TK: ustawa znosząca limit 30-krotności składek ZUS niekonstytucyjna

Przedsiębiorcy mogą odetchnąć. Trybunał Konstytucyjny (TK) uznał (sygn akt: Kp 1/18l.14.11.2018 r.), że ustawa z 15 grudnia 2017 r. o zmianie ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych oraz niektórych innych ustaw, znosząca limit 30-krotności składek ZUS jest niekonstytucyjna, to jest niezgodna z art. 7 Konstytucji (organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa) - donosi "Rzeczpospolita"(Nr z 15.11.2018 r.). Jednocześnie Trybunał orzekł, iż ustawa ta  jest zgodna z art. 2 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej ("Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej")  - pisze dziennik. Jak podaje gazeta, orzeczenie TK zapadło większością głosów. Przy czym, "wspólne zdanie odrębne do wyroku zgłosili sędziowie: Julia Przyłębska, Zbigniew Jędrzejewski, Michał Warciński".
"Rz" przypomina, iż wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności przepisów  ustawy z konstytucją RP  skierował prezydent Andrzej Duda.
Przypomnijmy, uchwalony  w ekspresowym tempie  przez parlament RP  w połowie grudnia 2017 r. projekt ustawy o zmianie ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych oraz niektórych innych ustaw zakłada zniesienie górnego limitu (sięgającego 30 przeciętnych pensji) składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe, powyżej którego obecnie nie płaci się składek.  Zmiana przepisów miałaby dotyczyć ok. 350 tys. etatowych pracowników i ich pracodawców, od których  przychodów w całości, miałaby być odprowadzana składka na ubezpieczenia emerytalne i rentowe, tak samo jak w przypadku ubezpieczenia chorobowego i wypadkowego. Dzięki temu do ZUS dodatkowo miałoby wpłynąć  ponad 5 mld zł - komentuje dziennik.
Limit 30-krotności przeciętnego wynagrodzenia, ponad który nie są odprowadzane składki, to mechanizm, który miał zabezpieczać przyszłość ZUS. Zgodnie założeniem, brak składek od wysokich wynagrodzeń, to rodzaj bezpiecznika chroniącego system emerytalny przed wypłacaniem ekstremalnie wysokich świadczeń w przyszłości.

Tzw. matczyna emerytura nie będzie przyznawana  automatycznie

Tzw. matczyne emerytury dla kobiet, które urodziły przynajmniej  czworo  dzieci nie będą emeryturą. Ten nowy rodzaj świadczenia   będzie nosił nazwę rodzicielskiego świadczenia uzupełniającego i nie będzie przyznawany automatycznie, ale na wniosek zainteresowanej osoby,  uznaniowo przez prezesa ZUS albo KRUS - podaje "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 09.11. 2018 r.). Przy tym każdy przypadek będzie rozpatrywany oddzielnie,  z uwzględnieniem indywidualnej sytuacji wnioskodawcy.  Świadczenie będzie mogło być przyznawane przez prezesa ZUS, albo prezesa KRUS, jeśli wnioskodawca posiada okresy pracy rolniczej - pisze gazeta. Ponadto,  odmowy nie będzie można zaskarżyć do sądu powszechnego, lecz do sądu administracyjnego. Zaś sąd administracyjny nie będzie mógł świadczenia przyznać, lecz jedynie sprawdzić, czy postępowanie zostało prawidłowo przeprowadzone - informuje dziennik. 
Według "DGP",  rodzicielskie świadczenie uzupełniające ma być przyznawane matce po osiągnięciu 60 lat albo ojcu po osiągnięciu 65 lat. I tak,  kobieta będzie mogła o nie wystąpić, jeśli urodziła i wychowała albo tylko wychowała co najmniej czworo dzieci, natomiast w przypadku mężczyzn warunkiem będzie  "wychowanie co najmniej czworga dzieci w przypadku śmierci matki dzieci albo porzucenia dzieci przez matkę. (...) nie chodzi tylko o dziecko własne, ale także o dziecko współmałżonka lub przysposobione".  Ponadto, podejmując decyzję o przyznaniu matczynej emerytury,  ZUS lub KRUS będzie sprawdzał także m.in. sytuację materialną wnioskodawcy. Jak informuje gazeta, świadczenie będzie mogło być przyznawane, jeśli wnioskodawca nie będzie posiadać dochodu zapewniającego niezbędne środki utrzymania,  lub będzie mieć dochód w postaci emerytury lub renty, ale niższy niż aktualnie obowiązująca wysokość  minimalnej emerytury.  Jednak  nawet osoby bez emerytury czy renty  nie mogą być pewne otrzymania świadczenia matczynego, albowiem projektowana ustawa określa  katalog dochodów, które "ZUS/KRUS weźmie pod uwagę jako te, które mimo braku emerytury bądź renty pozwalają się utrzymać. Chodzi np. o dochody z gospodarstwa rolnego, wynajmu pokoi i te uzyskiwane za granicą"- podaje „DGP". Dochody te oceni  ZUS (KRUS),  sprawdzając,  czy zapewnią one wnioskodawcy środki niezbędnego utrzymania, czy też nie. Podobnie jak i brak dochodu nie zagwarantuje  wypłaty świadczenia rodzicielskiego, gdyż "organ przed wydaniem decyzji dotyczącej danej osoby przeprowadzi postępowanie   i  zbada jej sytuację". Co istotne,  do wniosku o przyznanie świadczenia trzeba będzie dołączyć nie tylko akty urodzenia dzieci – na potwierdzenie spełnienia podstawowego warunku, ale także oświadczenia o sytuacji rodzinnej,  zatrudnieniu czy innej działalności  zarobkowej.

"Biedaemerytury” dla samozatrudnionych Polaków ?

Osoby samozatrudnione stoją przed perspektywą  głodowych  emerytur, zaś nowa regulacja emerytalna niewiele w ich sytuacji  zmieni - ostrzega "Gazeta Wyborcza"(Nr z 09.11.2018 r.). Dziennik tłumaczy, iż  osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą z woli ustawodawcy  nie będą bowiem mogły oszczędzać w nowo utworzonych  pracowniczych planach kapitałowych (PPK), a wprowadzone dla nich niejako "w zamian"   wyższe limity wpłat w dobrowolnych IKZE nie uratują  ich przed marnymi emeryturami. Dlaczego ? Ponieważ  duża część samozatrudnionych od dawna odprowadza do  ZUS  najniższe składki na obowiązkowe ubezpieczenia społeczne (minimalna podstawa wymiaru składek wynosi 60 proc. średniej pensji). Zdaniem   "Wyborczej", w  konsekwencji  emerytury tych osób wypłacane przez ZUS będą niskie, często na poziomie emerytury minimalnej. Jak podaje  gazeta, obecnie przeciętna emerytura polskiego tzw.  mikroprzedsiębiorcy jest już  o 18 proc.  niższa od średniej emerytury krajowej  wypłacanej przez ZUS.  Tak więc  sytuacja emerytalna osób prowadzących działalność gospodarczą pod względem wysokości wypłacanych świadczeń prezentuje się mniej korzystnie niż pracowników – twierdzi dziennik.
Zdaniem Łukasza Kozłowskiego, głównego ekonomisty  w Federacji Przedsiębiorców, "jeśli samozatrudnieni ograniczą się wyłącznie do płacenia obowiązkowych składek, ich emerytury w przyszłości będą na poziomie zbliżonym do minimalnych świadczeń" - informuje "GW".

Wraz z odpływem z Polski ubezpieczonych w ZUS cudzoziemców    spadną dochody  ZUS

W III kwartale 2018 r. liczba osób ubezpieczonych w ZUS wzrosła zaledwie o 12 tys. 750 osób, a wiec najmniej od 4 lat. Jak informuje "Bankier.pl"(www.bankier.pl z 09.11.2018 r.), ten niewielki przyrost ubezpieczonych "jest w całości zasługą napływu cudzoziemców, głównie Ukraińców, na polski rynek pracy, ponieważ liczba składkujących Polaków spadła". Jednak fala nowych pracowników ze Wschodu  systematycznie maleje - pisze portal -  i może to wkrótce  odczuć zarówno  ZUS, jak i budżet państwa.  W okresie lipiec-wrzesień 2018 r. liczba ubezpieczonych w ZUS cudzoziemców zwiększyła się tylko o 27 941 osób, a za 80 proc. przyrostu odpowiadali Ukraińcy. Na koniec III kw. 2018 r.  ubezpieczeniami społecznymi nad Wisłą było objętych 425,7 tys. obywateli Ukrainy. Następuje jednak osłabienie imigracji do Polski. Zdaniem  Łukasza Kozłowskiego, głównego ekonomisty Federacji Przedsiębiorców Polskich,  jest to bardziej efekt ochłodzenia gospodarczego niż braku rąk do pracy -  podaje "Bankier.pl". Zaś  pracodawcy obawiają się, że wkrótce pracujący w Polsce Ukraińcy przeniosą się na Zachód, ponieważ swój rynek pracy otworzą dla nich Niemcy. Jak przyznaje w portalu Katarzyna Niemyjska, Dyrektor Departamentu Prawa i Legislacji Związku Przedsiębiorców i Pracodawców,
" Niemcy dzisiaj przygotowują się do otwarcia swojego rynku dla pracowników spoza Unii Europejskiej. Rząd niemiecki chce bowiem zwiększyć napływ wykwalifikowanej siły roboczej i dostosować go do potrzeb rynku pracy – nadrzędnym celem jest tutaj zabezpieczenie pracowników z wykształceniem zawodowym".  Jeżeli więc przewidywania  ZPP się ziszczą, to z polskiego rynku pracy odpłynie 500 tys. pracowników z Ukrainy. I "część z nich, która jest obecnie objęta ubezpieczeniami społecznymi nad Wisłą, przestanie zatem odprowadzać składki" do ZUS.
Według portalu, od stycznia do sierpnia br.  wpływy ze składek  pokrywały niemal 80 proc. środków na  wypłaty świadczeń z ZUS. "Dzięki temu ZUS potrzebował mniejszego wsparcia z budżetu państwa na wypłatę świadczeń i zdecydował o zablokowaniu 8,5 mld zł dotacji z państwowej kasy". Zaś wraz ze spowolnieniem gospodarczym dochody ZUS przestaną szybko rosnąć   a  wydatki na świadczenia dalej „będą pęczniały” - ostrzega "Bankier.pl".

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT