Natomiast jeśli będzie  zarabiać więcej niż 5877,4 zł  brutto - pisze "Wp.pl" -  wówczas ZUS zawiesi  mu całkowicie wypłatę pieniędzy. Organ rentowy ma prawo podjąć takie decyzje wobec osób, które otrzymują emeryturę, emeryturę pomostową, nauczycielskie świadczenie kompensacyjne lub rentę.
ZUS za  przychód uznaje wszelkie rodzaje umów (umowę o pracę, agencyjną, po umowę o dzieło), wynagrodzenia z tytułu pełnienia służby lub funkcji (żołnierze, funkcjonariusze, politycy, członkowie rad nadzorczych), a także pracę za granicą i różnego rodzaju stypendia - podaje portal.
Według "Wirtualnej Polski",  każda złotówka, o którą będzie przekroczony limit, zmniejszy  świadczenie z ZUS,  ale tylko do momentu, w którym różnica między  przychodami a limitem sięgnie w przypadku emerytur i rent z tytułu całkowitej niezdolności do pracy-582,38 zł; w przypadku rent z tytułu częściowej niezdolności do pracy - 436,82 zł; w przypadku rent rodzinnych - 495,06 zł. Są to tzw. maksymalne kwoty zmniejszenia.
Limity nie dotyczą natomiast emerytów, którzy w tym samym czasie pobierają emeryturę i pracują, ale już osiągnęli wiek emerytalny i mogą pochwalić się pełnym stażem pracy,   a  praca na emeryturze pozwala im zwiększyć comiesięczną otrzymywaną z ZUS kwotę - donosi portal. Ponadto, ZUS nie ma także prawa zmniejszyć świadczeń osobie, która otrzymuje rentę w związku ze śmiercią żołnierza  na  służbie.  Jednak osoby, które po przejściu na emeryturę zamierzają nadal pracować w tym samym miejscu, powinny rozwiązać umowę z pracodawcą, zacząć pobierać emeryturę i podjąć pracę  na nowo. Inaczej ZUS  zawiesi wypłacanie pieniędzy; bez znaczenia jest wysokość pensji emeryta.

Rząd   sfinansuje  świadczenia  przedemerytalne z FGŚP  ?

Według "Dziennika Gazety Prawnej" (Nr z 27.08.2018 r.), w ciągu 2 lat  rząd ma wydać 4,6 mld zł ze środków Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych (FGŚP) na cele niezgodne z ich przeznaczeniem. Składki  odkładane na wypłaty  pensji  w razie bankructwa firm  mają  sfinansować  świadczenia przedemerytalne, wynagrodzenia młodocianych oraz staże czy specjalizacje pracowników medycznych. W bieżącym roku "rządzących znów skusiła nadwyżka odłożona na koncie FGŚP (2,4 mld zł wolnych środków na koniec 2018 r. według planu finansowego funduszu). W tym roku rząd finansuje z niej wypłatę świadczeń przedemerytalnych (pochłoną 2,1 mld zł)” - pisze gazeta. I tak,  Bogdan Grzybowski, dyrektor wydziału polityki społecznej OPZZ twierdzi, że nie można ze środków gromadzonych przez wszystkich pracowników dopłacać do zatrudnienia tylko jednej, wybranej grupy zawodowej Z kolei Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan zauważa,  iż "rząd traktuje  zgromadzone na FGŚP, a także na Funduszu Pracy jako zaskórniaki", z których można podbierać pieniądze w razie potrzeby. Zdaniem eksperta, FGŚP to rodzaj „bezpiecznika”, na którym powinno być zgromadzone co najmniej 1 mld zł  - twierdzi dziennik. Ekspert proponuje, aby w czasie koniunktury, gdy wypracowywana jest nadwyżka, rządzący  zawiesili pobieranie składki na FGŚP i obniżyli składkę na Fundusz Pracy (FP), np. z 2,45 proc. do 1 proc. Dzięki temu w portfelach zatrudnionych zostałoby więcej pieniędzy, więc spełnione byłyby ich rosnące oczekiwania płacowe. W opinii Mordasewicza, "taka decyzja zrekompensowałaby też inne zmiany, które oznaczają wzrost kosztów pracy – likwidację limitu składek ZUS oraz wprowadzenie pracowniczych planów kapitałowych”. Rząd zdecydował jednak, że lepszym rozwiązaniem będzie wydanie środków odkładanych przez pracowników na łatanie dziur w budżecie – donosi dziennik.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT