Rzecznik Finansowy wystąpił do UOKiK w sprawie warunków lokat

Rzecznik Finansowy zawiadomił Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów
o podejrzeniu stosowania praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów przez jeden z banków. Jego zastrzeżenia wzbudziła niejasna konstrukcja warunków umowy lokaty. Konsumenci nie byli w stanie stwierdzić na jakiej zasadzie, w jakim terminie oraz na jakiej podstawie bank dokonuje zwrotu środków zgromadzonych na lokacie w przypadku
jej zerwania.

W ostatnim półroczu Rzecznik Finansowy otrzymał skargi klientów dotyczące „Lokaty Facto” oferowanej przez Banca FarmaFactoring Banking Group S.P.A. Spółka Akcyjna Oddział w Polsceproduktu. Klienci w skargach do Rzecznika Finansowego podkreślali, że zastosowany przez bank wydłużony termin zwrotu środków (nawet 35 dni) jest bardzo dotkliwy, szczególnie w czasie pandemii COVID-19. Eksperci Biura Rzecznika Finansowego po analizie stwierdzili, że postanowienia regulaminu stosowanego przez bank, a odnoszące się do terminu zwrotu środków są wewnętrznie sprzeczne. Tan sam paragraf regulaminu odnosi się, zarówno do terminu zwrotu środków z rachunku lokaty terminowej „Lokaty Facto”, jak i innych prowadzonych przez bank rachunków bankowych na rzecz klienta.

Nie wiadomo, dlaczego bank faktycznie zwraca środki dopiero po upływie 35 dni od dnia zerwania lokaty. W regulaminie bank wprowadził równorzędne rozwiązania, które pozwalają mu zwrócić środki zarówno niezwłocznie po wypowiedzeniu czy zerwaniu umowy, jak i w terminie późniejszym. Bank nie określił jasnych i czytelnych zasad regulujących kwestię zwrotu środków po zerwaniu „Lokaty Facto”.

Konto z ograniczonymi możliwościami

W przypadku wspomnianego produktu oferowanego przez Banca FarmaFactoring w praktyce klient zawiera w pierwszej kolejności umowę prowadzenia rachunku bankowego, na który przekazuje środki pieniężne. Następnie może otworzyć rachunek lokaty terminowej „Lokaty Facto” lub nawet kilka takich lokat. Co ważne, rachunek bankowy i otwarte przez klienta lokaty mają ograniczoną funkcjonalność – nie jest możliwe np. swobodne dysponowanie zgromadzonymi na nich środkami. Środki mogą być przekazywane kolejno pomiędzy rachunkiem klienta prowadzonym w innym banku, rachunkiem prowadzonym przez Banca FarmaFactoring Banking Group S.P.A. Spółka Akcyjna Oddział w Polsce oraz rachunkiem „Lokaty Facto”. Nie jest możliwe przekazanie środków „z” lub „na” lokatę z pominięciem rachunku prowadzonego przez wspomniany bank.

Uwagę zwraca fakt, że z klientem zawierana jest tylko jedna umowa ramowa, która dotyczy potencjalnie wszystkich produktów, jakie bank może zaoferować konsumentowi. Dodatkowo bank zdecydował, że do wszystkich umów zawartych z klientem będzie właściwy jeden regulamin – niezależnie, czy to jest umowa rachunku bankowego czy samej „Lokaty Facto”. Większość ważnych dla konsumentów kwestii, jak przywołany wcześniej termin zwrotu środków, jest uregulowana
w regulaminie, którego treść nie może być negocjowana podczas zawarcia umowy. Regulamin, zgodnie z jego postanowieniami, przy zaistnieniu określonych warunków, może być jednostronnie zmieniony przez bank.

Niejasne zasady

Biuro Rzecznika Finansowego przeprowadziło szczegółową analizę zawartych przez klientów umów oraz treści ustalonego przez bank regulaminu. W efekcie eksperci stwierdzili, że postanowienia odnoszące się do kwestii terminu zwrotu środków są sformułowane w sposób niejasny, stanowiąc naruszenie dobrych obyczajów. Z tego względu Rzecznik Finansowy podjął decyzję o złożeniu zawiadomienia do Prezesa UOKiK dotyczącego stosowania przez bank praktyki naruszającej zbiorowe interesy konsumentów.

– Podsumowując, przy tym produkcie finansowym nasi eksperci mieli dużo pytań, na które
nie znaleźli odpowiedzi. Umowy zawarte z klientami ani regulamin nie odnoszą się na przykład
do pojęcia „zerwanie lokaty”. Nie wskazują wprost, jaki jest okres wypowiedzenia umowy. Konsument nie jest w stanie stwierdzić na jakiej zasadzie, w jakim terminie oraz na jakiej podstawie bank dokonuje zwrotu środków zgromadzonych na „Lokacie Facto” w przypadku jej zerwania. Uważam, że bank nie dochował należytej staranności przy formułowaniu postanowień umowy
i regulaminu, właściwej dla profesjonalisty prowadzącego działalność bankową. Bank większość najważniejszych kwestii ujął w regulaminie, który może jednostronnie modyfikować, co stanowi jaskrawy przykład wykorzystania przewagi kontraktowej w relacjach z konsumentem. Dodatkowo, postanowienia regulaminu sformułował w taki sposób, który uniemożliwia jednoznaczne określenie praw i obowiązków stron. Taka praktyka banku może powodować dezinformację u konsumenta.  Wydaje się, że bank nadużył zaufania kontraktowego wobec słabszej strony zawartej umowy, jakim jest konsument. Właśnie dlatego uważamy, że UOKiK powinien bliżej przyjrzeć się tej sprawie
– mówi dr hab. Mariusz Golecki, Rzecznik Finansowy.

Biuro Prasowe Rzecznika Finansowego:

Marta Wojtaś
m: +48 513 281 585
e-mail: dziennikarze@poczta.rf.gov.pl

Rzecznik Finansowy wystąpił do sądu w imieniu klientów Millennium Banku i Towarzystwa Ubezpieczeń na Życie Europa

Do Biura Rzecznika Finansowego wpłynęły wnioski o interwencję wobec banku Millennium i TU Europa. Dotyczyły one umowy grupowego ubezpieczenia na życie będącego zabezpieczeniem spłaty pożyczki. Na podstawie wniosków, eksperci Biura Rzecznika Finansowego stwierdzili, że obie firmy stosowały nieuczciwe praktyki przy konstruowaniu, oferowaniu i wykonywaniu umowy. Mając na uwadze ochronę praw konsumentów i dążenie do eliminowania nieuczciwych praktyk rynkowych, po przeprowadzeniu prawnej analizy umowy, Rzecznik Finansowy skierował sprawę do sądu.

Pozew przeciwko Millennium Bank i Towarzystwu Ubezpieczeń na Życie Europa opiera się
na zarzucie stosowania nieuczciwych praktyk rynkowych, który polegał przede wszystkim
na dezinformacji konsumentów co do rzeczywistego charakteru ubezpieczenia, zawieranego przy podpisywaniu umowy pożyczki.

Umowa ubezpieczeniowa nie chroniła klientów

Ubezpieczenie na Życie oferowane przez Bank Millennium i Towarzystwo Ubezpieczeniowe Europa zawierało niekorzystne dla konsumentów postanowienia. W wyniku przeprowadzonej przez Biuro Rzecznika Finansowego analizy stwierdzono, że wątpliwości budzą m.in. postanowienia umowy dotyczące wyłączenia odpowiedzialności ubezpieczyciela, które jedynie pozornie zabezpieczały klienta lub jego rodzinę na wypadek ciężkiej choroby lub śmierci. Na etapie przystąpienia do umowy w ogóle nie przeprowadzano również oceny ryzyka ubezpieczeniowego – np. przy pomocy ankiety medycznej. Ma to szczególne znaczenie w przypadku osób starszych, które z uwagi na stan zdrowia i wyłączenia odpowiedzialności nie mogłyby z takiej ochrony skorzystać.

Zdecydowałem o wystąpieniu z pozwem wobec tych podmiotów, gdyż mamy poważne zastrzeżenia co do samej konstrukcji umowy, informowania o jej cechach na etapie sprzedaży oraz realizacji świadczeń. Konsumenci zgłaszający się do nas z wnioskiem o interwencję byli rozczarowani, że ubezpieczenie nie zapewniło im oczekiwanej ochrony. To przykre, bo często chodzi o osoby starsze, które w dobrzej wierze opłacały składki, żeby w razie śmierci nie zostawić rodzinie długów i zapewnić im dodatkowe świadczenie. Niestety, w niektórych przypadkach to ubezpieczenie okazywało się puste, to znaczy, że już w momencie zawierania umowy wiadomo było, że np. w razie śmierci ubezpieczyciel nie wypłaci świadczenia – mówi dr hab. Mariusz Golecki, Rzecznik Finansowy.

W ogólnych warunkach ubezpieczenia zastosowano postanowienia wyłączające odpowiedzialność za zdarzenia, które powstały po przystąpieniu do ubezpieczenia, ale z przyczyn istniejących przed przystąpieniem do umowy. Mowa tu o wyłączeniu przypadków, w których ubezpieczony klient umiera na skutek choroby, na którą cierpiał przed zawarciem umowy ubezpieczenia (np. nadciśnienie skutkujące zawałem serca). Zastrzeżenia budzi fakt, że na etapie zawierania umowy nikt klientów nie pytał o stan zdrowia, a ta kwestia była badana dopiero po zgłoszeniu roszczenia przez uprawnionego tj. spadkobierców, a w przypadku poważnego zachorowania przez ubezpieczonego po zgłoszeniu roszczenia.

Zdaniem ekspertów Rzecznika Finansowego, jeśli kwestia ta nie była rozpatrywana przez ubezpieczyciela przy zawieraniu umowy, to analogicznie powinna być pomijana w momencie wypłaty świadczenia.

Naszym zdaniem w obrocie z konsumentami nie można aprobować prób konstruowania i oferowania umów ubezpieczenia na życie, pozwalających na odmowę wypłaty świadczenia w sytuacji, w której do niego uprawniony, a najczęściej jego rodzina – dopiero po zajściu zdarzenia losowego i zgłoszeniu roszczenia dowiaduje się, że ubezpieczony w ogóle nie spełniał wymagań do świadczenia i to od chwili przystąpienia do ubezpieczenia, choć przez cały okres ubezpieczenia opłacał składkę.  – mówi Paweł Wawszczak, dyrektor Wydziału Klienta Rynku Ubezpieczeniowo-Emerytalnego w biurze Rzecznika Finansowego.

Jeśli sąd przychyli się do pozwu Rzecznika Finansowego, to klienci kupujący takie ubezpieczenia w przyszłości, nie będą ponosili kosztów takiej ochrony. Z kolei osoby, które w przeszłości otrzymały odmowę wypłaty świadczenia w oparciu o kwestionowaną klauzulę, prawdopodobnie będą mogły ponownie dochodzić swoich praw, o ile sprawa nie uległa przedawnieniu.

Świadczenie, na którym zyskał Bank

Rzecznik Finansowy kwestionuje też samą konstrukcję umowy ubezpieczenia na życie, która nie chroniła konsumenta w sposób przez niego oczekiwany, wynikający z zapewnień przed zawarciem umowy. Umowa grupowego ubezpieczenia, mimo finansowania składki ubezpieczeniowej przez konsumenta, zabezpieczała głównie interesy ubezpieczyciela i banku, który był beneficjentem umowy, a interes osobowy ubezpieczonego miał marginalne znaczenie. Analizując postanowienia umowne można stwierdzić, że świadczenie mogło być niższe niż wysokość płaconej składki, o ile z uwagi na zakres ochrony i wyłączenia odpowiedzialności zostało wypłacone.

W postępowaniu sądowym wykażemy, że umowa była nieuczciwa. Bank zabezpieczał swój interes majątkowy, czyniąc się zarazem beneficjentem umowy. Równocześnie obciążał osoby ubezpieczone kosztem finansowania tego zabezpieczenia przez zapłatę składki ubezpieczeniowej. Umowa była tak skonstruowana, że jeśli w ogóle doszło do wypłaty świadczenia, to tylko poprzez zaspokojenie wierzytelności banku. Ubezpieczeni lub jego spadkobiercy nie mogli liczyć na wyższe świadczenie, chociaż to było celem przystąpienia do umowy naszych klientów. Znamy przypadki, w których zapewnienia oferujących umowę, że świadczenie będzie wyższe niż kwota spłat rat pożyczki, decydowały o przystąpieniu do ubezpieczenia. W rezultacie funkcji ochronnej życia osoby ubezpieczonej nadano charakter czysto iluzoryczny. Suma ubezpieczenia nie uwzględniała czynników osobowych, lecz finansowy i dotyczący osoby trzeciej, tj. banku. Ubezpieczyciel zabezpieczył natomiast swój interes ekonomiczny poprzez maksymalne zawężenie odpowiedzialności. W pozwie wykazujemy i poddajemy pod ocenę sądu, że w rzeczywistości oferowana umowa nie była umową ubezpieczenia na życie, lecz ubezpieczeniem majątkowym. – wyjaśnia Paweł Wawszczak.

Pozew został sformułowany na podstawie wniosków o postępowanie interwencyjne. Rzecznik wnioskuje, aby skorzystać z nowych rozwiązań i przeprowadzić dowód z przesłuchania świadków na piśmie w sprawie dotyczącej obu podmiotów.

Skorzystaliśmy z takiej możliwości oczywiście za zgodą zainteresowanych. W ten sposób mogą rozwiązać swój spór, ale też przyczynić się do wyrugowania krzywdzących praktyk w odniesieniu do ogółu klientów. Forma pisemna zeznań jest o tyle dogodna, że nie ma potrzeby stawiania się na rozprawie, co jest szczególnie ważne w czasie pandemii – wyjaśnia Mariusz Golecki.

Interwencje Rzecznika Finansowego w podobnych sprawach

Ten pozew to początek działań mających na celu zapewnienie realnej ochrony klientom i dostosowanie praktyk rynkowych w segmencie bancassurance do stanu zgodnego z prawem. Trwają kolejne analizy prawne konstrukcji produktów i sposobu ich oferowania, w szczególności pod kątem realności i adekwatności ochrony ubezpieczeniowej. W przypadku podejrzenia stosowania nieuczciwych praktyk rynkowych, konsekwentnie będą wytyczane powództwa. To dobry moment na dobrowolne zaniechanie stosowania takich rozwiązań i usunięcie negatywnych skutków dla klientów – apeluje Mariusz Golecki.

W tym przypadku, mimo wielokrotnych interwencji Rzecznika Finansowego, podmioty nie zmieniły swojej praktyki. Stąd Rzecznik Finansowy jako podmiot powołany do ochrony interesów klientów podmiotów rynku finansowego, uznał za konieczne wytoczenie powództwa na rzecz konsumentów.

Rzecznik Finansowy może występować z pozwem korzystając z uprawnienia zawartego w art. 12 ustawy z dnia 23 sierpnia 2007 r. o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym. Ustawa ta pozwala Rzecznikowi Finansowemu na występowanie z roszczeniami o zaprzestanie stosowania nieuczciwej praktyki, o złożenie oświadczenia o określonej treści lub o zapłatę odpowiedniej sumy pieniężnej na cel społeczny. Do tej pory skorzystał z tego uprawnienia w sprawie dotyczącej „frankowiczów” wobec Raiffeisen Bank oraz w sprawie aneksów wprowadzających tzw. wakacje kredytowe w Santander Bank.

Biuro Prasowe Rzecznika Finansowego:


Marta Wojtaś

m: +48 513 281 585
e-mail: dziennikarze@poczta.rf.gov.pl

Coraz więcej skarg dotyczących nieautoryzowanych transakcji

Do Biura Rzecznika Finansowego wpływa coraz więcej wniosków o interwencję dotyczących nieautoryzowanych transakcji. Jeśli banki nie zmienią swojego podejścia do rozpatrywania reklamacji w tym zakresie, do końca roku liczba wniosków o interwencję może wzrosnąć do 1000 – wynika z prognozy. Aby zbadać narastający problem, Rzecznik Finansowy wystąpi do banków o podanie informacji dotyczących skali tego problemu i wyjaśnienia dotyczące procedur działania w takich sytuacjach.

Schemat: Jak postępować po stwierdzeniu nieautoryzowanej transakcji?

Analiza Rzecznika Finansowego dotycząca nieautoryzowanych transakcji

Pandemia Covid-19 spowodowała uaktywnienie się oszustów internetowych. Wszyscy widzimy, że w ostatnich tygodniach banki ostrzegają przed kolejnymi nowymi próbami wyłudzeń środków z kont bankowych czy kart. Problem w tym, że równocześnie część z nich ignoruje zasady dotyczące działań w przypadku zgłoszenia przez klienta faktu nieautoryzowanej transakcji. W efekcie nieustannie rośnie liczba skarg do nas – mówi dr hab. Mariusz Golecki, Rzecznik Finansowy.

Od początku działalności Rzecznika Finansowego liczba wniosków o interwencję w tego typu sprawach z roku na rok znacznie wzrasta. Prośby o interwencję dotyczą kradzieży środków z rachunku bankowego dostępnego przez internet czy obciążenia konta karty kredytowej lub debetowej bez wiedzy klienta. W 2019 r. liczba wniosków wyniosła 541, wobec 246 w 2018 r., co oznacza ponad dwukrotny wzrost. Dane za pierwszy kwartał tego roku wskazują na utrzymanie się tego trendu. W tym czasie trafiły do Rzecznika Finansowego wpłynęły 193 wnioski, wobec 101 w analogicznym okresie roku poprzedniego.

W drugiej połowie roku takich wniosków może być jeszcze więcej. Jeśli kolejne banki nie zaczną zmieniać swojego podejścia do rozpatrywania reklamacji w tym zakresie, możemy spodziewać się, że na koniec roku będziemy mieli około 1000 takich skarg – mówi Mariusz Golecki, Rzecznik Finansowy.

Część banków nie stosuje się do unijnych i polskich przepisów, które określają termin zwrotu środków wynikających z nieautoryzowanej transakcji w oparciu o tzw. zasadę D+1. Zgodnie z nią pieniądze powinny wrócić na konto klienta nie później niż do końca dnia roboczego następującego po dniu stwierdzenia wystąpienia nieautoryzowanej transakcji lub po dniu otrzymania zgłoszenia od klienta. Jedynym wyjątkiem od zasady zwrotu kwoty nieautoryzowanej transakcji w tym terminie jest uzasadnione i należycie udokumentowane podejrzenie próby oszustwa ze strony klienta. Równocześnie bank ma obowiązek na piśmie poinformować o takim podejrzeniu organy ścigania. W praktyce oznacza to, że bank zobligowany jest najpierw niezwłocznie oddać klientowi pieniądze, a następnie – jeżeli ma podstawy, by sądzić, że klient powinien w całości lub części odpowiadać za nieautoryzowaną transakcję – dochodzić tej kwoty od klienta na przykład przed sądem. (szczegóły w schemacie: Jak postępować po stwierdzeniu nieautoryzowanej transakcji? oraz Analizie Rzecznika Finansowego dotyczącej nieautoryzowanych transakcji)

Wdrożenie rozwiązań, które zapewniają szybki zwrot utraconych środków zgodnie z zasadą D+1, zabezpiecza klientów również przed ryzykiem pozostawania przez dłuższy czas bez środków do życia. Przestrzeganie tej zasady przez banki jest obecnie bardzo ważne. W efekcie pandemii COVID -19 wiele osób straciło zatrudnienie. Dla tej grupy osób, szybki zwrot środków skradzionych z konta jest szczególnie istotny, ponieważ zapewni im środki do życia – mówi Mariusz Golecki.

Dlatego Rzecznik Finansowy podjął decyzję o wystąpieniu do banków. Oczekuje dostarczenia informacji statystycznych dotyczących skali tego problemu. Zwróci się także do banków o wyjaśnienie procedur działania w takich sytuacjach.

Będziemy analizowali udzielone odpowiedzi. Na tej podstawie podejmiemy decyzje co do dalszych działań, które pomogą zmniejszyć liczbę osób niezadowolonych z działań banków w przypadku wystąpienia nieautoryzowanej transakcjizapowiada Mariusz Golecki.

Infografika: Wnioski o interwencję Rzecznika Finansowego dotyczące nieautoryzowanych transakcji płatniczych w latach 2016-2019.

Biuro Prasowe Rzecznika Finansowego:


Marta Wojtaś

m: +48 513 281 585
e-mail: dziennikarze@poczta.rf.gov.pl

Rzecznik Finansowy: ponad 1,2 mln zł w postępowaniach polubownych

Mimo pandemii koronawirusa postępowania polubowne przy Rzeczniku Finansowym są prowadzone bez przerwy. Dzięki temu w ciągu pierwszych pięciu miesięcy 2020 r. udało się doprowadzić do porozumień o wartości przekraczającej 1,2 mln zł.

Cieszę się, że w tym trudnym czasie nieprzerwanie pomagamy klientom i podmiotom rynku finansowego w polubownym rozwiązaniu ich sporów. Warto też odnotować, że w ogólnej liczbie spraw, w jakich udało się polubownie zakończyć spór, wzrasta liczba tych z udziałem podmiotów rynku bankowo – kapitałowego – mówi dr hab. Mariusz Jerzy Golecki, Rzecznik Finansowy.

Do końca maja, Wydział Pozasądowego Rozwiązywania Sporów pomógł w osiągnięciu 32 takich porozumień dotyczących sektora bankowo-kapitałowego, podczas gdy w całym 2019 r było ich 30.

Mamy nadzieję, że to dobra prognoza na czas, w którym społeczna solidarność i odpowiedzialność nabiera szczególnego znaczenia. Liczę, że banki zaczną chętniej korzystać z tego sposobu rozwiązywania sporów ze swoimi klientami – mówi Paweł Zagaj, zastępca Rzecznika Finansowego nadzorujący polubowne rozwiązywanie sporów.

Przypomina, że istotą ugody jest poczynienie przez obie strony pewnych ustępstw i uzgodnienie satysfakcjonujących warunków porozumienia. W jej wypracowaniu pomaga sposób prowadzenia tych postępowań przy Rzeczniku Finansowym. Łączy on najlepsze cechy tradycyjnych postępowań mediacyjnych i koncyliacyjnych. Prowadzący postępowanie może najpierw spróbować doprowadzić do zbliżenia stanowisk stron sporu, wykorzystując techniki mediacyjne. Jeśli to nie przyniesie efektu może przedstawić stronom swoją propozycję rozwiązania sporu, jak w typowej koncyliacji.

Prowadzący postępowania w kontaktach ze stronami wykorzystują środki komunikacji elektronicznej. Do osobistych spotkań dochodzi tylko w wyjątkowych sytuacjach. Dzięki temu postępowania mogą być z sukcesem prowadzone również w okresie pandemii – podkreśla Anna Gadomska, zastępca dyrektora Wydziału Pozasądowego Rozwiązywania Sporów.

Warto zwrócić uwagę, że nawet jeśli nie uda się osiągnąć porozumienia, to na zakończenie postępowania, strony otrzymują opinię. To kompleksowe opracowanie, zawierające ocenę prawną stanu faktycznego oparte o dokumenty przedstawione przez strony w postępowaniu. Opinia uwzględnia też ocenę ryzyk związanych ze skierowaniem sprawy do sądu. Pozwala to podjąć racjonalną decyzję o kontynuacji sporu na tej drodze. Łącznie od stycznia do maja 2020 r. w sprawach, w których nie doszło do polubownego zakończenia sporu, strony otrzymały 959 takich opinii dotyczących sporów ubezpieczeniowych oraz bankowo-kapitałowych.

Dziękujemy wszystkim uczestnikom naszych postępowań polubownych, zarówno po stronie podmiotów rynku finansowego, jak i ich klientów za otwartą, pełną zaangażowania i konstruktywną postawę. Wierzymy, że formuła pozasądowego rozwiązywania sporów pozwala najpełniej realizować interesy wszystkich stron sporu i cieszymy się, że możemy ich w tym wspierać – mówi Paweł Zagaj.

Biuro Prasowe Rzecznika Finansowego:

Marta Wojtaś
m: +48 513 281 585
e-mail: dziennikarze@poczta.rf.gov.pl

Epidemia koronawirusa a ubezpieczenia turystyczne. Najczęstsze zgłoszenia konsumentów do Rzecznika Finansowego

Koronawirus wywołujący chorobę COVID-19 doprowadził do wprowadzenia w wielu krajach obostrzeń gospodarczych i prawnych, skutkujących m.in. czasowym zamknięciem wybranych granic i ruchu lotniczego. To z kolei spowodowało „zamrożenie” ruchu turystycznego. Osoby, które miały wykupione wczasy lub wycieczki w tym okresie, zaczęły z nich rezygnować (w trakcie lub jeszcze przed wyjazdem), domagając się od ubezpieczycieli zwrotu kosztów lub zaliczek na opłaty czy ubezpieczenie. Rzecznik Finansowy wyjaśnia, dlaczego wiele towarzystw ubezpieczeniowych odmawia klientom wypłaty świadczeń i podpowiada, co mogą zrobić w takiej sytuacji.

Ubezpieczenia turystyczne są instrumentem finansowym, który chroni konsumenta w sytuacji wystąpienia nieoczekiwanych zdarzeń i związanych z nimi dodatkowych wydatków, które objęte są wykupionym ubezpieczeniem. Wśród nich wymienić można konieczność leczenia za granicą w czasie urlopu, koszty związane z transportem medycznym, przeprowadzenia akcji ratowniczej lub poszukiwawczej czy wydatki związane z dodatkowym zakwaterowaniem, dojazdem i wyżywieniem osoby towarzyszącej poszkodowanemu. W wielu przypadkach ubezpieczenie turystyczne zapewnia także wypłatę świadczenia na wypadek, gdyby do wyjazdu z jakiegoś powodu nie doszło lub został on skrócony.

Z uwagi na epidemię COVID-19, ruch turystyczny praktycznie zamarł, a w związku z tym – wiele osób zaraz po ogłoszeniu epidemii odwołało lub skróciło swoje wyjazdy domagając się m.in. zwrotu kosztów wyjazdu czy zaliczek na poczet planowanego wyjazdu. W wielu przypadkach ubezpieczyciele uwzględniali roszczenia klientów częściowo lub odmawiali wypłaty świadczeń bazując na umowach ubezpieczeniowych zawartych przed wystąpieniem epidemii, które w wielu przypadkach zawierały określony katalog wyłączeń, uwzględniający m.in. epidemię. Rzecznik Finansowy, do którego wpłynęło wiele zapytań w tej kwestii, scharakteryzował trzy kluczowe problemy wyjeżdżających.

Pierwszą, podstawową sytuacją jest wyłączenie odpowiedzialności w towarzystwach ubezpieczeniowych z uwagi na epidemię. Oznacza to w praktyce, że z ubezpieczyciela zdjęty jest obowiązek pokrywania kosztów związanych z leczeniem, skutkami zakażenia oraz wypłacania świadczeń z tego tytułu – tłumaczy dr hab. Mariusz Golecki, Rzecznik Finansowy.

W ramach działalności poradniczej eksperci Biura Rzecznika Finansowego podpowiadali konsumentom po pierwsze weryfikację, czy umowa ubezpieczenia przewidywała ochronę w związku z zagrożeniem epidemiologicznym. Jeżeli nie była ona przewidziana, a tak było w większości przypadków polis zakupionych jeszcze na początku tego roku, konsumenci mogli rozważyć wystąpienie do ubezpieczyciela, aby rozpatrzył roszczenie w wyjątkowy sposób, z uwagi na zaistniałą sytuację i kryzys epidemiologiczny.

– Doświadczenie pokazuje, że w niektórych przypadkach ubezpieczyciele, kierując się zasadami współżycia społecznego – pomimo, iż zdarzenie jest poza ochroną ubezpieczeniową – przyznają jednak świadczenie w drodze tzw. kulancji ubezpieczeniowej, czyli wyjątkowo – z uwagi na okoliczności sprawy i trudny stan w jakim się znaleźliśmy. Musimy jednak pamiętać, że nie jest to obowiązek firmy ubezpieczeniowej, dlatego zrozumienie sprawy powinno być obustronne – dodaje Rzecznik Finansowy.

Warto zaznaczyć, że w sytuacji zagrożenia epidemią, niektórzy ubezpieczyciele zaczęli wręcz dodawać stan epidemii lub pandemii jako sytuację objętą ochroną ubezpieczeniową. Kluczową kwestią jest zatem uważna analiza Ogólnych Warunków Ubezpieczenia, jakie planujemy zakupić.

Zwrot kosztów po rezygnacji z imprezy turystycznej

Kolejną kwestią poruszaną przez konsumentów jest problem z ubezpieczeniem rezygnacji z imprezy turystycznej. Ubezpieczenia w tym zakresie standardowo dotyczą przypadków losowych, w których ubezpieczony rezygnuje z wyjazdu, takich jak: choroba ubezpieczonego lub współubezpieczonego, śmierć bliskiego członka rodziny, utrata pracy, nieszczęśliwy wypadek czy utrata dokumentów uprawniających do wyjazdu. W odniesieniu do koronawirusa, problem zdiagnozowany przez Rzecznika Finansowego dotyczy głównie sytuacji, w której klient musiał zrezygnować z wyjazdu ze względu na objawy choroby i zaleconej przez lekarza w związku z tym kwarantanny. Problem tkwi w tym, że większość ubezpieczycieli uznaje te warunki wyłącznie w sytuacji hospitalizacji, a w przypadku COVID-19 większość zdiagnozowanych pacjentów nie wymagała pobytu w szpitalu, a jedynie odbycia kwarantanny w odosobnieniu, nawet we własnym domu. W takich przypadkach Rzecznik Finansowy sugerował osobom ubezpieczonym, aby złożyły reklamację ze wskazaniem objawów oraz powołaniem się na panującą obecnie sytuację w szpitalach, które w uzasadnionych przypadkach odmawiały hospitalizacji i kierowały zakażonych na kwarantannę domową.

Zwrot składki za niewykorzystane ubezpieczenie turystyczne

 – Trzecią identyfikowaną przez nas sytuacją w ramach działalności poradniczej jest kwestia zwrotu składki za zawarte, a niewykorzystane ubezpieczenie turystyczne. Pojawiają się bowiem sytuacje, gdy ubezpieczyciele odmawiają zwrotu składki za niewykorzystane ubezpieczenie na skutek obostrzeń związanych z pandemią – zaznacza dr hab. Mariusz Golecki. – W takich sytuacjach, jako podstawę do odzyskania składki przywołujemy art. 806 § 1 kodeksu cywilnego zgodnie z którym umowa ubezpieczenia jest nieważna, jeżeli zajście przewidzianego w umowie wypadku nie jest możliwe. Wskazujemy, iż na tej podstawie można próbować dochodzić zwrotu całości składki z tytułu ubezpieczenia kosztów rezygnacji.

Problemy związane z ubezpieczycielami turystycznymi, jakie przyniósł koronawirus, wpłynęły na późniejszą konstrukcję umów ubezpieczeniowych. Ubezpieczyciele zaczęli dostosowywać ich zakres oraz warunku umów do panującej sytuacji. Z opinią Rzecznika Finansowego na temat warunków ubezpieczenia turystycznego, na które trzeba zwrócić szczególną uwagę planując wyjazd w czasie nadal obecnego zagrożenia epidemicznego, można się zapoznać w tym miejscu.

Biuro Prasowe Rzecznika Finansowego:


Marta Wojtaś

m: +48 513 281 585
e-mail: dziennikarze@poczta.rf.gov.pl

Wakacje za granicą w dobie koronawirusa

Kraje Europy stopniowo znoszą ograniczenia wprowadzone z powodu pandemii COVID-19
i starają się przywrócić działalność branży turystycznej. Choć tegoroczne wakacje dla większości będą inne niż dotychczas i zamiast zagranicznych wojaży wiele osób zdecyduje się na urlop w Polsce, to z pewnością niektórzy zdecydują się na spędzenie urlopu poza krajem. Rzecznik Finansowy podpowiada, na co zwrócić wagę wybierając ubezpieczenie turystyczne, by zabezpieczyć się na wypadek zakażenia koronawirusem za granicą.

Znajdująca się w odwrocie (według wielu ekspertów – okresowym) pandemia koronawirusa, to z uwagi na nadchodzący okres urlopowy czas niepewności dla tych, którzy planowali zagraniczne wyjazdy. Ryzyko zakażenia, konieczność hospitalizacji w obcym kraju czy kłopoty z powrotem do Polski to potencjalne zagrożenia, z którymi mogą zmagać się osoby planujące wakacje za granicą.

Epidemia, pandemia, stan epidemii w ubezpieczeniach

Towarzystwa ubezpieczeniowe mogą zawierać w swoich umowach wyłączenia ze względu na czas epidemii, pandemii, stanu epidemii lub epidemii i pandemii jednocześnie. I tak przyjmuje się, że:

  • epidemia to występowanie większej liczby przypadków zachorowań na określoną jednostkę chorobową w konkretnym czasie i w konkretnym miejscu,
  • stan epidemii ogłaszają lokalne władze, a w przypadku międzynarodowego zagrożenia – Światowa Organizacja Zdrowia,
  • pandemia to epidemia choroby zakaźnej występująca na dużym obszarze, na różnych kontynentach. 

Należy podkreślić, iż pandemia lub epidemia może być wyłączona z ochrony ubezpieczeniowej i, analizując wzorce umowne poszczególnych ubezpieczycieli, w wielu przypadkach faktycznie tak jest. W praktyce oznacza to, że zakład ubezpieczeń wyłącza swoją odpowiedzialność w przypadku wystąpienia pandemii lub epidemii. Z drugiej strony, część towarzystw ubezpieczeniowych decyduje się na odwrotny ruch, czyli na objęcie ochroną zdarzeń wynikających z wprowadzenia stanu epidemii lub pandemii. Dlatego warto dokładnie analizować Ogólne Warunki Ubezpieczenia w umowach i szukać tych ubezpieczeń, które takich wyłączeń z ochrony ubezpieczeniowej nie posiadają, a w razie wątpliwości skorzystać z pomocy ekspertów Rzecznika Finansowego.

Wybierając ubezpieczenie powinniśmy zwrócić uwagę na definicje stosowane przez poszczególnych ubezpieczycieli operujących na polskim rynku. Niektórzy ubezpieczyciele nie wprowadzają rozróżnienia na epidemię i pandemię w zapisach umów i obejmują je ochroną. Zarówno w przypadku stanu pandemii jak i epidemii będziemy chronieni polisą, jeżeli ogłoszenie pandemii lub epidemii – również koronawirusa – nastąpiło po zakupie ubezpieczenia. Inni ubezpieczyciele wyłączają ochronę w okresie pandemii, a świadczą ochronę w związku z epidemią, których precyzyjne definicje zawierają wzorce umowne. Niektóre zakłady ubezpieczeń oferują ochronę, ale pod pewnymi warunkami, na przykład ogłoszenia epidemii już po zakupie przez nas ubezpieczenia – podpowiada dr hab. Mariusz Golecki, Rzecznik Finansowy. Zwracamy uwagę, że część towarzystw zupełnie inaczej traktuje już samą epidemię i wyłącza odpowiedzialność w przypadku występowania epidemii w kraju, do którego się wybieramy. Oznacza to, że jeżeli wybierzemy się w miejsce, gdzie jest ogłoszona epidemia koronawirusa, ubezpieczyciel nie pokryje za nas kosztów leczenia tych związanych z zakażeniem wirusem. Jeżeli natomiast doznamy jakiejś kontuzji możemy liczyć na ochronę ubezpieczeniową – dodaje Rzecznik Finansowy.

Ogólne warunki ubezpieczenia a koronawirus

Co do zasady, niezależnie od zagrożenia koronawirusem, im szerszy zakres ubezpieczenia turystycznego, tym lepiej dla konsumenta. Wybierając ubezpieczenie zaleca się uważne przeczytanie ogólnych warunków ubezpieczenia, które określają zakres ochrony oraz wyłączenia. Szczególnie w dobie pandemii i wysokiego ryzyka zarażenia się koronawirusem, im szerszy zakres ochrony tym lepiej pod warunkiem, że ubezpieczenie obejmuje ryzyka zachorowania na Covid – 19, co nie jest standardem. W pakiecie ubezpieczeń turystycznych najważniejsze są pomocowe usługi assistance, takie jak organizacja i pokrycie kosztów poszukiwania i ratownictwa, odpowiedni transport medyczny oraz pomoc w bezpiecznym powrocie do domu.

– Jeżeli już zdecydujemy się na spędzenie urlopu zagranicą, analizując ogólne warunki ubezpieczenia warto zwrócić uwagę na limit odpowiedzialności ubezpieczyciela, na jaki je zawieramy. Leczenie na miejscu może wiązać się z wysokimi kosztami, podobnie jak transport medyczny czy powrót do kraju. W przypadku COVID-19, bardzo ważne jest odpowiednie zabezpieczenie pokrycia kosztów leczenia wraz z usługami assistance. W przypadku zbyt niskiej sumy ubezpieczenia, różnice w kosztach turysta będzie musiał pokryć z własnej kieszeni. Przed wyborem sumy ubezpieczenia należy przeanalizować, jakie są koszty leczenia w danym kraju – czasem kwota na poziomie kilkudziesięciu tysięcy euro będzie wystarczająca, czasem potrzeba będzie kilkunastokrotnie większych zabezpieczeń. Ważne jest też to, by sprawdzić dokładny zakres wyłączenia odpowiedzialności ubezpieczyciela oraz dostosować polisę do charakteru wyjazdu – czy jest to standardowy wyjazd turystyczny, czy podróżujący zamierza uprawiać sporty ekstremalne. Takie plany wymagają rozszerzenia działania polisy – komentuje Andrzej Kiciński, zastępca Rzecznika Finansowego.

W sytuacji zagrożenia zdrowia i życia, pakietowe turystyczne ubezpieczenie powinno obejmować dodatkowo organizację akcji ratunkowej, transport z miejsca zdarzenia do placówki medycznej, transport do kraju w warunkach zalecanych przez lekarza, pomoc w organizacji wizyty lekarskiej bądź doraźnej pomocy medycznej w przypadku zachorowania lub wypadku.

Ubezpieczenie turystyczne można kupić u agenta lub na przykład przez internet. Na stronie, na której możemy wybrać ubezpieczenie powinny znaleźć się informacje dotyczące ochrony na wypadek zarażenia koronawirusem. Podobne informacje uzyskamy także bezpośrednio u agenta ubezpieczeniowego. Dzięki konsultacjom i rzetelnej analizie będziemy w stanie dokonać najlepszego wyboru polisy turystycznej.

Biuro Prasowe Rzecznika Finansowego:

Marta Wojtaś
m: +48 513 281 585
e-mail: dziennikarze@poczta.rf.gov.pl

Sądy będą bronić konsumentów nawet zaocznie

W określonych sytuacjach, jeżeli pozwany konsument nie stawi się na rozprawie, sąd powinien dokonać najwyższych starań w stwierdzeniu ewentualnych nieuczciwych praktyk przedsiębiorcy działającego na rynku finansowym. Wskazuje na to wczorajszy wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), który w „polskiej sprawie” określił szereg czynności, które powinien wykonać krajowy wymiar sprawiedliwości przed wydaniem orzeczenia. Zdaniem Rzecznika Finansowego, to niezwykle ważne stanowisko z perspektywy konsumentów, zapewnia bowiem lepszą ochronę tym osobom, które nie znają swoich praw lub obawiają się ich dochodzić ze względu na koszty sądowe.

Zgodnie z obowiązującym artykułem 339 Kodeksu Postępowania Cywilnego, sąd wydaje wyrok zaoczny, gdy pozwany nie stawia się na rozprawę. Taka sytuacja z naturalnych przyczyn utrudnia, a nawet uniemożliwia pozwanemu skuteczną obronę – okoliczności przedstawione przez powoda uznaje się bowiem za prawdziwe, chyba że budzą uzasadnione wątpliwości lub zostały przytoczone w celu obejścia prawa. Do tej pory w praktyce oznaczało to, że im bardziej zwięzłe informacje przedstawił przedsiębiorca, tym mniejsza była szansa na wystąpienie „uzasadnionych wątpliwości”.

Do wczoraj, w takich przypadkach polski sąd nie miał wielu podstaw do zbadania z urzędu nieuczciwego charakteru warunków umowy, a warto zaznaczyć, że do stwierdzenia nieuczciwości niektórych zapisów konieczne jest przecież zazwyczaj dogłębne zbadanie sprawy. Dotychczas było o to trudno, skoro nieobecność konsumenta podczas rozprawy działała de facto na jego niekorzyść. Wczorajszy wyrok Trybunału Sprawiedliwości w „polskiej” sprawie, w której zwracano uwagę na te kwestie, powinien to zmienić, ponieważ potwierdził on, że nierówność między konsumentem a przedsiębiorcą może zostać zrównoważona jedynie przez aktywne działania sądu – zaznacza dr hab. Mariusz Golecki, Rzecznik FinansowyTaka nierówność faktycznie była zauważalna i nie dotyczy wyłącznie tej sprawy. Na przestrzeni lat wielu konsumentów pozwanych przez banki np. za niepłacenie odsetek kredytowych, w ogóle nie decydowało się na obronę i stawienie w sądzie, ze względu na niską świadomość swoich praw, nieznajomość praktyk bankowych czy w związku z obawami przed wysokimi kosztami takich działań.

Zdaniem ekspertów z biura Rzecznika Finansowego, analiza wczorajszego wyroku pozwala sądzić, że zmieni się wiele dotychczasowych praktyk podejmowanych przez lokalne sądy w takich sytuacjach. Trybunał podtrzymał bowiem dotychczasową linię orzeczniczą zakresu ochrony przyznanej konsumentowi w ramach dyrektywy 93/13, obejmującą sytuacje, w których konsument jest nieświadomy swoich praw lub rezygnuje z podniesienia ich ze względu na wysokie koszty postepowania przed sądem. Oznacza to w praktyce, że nawet w sytuacji, gdy konsument objęty ochroną wynikającą z dyrektywy w takich przypadkach, nie stawia się na rozprawie, sąd rozpatrujący spór dotyczący umowy o kredyt konsumencki, powinien przeprowadzić środki dowodowe konieczne do zbadania potencjalnie nieuczciwego charakteru warunków umowy.

Właśnie taka sprawa, skierowana ostatecznie do Trybunału Sprawiedliwości, była rozpatrywana przez Sąd Okręgowy w Poznaniu. Sąd wskazywał, że nie posiada umowy stanowiącej podstawę spornej wierzytelności, podpisanej przez obie strony umowy, lecz jedynie kopię umowy ramowej nieopatrzonej podpisem pozwanego – wyjaśnia dr Ewa Skibińska z Biura Rzecznika Finansowego.W ocenie Trybunału, w takiej sytuacji nie można uznać, że sąd krajowy „dysponuje informacjami dotyczącymi stanu prawnego i faktycznego”. Zatem ten sąd powinien zobowiązać przedsiębiorcę do przedstawienia dokumentu lub dokumentów stanowiących podstawę jego żądania, aby mieć możliwość – pomimo braku stawiennictwa konsumenta – sprawdzenia warunków umownych, na których przedsiębiorca oparł swoje roszczenie, w razie wątpliwości co do nieuczciwego ich charakteru tych warunków.

Trybunał stwierdził, że w odmiennym przypadku skuteczna ochrona sądowa konsumenta, przewidziana w prawie Unii, nie byłaby zagwarantowana.

Ważne! Z pełnym brzmieniem analizy prawnej powyższego wyroku autorstwa dr Ewy Skibińskiej z Biura Rzecznika Finansowego mogą się Państwo zapoznać na stronie internetowej pod tym adresem.

Stłuczka na parkingu i konsekwencje ucieczki

Zarysowałeś sąsiednie auto na parkingu przed blokiem lub centrum handlowym? Poczekaj na właściciela lub zostaw za wycieraczką dane kontaktowe. Ubezpieczyciele konsekwentnie domagają się zwrotu wypłaconych odszkodowań za uszkodzone samochody, jeśli sprawca ucieknie z miejsca wypadku. Mają do tego prawo. Rzecznik Finansowy zachęca: zrób wszystko, żeby odnaleźć właściciela uszkodzonego auta!

Analiza Rzecznika Finansowego nt. postępowań regresowych

Schemat jak postępować po stłuczce parkingowej

Do Rzecznika Finansowego zgłaszają się klienci, którzy byli sprawcami wypadku komunikacyjnego. Są zaskoczeni pismem od ubezpieczyciela z żądaniem zwrotu wypłaconego przez niego odszkodowania. Stąd pomysł na przygotowanie analizy opisującej podstawowe zasady związane z tzw. postępowaniem regresowym. Roszczenia regresowe dotyczą sytuacji, w których ubezpieczyciel wypłaca odszkodowanie poszkodowanemu, a następnie domaga się zwrotu równowartości odszkodowania od sprawcy. Mamy nadzieję, że dzięki tej publikacji, sprawcy szkód będą wiedzieli, jak się zachować, żeby wypłata odszkodowania nastąpiła z OC, a nie kieszeni kierowcy, który spowodował stłuczkę– mówi Andrzej Kiciński, zastępca Rzecznika Finansowego.

Najczęściej chodzi o przypadki szkód naprawianych z OC komunikacyjnego, w których sprawca uszkodzeń uciekł z miejsca stłuczki. Poszkodowany, jeśli jest w stanie zidentyfikować sprawcę szkody, zgłasza się do jego ubezpieczyciela i dostaje odszkodowanie z jego OC komunikacyjnego. Ale sprawca będzie musiał zwrócić ubezpieczycielowi wypłaconą kwotę w ramach tzw. regresu. Z informacji zebranych przez Rzecznika wynika, że ubezpieczyciele rzadko skłonni są uznać tłumaczenia kierowców, że nie zauważyli powstania szkody i dlatego nie mogą odpowiadać za celowe oddalenie się z miejsca zdarzenia. Jednakże ciężar udowodnienia, że faktycznie tak nie było – spoczywa nie na kliencie, a na firmie ubezpieczeniowej.  W takiej sytuacji ubezpieczyciel powinien przedstawić dowody na zasadność regresu np. nagranie z monitoringu, zeznania świadka. Ubezpieczyciel może też przedstawić jako dowód opinię rzeczoznawcy, z której będzie wynikało, że rodzaj i wielkość uszkodzeń nie mogła zostać niezauważona przez sprawcę i musiał on mieć świadomość powstania szkody.

Sankcja za ucieczkę

Dla oceny sytuacji istotne będzie, jak zachował się sprawca po wypadku. Jeśli wysiadł, obejrzał uszkodzenia i odjechał – regres będzie uzasadniony. Nie kwestionujemy prawa towarzystw do takiego działania w uzasadnionych wypadkach. Ale w niektórych sytuacjach nie jest to już takie oczywiste – mówi Małgorzata Fonfara, referent prawny w Biurze Rzecznika Finansowego.- Są sprawy, w których kierowcy nie są świadomi, że uszkodzili inny samochód, a mimo to ubezpieczyciel domaga się od nich zwrotu kwot wypłaconych poszkodowanemu. W takich sytuacjach staramy się pomóc – wyjaśnia.

Przypomina, że zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego (np. z dnia 18 listopada 1998 r., sygn. akt II CKN 40/98) nie każde oddalenie się z miejsca wypadku jest równoznaczne z ucieczką. Mało tego, to ubezpieczyciel powinien udowodnić, że sprawca zbiegł z miejsca wypadku. Trudno na przykład mówić o zamiarze uniknięcia odpowiedzialności za szkodę, jeżeli na nagraniu z monitoringu widać, że sprawca co prawda zarysowuje inne auto, ale wysiada i po krótkim oczekiwaniu zostawia za wycieraczką kartkę z numerem kontaktowym.

Niestety w takich sytuacjach może się zdarzyć, że kartkę wyjmie ktoś inny lub wywieje ją wiatr. Dlatego, jeśli zdarzenie ma miejsce na parkingu centrum handlowego, warto odszukać pracownika ochrony i poprosić go np. o wywołanie posiadacza uszkodzonego pojazdu przez głośniki. Jeśli takiej możliwości nie ma, to warto zostawić mu swój numer telefonu, notując przy okazji jego imię i nazwisko. Nikt nie oczekuje, że będziemy czekali godzinami na parkingu na poszkodowanego. Ale warto móc wykazać, że odjechaliśmy dopiero po przekazaniu danych kontaktowych do nas. Dlatego warto wiedzieć, komu zostawiliśmy kontakt do nas. W takiej sytuacji roszczenie regresowe nie będzie miało podstaw.

Ubezpieczyciel musi przedstawić dowody

Bardziej skomplikowane są sytuacje w których na nagraniu widać, że sprawca „zahacza” o inny pojazd, ale niewielkie rozmiary uszkodzenia wskazują, że mógł nie poczuć, że zarysował inne auto. Równocześnie domniemany sprawca zarzeka się, że nie miał świadomości uszkodzenia innego auta. W takiej sytuacji ubezpieczyciel zwracający się z regresem powinien przedstawić dowody na zasadność regresu np. opinię rzeczoznawcy. Powinna ona wyraźnie wskazywać, że w określonych warunkach kierujący musiał mieć świadomość powstałych uszkodzeń. Niestety ubezpieczyciele zapominają, że w takich sytuacjach tzw. ciężar dowodu spoczywa na nich.

Sąd Najwyższy o ucieczce z miejsca zdarzenia – przykładowe orzeczenie

„Zawarte w umowie ubezpieczenia słowo “zbiegł”, którego synonimem może być słowo “uciekł”, użyte zostało celowo, aby nie każde oddalenie się kierowcy z miejsca wypadku, czasami usprawiedliwione okolicznościami zdarzenia, powodowało utratę ochrony ubezpieczeniowej. Aby zatem przypisać kierowcy zachowanie określone w analizowanym przepisie, należałoby wykazać, iż kierowca “szybko”, w celu jego niezauważenia, opuścił miejsce wypadku bez zamiaru powrotu. Tylko takie bowiem zachowanie daje się określić jako zbiegnięcie z miejsca wypadku.”

Orzeczenie z 18 listopada 1998 r., sygn. akt II CKN 40/98.

Trybunał Sprawiedliwości o wyrokach zaocznych w sprawach konsumenckich

Trybunał Sprawiedliwości (TS) wydał 4 czerwca 2020 r. wyrok w „polskiej sprawie”, która dotyczyła powództwa przeciwko konsumentowi o zapłatę kwoty wynikającej z umowy o kredyt konsumencki. Trybunał odniósł się do przypadku biernego zachowania konsumenta (który tak jak w niniejszej sprawie nie uczestniczył w rozprawie) i w wydania wobec niego wyroku zaocznego.

Zgodnie z obowiązującym art. 339 KPC, jeżeli pozwany nie stawił się na rozprawie albo mimo stawienia się nie bierze w niej udziału, to sąd wydaje wyrok zaoczny. Przyjmuje wówczas za prawdziwe twierdzenie powoda o okolicznościach faktycznych przytoczonych w pozwie albo w pismach procesowych doręczonych pozwanemu przed rozprawą. Natomiast to domniemanie prawdziwości twierdzeń powoda nie obowiązuje, jeżeli budzą one uzasadnione wątpliwości lub zostały przytoczone w celu obejścia prawa.

Sporna w niniejszej sprawie kwestia dotyczyła zgodności art.339 §2 KPC z wymaganym przez dyrektywę Rady 93/13/EWG z dnia 5 kwietnia 1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich (Dz.U. 1993, L 95, s.29; dalej jako:  dyrektywa 93/13) poziomem ochrony konsumentów, zwłaszcza w odniesieniu do ciążącego na sądzie obowiązku zbadania z urzędu potencjalnie nieuczciwego charakteru warunków w umowie zawartej z konsumentem. Jak wyżej wskazano treść art. 339 §2 KPC nakłada na sąd obowiązek wydania wyroku zaocznego, którego podstawę faktyczną stanowią wyłącznie twierdzenia przedsiębiorcy, przyjmowane za prawdziwe, chyba że wzbudzą one „uzasadnione wątpliwości” lub sąd dojdzie do przekonania, że te twierdzenia „zostały przytoczone w celu obejścia prawa”. W praktyce im bardziej informacje przedstawione przez przedsiębiorcę są zwięzłe, tym mniejsze jest prawdopodobieństwo powzięcia przez sąd „uzasadnionych wątpliwości”. Tym samym w takich przypadkach polski sąd nie ma podstaw do zbadania z urzędu nieuczciwego charakteru warunków umownych.

W dzisiejszym wyroku TS podtrzymuje dotychczasową linię orzeczniczą odnośnie zakresu ochrony przyznanej konsumentom w dyrektywie 93/13, rozciągającej się na sytuacje, w których konsument – który zawarł z przedsiębiorcą umowę obejmującą nieuczciwy warunek – nie podnosi zarówno okoliczności, że ta umowa wchodzi w zakres zastosowania tej dyrektywy, jak i nieuczciwego charakteru tego warunku. Obejmuje to sytuacje, gdy ten konsument albo nie jest świadomy swych praw, lub też rezygnuje z ich podniesienia np. ze względu na wysokie koszty postępowania przed sądem.

W celu zapewnienia ochrony określonej w dyrektywie 93/13, Trybunał potwierdził, że nierówność między konsumentem a przedsiębiorcą może zostać zrównoważona jedynie przez aktywne działanie sądu. W sprawach dotyczących takiej ochrony TS wskazał sądowi krajowemu, jak powinna kształtować się kolejność jego działań. Po pierwsze, sąd jest zobowiązany do zbadania z urzędu, gdy znane mu są niezbędne ku temu okoliczności faktyczne i prawne, czy dane warunki umowy wchodzące w zakres stosowania dyrektywy 93/13 mają nieuczciwy charakter. W wyniku takiego badania sąd powinien zniwelować brak równowagi między konsumentem a przedsiębiorcą. Po drugie, jeżeli sąd nie zna tych okoliczności, to powinien mieć możliwość przeprowadzenia z urzędu niezbędnych środków dowodowych w celu ustalenia, czy warunek zawarty w spornej umowie jest objęty zakresem stosowania tej dyrektywy.

Trybunał powołując się na dotychczasowe orzecznictwo podkreślił, że nawet w sytuacji braku stawiennictwa na rozprawie konsumenta, sąd rozpatrujący spór dotyczący umowy o kredyt konsumencki, powinien przeprowadzić środki dowodowe konieczne do zbadania potencjalnie nieuczciwego charakteru warunków objętych zakresem stosowania dyrektywy 93/13, w celu zapewnienia konsumentowi ochrony praw z niej wynikających.

Sąd Okręgowy w Poznaniu (sąd odsyłający), rozpatrujący niniejszą sprawę, wskazywał, że nie posiada umowy stanowiącej podstawę spornej wierzytelności, podpisanej przez obie strony umowy, lecz jedynie kopię umowy ramowej nieopatrzonej podpisem pozwanego. W ocenie Trybunału, w takiej sytuacji nie można uznać, że sąd krajowy „dysponuje informacjami dotyczącymi stanu prawnego i faktycznego”. Zatem ten sąd powinien zobowiązać przedsiębiorcę do przedstawienia dokumentu lub dokumentów stanowiących podstawę jego żądania, aby mieć możliwość – pomimo braku stawiennictwa konsumenta –  sprawdzenia warunków umownych, na których przedsiębiorca oparł swoje roszczenie, w razie wątpliwości co do nieuczciwego ich charakteru tych warunków. Trybunał stwierdził, że w odmiennym przypadku skuteczna ochrona sądowa, przewidziana w prawie Unii, nie byłaby zagwarantowana.

Określając zakres interpretacji sądu odsyłającego Trybunał jednoznacznie stwierdził, że w analizowanej sprawie powinien on w pierwszej kolejności dokonać wykładni zgodnej (prounijnej wykładni) art. 339 §2 KPC. W konsekwencji, jeżeli ten sąd stwierdzi, że powyższy przepis, uniemożliwia mu, na podstawie pozwu przedsiębiorcy, podjęcie środków dowodowych pozwalających na przeprowadzenie z urzędu kontroli warunków objętych zakresem dyrektywy 93/13 i stanowiących przedmiot sporu, to powinien zbadać, czy wykładnia zgodna z prawem UE jest możliwa. A zatem czy przewidziane w art.339 §2 KPC wyjątki, takie jak „uzasadnione wątpliwości” lub „obejście prawa” umożliwiają sądowi odsyłającemu przeprowadzenie niezbędnych środków dowodowych. Trybunał podkreślił, że to sąd odsyłający powinien rozstrzygnąć, czy oraz w jakim zakresie może dokonać wykładni art. 339 § 2 KPC zgodnie z dyrektywą 93/13, nie interpretuje tego polskiego przepisu contra legem. Co więcej Trybunał podkreślił, że wymóg dokonywania wykładni zgodnej obejmuje również konieczność zmiany krajowego orzecznictwa, którego nie da się pogodzić z celami dyrektywy. Trybunał uznał, że jedynie w ostateczności, w przypadku braku możliwości dokonania wykładni zgodnej i zastosowania przepisów krajowych zgodnie z wymogami dyrektywy 93/13, sąd odsyłający ma obowiązek zbadania z urzędu, czy postanowienia uzgodnione między stronami mają abuzywny charakter i w tym celu przeprowadzenia niezbędnych środków dowodowych, nie stosując w razie potrzeby polskich regulacji, które są sprzeczne z takim badaniem.

Wyrok TS z 4 czerwca 2020 r., Kancelaria Medius, C-495/19

źródło: www.curia.eu 

opr. dr Ewa Skibińska, Biuro Rzecznika Finansowego.

“Wakacje kredytowe” – rozwiązania zagraniczne. Niemcy.

Rzecznik Finansowy prezentuje kolejne opracowanie rozwiązań zagranicznych systemów prawnych dotyczących ustawowych regulacji tzw. wakacji kredytowych. Tym razem dotyczy ono rynku niemieckiego 

Niemcy są kolejnym krajem, który ustawowo rozwiązał kwestię „wakacji kredytowych”. Regulacja obejmuje kredyty konsumenckie, przy czym w Niemczech wyróżnia się tzw. ogólną umowę o kredyt konsumencki oraz umowę o kredyt konsumencki zawieraną w obrocie nieruchomościami. Ustawa nie obejmuje umów o zbliżonej naturze, takie jak np. umowa sprzedaży ratalnej, umowa leasingu, umowa pożyczki rzeczowej. Co ciekawe ustawa przewiduje możliwość rozszerzenia – w trybie rozporządzenia wydanego przez rząd federalny za zgodą Parlamentu niemieckiego (Bundestagu) – zakresu tego rozwiązania również na innych kredytobiorców, w tym w szczególności na małe przedsiębiorstwa, jak i ograniczenie kręgu uprawnionych klientów.

Klienci którzy zawarli takie umowy przed 15 marca 2020 r. mogą liczyć na odroczenie na trzy miesiące wierzytelności kredytodawcy tytułu: zwrotu kapitału, zapłaty odsetek, ratalnej spłaty kapitału, które są już lub względnie staną się wymagalne w okresie 1 kwietnia 2020 r do 30 czerwca 2020 r. Wydłużeniu o trzy miesiące podlega również czas trwania nawiązanego przez strony zobowiązania umownego – mówi dr hab. Mariusz Golecki, Rzecznik Finansowy.

Przy czym ustawa przewidziała od razu uprawnienie rządu federalnego Niemiec do wydania rozporządzenia o przedłużeniu czasu, w którym wierzytelności z umowy o kredyt będą mogły być odroczone o kolejne trzy miesiące, czyli do 30 września 2020 r. Przewidywany ustawą czas przedłużenia zawartej umowy o kredyt będzie może zostać wydłużony do 12 miesięcy.

Co ważne, żeby skorzystać z tego rozwiązania konsument musi wykazać, że w efekcie nadzwyczajnych okoliczności, mających swe źródło w rozprzestrzenianiu się pandemii COVID-19, utracił dochody – podkreśla Mariusz Golecki.

Jak podkreśla dr hab. Beata Giesen, w swojej analizie na zlecenie Rzecznika Finansowego, komentatorzy wyjaśniają, że o utracie dochodów może być mowa wówczas, gdy zachodzi rozbieżność pomiędzy dochodami rzeczywiście osiąganymi a rozmiarem dochodów przewidywanymi w danym okresie. Dla przyjęcia stanu utraty dochodów wystarczy wykazanie faktu opóźnienia w zapłacie należności. Przy badaniu tej przesłanki można uwzględnić również spodziewane dochody z umów, które ostatecznie nie doszły do skutku, choć ich zawarcie było realne. Dodatkowo zakres utraty jego dochodów powinien przyjmować taki rozmiar, że spełnienie świadczenia z tytułu umowy kredytu wiązałoby się dla niego z niewspółmiernie dużym obciążeniem, co, zgodnie z brzmieniem ustawy, ma miejsce w szczególności wówczas, gdy spełnienie świadczenia wiązałoby się z zagrożeniem dla stanu posiadania godziwych środków utrzymania dla niego lub dla pozostających na jego utrzymaniu osób.

Ciekawym rozwiązaniem jest to, że dłużnik nie jest bezwzględnie chroniony. Ustawodawca niemiecki wprowadził tzw. przesłankę negatywną. Jej istotą jest mechanizm ochronny dla kredytodawcy polegający na tym, że kredytobiorca nie może skorzystać ze swojego uprawnienia, gdy odroczenie wymagalności wierzytelności lub wykluczenie możliwości wypowiedzenia umowy byłoby nie odpowiednie dla wierzyciela, biorąc pod uwagę całokształt okoliczności konkretnego wypadku i rozważenie interesów obydwu stron umowy. Jako przykład takiej wyjątkowej sytuacji podaje się przypadek wcześniejszego naruszenia umowy przez dłużnika albo notoryczne niedochowywanie przez niego warunków zawartej.

Przegląd zagranicznych rozwiązań dotyczących „wakacji kredytowych” jest realizowany we współpracy z naukowcami zaangażowanymi w pracę Doradczego Komitetu Naukowego przy Rzeczniku Finansowym. Korzystając z ich wiedzy i doświadczeń Rzecznik Finansowy przeanalizował zagraniczne rozwiązania dotyczące wakacji kredytowych. Mogą one stanowić punkt odniesienia dla toczącego się procesu przygotowywania polskich rozwiązań w tym zakresie. Do tej pory Rzecznik zaprezentował analizę dotyczącą rozwiązań wprowadzonych w Austrii, we Włoszech oraz na Węgrzech.

Z przedstawionych dotychczas rozwiązań ciekawy wydaje się „pomysł włoski” polegający na zaangażowaniu specjalnego funduszu w system kompensacyjny dla banków. Fundusz pokrywa na wniosek zainteresowanego połowę kosztu odsetek na rzecz banku i instytucji finansowych. Pozwoliło to Włochom na wydłużenie terminu wakacji kredytowych do 9 miesięcy. Wydaje się, że to kompromisowe rozwiązanie, bo zapewnia dłuższy termin wsparcia kredytobiorców, przy jednoczesnym zadbaniu o stabilność systemu bankowego. W naszych warunkach można by było pomyśleć o zaangażowaniu w tym celu środków BGK – mówi Mariusz Golecki.