Rażące niedbalstwo kierowcy z polisą AC zwalnia firmę ubezpieczeniową z wypłaty odszkodowania

Schylenie się kierowcy  po telefon w trakcie jazdy samochodem to rażące niedbalstwo, które zwalnia firmę ubezpieczeniową z odpowiedzialności za skutki spowodowanego przez niego  wypadku – orzekł Sąd Rejonowy w Gliwicach. Zdaniem SR, kierowca  ten całkowicie zlekceważył fakt, iż miejski ruch uliczny charakteryzuje się wysokim stopniem dynamiki, a poruszanie się pojazdem wiąże się z koniecznością zachowania pełnej ostrożności i zasad tzw. "ograniczonego zaufania" w stosunku do innych uczestników ruchu - informuje "Rzeczpospolita"(Nr z  02.06.2015 r.).
Sąd w Gliwicach rozpatrywał sprawę  mężczyzny, który domagał się zasądzenia 13,6 tys. zł odszkodowania od towarzystwa ubezpieczeń  za wypadek drogowy, którego był sprawcą. Powód posiadał polisę autocasco wystawioną przez ubezpieczyciela, którego pozwał, a który  odmówił mu wypłaty, wskazując, że w sprawie wystąpiło rażące niedbalstwo. Zakład ubezpieczeń  za takie niedbalstwo uznał  sięganie po telefon komórkowy, który upadł w czasie jazdy na podłogę po stronie pasażera, podczas gdy  w tym czasie jego auto uderzyło w samochód jadący przed nim - pisze dziennik. Według gazety, do wypadku doszło w godzinach porannego szczytu komunikacyjnego przy padającym deszczu.
"W pozwie mężczyzna przekonywał, że nie naruszył reguł prawidłowego zachowania się w danej sytuacji w sposób drastyczny, a schylenie się po telefon stanowiło działanie odruchowe, tj. dokonane bez zastanowienia, spontanicznie" - podaje "Rz". Natomiast w ocenie ubezpieczyciela, "do szkody doszło na skutek rażącego niedbalstwa kierującego, który nie przestrzegając przepisów ruchu drogowego oraz wbrew zdrowemu rozsądkowi zaprzestał obserwacji drogi, co zgodnie z zapisem Ogólnych Warunków Ubezpieczenia, zwolniło ją z odpowiedzialności za skutki zdarzenia". Ponadto, w  opinii towarzystwa,  za odmową wypłaty odszkodowania przemawia treść art. 827 § 1 k.c.  "w którym jest mowa o zwolnieniu ubezpieczyciela z odpowiedzialności za skutki zdarzenia wywołane rażącym niedbalstwem ubezpieczającego". Sąd podzielił zdanie ubezpieczyciela i ocenił zlekceważenie przez powoda  konieczności zachowania elementarnych zasad ostrożności podczas jazdy jako "drastyczne naruszenie reguł kierowania pojazdem, które można porównać do zamknięcia oczu w czasie jazdy'".

Pokrzywdzony pacjent może ubiegać się o odszkodowanie,  o zadośćuczynienie z tytułu doznanej krzywdy, a także o rentę...


Wszyscy prowadzący placówki medyczne mają obowiązek posiadania ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej z tytułu szkód powstałych w związku ze świadczeniem usług medycznych - przypomina "Rzeczpospolita"(Nr z 30.05.2015 r.). Dlatego z roszczeniem można się udać bezpośrednio do ubezpieczyciela, w którym dana placówka wykupiła polisę - pisze dziennik. I tak, "poszkodowany zasadniczo powinien udowodnić trzy rzeczy: szkodę (np. uszczerbek na zdrowiu), winę sprawcy (lekarza, personelu) oraz adekwatny związek przyczynowy między wyrządzoną szkodą a działaniem lub zaniechaniem ze strony lekarza lub personelu pomocniczego". Oprócz dokumentacji,  zeznań poszkodowanego  oraz świadków w procesie sądowym - podaje gazeta -  koronnym dowodem jest opinia biegłego sądowego, lekarza o specjalności odpowiadającej konkretnej sprawie. Natomiast w orzecznictwie przyjęło się - twierdzi w dzienniku mec. Paweł Brzezicki z kancelarii adwokackiej - iż w przypadku zakażeń  szpitalnych, "pacjent nie musi dowieść, że do zakażenia doszło w danej placówce (co na ogół jest niemożliwe), lecz jedynie uprawdopodobnić ten fakt w wysokim stopniu".   Jeżeli w wyniku błędu medycznego  poszkodowany utracił zdolność do pracy,  zwiększyły się jego potrzeby bądź zmniejszyły widoki powodzenia na przyszłość, może on  się ubiegać nie tylko o odszkodowanie, ale również o zadośćuczynienie z tytułu doznanej krzywdy, a także rentę - zauważa gazeta. "Rz" podkreśla, iż nie zawsze  za pogorszenie stanu zdrowia pacjenta w szpitalu odpowiada lekarz. "Powikłania operacyjne zdarzają się i będą się zdarzać. (...)  Powoływani w procesach biegli często wskazują, że dane powikłanie mieści się w ramach ryzyka operacyjnego (...) Pacjent, co jest absolutnie kluczowe, bierze na siebie ryzyko tych powikłań, jeżeli został poinformowany o możliwości ich wystąpienia i wyraził zgodę na zabieg."
Jak podaje gazeta, w  2014 r. do Biura Rzecznika Ubezpieczonych wpłynęło 65 skarg, w których podstawą roszczeń odszkodowawczych były szeroko rozumiane błędy medyczne (w 2013 r. – 76). Najczęściej skargi dotyczyły diagnostyki, zabiegów i operacji oraz stomatologii.  Zdaniem Krystyny Krawczyk,  dyrektora  Biura Rzecznika Ubezpieczonych, " ubezpieczyciele często prezentują zdecydowanie usztywnione stanowisko na „nie". (...) Mimo obowiązku przeprowadzenia we własnym zakresie postępowania wyjaśniającego, towarzystwa co do zasady nie kwapią się do szczegółowego badania zasadności zgłaszanych roszczeń. Oczekują, że odbędzie się to z inicjatywy i na koszt poszkodowanego pacjenta, skoro to on jest beneficjentem roszczenia".

KNF i prokuratura mogą inaczej interpretować definicję czynności ubezpieczeniowej

Prokuratura nie chce ścigać za quasi ubezpieczenia - donosi "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 28.05.2015 r.). Według gazety, łódzka prokuratura  umorzyła dochodzenie w sprawie Rainbow Tours,  uznając, że umowy gwarancji zwrotu kosztów w przypadku rezygnacji z podróży są umowami cywilnoprawnymi podobnymi do umów ubezpieczenia i dlatego też   na ich sprzedaż jest niepotrzebne zezwolenie Komisji Nadzoru Finansowego (KNF).  Według zaś wykładni KNF  - podaje dziennik - działalnością ubezpieczeniową  jest  świadczenie odpłatnej usługi poprzez zapewnienie klientowi ochrony przed skutkami zdarzeń losowych.  Ponadto, nadzór  ostrzega, iż  jeśli dowie się, że jakaś firma oferuje takie umowy, złoży wówczas zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa i wpisze ów  podmiot na listę ostrzeżeń publicznych. Na przykład na listę ostrzeżeń publicznych trafił ostatnio T-Mobile za oferowanie usługi "Bezpieczne urządzenie", którą uważa nadzór za rozszerzoną gwarancję - przypomina gazeta. Zdaniem "DGP", wątpliwości bywają  również w przypadku ubezpieczeń lekowych. Produkt wydawany jest bowiem  przez farmaceutę, który nie posiada zezwolenia na działalność ubezpieczeniową. A  jak twierdzi dziennik, powołując się na  Krzysztofa Bakę , radcę prawnego Naczelnej Izby Aptekarskiej, jest to czynność ubezpieczeniowa, polegająca  na wypłacie świadczeń z umowy ubezpieczenia.
Natomiast  Diana Bożek, prawniczka specjalizująca się w prawie ubezpieczeniowym podkreśla, iż   KNF i prokuratura mogą inaczej interpretować przepisy, gdyż ustawowa definicja czynności ubezpieczeniowych nie jest jasna. Według Bożek,  sama nazwa "gwarancja" nie wystarczy, by mówić, że nie jest to ubezpieczenie, albowiem  w  gwarancji zwrotu kosztów jest składka, jest ryzyko oraz świadczenie, a więc elementy definicji umowy ubezpieczenia.

Potrzebna ustawa regulująca działalność kancelarii  odszkodowawczych 

Kancelarie odszkodowawcze nie zawsze pomagają klientom towarzystw. "Niekiedy szkodzą" - ostrzega "Rzeczpospolita" (Nr z 03.06.2015 r.). Zaniżanie przez ubezpieczycieli odszkodowań i zadośćuczynień, szczególnie w sytuacjach, gdy w wypadku ucierpiał człowiek, stało się plagą. Wykorzystują to firmy , które bardzo często skutecznie dochodzą należnych poszkodowanym  świadczeń w procesie sądowym, do którego dochodzi, gdy " ubezpieczyciel bezzasadnie nie uznaje swojej odpowiedzialności lub zaniża odszkodowanie" - pisze dziennik, powołując się na Justynę Halaś, dyrektora biura w Polskiej Izbie Doradców i Pośredników Odszkodowawczych. Według gazety, szczególnie atrakcyjne dla kancelarii są szkody osobowe wynikłe z wypadków komunikacyjnych, gdzie  kwoty zadośćuczynień i odszkodowań sięgają kilkuset tys. zł.  A  pomimo wdrożenia Wytycznych Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), wielu poszkodowanych wciąż skarży się także na zbyt niskie odszkodowania za zniszczone lub uszkodzone pojazdy. Na rynku rośnie zaś liczba kancelarii odszkodowawczych, ich klientów oraz wygrywanych przez nie spraw - podkreśla gazeta. W opinii "Rz",  udzielanie pełnomocnictw kancelariom odszkodowawczym  niesie ze sobą jednak zagrożenia,  m.in. "brak nadzoru nad tym segmentem czy brak obowiązku posiadania ubezpieczenia OC (...) namawianie poszkodowanych do podpisania umowy bezpośrednio po wypadku". Z kolei Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU) zauważa, iż  niebezpiecznym procederem jest przekazywanie przez ubezpieczycieli odszkodowań bezpośrednio na konto kancelarii, ponieważ "w  takiej sytuacji środki klientów nie są w żaden sposób zabezpieczane" - twierdzi dziennik. Zdaniem  Krystyny Krawczyk, dyrektora  Biura Rzecznika Ubezpieczonych,  działalność kancelarii odszkodowawczych powinna zostać uregulowana ustawą.

PZU rozpoczął przejmowanie banków

Grupa PZU inwestuje w  sektorze bankowym. Jak informuje "Gazeta Wyborcza" (Nr z 01.06.2015 r.),  lider  polskich ubezpieczeń  podpisał wstępną umowę na nabycie  pakietu  25 proc. akcji Alior Banku z "luksemburską spółką, za której pośrednictwem włoski holding przemysłowy Carlo Tassara kontroluje ćwiartkę własności Aliora"  Wartość transakcji wyniesie 1,63  mld zł - podaje "GW". Według gazety, dla blisko 3 mln klientów banku niewiele to zmieni,  albowiem, " jest niemal pewne, że nie zmieni się ani zespół zarządzający bankiem, ani jego strategia, rola nowego inwestora strategicznego zaś będzie się sprowadzała do pilnowania, by biznes przynosił coraz większe kokosy. Może będzie w Aliorze więcej ubezpieczeniowych ofert ze stajni PZU". Zmiany mogłyby czekać klientów Aliora dopiero wtedy, gdyby PZU przejął też jakieś inne banki i zechciał je łączyć z Aliorem. A  PZU chce kupić kolejne dwa banki jeszcze w tym roku - pisze dziennik. Najbardziej prawdopodobne jest przejęcie dwóch wystawionych na sprzedaż banków, czyli BPH i Raiffeisen Polbanku. Według "GW", która powołuje się na Reuters'a,   PZU złożył ofertę zakupu Raiffeisena. Z kolei  Andrzej Klesyk, prezes ubezpieczeniowej grupy  w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej" przyznał, iż kierowana przez niego firma  chce konsolidować sektor bankowy w Polsce." Banki chcemy kupić jeszcze w tym roku, a cała operacja powinna trwać nie dłużej niż dwa, trzy lata" –  oświadczył szef Grupy PZU. 

Ucieczka z miejsca wypadku w Wielkiej Brytanii  kosztowała  Polaka  ponad 325 tys. zł 

Nieznajomość języka nie tłumaczy Polaka, który zbiegł z miejsca wypadku spowodowanego w Wielkiej Brytanii. Ma on zwrócić ubezpieczycielowi całe odszkodowanie wypłacone poszkodowanemu z polisy OC - donosi "Rzeczpospolita"(Nr z 29.05.2015 r.). Sąd Okręgowy w Olsztynie (sygn. akt: I C 458/14)  zobowiązał bowiem  sprawcę stłuczki do zwrotu ponad 312 tys. zł odszkodowania i 23,3 tys. zł kosztów procesu - informuje dziennik.
Według gazety, Tomasz P., który jechał autem pożyczonym od brata,  po zderzeniu "zatrzymał się wprawdzie na moment, ale nie podjął próby nawiązania kontaktu z kierowcą drugiego pojazdu i odjechał z miejsca zdarzenia" .  Sprawca wypadku zgłosił się na policję dopiero następnego dnia i otrzymał do zapłaty grzywnę  w wysokości 600 funtów. Jak stwierdzono, w samochodzie sprawcy uszkodzony został tylko błotnik, a w drugim aucie przedni zderzak, błotnik i została przebita przednia opona. Tym niemniej ubezpieczyciel uznał szkodę za całkowitą i wypłacił poszkodowanemu równowartość ponad 312 tys. zł. Wystąpił jednocześnie do sprawcy kolizji z regresem. Zaś  Sąd Okręgowy w Olsztynie uwzględnił powództwo ubezpieczyciela w całości. W opinii sądu - podaje gazeta -  "nieznajomość języka nie tłumaczy zachowania Polaka, a okoliczności zdarzenia nie dawały podstaw do tego, by znajdował się w stanie szoku i nie zdawał sobie sprawy z konsekwencji opuszczenia miejsca wypadku".

Nowy system oceny zdrowia pozwoli na standaryzacje odszkodowań

Nowy standard opisu stanu zdrowia ma pomóc ubezpieczycielom poradzić sobie z odszkodowaniami, które rosną w komicznym tempie - pisze "Puls Biznesu" (Nr z 01.06.2015 r.).Według gazety,  prace nad systemem pozwalającym na standaryzację odszkodowań z tytułu szkód osobowych kończy właśnie Polska Izba Ubezpieczeń (PIU). "PB" podaje, powołując się na Dorotę Fal, doradcę  zarządu PIU, iż Izba gospodarcza ubezpieczycieli, która miała  do  wyboru dwa  narzędzia: system oparty na klasyfikacji ICF, firmowany  przez Światową Organizację Zdrowia lub  komercyjne  narzędzie Human Body Trauma Index zdecydowała się ostatecznie na pierwszą opcję. PIU przeprowadziła już  pilotaż  tego  rozwiązania i obecnie ma być przygotować   do niego zaplecze IT oraz  opracować  zasady  dobrych praktyk stosowania klasyfikacji ICF w likwidacji szkód. Zdaniem dziennika, zasady te  mają być gotowe do końca roku. Jest więc szansa, że jednolite zasady klasyfikacji szkód osobowych mogłyby być stosowane przez towarzystwa ubezpieczeń  już od 2016 r. - pisze "Puls Biznesu".

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT