Rzecznik Finansowy ostrzega przed oszustwem „na pracodawcę”

Metoda „na pracodawcę” polega na wyłudzeniu danych logowania do mobilnych kanałów dostępu do bankowości internetowej, pod pretekstem atrakcyjnej oferty pracy. Dlatego Rzecznik Finansowy ostrzega: nigdy, nikomu i pod żadnym pozorem nie podawaj swoich danych logowania do konta bankowego.

Blisko 40 tysięcy złotych stracił klient Rzecznika Finansowego w wyniku przestępstwa metodą „na pracodawcę”. Zmamiony obietnicą zatrudnienia w charakterze zawodowego kierowcy, udostępnił „przyszłemu pracodawcy” dane logowania do mobilnego kanału dostępu do własnego konta bankowego. A przyszły pracodawca okazał się być wyrafinowanym przestępcą, który metodycznie zdobywał zaufanie poszkodowanego. Teraz szuka go policja w całym kraju.

Pan Michał (imię zmienione) szukał pracy od kilku miesięcy. O pracę rozpytywał znajomych, w internecie przeglądał ogłoszenia. Jego sytuacja finansowa była coraz trudniejsza. Miesięczne obroty na koncie bankowym nie przekraczały 500 złotych. A jednak przestępcy, który podszył się pod pana Michała i wyłudził dostęp do konta, udało się zaciągnąć „kredyt na klik” w Banku PKO BP na ponad 28 tysięcy. Kolejne tysiące przestępca wyłudził z firm oferujących szybkie pożyczki.

Jak to możliwe, że dane logowania do konta bankowego trafiły do przestępcy? Pan Michał był zdesperowany. Wielomiesięczne poszukiwania pracy nie przynosiły skutku. Pewnego dnia, w połowie listopada 2019 roku na portalu OLX znalazł wreszcie ogłoszenie, o które mu chodziło. Praca zawodowego kierowcy, 4 tysiące na rękę, cykl szkoleń, służbowy samochód, laptop, komórka. Wspólne z domniemanym pracodawcą zainteresowania motoryzacją. To pasja, którą obaj omawiali godzinami, kochali samochody. Zdążyli się zaprzyjaźnić jeszcze przed podpisaniem umowy o pracę.

Sprawy jednak trzeba było wreszcie formalizować. Przyszły pracodawca zaproponował nietypową formę rozliczania paliwa – poprzez konto bankowe pracownika. Aplikację bankową zainstalował na telefonie, który już za dwa dni miał być służbową komórką pana Michała. Wymusił od niego podanie loginu i hasła do prywatnego konta oraz zmianę numeru telefonu w banku, by móc potwierdzać transakcje z telefonu służbowego. By rozwiać wątpliwości pana Michała, poprosił go o wcześniejsze wypłacenie wszystkich środków z tego konta. – Na koncie zero złotych, co złego może się zdarzyć? – pomyślał pan Michał.

Już następnego dnia kontakt między miłośnikami motoryzacji urwał się. „Przyszły pracodawca” zaciągnął szybki kredyt w banku na ponad 28 tysięcy złotych, od kolejnych trzech instytucji pożyczkowych, podszywając się pod pana Michała, otrzymał blisko 10 tysięcy złotych. Nie udało zaciągnąć się tylko jednego kredytu – na kolejne 15 tysięcy złotych. Oszust wypłacił pieniądze i zniknął. Szuka go policja. Pan Michał został bez pracy, za to z kilkudziesięciotysięcznym długiem. Do banku zwrócił się z reklamacją, która została odrzucona. Teraz musi spłacać niezaciągnięte przez siebie zobowiązania. Nie zgadza się z argumentami banku, dlatego zwrócił się o pomoc do Rzecznika Finansowego.

Przestępcy nie ograniczają się już do wyłudzania środków pieniężnych zgromadzonych na rachunku bankowym klienta – mówi dr hab. Mariusz Golecki, Rzecznik Finansowy.Coraz częściej wykorzystują wyłudzone dane do zaciągania kredytów i pożyczek w imieniu osób pokrzywdzonych.

Rzecznik Finansowy podkreśla: – Niezależnie od okoliczności należy bezwzględnie chronić dostępu do bankowości internetowej przed niepowołaną ingerencją osób trzecich. Pod żadnym pozorem nie należy nikomu ujawniać haseł do bankowości internetowej. Brak środków na rachunku nie zabezpiecza nas przed przestępstwem, bowiem przestępcy mogą zaciągać na naszą szkodę zobowiązania, często na bardzo wysokie kwoty.

Mariusz Golecki zwraca również uwagę na obowiązki banków w zakresie zapobiegania tego rodzaju przestępstwom. W ocenie Rzecznika Finansowego stosowanie przez banki uproszczonej procedury przyznania kredytu, tzw. „kredytów na klik”, może budzić wątpliwości z punktu widzenia zapewnienia bezpieczeństwa klientów.

Stosowanie tego mechanizmu powoduje, że przestępcy po przejęciu kontroli nad dostępem do konta ofiary wykorzystują wszelkie dostępne możliwości uzyskania środków pieniężnych z rażącym pokrzywdzeniem klienta banku – zauważa Mariusz Golecki.

Rzecznik Finansowy podkreśla przy tym, że banki powinny każdorazowo precyzyjnie określać w umowach z klientami sposób składania oświadczenia woli w związku z zawarciem umowy kredytu lub pożyczki z wykorzystaniem kanałów bankowości internetowej.

Za niedopuszczalne uznać należy stosowanie, na zasadzie analogii, zasad składania oświadczeń woli przewidzianych umową dla innych usług bankowych, w szczególności usług płatniczych związanych z prowadzeniem rachunku bankowego. Czynności bankowe polegające na udzielaniu pożyczek i kredytów są całkowicie odrębne od czynności bankowych polegających na prowadzeniu rachunków bankowych, w związku z czym ustalone zasady składania oświadczeń woli w związku z prowadzeniem rachunku bankowego nie mogą być automatycznie stosowane do zawarcia umowy kredytu – podkreśla Rzecznik Finansowy.

Pan Michał spłaca nie swoje kredyty. Oszusta szuka policja.

Rzecznik Finansowy ostrzega przed oszustwem z podmianą kart SIM

Czy nasze pieniądze na koncie bankowym są całkowicie bezpieczne? Tak być powinno. Jednak rozwój nowych technologii, który na co dzień ułatwia nam korzystanie z usług bankowych, sprawia też, że narażeni jesteśmy na nowe zagrożenia. W cyklu „Rzecznik Finansowy ostrzega”, informujemy o sprawach zgłaszanych przez klientów. Tym razem chodzi o przestępstwa związane z podmianą kart SIM tzw. sim-swap-fraud, w wyniku których dwaj klienci Rzecznika stracili łącznie ponad 650 tys. zł.

Do Rzecznika Finansowego wpływają sygnały o kradzieży pieniędzy z rachunków klientów korzystających z usług bankowości internetowej. Przestępcy wykorzystują do tego karty SIM, najczęściej podstępnie wyłudzone od operatorów sieci telefonii komórkowej. Jest to niestety bardzo skuteczny sposób kradzieży środków pieniężnych, często uniemożliwiający szybką reakcję posiadacza rachunku. Ale wbrew pozorom w przypadku tego rodzaju przestępstw nie jesteśmy całkowicie bezbronni.

Temat SIM-swap-fraud nie jest nowy. Już w sierpniu 2018 Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej wystąpił do dostawców mobilnych usług telekomunikacyjnych i Związku Banków Polskich z wnioskiem o podjęcie działań mających na celu przeciwdziałanie nadużyciom na rynku telekomunikacyjnym i bankowym, w wyniku których dochodzi do kradzieży pieniędzy z kont bankowych użytkowników. Ale do Biura Rzecznika Finansowego wciąż zgłaszają się poszkodowani w wyniku tego rodzaju przestępstw.

By dokonać skutecznej kradzieży metodą SIM-swap-fraud, przestępca musi znać numer telefonu, dane osobiste i bankowe użytkownika. W pierwszym kroku przestępcy zgłaszają u operatora (podszywając się pod właściciela numeru) potrzebę wymiany karty SIM. Następnie, wykorzystując wyłudzoną kartę SIM, przestępcy kontaktują się z bankiem podszywając się pod właściciela konta, po czym dokonują telefonicznej zmiany haseł dostępu do bankowości internetowej. Dochodzi do zlecenia dokonania przelewów bankowych z rachunku pokrzywdzonego klienta banku na rachunki bankowe przestępców, skąd środki te wypłacane są np. w bankomatach.

W sprawach prowadzonych obecnie przez Rzecznika Finansowego zlecenia przelewów uwierzytelniane były za pomocą kodów uwierzytelniających, które bank standardowo wysyła na numer telefonu komórkowego klienta. Kody trafiają bezpośrednio do przestępców, którzy korzystają z wyłudzonej karty SIM. Przestępcy wykorzystują wyłudzone w ten sposób dane, dla uwierzytelnienia składanych dyspozycji.

– Zwracamy uwagę klientów na konieczność reagowania w sytuacji podejrzenia nieprawidłowego działania urządzeń wykorzystywanych do autoryzacji i uwierzytelniania transakcji płatniczych. Zwracamy również uwagę dostawców usług płatniczych na konieczność zachowania szczególnej ostrożności w procesie realizacji dyspozycji zmiany haseł dostępu do kanałów bankowości internetowej klientów, składanych w sposób zdalny – podkreśla dr hab. Mariusz Jerzy Golecki, Rzecznik Finansowy.

Eksperci Rzecznika Finansowego wskazują, że w ostatnim okresie trafia do nich coraz więcej klientów, którzy stracili środki pieniężne w wyniku nieautoryzowanych transakcji płatniczych. Tendencję potwierdzają ustalenia dokonane na podstawie ankiety przeprowadzonej przez Rzecznika Finansowego w bankach. Wynika z niej, że w skali rynku do banków trafia około 15-18 tys. zgłoszeń nieautoryzowanych transakcji płatniczych miesięcznie.

– Podejmujemy aktywne działania zmierzające do zwrócenia uwagi banków na konieczność prowadzenia działalności w zakresie usług płatniczych w sposób, który zapewnia bezpieczeństwo środków pieniężnych klientów. W ostatnim okresie podjęliśmy szereg interwencji związanych ze stwierdzeniem niewłaściwego działania banków w odniesieniu do nieautoryzowanych transakcji. Nasze interwencje obejmowały także wystąpienie na drogę sądową w imieniu osób poszkodowanych w wyniku nieautoryzowanych transakcji – mówi Mariusz Golecki.

Mariusz Golecki podkreśla przy tym, że także klienci powinni dochować maksimum należytej staranności w celu ochrony własnych środków. – Należy bezwzględnie chronić dostępu do bankowości internetowej przed niepowołaną ingerencją osób trzecich. Pod żadnym pozorem nie należy ujawniać haseł do bankowości internetowej osobom nieuprawnionym. Należy chronić również urządzenia, na które otrzymujemy kody uwierzytelniające. W przypadku jakichkolwiek podejrzeń należy niezwłocznie powiadomić bank w celu zapobieżenia dokonania nieautoryzowanych transakcji płatniczych – radzi Rzecznik Finansowy.

Kiedy możemy podejrzewać, że przestępcy próbują nas okraść metodą SIM-swap-fraud? Czerwona lampka powinna zapalić się w momencie gdy nasz telefon nieoczekiwanie straci dostęp do sieci komórkowej. Jeśli jesteśmy przekonani, że telefon funkcjonuje poprawnie, skorzystajmy z innego telefonu i skontaktujmy się z naszym operatorem. Tam możemy uzyskać informację o tym, co jest przyczyną utraty dostępu do sieci komórkowej. Jeśli jest nim wymiana karty SIM, natychmiast skontaktujmy się z bankiem i zablokujmy telefoniczny / mobilny kanał uwierzytelniający.

Rzecznik Finansowy ostrzega przed oszustwami z użyciem zdalnego pulpitu

Do Rzecznika Finansowego trafiają skargi od klientów, którym oszuści ogołocili internetowe konta bankowe korzystając z funkcji zdalnego pulpitu. Dzieje się to albo przy okazji oferowania możliwości „inwestycji” mającej przynieść krociowe zyski, albo pod pozorem kontaktu przedstawiciela banku czy biura maklerskiego. Rzecznik Finansowy apeluje o ostrożność i rozwagę jeśli znajdziemy się w podobnej sytuacji.

Zdecydowałem o nagłośnieniu tego zjawiska z dwóch powodów. Po pierwsze, ponownie chciałbym zaapelować o większą rozwagę przy korzystaniu z pozornie atrakcyjnych ofert „inwestycji”. Po drugie, żeby przestrzec nowym sygnalizowanym w trafiających do nas zgłoszeniach mechanizmem oszustwa: wykorzystania zdalnego pulpitu – mówi dr hab. Mariusz Jerzy Golecki, Rzecznik Finansowy.

Wyjaśnia, że oszuści przekonują ofiarę do zainstalowania programu, który pozwala im na zdalne przejęcie kontroli nad komputerem. W niektórych wypadkach robią pod pozorem „szkolenia” przed skorzystaniem z platformy inwestycyjnej. W innych kontaktują się rzekomi przedstawiciele banku czy biura maklerskiego, w którym klient ma rachunek. Wykorzystując zaufanie klientów, przejmują kontrolę nad ich komputerem i wykonują szereg transakcji z konta bankowego.

Jak to wygląda w praktyce, można prześledzić na jednym z przypadków, który trafił do Rzecznika.

Dałem się nabrać na tzw. zarabianie pieniędzy przez Internet na handlu akcjami i walutami – tak zaczyna się wystąpienie klienta do Rzecznika Finansowego.

Z dalszego opisu wynika, że telefoniczny konsultant najpierw namówił klienta to wpłaty 250 euro na konto platformy inwestycyjnej. Zapewniał, że tylko ta kwota będzie inwestowana. Następnie przekonał go do pobrania na komputer programu, który miał służyć do zarządzania inwestycjami.

Po zarejestrowaniu się, została mi przydzielona osoba, która miała mi pomoc w zarabianiu – opisuje klient.

„Doradca” zaczął od wytłumaczenia, że inwestycja będzie polegała na zakupie akcji Boeinga, które miałby być w danym momencie „przecenione” ze względu na pandemię. Jednocześnie przy pomocy zainstalowanego programu, zaczął wykonywać różne działania na komputerze klienta.

Nie byłem zorientowany, że przy pomocy tego programu można bez mojej zgody wykonywać operacje, czyli tak działać jakobym to ja działał. Sam wykonywał operacje związane z przelewem, a mnie nieświadomemu pozostało podać mu dane z SMS, które otrzymałem z mojego banku. Po naszym roboczym spotkaniu zajrzałem do mego banku i zobaczyłem, w jak sprytny sposób zostałem okradziony – pisze klient. Oprócz 250 euro klient stracił w ten sposób pieniądze zgromadzone na koncie.

– Niestety w takiej sytuacji ciężko będzie klientowi odzyskać pieniądze. Dlatego apeluję o daleko posuniętą ostrożność przy korzystaniu z ofert atrakcyjnych inwestycji na platformach internetowych. Pamiętajmy, żeby nie pozwalać osobom, których nie znamy na instalowanie oprogramowania zawierającego funkcjonalność zdalnego pulpitu. Nie klikajmy w linki przesłane e-mailem. Jeśli ktoś nakłania nas do tego telefonicznie, rozłączmy się i skontaktujmy – najlepiej korzystając z innego telefonu – z infolinią naszego banku lub biura maklerskiego – radzi Mariusz Golecki. 

Uwaga na niebezpieczne przerwy w OC komunikacyjnym

Kupiłeś samochód i korzystasz z OC sprzedającego? Płacisz składkę za OC w ratach? Pilnuj terminów zakupu nowej polisy! Z danych Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego wynika, że aż  40 procent wykrytych nieubezpieczonych dotyczy osób, które wcześniej zakupiły używane auto, a blisko jedna czwarta to kierowcy, którzy płacili składkę w ratach.

Najczęściej przerwa w ochronie OC powstaje w dwóch przypadkach. Po pierwsze, gdy kupiliśmy używany samochód i korzystamy z polisy sprzedającego. Po drugie, gdy płatność za dotychczasową polisę dokonywana była w ratach i nie opłacono choćby jednej z nich. W takich sytuacjach ubezpieczenie nie przedłuża się automatycznie i ważne jest tylko do końca okresu, który widnieje na polisie. Po tej dacie właściciel pojazdu musi wykupić nowe OC.

– Osoba która nie może obecne dopełnić wszystkich formalności ze względu na przykład na zły stan zdrowia, kwarantannę czy dodatkowo brak dostępu do usług elektronicznych i ma przerwę w ochronie ubezpieczeniowej – bezwzględnie nie powinna używać takiego pojazdu. Apelujemy też do Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego o odroczenie bądź anulowanie kary za brak tej polisy, w takiej udokumentowanej sytuacji – mówi Andrzej Kiciński, zastępca Rzecznika Finansowego.

W zdecydowanej większości przypadków umowa ubezpieczenia komunikacyjnego OC zawierana jest na 12 miesięcy i – o ile dotychczasowa polisa nie została wypowiedzialna  – przedłuża się automatycznie na kolejny rok. Zabezpiecza to klientów przed sytuacją w której np. z powodów zdrowotnych nie mogą dopełnić formalności, a dzięki takiemu rozwiązaniu mogą korzystać z ochrony. Pozostaje tylko kwestia uregulowania składki.

– Liczymy, że w obecnej sytuacji stanu epidemii ubezpieczyciele wyjdą z propozycjami ustalenia dogodnego harmonogramu płatności składki bez obciążania klientów ewentualnymi kosztami z tytułu zwłoki – mówi Andrzej Kiciński.

Właściciele pojazdów zarejestrowanych w Polsce mają obowiązek posiadania ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej (OC). Reguła ta przestaje obowiązywać dopiero po wyrejestrowaniu samochodu, motocykla, ciągnika, motoroweru etc. Polisa ta chroni budżet właściciela auta. To z niej – ubezpieczyciel wypłaca odszkodowanie ofiarom wypadku spowodowanego naszym pojazdem. W przypadku braku polisy OC odpowiedzialność wobec poszkodowanych przejmuje Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny. Następnie jednak dochodzi on całej wypłaconej sumy – solidarnie od nieubezpieczonego posiadacza oraz sprawcy – który kierował takim autem bez OC.  Rekordzista ma do zwrotu ponad 1,5 miliona złotych. 

17 kwietnia 2020 r. 

Rzecznik Finansowy: aneksy „wakacji kredytowych” nie powinny zawierać potwierdzenia salda

Pierwsze efekty akcji  „Finanse w czasie koronawirusa – zgłoś problem Rzecznikowi Finansowemu”. Rzecznik zidentyfikował przypadki wprowadzania do dokumentów uruchamiających „wakacje kredytowe” postanowień dotyczących tzw. potwierdzenia salda przez klienta. Na tej podstawie w przyszłości banki mogą próbować utrudnić dochodzenie roszczeń np. posiadaczom kredytów „frankowych”. Dlatego Rzecznik zwróci się o rezygnację z ich stosowania.

W ostatnich dniach klienci banków dostarczyli nam pierwsze przykłady postanowień stosowanych przez banki we wnioskach i aneksach dotyczących tzw. wakacji kredytowych, które można uznać za potencjalnie niebezpieczne dla niektórych grup klientów. Chodzi w szczególności o postanowienia dotyczące tzw. potwierdzenia salda przez klienta – mówi Mariusz Golecki, Rzecznik Finansowy.

Klienci obawiają się, że banki mogą traktować złożenie takiego oświadczenia jako akceptację przez konsumenta zobowiązania w wysokości ustalonej przez bank na podstawie niedozwolonego postanowienia umownego. Kwestia ta jest  szczególnie ważna dla „frankowiczów”. W zawartych przez nich  umowach kredytowych można znaleźć wiele takich zapisów, ale dotyczy to także innych pożyczkobiorców, którzy na tej podstawie potencjalnie chcieliby kwestionować niektóre postanowienia. Eksperci Rzecznika uważają, że takie obawy mogą być zasadne. Wiele zależy od sposobu zawarcia aneksów.  Jednak jednocześnie wskazują wiele argumentów, że podpisanie takiego aneksu nie powinno być traktowane jako akceptacja niedozwolonych postanowień umownych.

Potwierdzenie salda bez związku z „wakacjami kredytowymi”

Ani ja, ani moi eksperci nie widzimy związku między oświadczeniem o uznaniu salda, a odroczeniem płatności rat. To oznacza, że takie postanowienie nie powinno w ogóle znaleźć się w proponowanym przez bank wniosku czy aneksie. Jeśli już zostało jednak wprowadzone, to  patrząc od strony prawnej, złożenie oświadczenia o potwierdzeniu salda nie powinno wywierać skutków prawnych. Nie można bowiem twierdzić, że w ten sposób kredytobiorca  zgadza się na potwierdzenie wysokości salda. Istotny jest przy tym cel zawieranego aneksu oraz właściwy przedmiot wniosku złożonego przez kredytobiorcę. Z pewnością jest to skorzystanie z możliwości zawieszenia spłaty rat kredytu, a nie np. sanowanie niedozwolonych postanowień umownych – mówi Mariusz Golecki.

Może się jednak zdarzyć, że prawnicy niektórych banków będą próbowali prezentować przeciwną argumentację i spory będą musiały rozstrzygać sądy.

– Sytuacja dziś, związana ze skutkami epidemii koronawirusa jest szczególna. Przyjęcie takiej strategii należałoby uznać za nadużycie zaufania i wykorzystanie trudnej sytuacji klienta. Mam więc nadzieję, że w praktyce do takich sytuacji nie będzie dochodziło, a banki stosujące dotychczas takie praktyki wycofają się z nich. Uważam jednak, że warto przestrzec przed takimi możliwymi skutkami podpisania takiego aneksu  – mówi Mariusz Golecki.

Sądy prawdopodobnie staną po stronie klientów

Oczywiście jeśli doszłoby na tym tle do sporu sądowego, to będziemy wspierali klientów we wszelki możliwy sposób, także tzw. istotnymi poglądami. Jednakże, choć mamy mocne argumenty prawne potwierdzające nasz pogląd, to nie można z całą pewnością przewidzieć rozstrzygnięć, jakie w przyszłości wydadzą w tej kwestii sądy. Są przecież w swoim orzekaniu niezawisłe i niezależne od każdej ze stron postępowania. Dodatkowo będą oceniać konkretne stany faktyczne, w tym także zapewne sposób zawarcia aneksów – mówi Mariusz Golecki.

Jednocześnie należy zauważyć, że choć tego typu sprawy nie były jeszcze rozstrzygane przez krajowe sądy, to korzystne dla klientów są wyroki dotyczące generalnych zasad uznawania postanowień za niedozwolone.

W tym kontekście Rzecznik Finansowy przypomina  na przykład treść uchwały Sądu Najwyższego z dnia 20 czerwca 2018 roku (III CZP 29/17), zgodnie z którą „oceny, czy postanowienie umowne jest niedozwolone […] dokonuje się według stanu z chwili zawarcia umowy.”.

Ta ocena Sądu Najwyższego wynika nie tylko z interpretacji przepisów prawa krajowego, ale również z konieczności stosowania przepisów prawa Unii Europejskiej jednoznacznie zinterpretowanych przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej – uważa Mariusz Golecki.

Przywołuje art. 4 ust. 1 Dyrektywy 93/13 z dnia 5 kwietnia 1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich, zgodnie z którym „charakter warunków umowy jest określany z uwzględnieniem rodzaju towarów lub usług, których umowa dotyczy i z odniesieniem, w momencie zawarcia umowy, do wszelkich okoliczności związanych z zawarciem umowy oraz do innych warunków tej umowy lub innej umowy, od której ta jest zależna.

Kolejne argumenty można znaleźć w uzasadnieniu wyroku z dnia 20 września 2017 r. w sprawie Andrucic i in. przeciwko Banca Românească SA (C-186/16). Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wprost wskazał, iż:oceny nieuczciwego charakteru warunku umownego należy dokonywać w odniesieniu do momentu zawarcia danej umowy, z uwzględnieniem ogółu okoliczności, które mogły być znane przedsiębiorcy w owym momencie i mogły mieć wpływ na późniejsze jej wykonanie.”

Reasumując, zarówno w prawie krajowym jak i europejskim można znaleźć wiele argumentów przemawiających za tym, że podpisanie aneksu z uznaniem salda, nie powinno zablokować możliwości dochodzenia roszczeń wynikających ze stosowania postanowień niedozwolonych. Praktyka taka może jednak skomplikować sytuację prawną klienta choćby w zakresie niewłaściwego uznania długu.

Dlatego będę występował do wprowadzających te postanowienia banków o rezygnację z ich stosowania, co pozwoli spokojnie korzystać klientom z odroczenia spłaty rat. Klienci, którzy popadli dziś w kłopoty finansowe i muszą skorzystać z tej oferty, nie mogą mieć żadnych wątpliwości co do bezpieczeństwa takich zapisów. Będziemy monitorowali kolejne wpływające do nas wnioski i aneksy pod tym kątem – zapowiada Mariusz Golecki.

Dodaje, że z punktu widzenia bezpieczeństwa klientów, zasady „wakacji kredytowych” powinny być przejrzyste oraz w pewien sposób ujednolicone. Jego zdaniem na dziś te warunki nie są spełnione, a dotychczasowa praktyka poszczególnych banków zarówno co do treści proponowanych aneksów, sposobu informowania o skutkach prawnych oraz ekonomicznych czy też samego podejścia do rozpatrywania wniosków składanych przez klientów jest nadal bardzo zróżnicowana.

Ryzykowne postanowienia – przykłady

Jakie postanowienia powinny wzbudzić czujność klientów? Już w samym wniosku o tzw. „wakacje kredytowe” składanym z on-line można znaleźć takie zdanie: „Kredytobiorca oświadcza, iż potwierdza wysokość zadłużenia z tytułu kredytu wynikającą z dotychczasowej obsługi kredytu wg stanu na dzień złożenia wniosku.” Można je znaleźć o sekcji umowy nazywanej „kwota kredytu i okres kredytowania”.

Następnie w aneksie podpisywanym w placówce, jest postanowienie: „Strony zgodnie oświadczają , że bank posiada niesporną wierzytelność wobec kredytobiorcy z tytułu kredytu […]”

Choć nie występuje tu zwrot „uznanie salda”, to w praktyce podpisanie takiego aneksu może być w przyszłości traktowane przez bank, jako potwierdzenie braku zastrzeżeń do konstrukcji umowy np. co do stosowania w niej postanowień niedozwolonych i wynikającej z nich kwoty kredytu.

Jednocześnie nie jest wykluczone, że takie nieprzejrzyste działania banków mogą zostać uznane za nieuczciwą praktykę, mającą na celu wprowadzenie klientów w błąd co do treści ich praw i obowiązków.  W przypadku powstania na tym tle sporów klientów z bankami Rzecznik Finansowy będzie oczywiście podejmował niezbędne, przewidziane ustawowo działania, w tym także wpierał klientów argumentacją w ramach postępowania interwencyjnego lub tzw. istotnym poglądem na etapie postępowania sądowego.

Przypominamy! Zastrzeżenia do działań instytucji finansowych w czasie koronawirusa można zgłaszać na specjalną infolinię i e-mail uruchomiony przez Rzecznika Finansowego. Więcej pod poniższym linkiem: Finanse w czasie koronawirusa.

15 kwietnia 2020 r. 

Gefion z zakazem zawierania nowych umów

Duński organ nadzoru finansowego zakazał spółce Gefion Insurance A/S zawierania nowych umów ubezpieczenia. To jednak istotne również dla posiadaczy polis wystawionych przez tego ubezpieczyciela w Polsce. Przykład klientów Gefiona pokazuje, jak potrzebne są szczególne rozwiązania związane z zawieraniem umów OC komunikacyjnego w czasie epidemii.

Informacja Komisji Nadzoru Finansowego

Informacja duńskiego nadzoru

– Informacje z urzędów nadzoru są szczególnie ważne dla tych, którzy kupili OC komunikacyjne u tego ubezpieczyciela i w najbliższym czasie ich umowa kończy się. Muszą teraz uważać, żeby przez zaniedbanie lub brak właściwych informacji nie dopuścić do przerwy w ochronie w ubezpieczeniowej, gdyż grozi za to kara ze strony Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego – mówi Andrzej Kiciński, zastępca Rzecznika Finansowego.

Wyjaśnia, że zakaz zawierania nowych umów przez ubezpieczyciela ma istotne znaczenie dla już pozyskanych klientów. Wobec istniejących umów z tym ubezpieczycielem nie zadziała tzw. zasada automatyzmu. Przewiduje ona, że jeśli składka za OC komunikacyjne za okres 12 miesięcy została opłacona w całości, to może zostać zawarta   „automatycznie” umowa OC na kolejne 12 miesięcy. Tak się stanie, jeśli klient nie złoży oświadczenia o wypowiedzeniu najpóźniej ostatniego dnia obowiązywania umowy. Ma to zabezpieczać klientów przed sytuacją, w której zapomną lub z powodów zdrowotnych nie mogą dopełnić formalności, a dzięki takiemu rozwiązaniu będą korzystali z ochrony

Zakaz zwierania nowych umów w praktyce oznacza, że wobec umów istniejących ta zasada automatyzmu nie zadziała – przestrzega Andrzej Kiciński.

Dlatego posiadacze polis wystawionych przez Gefion muszą pilnie sprawdzić, kiedy ich umowa wygasa. Następnie – zgodnie z obowiązującymi regulacjami – powinni zawrzeć nową umowę OC w innym zakładzie ubezpieczeń, tak żeby nie mieć ani jednego dnia przerwy w ochronie ubezpieczeniowej. Nie muszą przy tym składać wypowiedzenia dotychczas obowiązującej  umowy.

Na przykładzie klientów Gefiona widać, jak potrzebne są szczególne rozwiązania związane z zawieraniem umów OC komunikacyjnego w czasie epidemii.

W obecnej sytuacji część klientów nie posługujących się komputerem i nie korzystających z bankowości internetowej, może mieć problem z osobistym zawarciem umowy ubezpieczenia i opłaceniem składki. Chodzi tu w szczególności o przypadki pozostawiania w kwarantannie, czy dobrowolnej izolacji osób starszych. Wiele osób jest hospitalizowanych, są osoby, które znajdują się w stanie poważnie zagrażającym życiu.  Liczę, że jeśli przerwa w ochronie powstanie właśnie w takich okolicznościach, Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny w interesie publicznym będzie konsekwentnie korzystał z przewidzianej w ustawie i statucie możliwości umorzenia opłaty karnej. Ofiary epidemii nie powinny być karane za czas niezawinionej przez nich przerwy w ubezpieczeniu OC. Mam też nadzieję, że ubezpieczyciele pilnie i dobrowolnie wdrożą skuteczne procedury, pozwalające w takich sytuacjach na telefoniczne zawarcie umowy np. przez agenta, w tym z odroczoną płatnością. Klienci nie powinni być bezwzględnie zmuszani do stawienia się w placówce pod groźbą sankcji ze strony UFG –  mówi Andrzej Kiciński.

30 marca 2020 r. 

Rzecznik Finansowy ostrzega przed „inwestycjami w roszczenia bankowe”

„W Internecie znalazłem reklamę firmy oferującej duże zyski z inwestycji w roszczenia bankowe. Powinienem się na nią zdecydować?” – takie zapytanie trafiło do ekspertów Rzecznika Finansowego. Po analizie stron internetowych, Rzecznik będzie oczekiwał dodatkowych wyjaśnień od podmiotu kuszącego „inwestorów”. Rozważa też podjęcie innych działań, włączenie z poinformowaniem prokuratury i Komisji Nadzoru Finansowego.

W ostatnim czasie zaczęły pojawiać się strony internetowe, obiecujące 60% czy nawet 140% zwrotu z „inwestycji w roszczenia bankowe”.

Zawsze gdy widzimy obietnicę takich zysków, należy zachować ostrożność przed skorzystaniem z oferty. Nam po analizie informacji zawartych na tych stronach nasunęło się wiele pytań, na które nie znajdujemy na dziś odpowiedzi – mówi prof. Mariusz Jerzy Golecki, Rzecznik Finansowy.

Dlatego Rzecznik Finansowy zdecydował o skierowaniu pisma do podmiotu prowadzącego strony internetowe promujące ten rodzaj inwestycji. Będzie oczekiwał dodatkowych wyjaśnień nt. podstaw prawnych przedstawiania takiej oferty przez ten podmiot i samego mechanizmu „inwestycji”, w szczególności w zakresie deklarowanego „zabezpieczenia  inwestycji”. Będzie też żądał uzupełnienia informacji na stronie.

Mamy wątpliwości czy ten podmiot może w ogóle oferować tego typu „produkty inwestycyjne”. Jeśli uzyskane informacje potwierdzą te przypuszczenia, to rozważymy poinformowanie prokuratury i Komisji Nadzoru Finansowego o pojawieniu się takich ofert. – mówi Izabela Dąbrowska-Antoniak, dyrektor Wydziału Klienta Rynku Bankowo-Kapitałowego w biurze Rzecznika Finansowego.

Skąd mają się brać zyski z takiej inwestycji? Jak wynika z wypowiedzi medialnych przedstawicieli podmiotu prawdopodobnie – w uproszczeniu – w jednym przypadku transakcja ma polegać na zakupie wierzytelności opartej na żądaniu zwrotu prowizji i innych opłat z tytułu wcześniejszej spłaty kredytu konsumenckiego (art. 49 ustawy o kredycie konsumenckim). W drugim, z powierzonych środków mają być finansowane koszty obsługi prawnej i koszty sądowe sprawy dotyczącej umowy „frankowej”, a inwestor ma otrzymać część zasądzonej przez sąd kwoty, oczywiście w przypadku wygranej.

– W oparciu o informacje na stronach trudno jednoznacznie stwierdzić naruszenie prawa, bo na przykład oferowanie zakupu roszczeń wobec banków nie jest zakazane. Jednak zalecałbym daleko posuniętą ostrożność przy korzystaniu z takiej oferty. W oparciu o zamieszczone na stronach treści potencjalny inwestor może nie być w stanie określić charakteru oraz sposobu działania proponowanego „produktu inwestycyjnego” – mówi Krzysztof Witkowski, specjalista w Biurze Rzecznika Finansowego.

Zwraca uwagę, że brak jest na przykład informacji pozwalających na ocenę skuteczności prawnej i ekonomicznej deklarowanego na stronach „zabezpieczenia praw inwestora” czy „zabezpieczenia inwestycji”, co może wprowadzać w błąd.  Tymczasem opis na stronach ogranicza się np. wyłącznie do informacji o możliwości odzyskania części prowizji i innych opłat pobranych przy udzieleniu kredytu w razie jego wcześniejszej spłaty. Dlatego kluczowe będzie wyjaśnienie jakie dokumenty i jakie informacje otrzymują osoby, które zdecydują się przekazać swoje dane kontaktowe na stronie.

Eksperci Rzecznika Finansowego zwracają też uwagę na drugą stronę medalu. Jeśli ktoś oferuje stopę zwrotu z „inwestycji” w roszczenia na tak wysokim poziomie, to może oznaczać, że są osoby skłonne sprzedać je za bardzo niskie kwoty.

– To zaskakujące szczególnie w odniesieniu do roszczeń związanych z rozliczeniem przedterminowo spłaconych kredytów konsumenckich. Obserwujemy, że na dziś w wielu wypadkach wystarczy samodzielne złożenie reklamacji do banku. Nie musimy podawać dokładnej kwoty naszego żądania – bank powinien wyliczyć ją samodzielnie. Nie trzeba angażować profesjonalnego pełnomocnika, a tym bardziej wchodzić w spór sądowy – mówi Krzysztof Witkowski. 

Przypomina, że sytuacja kredytobiorców diametralnie zmieniła się po wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 11 września 2019 r., zwanego w mediach „małym TSUE”. TSUE rozwiał w nim wszelkie istniejące wątpliwości interpretacyjne dotyczące art. 16 ust. 1 dyrektywy w sprawie umów o kredyt konsumencki oraz art. 49 ustawy o kredycie konsumenckim. Obydwa przepisy mówią o konieczności zwrotu przez kredytodawcę stosownej części wszelkich kosztów kredytu, w tym opłat i prowizji, w przypadku wcześniejszej spłaty całości tego kredytu. Zdaniem sędziów zwrot nie zależy od tego, czy te koszty są rozłożone w czasie, czy jednorazowe i powinien być on zrealizowany proporcjonalnie do pozostałego okresu kredytowania. To stanowisko zgodne z tym, które Rzecznik Finansowy wspólnie z prezesem Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów prezentował już w 2016 r. Warto podkreślić, że również orzecznictwo w sporach dotyczących kredytów „frankowych” jest coraz bardziej korzystne dla posiadaczy tego typu umów.

Rzecznik Finansowy ostrzega przed usługami platform inwestycyjnych

Do Rzecznika Finansowego docierają skargi klientów dotyczące stron internetowych oferujących możliwość inwestycji w różnorodne instrumenty finansowe. Inwestorzy skarżą się na problemy z odzyskaniem pieniędzy, pochopnie wpłaconych na konto takich platform inwestycyjnych. Pojawiają się też sygnały o wprowadzaniu klientów w błąd co do gwarancji zysku z inwestycji.

Infografika – uwaga na platformy inwestycyjne

Traktuję te sygnały od klientów bardzo poważnie. W najbliższych dniach zawiadomimy prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa oszustwa. Równolegle poinformujemy KNF o wpływających do nas wystąpieniach. Apeluję do klientów o rozwagę przy korzystaniu usług platform inwestycyjnych – mówi Mariusz Jerzy Golecki, Rzecznik Finansowy.

Jakie problemy zgłaszają klienci? „W Internecie znalazłem reklamę platformy inwestycyjnej na rynku forex. Przy zakładaniu konta wpłaciłem kilkaset dolarów. Teraz nie mogę odzyskać żadnych pieniędzy.” – takie wystąpienia trafiają do ekspertów Rzecznika Finansowego.

Warunkiem niezbędnym do założenia indywidualnego konta na platformie jest zasilenie go kwotą np. w wysokości 500 USD. Następnie, pracownicy platformy, nawiązując kontakt telefoniczny na numer podany w trakcie rejestracji przez klienta, żądają od inwestorów przesłania skanu dowodu osobistego. Rzekomo ma to służyć wyłącznie potwierdzeniu tożsamości inwestora – opisuje Krzysztof Witkowski, z biura Rzecznika Finansowego.

Klienci chcąc chronić swoje dane personalne i zabezpieczyć się przed potencjalną kradzieżą tożsamości odmawiają przesłania skanu dowodu. Wówczas pracownicy platformy twierdzą, że zwrot wpłaconej kwoty może nastąpić wyłącznie po pełnej aktywacji konta, a do niej potrzebne jest przekazanie skanu dowodu osobistego. Platforma nie respektuje składanych przez klientów oświadczeń o odstąpieniu od umowy założenia i prowadzenia konta inwestycyjnego. W związku z tym, klienci nie są w stanie odzyskać wpłaconej kwoty.

Pojawiają się też sygnały o wprowadzaniu klientów w błąd co do gwarancji zysku z inwestycji. Tymczasem propozycje dotyczą często skomplikowanych i ryzykownych instrumentów związanych np. z rynkiem forex, kontraktami terminowymi na złoto, surowce itp. czy kryptowalutami.

– W jednej ze spraw klient zainwestował w kontrakt na różnice na kursie ropy, bo jego „asystent” obiecywał mu gwarantowany zysk. Klient uwierzył i stracił pieniądze – mówi Krzysztof Witkowski. 

Trudno o skuteczną interwencję

Rzecznik Finansowy ostrzega, że dochodzenie roszczeń od tego typu firm jest bardzo utrudnione.

Często nie sposób ustalić formy organizacyjnej, na podstawie której platforma prowadzi swoją działalność, a także określić jednoznacznie miejsca jej siedziby. Z informacji na stronach takich podmiotów wynika, że ich główne siedziby są zarejestrowane np. na wyspach Saint Vincent i Grenadyny, Wyspach Marshalla czy na Cyprze. Jednocześnie zdarza się, że platformy tworzą specjalną spółkę albo oddział np. w Estonii czy innym kraju w UE, wyłącznie do przyjmowania skarg na działanie platformy. To nie oznacza jednak ochrony prawa europejskiego czy polskiego – mówi Krzysztof Witkowski.

Zwraca uwagę, że choć usługi platform inwestycyjnych są dostępne dla polskich klientów to Rzecznik Finansowy często nie ma podstaw prawnych do podjęcia interwencji przeciwko takim podmiotom. W ocenie ekspertów Rzecznika  działalność takich spółek często nie wchodzi również w zakres kompetencji  Komisji Nadzoru Finansowego. – W związku z tym, w razie utraty zainwestowanych pieniędzy, organy państwa nie będą w stanie udzielić inwestorowi odpowiedniej pomocy prawnej i spowodować odzyskania kwoty wpłaconej na platformę – przestrzega Krzysztof Witkowski.

Uwaga na obietnice wysokich zysków

Eksperci rzecznika Finansowego wskazują , że w ostatnim okresie trafia do nich coraz więcej wystąpień klientów, którzy stracili zainwestowane pieniądze na rynku finansowym, funkcjonującym szczególnie w oparciu o nowe technologie oraz nowe produkty inwestycyjne.

Nie inwestujmy w produkty, których zasad działania nie rozumiemy. Pamiętajmy, żeby przeczytać umowę, na podstawie której będzie opierać się współpraca z podmiotem. Sprawdźmy dokładnie gdzie ten podmiot jest zarejestrowany i w jakim zakresie można będzie liczyć na wsparcie w razie sporu ze strony krajowych czy zagranicznych instytucji chroniących interesy konsumentów. W razie niezrozumienia jakichkolwiek zapisów umowy, należy skonsultować ich treść z prawnikiem – apeluje Krzysztof Witkowski.

Przestrzega też, żeby nie udostępniać kopii, zdjęcia czy skanu swojego dowodu osobistego, jak i samego dowodu podmiotowi do którego wiarygodności mamy wątpliwości.

Pozyskane w ten sposób dane mogą zostać wykorzystane zaciągnięcia przez oszustów pożyczki, której spłaty pożyczkodawca będzie domagał się od nas – mówi Krzysztof Witkowski.

Nie należy także zapominać, że tylko część ofert na rynku finansowym gwarantuje stałe zyski np. lokaty czy obligacje skarbowe. Obietnice osób czy podmiotów, które przewiduję nie tylko pewny, ale też wysoki zysk należy traktować z rezerwą. Z doświadczeń Rzecznika Finansowego wynika, że wiele takich obietnic kończy się stratą inwestycyjną dla klienta.

3 grudnia 2019 r.

Rzecznik Finansowy ostrzega – uwaga na inwestycje „w weksle”!

Przedsiębiorcy znaleźli nowy sposób na pozyskanie pieniędzy od osób prywatnych. Zamiast emisji obligacji korporacyjnych wystawiają weksle. Te instrumenty są wyłączone spod rygorów emisji publicznych. To oznacza, że ryzyko takiej inwestycji jest większe. Ograniczone są też możliwości wsparcia ze strony organów państwa.

„Dostałem propozycję „inwestycji w weksle” pewnej firmy. Czy to bezpieczne?” – takie pytanie trafiło do ekspertów Rzecznika Finansowego. Transakcja – w uproszczeniu – polega na tym, że inwestor przekazuje pieniądze przedsiębiorcy np. na rozwój firmy. Gwarancją określonej stopy zwrotu, jest weksel wystawiany przez przedsiębiorcę.

– Taka oferta ma na celu obejście szerokich obostrzeń prawnych dotyczących emisji oraz oferowania obligacji korporacyjnych – uważa Krzysztof Witkowski, z biura Rzecznika Finansowego. Przypomina, że w ostatnim czasie zostały one istotne zwiększone. Celem było ograniczenie ryzyka dla inwestorów nieprofesjonalnych. Jest to skutek problemów z niewypłacalnością spółki GetBack S.A. Propozycje regulacji w tym  zakresie zgłaszał też Rzecznik Finansowy.

Ograniczone obowiązki informacyjne

Z analizy ekspertów Rzecznika Finansowego wynika, że publiczna emisja weksli może pociągać za sobą ryzyko chybionej inwestycji ze względu na brak pełnej informacji. Jest ono większe niż obecnie w przypadku obligacji korporacyjnych. To szczególnie istotne w przypadku skierowania oferty do inwestorów nieprofesjonalnych.

– W przypadku emisji weksli, emitent nie jest zobowiązany do przestawienia jakiegokolwiek dokumentu ofertowego. Wystarczy, że opublikuje on zwykłe ogłoszenie, z którego będzie wynikać, iż zamierza on dokonać emisji weksli – wyjaśnia Krzysztof Witkowski.

Samo ogłoszenie nie musi zawierać żadnych informacji odnoszących się do warunków tej emisji. Inwestorzy indywidualni będą musieli za każdym razem o nie poprosić. Wymogi co do minimum treści warunków emisji nie zostały jednak prawnie uregulowane. Nie ma więc sankcji związanej z rzetelnością takiej informacji. Może to oznaczać, że inwestor nie będzie w stanie samodzielnie ocenić na ich podstawie faktycznego ryzyka inwestycyjnego.

Brak ochrony na wypadek upadłości przedsiębiorcy

W skrajnym przypadku inwestorzy mogą mieć problem z odzyskaniem całości środków.

– Co istotne, przepisy ustawy z dnia 28 kwietnia 1936 r. – Prawo wekslowe, w żaden sposób nie chronią interesów inwestora w razie niewypłacalności lub upadłości wystawcy weksla – podkreśla Krzysztof Witkowski.

Ponadto, pieniądze przekazane emitentowi nie są objęte gwarancjami Bankowego Funduszu Gwarancyjnego jak np. lokaty bankowe.  Oznacza to, że w razie niewypłacalności emitenta lub jego upadłości, inwestor może utracić wszystkie pieniądze przekazane na rzecz przedsiębiorstwa. Trzeba również mieć świadomość, że rynek obrotu weksli znajduje się poza kompetencjami Komisji Nadzoru Finansowego. Firmy wystawiające weksle zwykle nie będą miały też statusu podmiotu rynku finansowego. A to oznacza, że Rzecznik Finansowy nie będzie mógł podjąć wobec nich interwencji. W razie problemów z odzyskaniem zainwestowanej kwoty, organy państwowe nie będą zatem w stanie udzielić inwestorowi odpowiedniej pomocy prawnej.

Rzecznik Finansowy uczula nieprofesjonalnych inwestorów, aby z rozwagą powierzali swoje pieniądze przedsiębiorcom emitującym weksle. Apeluje też o niekorzystanie z instrumentów finansowych, których zasady funkcjonowania są niejasne i dla inwestora niezrozumiałe.