Rząd przyjął projekt noweli, znoszącej limit wynagrodzeń z odprowadzania składki do ZUS

Rada Ministrów przyjęła nowelizację ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych - donosi "Rzeczpospolita"(Nr z 31.10.2017 r.). Projekt nowej regulacji przewiduje, że już od  1 stycznia 2018 r. osoby zarabiające rocznie powyżej 30 krotności przeciętnego wynagrodzenia zapłacą więcej składek do ZUS - pisze gazeta. Zdaniem  Andrzeja Radzisława, radcy prawnego z  kancelarii LexConsulting.pl,  wyższe składki dotkną osoby lepiej zarabiające, a  więc administrację państwową, samorządową, członków rad nadzorczych oraz osoby, które "na rynku prywatnym mają zarobki na poziomie 10 tys. zł brutto" -  podaje dziennik. Natomiast w  firmach prywatnych  -  tłumaczy w "Rz" Andrzej Radzisław  - sposobem na uniknięcie wyższych składek może być rezygnacja z etatu  i założenie własnej działalności gospodarczej.  W opinii Radzisława,  nowelizację odczują sami pracodawcy. "Obecnie jeśli ktoś przekraczał ustawowy limit 30-krotności to od następnego miesiąca  do końca roku nie były opłacane za niego składki emerytalno-rentowe".  Natomiast od stycznia 2018 r. - podaje dziennik -   składki  powyżej 30 krotności przeciętnego wynagrodzenia będą odprowadzane  i faktycznie zwiększą  koszty zatrudnienia ogółem.
Aby zmiany mogły wejść w życie z początkiem przyszłego roku, muszą zostać uchwalone do końca listopada br.

Nowa regulacja  może "przepchnąć"  zamożnych etatowców w samozatrudnienie

Zdaniem Marcina  Zielenieckiego, wiceministra rodziny, pracy i polityki społecznej,  ubezpieczenia społeczne mają służyć zrekompensowaniu zarobku utraconego w wyniku doznania jakiegoś zdarzenia losowego - pisze "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 30.10.2017 r.).   Stąd   "ograniczenia maksymalnej rocznej podstawy wymiaru składek nie stosuje się (...)  w ubezpieczeniu chorobowym, wypadkowym i zdrowotnym.  Natomiast w  przypadku ubezpieczeń emerytalnego i rentowego, osoby, które osiągają przychody powyżej 30-krotności przeciętnego wynagrodzenia rocznie, czyli ponad 10 tys. zł miesięcznie, mają dochód utracony w wyniku zaprzestania pracy, np. po osiągnięciu wieku emerytalnego rekompensowany   tylko częściowo" - podaje dziennik.
Obecnie funkcjonujące rozwiązania powodują  więc,  że  w  ubezpieczeniach  emerytalnych  brak  jest  pełnej ekwiwalentności. Nie   zmienia to jednak faktu, że osoba, która traci pracę po osiągnięciu wieku emerytalnego, dostaje w świadczeniu tylko część niegdyś pobieranych pensji - zaznacza gazeta. Zdaniem  Pawła Wojciechowskiego,  ekonomisty ZUS,   znosząc limit 30-krotności, poszerza się progresywność obciążeń dochodów (im dochód większy, tym większe obciążenie) - podkreśla "DGP". "Ale tylko dla umów o pracę, bo w przypadku działalności gospodarczej nadal będzie można płacić 19-proc. PIT i ryczałtowy ZUS".  W opinii Wojciechowskiego, dlatego też umowy o pracę "przestaną być atrakcyjne dla osób dobrze zarabiających, ponieważ  będą one  musiały płacić składki od całości swoich dochodów i jeszcze 32-proc. podatek". Stąd  zniesienie limitu składek emerytalnych może przepchnąć zamożnych etatowców w samozatrudnienie.
M. Zieleniecki podkreśla w   dzienniku, że   Fundusz Ubezpieczeń Społecznych (FUS) jest  obecnie  w    dobrej  sytuacji ekonomicznej. Jest to  efektem różnych zjawisk - z  jednej strony   spadku bezrobocia, a   z drugiej strony wzrostu wynagrodzeń. Wydatki   FUS są w niemal 80 proc. pokrywane z wpłacanych składek - informuje  gazeta.

Zniesienie  limitu składek emerytalnych  zmniejszy  wpływy  z podatku dochodowego 

Z  projektu  nowelizacji ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych,  zakładającego  zniesienie  ograniczenia rocznej podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe do trzydziestokrotności prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia wynika, że tylko w 2018 r. resort pracy liczy na 5,4 mld zł  dla sektora finansów publicznych -  podaje "Puls Biznesu"(Nr z 31.10.2017 r.), powołując się   na   PAP Biznes. 
Zniesienie tego ograniczenia spowoduje bowiem  wzrost wpływów składkowych do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS). Ponadto,  według autorów projektu  regulacji,  zwiększą się również wpływy składkowe do Funduszu Rezerwy Demograficznej (FRD)  oraz kwoty składek odprowadzanych do otwartych funduszy emerytalnych  - pisze gazeta. Składka na ubezpieczenia emerytalne i rentowe będzie odprowadzana od całości przychodu, a więc analogicznie jak w przypadku ubezpieczenia chorobowego i wypadkowego.
Z kolei, "zwiększenie kwot składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe spowoduje także zmniejszenie wpływów na ubezpieczenie zdrowotne oraz zmniejszenie wpływów z podatku dochodowego" - zakładają autorzy projektowanej regulacji. I tak, zmniejszenie wpływów z podatku dochodowego od osób prawnych (CIT) oraz od osób fizycznych (PIT) wpłynie bezpośrednio na spadek dochodów jednostek samorządu terytorialnego - informuje "PB".  Z  drugiej strony,  "większe składki na ubezpieczenie emerytalne spowodują wzrost składek zewidencjonowanych na kontach oraz na subkontach ubezpieczonych, a w konsekwencji stopniowy wzrost wydatków na emerytury wyliczane według nowych zasad" - informuje dziennik. Według wyliczeń zmiany dotkną ok. 350 tys. osób.
W ocenie  Mateusza  Morawieckiego,  wicepremiera, ministra finansów i rozwoju, propozycja resortu pracy  jest  propozycją  budującą  "system solidarnościowy" - podaje dziennik.

Aktywa IKE i  IKZE po I połowie 2017 r. na poziomie 8,8 mld zł

Coraz więcej pieniędzy wpłacamy do trzeciego filara emerytalnego - donosi "Rzeczpospolita"(Nr z 02.11.2017 r.). W opinii  dziennika,  "oszczędności powoli rosną, ale i tak są dużo za niskie". I tak,  na koniec I półrocza 2017 r.  Polacy  zgromadzili 8,8 mld zł. na kontach  w  IKE i  IKZE. Według danych  Komisji Nadzoru Finansowego (KNF),   indywidualne konto emerytalne (IKE) na   koniec czerwca br. posiadało 932,5 tys. osób, wobec 867,8 tys. rok temu. Natomiast  mniej ludzi -  664,1 tys. -  miało indywidualne konto zabezpieczenia emerytalnego (IKZE), podczas gdy na koniec czerwca 2016 r. było to 613,9 tys. osób – podaje gazeta. "Rz" zauważa, iż  chociaż  liczba kont IKE i IKZE dynamicznie rośnie, to  nie jest  jednak imponująca. Jak tłumaczy w  dzienniku  Paweł Mizerski, wiceprezes AXA TFI, jest to "ciągle produkt niszowy, choć atrakcyjny. Nie tylko ze względu na możliwość odliczenia środków przelanych na  IKZE od podstawy opodatkowania, ale również, w przypadku funduszy inwestycyjnych, ze względu na zwykle niższe koszty ponoszone przez uczestników".
Według "Rzeczpospolitej",  wartość rynku IKE na koniec czerwca br. wyniosła 7,5 mld zł, co oznacza wzrost o 24,6 proc. rok do roku. Z kolei  aktywa w IKZE w analogicznym czasie  2017 r. kształtowały się  na poziomie  1,3 mld zł, czyli o 73,8 proc. więcej niż rok wcześniej .

Pracownicy  sektora publicznego z   Planem Budowy Kapitału ?

Od 2020 r. sfera budżetowa miałaby zostać objęta nową formą pracowniczego oszczędzania na emeryturę - przewiduje robocza wersja  projektu ustawy o Pracowniczych Planach Kapitałowych (PPK), które są jednym z najważniejszych elementów Planu Budowy Kapitału wicepremiera Mateusza Morawieckiego - informuje "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 0.2.11.2017 r.).  Poza systemem znajdą się zaś służby mundurowe, prokuratorzy i sędziowie, mający własne systemy świadczeń. I tak,  zdaniem Małgorzata Rusewicz, szefowej  Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych (IGTE), to " bardzo dobra propozycja".  Z kolei według Wiesławy Taranowskiej  z OPZZ, "każda forma dodatkowego oszczędzania na emerytury jest dobra. Pytanie, czy ludzi na to stać". 
Robocza wersja projektu przewiduje - pisze gazeta -  że podstawowa składka po stronie pracownika wyniesie 2 proc. wynagrodzenia, a po stronie pracodawcy – 1,5 proc. Udział  w PPK ma być domyślny, czyli pracodawcy będą mieli obowiązek zapisać do PPK wszystkich pracowników, ale każdy z nich będzie mógł z tego zrezygnować - podaje "DGP". Natomiast  pracownicy budżetówki mieliby być włączeni do programu na ostatnim etapie jego wprowadzania, razem z pracownikami firm liczących poniżej 20 osób. Wcześniej do programu mieliby  przystępować inni zatrudnieni, począwszy od tych z największych firm. Ponadto, z uwagi na liczbę pracowników sfery budżetowej,  korzyści z ich włączenia do PPK  mogą być duże. Dlatego z takim entuzjazmem podchodzą do pomysłu włączenia budżetówki do PPK przedstawiciele instytucji finansowych - twierdzi gazeta.  Dziennik zauważa, że  nie wiadomo jednak , czy resort liczy się z podwyżką funduszu płac w budżetówce, aby pokryć rosnące koszty po stronie pracodawcy . Z wyliczeń resortu finansów wynika bowiem - informuje "DGP" - że "łączne koszty budżetowe objęcia pracowników sektora publicznego Planem Budowy Kapitału wyniosą około 3 mld zł". Ponadto, "konstrukcja obecnie funkcjonujących Pracowniczych Programów Emerytalnych powoduje też, że pracodawcy publiczni w zasadzie do nich nie przystępują, bo byłoby to sprzeczne z rekomendacjami resortu finansów w sprawie ograniczania wydatków." - podkreśla gazeta.
W ocenie prof. Marka Góry, współautora reformy emerytalnej z 1999 r., " w praktyce oznacza to zrzucenie się przez resztę pracujących Polaków na tych oszczędzających dodatkowo w budżetówce. Na pytanie, czy to dobrze, czy źle, odpowiedź nie jest łatwa, ale podejmując decyzję, należy mieć świadomość tego faktu".
W sferze budżetowej pracuje 1,5 mln osób, a w całym sektorze publicznym ponad 3 mln. Składki od takiej liczby mogą decydować o sukcesie całego programu. Jego twórcy liczą, że będzie w nim systematycznie oszczędzać połowa zatrudnionych.
Decyzja w sprawie wpisania projektu ustawy do wykazu prac Rady Ministrów ma zapaść  w najbliższym czasie - informuje dziennik. Wprawdzie "niedawno planowano jego wejście w życie na 1 lipca 2018 r., ale jeśli proces przyjmowania ustawy się przeciągnie, ten termin może się przesunąć. Dlatego bardziej realny wydaje się początek 2019 r." - podaje "DGP".

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT